Siłownia ( rzeźba, spalanie) pytanie :)

No właśnie czytałem i z takim zdaniem się nie spotkałem więc może Ty jakieś chujowe wydania czytasz

Szczerze powiedziawszy sam nie byłem przekonany, musiałem sprawdzić to osobiście. Nie trafiłem na fragment z sernikiem, ale są tam inne ciekawe wypowiedzi Tysona.

IMG_20250626_190659~2.jpg


IMG_20250626_191044~2.jpg
 
A czytasz co piszę?
Nie bez węgli tylko z odpowiednią ilością i w odpowiedniej porze

Z grama tłuszczu masz więcej ATP niż z grama cukru. Tłuszcz spala się do stabilnej, długiej energii : wodoru, bez szkodliwych metabolitów, zatem jak ktoś chce czuć nasycenie przez wiele godzin i stabilnie się czuć bez uczucia łaknienia to tłuszcz wysoko oraz białko, węglowodany w postaci owoców leśnych w zupełnie wystarczają jako dodatek

Walczę 2h non stop średnio 3x w tygodniu, energii nie brakuje. Bardzo dużo klinczu. Dlatego nie robię żadnego cardio

Dla większości to właśnie będzie męczarnia, bo będą się zajeżdżać treningiem, dokładać cardio i słabo będzie z nasyceniem bo wejdą w model, gdzie będą ucinać tłuszcz z każdym tygodniem

W tym, że ludzie robiąc to na własną rękę najczęściej chodzą głodni co 3h i długo nie są w stanie tak funkcjonować:)
Widzę, że są jeszcze ludzie, którzy oparli się cukrowej propagandzie, ja w wieku 33lat (12 lat temu) nie trenując od jakichś 7miu, mając masę 125kg,
schudłem w 6 miesięcy na diecie białkowo tłuszczowej 43kg,
czyli do 82kg suchej masy gdzie na mój wzrost 179cm to solidna postawa, robiąc formę życia, kaloryfer z żyłami na brzuchu, wracając na siłkę, bjj i boks.
Więc tak, ten model działa nawet zajebiście. Wcześniej próbowałem różnych diet i ni chuja.
Doszedłem do formy gdzie 10km biegałem w 43 minuty. Podciągałem się 20x na drążku a pompki robiłem po 120 w serii i kombinowane. W pól roku.
Fakt zapierdalałem jak wariat. Pierwszy miesiąc spacery w nocy po 2h marszobieg. Spad prawie 20kg w 1 miesiąc. Potem włączyłem trening siłowy i z górki.
Na początku nie ma się energii potem już bajka. Mózg działa inaczej, sprawniej.
Jedyny problem to wyrzeczenia. No i miałem motywację bo się z babą rozwiodłem.
Nie żre się bułeczek rano z masełkiem (które uwielbiam co mnie gubi) i tak dalej, frytek i innych węgli. Drugi ból zero alko, gdzie wcześniej pijałem po 2-3 browary dziennie.
To jest najcięższe. Mięsa i jaj wpierdalałem pod korek. Waga w dół. Spanie 4-6h i pełny energii. Wyniki na badaniach lekarskich jak 25 latek. W pół roku, przypominam bycia wcześniej przez 5 co najmniej lat behemotem.
Wagę utrzymałem przez kolejne 2-3 lata. Potem 85-90kg.
Niestety od jakichś 6 lat (mam 45 w tym roku) znowu się zapasłem po solidnej kontuzji barku (przez prawie rok nie mogłem nawet pompki zrobić) i wpierdalaniu w depresji przez to z powrotem węgli na potęgę.
Muszę się przełamać i do tego wrócić. Próbowałem liczyć kalorie i tak dalej, to nie dla mnie. A i potwierdzam naukowcy pierdolą głupoty, człowiek pierwotny jechał na mięsie non stop.
True story, poważnie nie ściemniam.

Ale się zaraz gromy posypią, hihi.
 
Widzę, że są jeszcze ludzie, którzy oparli się cukrowej propagandzie, ja w wieku 33lat (12 lat temu) nie trenując od jakichś 7miu, mając masę 125kg,
schudłem w 6 miesięcy na diecie białkowo tłuszczowej 43kg,
czyli do 82kg suchej masy gdzie na mój wzrost 179cm to solidna postawa, robiąc formę życia, kaloryfer z żyłami na brzuchu, wracając na siłkę, bjj i boks.
Więc tak, ten model działa nawet zajebiście. Wcześniej próbowałem różnych diet i ni chuja.
Doszedłem do formy gdzie 10km biegałem w 43 minuty. Podciągałem się 20x na drążku a pompki robiłem po 120 w serii i kombinowane. W pól roku.
Fakt zapierdalałem jak wariat. Pierwszy miesiąc spacery w nocy po 2h marszobieg. Spad prawie 20kg w 1 miesiąc. Potem włączyłem trening siłowy i z górki.
Na początku nie ma się energii potem już bajka. Mózg działa inaczej, sprawniej.
Jedyny problem to wyrzeczenia. No i miałem motywację bo się z babą rozwiodłem.
Nie żre się bułeczek rano z masełkiem (które uwielbiam co mnie gubi) i tak dalej, frytek i innych węgli. Drugi ból zero alko, gdzie wcześniej pijałem po 2-3 browary dziennie.
To jest najcięższe. Mięsa i jaj wpierdalałem pod korek. Waga w dół. Spanie 4-6h i pełny energii. Wyniki na badaniach lekarskich jak 25 latek. W pół roku, przypominam bycia wcześniej przez 5 co najmniej lat behemotem.
Wagę utrzymałem przez kolejne 2-3 lata. Potem 85-90kg.
Niestety od jakichś 6 lat (mam 45 w tym roku) znowu się zapasłem po solidnej kontuzji barku (przez prawie rok nie mogłem nawet pompki zrobić) i wpierdalaniu w depresji przez to z powrotem węgli na potęgę.
Muszę się przełamać i do tego wrócić. Próbowałem liczyć kalorie i tak dalej, to nie dla mnie. A i potwierdzam naukowcy pierdolą głupoty, człowiek pierwotny jechał na mięsie non stop.
True story, poważnie nie ściemniam.

Ale się zaraz gromy posypią, hihi.
Człowiek pierwotny żył 25-35 lat, miał pasożyty i się nie mył. Cóż to za argument, że człowiek pierwotny jechał na mięsie? Co to ma dowodzić? Bo nie kumam zachwytow nad tym, że pierwsi ludzie coś robili.
 
Człowiek pierwotny żył 25-35 lat, miał pasożyty i się nie mył. Cóż to za argument, że człowiek pierwotny jechał na mięsie? Co to ma dowodzić? Bo nie kumam zachwytow nad tym, że pierwsi ludzie coś robili.
Nie zrozumiałeś panie magistrze, chodziło mi o to, że nasze organizmy są do tego przystosowane, w pełni, by funkcjonować bez grama węgli.

Ja poważnie to co napisałem zrobiłem, to nie jakaś ściema.

Edit: minusem jest to, że no właśnie, węgle są smaczne, szczególnie w połączeniu z mięsem.
 
Nie zrozumiałeś panie magistrze, chodziło mi o to, że nasze organizmy są do tego przystosowane, w pełni, by funkcjonować bez grama węgli.
No jechali, ale właśnie 25-35 lat. Z pasożytami. :D To też coś mówi o tym sposobie żywienia, czyż nie? Czy brak związku? Podobno jesteś tym, co jesz :D
Takie czasy teraz, każdy ma magazyniera, i proste rzeczy mogą stanowić wyzwanie intelektualne :żeco:

No, i ja absolutnie nie neguje, że bez węgli się nie da. Wielu ludzi sobie chwali, wiadomo
 
No jechali, ale właśnie 25-35 lat. Z pasożytami. :D To też coś mówi o tym sposobie żywienia, czyż nie? Czy brak związku? Podobno jesteś tym, co jesz :D
Takie czasy teraz, każdy ma magazyniera, i proste rzeczy mogą stanowić wyzwanie intelektualne :żeco:
Ale kto broni jeść warzywa i owoce o niskim indeksie glikemicznym czy jak się to chujostwo zwie, borówki, truskawki maliny, wpierdalałem też w dużych ilościach, z warzyw, sałata, kapusta, ogórek, pomidor, w opór.
Ja uwielbiam wpierdalać węglowodany, dlatego się spasłem i ciężko mi się drugi raz przestawić, stosowałem ten sposób żywienia, który wtedy nazywał się dieta kwaśniewskiego (nie tego komucha, a doktora) on ją pierwszy wymyślił, nie jakiś atkins. Nasz Polak.
 
Last edited:
Ale kto broni jeść warzywa i owoce i niskim indeksie glikemicznym czy jak się to chujostwo zwie, borówki, truskawki maliny, wpieralałem też w dużych ilościach, z warzyw, sałata, kapusta, ogórek, pomidor, w opór.
No i elegancko. Ja właśnie gotuje kilo szynki. :D
 
Widzę, że są jeszcze ludzie, którzy oparli się cukrowej propagandzie, ja w wieku 33lat (12 lat temu) nie trenując od jakichś 7miu, mając masę 125kg,
schudłem w 6 miesięcy na diecie białkowo tłuszczowej 43kg,
czyli do 82kg suchej masy gdzie na mój wzrost 179cm to solidna postawa, robiąc formę życia, kaloryfer z żyłami na brzuchu, wracając na siłkę, bjj i boks.
Więc tak, ten model działa nawet zajebiście. Wcześniej próbowałem różnych diet i ni chuja.
Doszedłem do formy gdzie 10km biegałem w 43 minuty. Podciągałem się 20x na drążku a pompki robiłem po 120 w serii i kombinowane. W pól roku.
Fakt zapierdalałem jak wariat. Pierwszy miesiąc spacery w nocy po 2h marszobieg. Spad prawie 20kg w 1 miesiąc. Potem włączyłem trening siłowy i z górki.
Na początku nie ma się energii potem już bajka. Mózg działa inaczej, sprawniej.
Jedyny problem to wyrzeczenia. No i miałem motywację bo się z babą rozwiodłem.
Nie żre się bułeczek rano z masełkiem (które uwielbiam co mnie gubi) i tak dalej, frytek i innych węgli. Drugi ból zero alko, gdzie wcześniej pijałem po 2-3 browary dziennie.
To jest najcięższe. Mięsa i jaj wpierdalałem pod korek. Waga w dół. Spanie 4-6h i pełny energii. Wyniki na badaniach lekarskich jak 25 latek. W pół roku, przypominam bycia wcześniej przez 5 co najmniej lat behemotem.
Wagę utrzymałem przez kolejne 2-3 lata. Potem 85-90kg.
Niestety od jakichś 6 lat (mam 45 w tym roku) znowu się zapasłem po solidnej kontuzji barku (przez prawie rok nie mogłem nawet pompki zrobić) i wpierdalaniu w depresji przez to z powrotem węgli na potęgę.
Muszę się przełamać i do tego wrócić. Próbowałem liczyć kalorie i tak dalej, to nie dla mnie. A i potwierdzam naukowcy pierdolą głupoty, człowiek pierwotny jechał na mięsie non stop.
True story, poważnie nie ściemniam.

Ale się zaraz gromy posypią, hihi.
Bardzo ładne wyniki! To pokazuje dobitnie jak trzeba to robić z głową

Liczenie kalorii to wpychanie się w szpony tej propagandy. Od tego jak najdalej.

Zrób to samo i od razu odzyskasz życie, spokój ducha a i depresji nie będzie. Znasz to doskonale i wiesz, że tak jest ! :)
 
Ale się zaraz gromy posypią, hihi.

Mordo tutaj raczej nikt nie hejtuje jedzenia mięsa (może poza @alww ). Z @Brawler098 jest problem o treningu :)

Ja też jestem zwolennikiem tego sposobu żywienia, niestety jest droższy, chyba że się je podroby których nienawidzę. Ale też już całkowita ketoza to byłaby przesada :) Balans z naciskiem na dużo białka i produkty pochodzenia naturalnego, w sensie takie które na etykiecie mają to co widzisz jako produkt, a nie 7 rozmaitych składników w prostym jogurcie.
 
Nie jestem w stanie nawet zacząć keto, bo bez węgli umieram. Musiałbym nie pracować i skupić się na szykowaniu posiłków. Dlatego u mnie najlepszą opcją jest low carb. Tylko że wtedy trzeba trochę liczyć te kalorie, bo jak zdaję się na mój naturalny licznik to wpierdalam jak świnia. Najgorsze co może być to napady apetytu na słodycze. Najłatwiej ich uniknąć nie folgując sobie, bo gdy organizm poczuje trochę rarytasków to zaraz mu się ssanie załącza :lol:

A później przychodzi zima, człek tyra na mrozie i wpierdala jak świnia i przez to -20 na dworze robi się +20 na wadze :lol:
 
Najgorsze co może być to napady apetytu na słodycze. Najłatwiej ich uniknąć nie folgując sobie, bo gdy organizm poczuje trochę rarytasków to zaraz mu się ssanie załącza :lol:

Potwierdzone, lepiej nie tykać wcale.
Ja ostatnio dość restrykcyjnie podszedłem do tematu diety, żeby zadbać nie tyle co o swoje ulaństwo, ale robić wszystko prozdrowotnie. Wyjebałem więc przetworzony cukier do zera tak jak masę innych przetworzonych rzeczy. Mimo, że nie byłem nigdy jakoś mocnym fanem słodyczy, bo po prostu wolę słone przekąski to trochę czułem pragnienie na cukier, bo kiedyś to jakiś cukierek niepostrzeżenie albo baton proteinowy etc. A skyry też były obecne jako element potreningowego posiłku z twarogiem (a mają nakurwione cukru) i nawet nie zdawałem sobie sprawy, że jednak jestem uzależniony od cukru jak każdy. Ale po dwóch tygodniach minęło. Na szczęście jest sezon na truskawki i czereśnie więc najlepszy możliwy zamiennik.
Ale z cukrem to było tak, że byłem na obiedzie u ciotki i pomimo, że wpierdoliłem sporo mięsiwa to stało ciasto drożdżowe (te panetonne z biedronki czy jakoś tak). Uznałem, że to mały kawałek a ładnie zapachniało, trochę węgli można i delikatny cheat nikogo nie zabije. Zjadłem kawałek, od tamtej pory mija tydzień a mam kurewskie łaknienie na słodkie, jak dojechałem do domu to wpierdoliłem kilka rafaello które miałem w mieszkaniu, które mi zostało kiedyś tam po imprezach xD Jak przynoszą w pracy to mam tak, że mój mózg mówi ciągle aby zjeść po obiedzie czekoladkę/ciasto do kawy etc. przecież to nic nie zmieni, a jesteś zmęczony i potrzebujesz szybkiej energii z cukru :awesome:
Dlatego jebać cukier maczetami, następny raz się nie złamię nawet na odrobine, bo jak się fajnie wyczyściłem z tego to teraz ciało nadal się domaga tego narkotyku.

Ja akurat keto bym mógł być jakbym finansowo mógł sobie codziennie pozwolić na dobrze przyrządzonego steka z jakiejś sztuki mięsa xD No i nie mieć wstrętu do podrobów, bo na keto/carnivore są niezbędne. Plus moje ciało niestety co jakis czas ma alergię na jajka i jak zjem częściej to muszę potem miesiąc pauzy robić, bo flaki źle znoszą.
 
Nie jestem w stanie nawet zacząć keto, bo bez węgli umieram. Musiałbym nie pracować i skupić się na szykowaniu posiłków. Dlatego u mnie najlepszą opcją jest low carb. Tylko że wtedy trzeba trochę liczyć te kalorie, bo jak zdaję się na mój naturalny licznik to wpierdalam jak świnia.
Spróbuj na jakimś urlopie nawet z ciekawości. Same steki w lokalach i jaja rano.
;) Ciężko przejść tę aklimatyzację nic więcej potem poważnie ma się energii od chuja, a jak brakuje to gruby plaster wędzonego boczku i z głowy ;)
Najgorsze co może być to napady apetytu na słodycze. Najłatwiej ich uniknąć nie folgując sobie, bo gdy organizm poczuje trochę rarytasków to zaraz mu się ssanie załącza :lol:
Z babą zamieszkasz to dopiero ciężko takich rzeczy unikać, jak byłem wilkiem samotnikiem to mega forma i pilnowanie miski, z kobietą to katorga, zawsze coś przyniesie, albo zacznie sobie chrupać.
A później przychodzi zima, człek tyra na mrozie i wpierdala jak świnia i przez to -20 na dworze robi się +20 na wadze :lol:
Tu też po onucowsku, dwie łyżki sadła z niedźwiedzia ale bez spirytusu.
:jarolaugh:
 
Może dla przeciętnego zjadacza chleba dieta low carb była by dobrą, ale na pewno nie dla zawodowego sportowca a o tym była dyskusja
 
Może dla przeciętnego zjadacza chleba dieta low carb była by dobrą, ale na pewno nie dla zawodowego sportowca a o tym była dyskusja
A kto tu jest zawodowym sportowcem?
Zawsze idziecie w jakieś kurwa skrajności....

Dla Pani księgowej lat 50 nauka mostów uzdrowi plecy, dopierdalanie martwych ciągów może tylko problemy pogłębiać. Ludzie chcą być sprawni i silni a nie rozrosnieci i z tak obolałymi stawami że nie mogą się poruszać po treningu....
 
A kto tu jest zawodowym sportowcem?
Zawsze idziecie w jakieś kurwa skrajności....

Dla Pani księgowej lat 50 nauka mostów uzdrowi plecy, dopierdalanie martwych ciągów może tylko problemy pogłębiać. Ludzie chcą być sprawni i silni a nie rozrosnieci i z tak obolałymi stawami że nie mogą się poruszać po treningu....
Znowu przekręcasz, przecież to Ty się powoływałeś na osoby czynnie uprawiające sport w temacie diety tłuszczowej a nie na Grażynki i Januszy. Jak się ostawi węgle to zlatuje z człowieka woda wiązana przez glikogen a przez to leci w dół waga. Jednak jak ktoś trenuje coś więcej niż tylko 30 minut lekich ćwiczeń 2×3 razy w tygodniu, to bez węglowodanów daleko nie pojedzie i tyle. Podsumowując Sporty walki, lekkoatletyka, piłka nożna, rugby itd. bez węglowodanów= brak energi, gorsze wyniki, gorsza efektywność. Tyle
 
Znowu przekręcasz, przecież to Ty się powoływałeś na osoby czynnie uprawiające sport w temacie diety tłuszczowej a nie na Grażynki i Januszy. Jak się ostawi węgle to zlatuje z człowieka woda wiązana przez glikogen a przez to leci w dół waga. Jednak jak ktoś trenuje coś więcej niż tylko 30 minut lekich ćwiczeń 2×3 razy w tygodniu, to bez węglowodanów daleko nie pojedzie i tyle. Podsumowując Sporty walki, lekkoatletyka, piłka nożna, rugby itd. bez węglowodanów= brak energi, gorsze wyniki, gorsza efektywność. Tyle
Powiedz : byłeś kiedykolwiek na tłuszczu?
Bo z tego co wypisujesz to ni cholery
 
A kto tu jest zawodowym sportowcem?
Zawsze idziecie w jakieś kurwa skrajności....
Ty zawsze tak robisz jak wchodzi temat siłowni. Każdego kto chodzi na siłkę przyrównujesz do "kulturowników", nie rozumiejąc że w tej dyscyplinie oni mają być kurwa ogromni, a nie sprawni w przeciwieństwie do zwykłego bywalca siłowni, który trenuje fbw i witaminy nie rusza.

:beczka:
 
Ty zawsze tak robisz jak wchodzi temat siłowni. Każdego kto chodzi na siłkę przyrównujesz do "kulturowników", nie rozumiejąc że w tej dyscyplinie oni mają być kurwa ogromni, a nie sprawni w przeciwieństwie do zwykłego bywalca siłowni, który trenuje fbw i witaminy nie rusza.

:beczka:
To nie są sportowcy tylko męskie modelki , które hodują organizm. Od tego należy zacząć. Nie spełnia to kryteriów żadnego sportu
 
Twoja opinia.
Nie tylko.
Ludzie chodzą latami na te silownie bez żadnych efektów czy to wizualnych czy siłowych. Być może niektórzy robią to towarzysko i OK , natomiast jestem przekonany, że jakby poczuli moc jaka płynie z ćwiczeń z własną masą ciała to by się wkręcili na maxa, bo to nie jest moje bajdurzenie że ten określony typ treningu wyciąga ludzi z kontuzji, deficytów ruchowych czy dysproporcji siłowych, poprawia im jakość życia.

Powiem więcej: gdyby ludzie posiadali tą wiedzę jak właściwie napinać swoje ciało to nie słyszelibyśmy o skandalicznych zaniedbaniach w szpitalach np odleżyny (zastój płynów w tkankach podskórnych, brak cyrkulacji)

Fajne są przykłady z Phelpsem tyle, że nie realne. Większość ludzi obżera się cukrem bo nikt im nie pokazał innej drogi, nawyki dziedziczą - wynoszą z domu rodzinnego. Później Ci ludzie poznają różne diety, zaczynają liczyć kalorie, kroki, rozpisywać sobie ćwiczenia pod różnymi kątami - zatracają się w tej bańce aż do większego zastoju, który średnio pojawia się po kilku latach.

Czym innym jest robienie powiedzmy 200kg w martwym ciągu bardzo mechanicznie a czym innym jest podnoszenie 60kg z maksymalnym dopięciem całego ciała. Jak myślisz co kształtuje więcej siły - długofalowo? Więcej zdrowia i samoświadomości ciała i ruchu?

Przedzieranie się na sieciowych siłowniach od maszyny do maszyny, czekanie na swoją kolej, ubieranie i rozbieranie sztangi to czas totalnie zmarnowany. Więcej go schodzi na te bzdurne czynności niż na sam trening.

Z tych też samych powodów sporo ludzi przerzuciło się na ketle, bo nie muszą nic regulować, tracić czasu. I przeważnie też te osoby emanują większą sprawnością niż Ci co pompują sztangę

No to jest cały szereg różnic - od powięzi mięśniowej (kto w ogóle o tym mówi?!), czas po końcową jakość treningu
 
Nie tylko.
Ludzie chodzą latami na te silownie bez żadnych efektów czy to wizualnych czy siłowych. Być może niektórzy robią to towarzysko i OK , natomiast jestem przekonany, że jakby poczuli moc jaka płynie z ćwiczeń z własną masą ciała to by się wkręcili na maxa, bo to nie jest moje bajdurzenie że ten określony typ treningu wyciąga ludzi z kontuzji, deficytów ruchowych czy dysproporcji siłowych, poprawia im jakość życia.

Powiem więcej: gdyby ludzie posiadali tą wiedzę jak właściwie napinać swoje ciało to nie słyszelibyśmy o skandalicznych zaniedbaniach w szpitalach np odleżyny (zastój płynów w tkankach podskórnych, brak cyrkulacji)

Fajne są przykłady z Phelpsem tyle, że nie realne. Większość ludzi obżera się cukrem bo nikt im nie pokazał innej drogi, nawyki dziedziczą - wynoszą z domu rodzinnego. Później Ci ludzie poznają różne diety, zaczynają liczyć kalorie, kroki, rozpisywać sobie ćwiczenia pod różnymi kątami - zatracają się w tej bańce aż do większego zastoju, który średnio pojawia się po kilku latach.

Czym innym jest robienie powiedzmy 200kg w martwym ciągu bardzo mechanicznie a czym innym jest podnoszenie 60kg z maksymalnym dopięciem całego ciała. Jak myślisz co kształtuje więcej siły - długofalowo? Więcej zdrowia i samoświadomości ciała i ruchu?

Przedzieranie się na sieciowych siłowniach od maszyny do maszyny, czekanie na swoją kolej, ubieranie i rozbieranie sztangi to czas totalnie zmarnowany. Więcej go schodzi na te bzdurne czynności niż na sam trening.

Z tych też samych powodów sporo ludzi przerzuciło się na ketle, bo nie muszą nic regulować, tracić czasu. I przeważnie też te osoby emanują większą sprawnością niż Ci co pompują sztangę

No to jest cały szereg różnic - od powięzi mięśniowej (kto w ogóle o tym mówi?!), czas po końcową jakość treningu
:blebleble:

codziennie rzucam swoim ciężarem ciała z łóżka na kanape i odwrotnie i nie widzę efektów
:roberteyeblinking:
 
Back
Top