Wariaci, mam przemyślenia odnośnie kopnięć na łydkę podczas treningów i sparingów. Ostatnio byłem na treningu kickboxingu, gdzie zajęcia prowadzi pewien zawodnik FEN i zauważyłem, że jest u niego duży nacisk na calf kicki. Były w kombinacjach poczas techniki oraz ludzie z jego grupy bardzo ochoczo stosowali je podczas sparingów. Ja mam problem z kolanem, więc jestem wyczulony na różne ataki na nogi i zauważyłem, że osoby mało zaawansowane próbując trafić w łydkę kopią centralnie w staw kolanowy, więc można sobie przypadkowo zrobić krzywdę sparując z takimi ludźmi. Dwa to nawet jak ktoś trafi czysto i mocno, to wtedy osoba która dostała strzała gwałtownie traci równowagę i wtedy też można sobie kolano czy staw skokowy uszkodzić, podczas niewinnego sparingu. I teraz rodzi się pytanie czy jest sens wykonywać takie techniki podczas sparingów na rekreacyjnej sekcji mając na uwadze wg mnie większe ryzyko kontuzji niż przy przyjęciu klasycznego lowa? Wiadomo, że można robić to lekko, tak żeby wyrobić nawyk a nikogo przy tym nie uszkodzić, ale z niektórzy osobnicy nie potrafią tak sparować.
A tak na marginesie, co się dziwić że polscy zawodnicy MMA mają wyniki jakie mają, jak ten trener jak komuś tłumaczy lewy prosty, to każe z całej siły walić się na czoło po kilka razy, żeby mu udowodnić, że za lekko uderza. Jak byłem na treningu to chyba trzem osobom tak kazał robić i potem to już miał oczy mętne