Sport

@VoRaNeK Haratyk, Małachowski i Fajdek - liderzy tabel w rzutach. Buko juniorski rekord. A Anita jeszcze nie startowała. Polska lekka rzutami stoi :) Jest jeszcze nastolatka, co ma seniorski rekord Polski w oszczepie, nie pamiętam nazwiska. Plus Majewski, Urbanek, Nowicki i Fiodorow. Jeszcze się okaże, że połowa medali w Rio wpadnie "w kole" ;)
 
@VoRaNeK Haratyk, Małachowski i Fajdek - liderzy tabel w rzutach. Buko juniorski rekord. A Anita jeszcze nie startowała. Polska lekka rzutami stoi :) Jest jeszcze nastolatka, co ma seniorski rekord Polski w oszczepie, nie pamiętam nazwiska. Plus Majewski, Urbanek, Nowicki i Fiodorow. Jeszcze się okaże, że połowa medali w Rio wpadnie "w kole" ;)

Ja liczę na Ewke Swobode, ze rozwinie się do takiego stopnia, ze bedzie zdobywac medale na mistrzostwach rangi europejskiej
 
@VoRaNeK Haratyk, Małachowski i Fajdek - liderzy tabel w rzutach. Buko juniorski rekord. A Anita jeszcze nie startowała. Polska lekka rzutami stoi :) Jest jeszcze nastolatka, co ma seniorski rekord Polski w oszczepie, nie pamiętam nazwiska. Plus Majewski, Urbanek, Nowicki i Fiodorow. Jeszcze się okaże, że połowa medali w Rio wpadnie "w kole" ;)
Szkoda, że oszczep kuleje
 
Taka ciekawostka:



Lubiłem Lendla jak byłem dzieciakiem. Ale nie pamiętam aż takiej jego dominacji, żeby się na 2. miejscu w takim zestawieniu znaleźć miał. Prędzej bym się w ogóle spodziewał: 1. Pete, 2. Federer, 3. Rafa/Novak 5. Agassi/Borg/Connors Ale odczucia to jedno, a gigantyczne kłamstwo statystyka to drugie.

A tu taki sam ranking all-time. Laver bezkonkurencyjny:
https://thetennisbase.com/?enlace=rankings&accion=allTimeTM
 
Taka ciekawostka:



Lubiłem Lendla jak byłem dzieciakiem. Ale nie pamiętam aż takiej jego dominacji, żeby się na 2. miejscu w takim zestawieniu znaleźć miał. Prędzej bym się w ogóle spodziewał: 1. Pete, 2. Federer, 3. Rafa/Novak 5. Agassi/Borg/Connors Ale odczucia to jedno, a gigantyczne kłamstwo statystyka to drugie.

A tu taki sam ranking all-time. Laver bezkonkurencyjny:
https://thetennisbase.com/?enlace=rankings&accion=allTimeTM


Słaba jakość bo coś Jurka Janowicza nie dostrzegam
:lol:
 
KAZIMIERZ SYLWESTER PAŹDZIOR
przydomek "filozof ringu", ekonomista, drugi po Zygmuncie Chychle - polski złoty medalista olimpijski w boksie (Rzym, 1960).

Urodzony 4 marca 1935 w robotniczej dzielnicy Radomia (Borki), w wielodzietnej (siedmioro) rodzinie Józefa (zginął w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie podczas II wojny światowej) i Anieli, na której barkach spoczęło wychowanie tak licznej rodziny. Szybko musiał wspomagać jej budżet. Jako 15-letni absolwent szkoły podstawowej poszedł do pracy w Zakładach Metalowych im. gen. Waltera.
W przyzakładowym klubie Broń (1951-1955) zapoznał się z boksem (pierwszy trener Henryk Kozioł). Przez wiele lat łączył potem (z dużym powodzeniem) pracę, naukę (absolwent wieczorowego Technikum Ekonomicznego, zaocznych studiów w warszawskiej SGPiS, gdzie w 1969 otrzymał tytuł magistra ekonomii oraz dwuletniego Studium Trenerskiego przy wrocławskiej AWF (1972) z boksowaniem w barwach: OWKS Lublin (1956), CWKS Legii Warszawa (1956-1957) i Broni Radom (1958-1961).
Był bokserem świetnym i wyjątkowym (171 cm, 59 kg), który przeszedł do historii polskiego pięściarstwa jako "filozof ringu". Paździor - napisał o nim znawca tematu L. Olszewski - wytworzył swoisty styl walki, oparty na własnych możliwościach i umiejętnościach, a także cechach charakteru. Nie bił się w ringu, nie dopuszczał do wymiany, bo nie była mu potrzebna. Jego boks był właśnie jakby filozoficzny, wydumany, wyrafinowany. Najpierw ważne było własne bezpieczeństwo, potem dopiero przeciwnik z jego rozlicznymi walorami. Początek kariery pięściarza z Radomia nie był zbyt efektowny. Dopiero po pięciu latach startów zdecydowano się wystawić go do reprezentowania barw narodowych w mistrzostwach Europy w Pradze (1957). Nie zawiódł. W finale (po drodze wyeliminował m.in. reprezentanta ZSRR Anatolija Łagietko) pokonał doskonałego Fina Olli Mäki, późniejszego zawodowego mistrza Europy i zdobył złoty medal (Fin zrewanżował się Polakowi dwa lata później w Lucernie (1959) eliminując go w drugiej kolejce walk o mistrzostwo Europy). 2-krotny mistrz Polski w wadze lekkiej (1958, 1960) oraz 1-krotny mistrz kraju w zespole CWKS Warszawa (1956/57) był także 12-krotnym reprezentantem Polski w meczach międzypaństwowych 1957-1961 (10 zwycięstw i tylko 2 porażki). Złoty medalista olimpijski w Rzymie (1960).
Przed igrzyskami nie liczono na sukces radomianina, który tuż przed rozpoczęciem turnieju odniósł na treningu kontuzję nogi. Mimo dotkliwego bólu i wielkiej (w większości) klasy rywali, zademonstrował we wszystkich walkach ogromną ambicję, doskonałe wyszkolenie techniczne i świetną taktykę. Rok po igrzyskach mając 26 lat i znajdując się w doskonałej dyspozycji psychicznej i fizycznej - niespodziewanie zakończył karierę sportową (by "poukładać" sobie lepiej dalsze życie zawodowe i rodzinne) podczas której stoczył 194 walki (179 zwycięstw, 3 remisy, 12 porażek). Na krajowym ringu wygrał m.in. z takimi asami naszego pięściarstwa jak Kulej i Kasprzyk, a z rywali zagranicznych tylko pięciu bokserom świata udało się wygrać z "filozofem ringu" (Niemcom: Bomme, Herperowi i Schmidtowi oraz Lazarevicowi (Jugosławia) i Finowi Mäki). Po zakończeniu kariery sportowej łączył pracę starszego ekonomisty w Zakładach Metalowych im. Waltera ze szkoleniem pięściarzy miejscowej Broni (1962-1964), później po kolejnych studiach (trenerskich) prowadził pięściarzy: Zagłębia Lubin (1970-1979) od A klasy do I ligi i Gwardii Wrocław (1979-1986). Zasłużony Mistrz Sportu odznaczony m.in. dwukrotnie złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe i Krzyżami: Kawalerskim i Oficerskim OOP. Laureat nagrody im. Aleksandra Rekszy (1990).
Kazimierz Paździor zmarł 24 czerwca 2010 roku we Wrocławiu.

*1960 Rzym: w. lekka - w pierwszej kolejce pokonał 5:0 Karima Taha Abdula (Irak), w drugiej zwyciężył 4:1 Harryego Lempio (ORO/RFN), w ćwierćfin. wygrał po b. ciężkiej walce 5:0 z Salahem Shokweirem (ZRA), w półfin. pokonał 3:2 Richarda McTaggarta (W. Brytania), a w finale po porywającej walce z żywiołowym Włochem Sandro Lopopolo wygrał 4:1 i zdobył złoty medal olimpijski.
 
ANDRZEJ SKRZYDLEWSKI (1946-2006)
zapaśnik stylu klasycznego wagi ciężkiej, mistrz Polski, medalista mistrzostw świata i Europy, zdobywca brązowego medalu olimpijskiego w Montrealu (1976).

Urodzony 3 listopada 1946 w Ksawerowie koło Łodzi, syn Ryszarda (gospodarstwo ogrodnicze) i Zofii, absolwent Technikum Obróbki Skrawania w Rzeszowie (1976) i Studium Trenerskiego (AWF Katowice). Zapaśnik (180 cm, 100 kg) stylu klasycznego (waga ciężka 100 kg), reprezentant PTC Pabianice 1963-1968 (wychowanek trenera Tadeusza Wnuka) i Wisłoki Dębica (1968-1980), gdzie pod opieką trenerów klubowych (Tadeusz Popiołek, Czesław Korzeń) i trenera kadry (Janusz Tracewski) wyrósł na zapaśnika czołówki światowej. Nienaganna technika, ambicja i odwaga towarzyszyły jego niemałym sukcesom. Był niesłychanym ryzykantem w akcjach, a koledzy nazywali go często "mułem", bo wszystko znosił i dbając o swoje interesy, śmiało zdążał do celu.
6-krotny mistrz Polski wagi ciężkiej (1969, 1971, 1972, 1974, 1975, 1977), "dorobił się" także: dwóch brązowych medali MŚ (1973, 1975) i dwóch medali ME - srebrnego (1972) i brązowego (1977). Jak przystało na zapaśnika czołówki światowej, medalem zakończył się także jeden z dwóch jego startów olimpijskich (1976). Po zakończeniu kariery sportowej w kraju, wyjechał do Szwecji (1980), gdzie walczył na macie (zdobył siedmiokrotnie mistrzostwo tego kraju) będąc jednocześnie trenerem (ATK Göteborg). Po powrocie do Polski (1985) został prywatnym przedsiębiorcą (transport). Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi. Zmarł w nocy z 27 na 28 maja 2006 roku w Ksawerowie na zawał serca. Miał 59 lat.

*1972 Monachium: styl klas., w. ciężka 100 kg - w pierwszej kolejce wygrał 3:1 z L. Hecherem (RFN), w drugiej zwyciężył w 1.23 min. B. Deadricha (USA), w trzeciej przegrał 0,5:3,5 pkt. z F. Kissem (Węgry), w czwartej uległ w 1.25 min. N. Jakowlence (ZSRR), odp. z turnieju zajmując 7. msc (zw. N. Martinescu Rumunia).

*1976 Montreal: styl klas., w. ciężka 100 kg - w pierwszej kolejce wygrał przez położenie na łopatki w 2.24 min. z B. Moshtaghim (Iran), w drugiej pokonał na łopatki w 1.17 min. D. Vernika (Argentyna), w trzeciej przegrał 1:3 z B. Rheingansem (USA), w czwartej wygrał w 2.59 min. z H. Schaferem (RFN), w finale uległ w 2.04 min. N. Bołboszinowi (ZSRR) i 1:3 K. Goranowowi (Bułgaria), zdobywając brązowy medal (zw. N. Bałboszin - ZSRR).
 
HENRYK WŁADYSŁAW NIEDŹWIEDZKI
ppłk sł. st. WP, trener, jedyny (obok Pietrzykowskiego) bokser zdobywca brązowego medalu w Melbourne (1956), wychowawca olimpijczyka Janusza Gortata.

Urodzony 6 kwietnia 1933 w Niedźwiadach, woj. pomorskim, syn Stanisława i Heleny Janowiak, absolwent Liceum Ogólnokształcącego, ppłk sł. st. WP, trener; bokser (168 cm, 60 kg) wagi koguciej - lekkopółśredniej Związkowca Bydgoszcz (1949-1950), Kolejarza Brdy Bydgoszcz (1951-1953), CWKS Legia Warszawa (1953-1959), mistrz Polski (1956) w w. lekkopółśredniej, 6-krotny drużynowy mistrz kraju w barwach Legii (1953/54 - 1958/59), 16-krotny reprezentant Polski (1952-1956) w meczach międzypaństwowych (15 zwycięstw, 1 porażka). Pięściarz o nokautującym ciosie z lewej ręki, który najwięcej zawdzięcza dwóm trenerom (Edward Rinke, Stanisław Wasilewski). Uczestnik mistrzostw Europy w Berlinie Zach. (1955), gdzie w wadze lekkiej odpadł już w pierwszej walce eliminacyjnej. 2-krotnie dostąpił zaszczytu występu olimpijskiego.
Debiut olimpijski naszego 19-letniego pięściarza przebiegł pod znakiem zwycięstwa nad świetnym bokserem Wspólnoty Brytyjskiej i porażką ze znakomicie wyszkolonym i utytułowanym Finem, który u siebie w domu zdobył złoty medal. Cztery lata później, występ znanych już w Europie Polaków zakończył się prawie kompletną klęska (chyba ze względów aklimatyzacyjnych) jedynie - obok Pietrzykowskiego - Niedźwiedzki zdołał zdobyć brązowy medal, choć walczył z kontuzjowaną ręką i w zasadzie nie powinien w ogóle polecieć do Australii. Jedną ręką nie mógł jednak pokonać świetnie dysponowanego zawodnika radzieckiego. W karierze sportowej stoczył 220 walk (199 zwycięstw - 4 remisy -17 porażek). Po zakończeniu kariery zawodniczej (1960, wbrew naciskom przełożonych) zajął się pracą szkoleniową w Legii. Miał w niej znaczące sukcesy. M.in. (wraz z nauczycielem wf Zbigniewem Jóźwiakiem) stworzył zespół juniorów Legii złożony w całości z uczniów Technikum Mechanicznego przy ul. Wiśniowej. Czołowym jego wychowankiem był Janusz Gortat. Zasłużony Mistrz Sportu.
*1952 Helsinki: w. kogucia - w pierwszej kolejce pokonał Australijczyka Ronaldo Gowera przez tko w I rundzie, w drugiej przegrał 0:3 z Finem Pentti Hämäläinenem, odp. z turnieju (zw. P. Hämäläinen, Finlandia).

*1956 Melbourne: w. piórkowa - pierwszą kolejkę przeszedł bez walki, w drugiej pokonał Leonarda Leischinga (Płd. Afryka), w ćwierćfin. zwyciężył Argentyńczyka Tristana Falfana przez poddanie w I rundzie, w półfin. przegrał z Władimirem Safronowem (ZSRR) zdobywając brązowy medal (zw. W. Safronow ZSRR).
 
JÓZEF LIPIEŃ
trener, bliźniaczy brat mistrza olimpijskiego Kazimierza, mistrz Polski i świata, czterokrotny olimpijczyk (1968, 1972, 1976, 1980), srebrny medalista olimpijski z Moskwy (1980).

Urodzony 6 lutego 1949 w Jaczkowie koło Kamiennej Góry, w wielodzietnej rodzinie Michała i Ireny Mokrzyckiej, absolwent Szkoły Rzemiosł Budowlanych w Jeleniej Górze i Studium Trenerskiego przy AWF Warszawa (trener II kl. - zapasy styl klasyczny). Zawodnik (169 cm, 60 kg) Karkonoszy Jelenia Góra (1965-1967) i Wisłoki Dębica (1967-1980), którego trenerami byli: Janusz Jaszczuk, Tadeusz Popiołek, Czesław Korzeń i Janusz Tracewski (kadra). Podobnie jak starszy o kilkanaście minut bliźniaczy brat Kazimierz, zainteresowania sportowe rozpoczął w szkole podstawowej (lekkoatletyka, piłka ręczna) i rozwinął je w Szkole Rzemiosł Budowlanych (Jelenia Góra), gdzie z zapasami (zupełnie przypadkowo) zapoznał go nauczyciel i pierwszy trener Juliusz Jaszczuk. Szybkie postępy sprawiły, że znalazł się w Dębicy, gdzie w tamtejszej Wisłoce zdołano zgromadzić czołówkę polskich zapaśników i stworzono im - jak na owe czasy - świetne warunki bytowo - szkoleniowe.
W atmosferze intensywnej pracy treningowej robił szybkie postępy i już jako 19-latek awansował do ekipy olimpijskiej (1968). Po porażce polskich zapaśników w Meksyku, znalazł się w grupie szkoleniowej trenera Janusza Tracewskiego (wraz m. in. z bratem Kazimierzem), który zrewolucjonizował trening zapaśniczy i sposób przygotowań do wielkich imprez. Zaowocowało to sukcesami, o których (nie często) można było tylko marzyć. M. in. biało - czerwoni powrócili z mistrzostw świata w Teheranie (1973) z sześcioma medalami. Dwa najcenniejsze - złote, wywalczyli bliźniacy z Jaczkowa (ewenement na skalę globalną): Kazimierz (walcząc w kategorii piórkowej, a więc naturalnej wadze ciała 62 kg) i Józef, który w ciągu prawie całej kariery sportowej szukał swojego miejsca w wadze (najczęściej) 57 kg. Stwarzając psychiczny komfort bratu, sam żył w dietetycznym reżimie, stałej kontroli i konieczności "zbijania wagi" różnymi sposobami, co niewątpliwie musiało mieć wpływ na wyniki. Bezprzykładna "braterska więź" sprawiła (tak przynajmniej zostało to przedstawione w rodzinnej legendzie), że w olimpijskim występie "ostatniej szansy" Józefa, dużą rolę odegrał Kazimierz. Obaj przed występem w Moskwie (1980) byli w znakomitej formie, tylko, że Józef miał 11,5 kg nadwagi.
Podobno wojował z wagą (zbijał do 57 kg) przez trzy miesiące do ostatniej chwili i że "brał w tym udział Kazimierz" biegając z bratem jak szalony po alejkach bielańskiej AWF. Józefowi wyszło to na zdrowie. Miał wagę i zdobył wreszcie srebrny medal (jeden z czterech, które wywalczyli polscy zapaśnicy na tych igrzyskach), ale mistrzowi olimpijskiemu z Montrealu (Kazimierzowi) nie wyszło to na zdrowie (fachowcy twierdzili, że odbiło się na jego dyspozycji fizycznej, przebąkiwano o zakwaszeniu mięśni nóg). Czy "braterska pomoc" została w ten sposób w jakimś stopniu wyrównana? - nie wiadomo. Milczy na ten temat nawet rodzinna legenda. Kazimierz przechodzi natomiast do historii zapasów jako jeden z największych talentów.
Błyskotliwa technika, ogromna ambicja i hart ducha oraz wielka siła woli, która sprawiała, że przez wiele lat potrafił sobie narzucić reżim związany z dietą i ogromny trud walki z nadwagą. Na pewno "zawodnik spełniony". 8-krotny mistrz Polski w. koguciej -1969, 1970 i piórkowej - 1974-1976, 1978, 1979, 1981 oprócz złotego medalu mistrzostw świata (1973) był jeszcze 2-krotnie srebrnym medalistą MŚ -1974, 1975 i brązowym medalistą ME - 1978 (wszystkie w kat. wagowej 57 kg). Po zakończeniu kariery sportowej w kraju (1981) pracował jako trener: w Danii (Frederikshaven 1983-1984), w Szwecji (Hörby 1984-1988) i Wisłoce Dębica (1997-2000), po czym przeszedł na rentę. Odznaczony m. in. dwukrotnie złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe i Krzyżem Kawalerskim OOP (1983).
*1968 Meksyk: styl klas., w. kogucia 57 kg: w pierwszej kolejce przegrał 1:3 z K. Öczanem (Turcja), w drugiej zremisował 2:2 z An Chun Yungiem (Korea Płd.), w trzeciej został położony na łopatki w 9.00 min. przez Fina R. Björlina, zajmując 16. msc w turnieju (zw. J. Varga Węgry).
*1972 Monachium: styl klas. , w. kogucia 57 kg - w pierwszej kolejce wygrał 3:1 z F. Seuderim (Włochy), w drugiej pokonał w 1.17 min. T. Damdinsharava (Mongolia), w trzeciej przegrał w 8.39 min. z R. Kozakowem (ZSRR), w czwartej uległ 1:3 C. Traikowowi (Bułgaria), odp. z konk. zajmując 8. msc (zw. R. Kazakow ZSRR).
*1976 Montreal: styl klas., w. kogucia 57 kg: w pierwszej kolejce przegrał przez dyskw. z M. Botilą (Rumunia), w drugiej wygrał 3:1 z Y. Sugą (Japonia), w trzeciej pokonał 3:1 P. Ukkolę (Finlandia), w czwartej uległ 0:4 F. Mustafinowi (ZSRR), odp. z konk., zajmując w turnieju 10. msc, (zw. P. Ukkola Finlandia).

*1980 Moskwa: styl klas., w. kogucia 57 kg - w pierwszej kolejce wygrał 11:5 z J. Krystą (CSRS), w drugiej pokonał w 7.17 min. G. Donewa (Bułgaria), w trzeciej wyciągnął wolny los, w czwartej zwyciężył 10:4 G. Molnara (Węgry), w piątej nastąpiła obustronna dyskw. w walce z M. Botilą (Rumunia), w finale ponownie doszło do obustronnej dyskw. w walce z B. Ljungbeckiem (Szwecja), a następnie przegrał 4:11 z S. Serikowem (ZSRR), zajmując 2. msc. w turnieju i zdobywając srebrny medal (zw. S. Serikow ZSRR).
 
Wiem ale nie robiłbym sobie nadziei. Na 21.30-21.50 nie liczę.
Ja liczę, ale to nie wystarczy na medal raczej. Chyba, że Amerykanie jak co 4 lata będą spinać się na USTrials i trafią z drugim szczytem na Rio. Wtedy poza zasięgiem byliby tylko Walsh i Storl
 
Warto wspomnieć, że Patryk Dobek był drugi na 400m ppł (49.01). Polak biegł na pierwszym torze, a startowało siedmiu finalistów z MŚ w Pekinie. Generalnie bardzo owocny sezon się dla Polski szykuje (oby).
Widziałem pdf z Szanghaju ale nie zwróciłem uwagi na tor :joe: to chyba RŚ, jeśli chodzi o otwarcie sezonu na wewnętrznym!
 
JAN DOŁGOWICZ
technik górnik, zapaśnik stylu klasycznego GKS Katowice, srebrny medalista olimpijski z Moskwy (1980).

Urodzony 21 grudnia 1954 w m. Skarbiewo, woj. katowickie, syn Wacława i Jadwigi, absolwent Technikum Mechanicznego w Katowicach (technik górnik). Zapaśnik (178 cm, 82 kg) w stylu klasycznym (w. średnia 82 kg), zawodnik GKS Katowice 1965-1982, wychowanek Stanisława Turosa, później trener Jan Adamaszek ściśle współpracujący z trenerem kadry Januszem Tracewskim, Legii Warszawa (1983) i niemieckiego zespołu ligowego KSV Aalen.
U progu kariery wyróżniał się drobną, delikatną budową ciała i wagą nie przekraczającą 57 kg. Z czasem nie tylko zmężniał, ale wyrósł na zawodnika o wyróżniającej się błyskotliwej technice (znakomite rzuty biodrowe i suplesowe) i niezwykłej fantazji i polocie w walce (nieprzewidywalny dla rywali). Stalowe nerwy dopełniały atuty zawodnika GKS, który szybko awansował do światowej czołówki. 4-krotny mistrz Polski: styl klas., w. średnia - 1977-1979, w. półciężka - 1982 był także brązowym medalistą MŚ 1982 (wszystkie sukcesy w kat. 82 kg), finalistą MŚ: 1977 - 4. msc, 1978 - 4. msc, 1979 - 6. msc, 1981 - 5. msc i 3-krotnym srebrnym medalistą ME (1978, 1979, 1981).'
Największy sukces odniósł podczas IO w Moskwie (1980). Pozostanie w Niemczech (1983), być może spowodowane zapowiedzią absencji polskich olimpijczyków w Los Angeles (1984) sprawiło, że nie skonsumował do końca swego wielkiego talentu. Podobnie jak na macie, był na co dzień pełen radości życia, ceniący zabawę i żart, lubiany wśród kolegów i przyjaciół. Odznaczony m.in. złotym i dwukrotnie srebrnym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe i Srebrnym Krzyżem Zasługi (1980).

*1980 Moskwa: styl klas., w. średnia 82 kg - w pierwszej kolejce w walce ze starym i znanym rywalem I. Draicą (Rumunia) nastąpiła obustronna dyskw. (brak chęci do walki), w drugiej wygrał w 2.17 min. z J. Overmarkiem Finlandia (musiał walczyć zdecydowanie i szybko, gdyż miał już 4 pkt. ujemne i powiększenie ich o dalsze 2 groziło zakończeniem olimpijskiej kariery), w trzeciej pokonał w 5.34 min. L. Anderssona (Szwecja), w czwartej przegrał 1:3 z G. Korbanem ZSRR (zdobył złoty medal), a w finale wyciągnął wolny los oraz zwyciężył w 1.28 min. - rzut przez biodro - P. Pawłowa (Bułgaria), zdobywając srebrny medal.
 
Bieg Dobka. Przypadkiem się natknąłem to wrzucam :)

Kurde - czy Diamond League jest w tym roku na Eurosporcie? :yahoo:

MARIAN KRZYSZTOF KASPRZYK
przydomek "Polski Papp", pięściarz z Bielska, który nigdy nie był mistrzem Polski, ale wywalczył złoty medal olimpijski w Tokio (1964).

Urodzony 22 września 1939 roku w Kołomaniu koło Kielc, wraz z rodzicami i sześciorgiem starszego rodzeństwa spędził ostatnie lata wojny u bauera na terenie Niemiec (Fraustadt), gdzie ojciec przymusowo pracował. Po zakończeniu wojny cała rodzina osiadła na Ziemiach Zachodnich w Ziębicach. Tam chodził do szkoły, zetknął się ze sportem i zaczął uprawiać boks w miejscowej Sparcie (1955-1957), a potem w Nysie Kłodzko (1957-1958) aż do czasu, kiedy podczas towarzyskich zawodów, nieznany dotąd nikomu dziewiętnastolatek (169 cm, 69 kg) znokautował świetnego boksera niemieckiego Voigta (Activist z NRD). Zaraz potem "zaproszono" go do BBTS Bielsko (1958-1961 i 1964-1969), klubu pierwszoligowego, w którego szeregach walczył m.in. taki as jak Zbigniew Pietrzykowski. Na "dzień dobry" w I lidze (w meczu z Legią) pokonał na punkty Henryka Niedźwiedzkiego. I tak zaczęła się wielka sportowa kariera zawodnika, który nie tylko sylwetką (odwrotna pozycja), siłą ciosu i sposobem walki, ale cerą, kolorem włosów i stylizowanym wąsikiem przypominał sławnego węgierskiego mistrza pięści i dlatego nazwany został "Polskim Pappem".
Jego kariera sportowa była tak pełna nieprawdopodobnych i dramatycznych spięć, zarówno w ringu jak i poza nim, iż posłużyła za kanwę scenariusza fabularnego filmu Juliana Dziedziny pt. "Bokser", w którym rolę pięściarza z Bielska zagrał Daniel Olbrychski, a jego rywala... Leszek Drogosz. On i Jerzy Kulej skutecznie blokowali dostęp bielszczanina do najwyższych sportowych zaszczytów w kraju. Toteż nie zdobył on nigdy tytułu mistrza Polski, łatwiej mu było wywalczyć medale na mistrzostwach Europy i igrzyskach olimpijskich. Stało się to dzięki polityce Feliksa Stamma, który potrafił skutecznie "gospodarować siłami" znakomitej grupy polskich pięściarzy lat sześćdziesiątych, desygnując ich do olimpijskich zadań w wagach: lekkiej, lekkopółśredniej i półśredniej. Robił to z ogromnym wyczuciem i znakomitymi wynikami.
Trzykrotny olimpijczyk (1960, 1964, 1968). Okres (1961-1964) nie był jednak dla niego pomyślny. Kilka, następujących po sobie awantur (i bijatyk) poza ringiem, aresztowanie, rozprawa sądowa, skazujący wyrok, pozbawienie wolności. Długa przerwa w życiorysie i jeszcze jeden okrutny, tym razem "sportowy wyrok" - dożywotnia dyskwalifikacja. Ale na szczęście, chwila refleksji po tych bolesnych wydarzeniach, stała się udziałem nie tylko boksera z Bielska. Zaczęto się zastanawiać (m.in. znany prawnik prof. Jerzy Sawicki), czy w ogóle dożywotnia dyskwalifikacja w sporcie ma sens? Czy można zawodnikowi, który odbył karę wyznaczoną przez sąd, zamykać na zawsze drogę powrotu do sportu i społeczeństwa? Doszły i inne znaczące argumenty. Okazało się, że rzekomo pobity milicjant został zwolniony ze służby za notoryczne pijaństwo i awanturnictwo (inicjator incydentu). Za pięściarzem stanął klub i osobiście Zbigniew Pietrzykowski oraz niezawodny w każdej sytuacji "papa" Stamm. Dyskwalifikację cofnięto. Olimpiada w Tokio była tuż, tuż... Trener miał nie byle jaki orzech do zgryzienia: kogo wysłać do Japonii w wadze półśredniej? Silnie bijącego fightera, który dopiero co rozpoczął treningi - Mariana Kasprzyka, czy też mistrza finezyjnej obrony Leszka Drogosza, który niespodziewanie zapowiedział powrót na ring uznając, że dopiero udział w czwartych igrzyskach w pełni go usatysfakcjonuje. Następuje oczekiwanie na decyzję Stamma. Miesiąc przed igrzyskami, podczas mistrzostw krajowych obaj pięściarze spotykają się już w eliminacjach. Wygrywa Drogosz, który ma zdecydowaną przewagę techniczną, ale w trzecim starciu, po celnym sierpowym Kasprzyka "czarodziej ringu" niespodziewanie "siada" na macie. Stamm jeszcze nie podejmuje decyzji. Przygotowania trwają w Cetniewie. Kolejna walka wielkich rywali tym razem tylko "wśród swoich". I Drogosz znów jest na deskach. Uznaje w końcu wyższość bielszczanina i ten wielki sportowiec sam ogłasza, że do Tokio powinien pojechać Kasprzyk. Stammowi spada z serca wielki ciężar. Kochał przecież obu, ale tym razem chciał "wskazać" na "polskiego Pappa". Miał nosa. I Drogosz i Stamm. Tyle suche nazwiska i liczby. Rzeczywistość - dużo bardziej skomplikowana. Przede wszystkim przeciwnicy byli bardzo silni. Szczególnie mistrz Igrzysk Panamerykańskich z Chile i Włoch Bertini mocno nadwerężyli siły Polaka. Dopisało mu jednak szczęście. Wygrał przecież oba pojedynki 3:2, a więc robił widać dobre wrażenie na sędziach. Największy dramat rozegrał się jednak dopiero w finale. Już w pierwszej rundzie Polak (mańkut, podobnie jak jego wielki rywal) stopuje Litwina silnym prawym sierpem i łamie sobie kciuk (kość Benneta, częsta kontuzja pięściarzy, m. in. trzykrotnie miał ją złamaną Józef Grudzień). Walczy jedną ręką. Nic nie mówi Stammowi. Lewą w drugim starciu rzuca na matę Tamulisa, ale nie może dokończyć akcji prawą ręką. Trener już wie, co się mogło stać. Kasprzyk mówi mu więc w przerwie, że chyba "coś pękło" w prawej dłoni, a na pytanie, czy go poddać odpowiada krótko: "Nie, wytrzymam jeszcze te trzy minuty". I przetrzymał straszliwy ból. Ba, pod koniec walki trafił jeszcze nawet kilka razy Tamulisa prawą. Po raz trzeci z rzędu (przedtem swe walki wygrali: Grudzień i Kulej) zagrano w hali Korakuen Mazurka Dąbrowskiego. "Polski Papp" zdał egzamin pod każdym względem. Nie zawiódł kibiców, a szczególnie ludzi, którzy w trudnych chwilach podali mu rękę. Na Igrzyskach startował jeszcze raz. I na tych igrzyskach nie obyło się bez "olimpijskiego pecha", choć tym razem dał on o sobie znać w innej, już nie bolesnej, a dość frywolnej formie. Kasprzykowi w czasie walki pękły... spodenki. W polskim narożniku pospiesznie i z niemałym zdenerwowaniem szukano zastępczych majteczek. Wreszcie ściągnął swoje masażysta naszej drużyny Stanisław Zalewski i sprawa została uratowana, ale sam przypadek, a szczególnie radość jaką wywołał ten incydent wśród publiczności tak zdeprymowały i zdekoncentrowały polskiego pięściarza, że nie mógł wykazać swojej wielkiej klasy. A przygotowany był znakomicie.
Po igrzyskach walczył jeszcze kilka lat reprezentując Górnika Wesoła (1970-1974) i Górnika Pszów (1975-1976). Uzupełniając faktografię z jego kariery należy odnotować jeszcze: był uczestnikiem mistrzostw Europy w Belgradzie (1961), gdzie w półfin. przegrał z Alojzym Tuminszem (ZSRR) - przyszłym mistrzem Europy - i zdobył brązowy medal. Był także drużynowym mistrzem Polski w zespole BBTS Bielsko (1959-60) i 9-krotnym reprezentantem Polski w meczach międzypaństwowych 1960-1967 (6 zwycięstw, 1 remis i 2 porażki). Zwycięzca "Turnieju Przedolimpijskiego" PZB i "Sportu" 1965 w wadze półśredniej. W sumie stoczył 270 walk wygrywając 232, remisując 10 i przegrywając 28. Po zakończeniu kariery zawodniczej był trenerem Górnika Knurów, Górnika Wesoła, Górnika Pszów i BBTS Bielsko. Zasłużony Mistrz Sportu, odznaczony m. in. złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe. Laureat nagrody im. Aleksandra Rekszy (1999). Działacz OZB w Katowicach.
Na kanwie jego życiorysu powstała książka pt. "Olimpijczyk" (Edward Kurowski) i wspomniany już film "Bokser".

*1960 Rzym: w. lekkopółśrednia - w pierwszej kolejce wygrał przez ko w II rundzie z hiszpańskim zabijaką Carmelo Alfonso Garcią, w drugiej zwyciężył 5:0 Gyorgy Pala (Węgry), w ćwierćfin. pokonał też 5:0 samego Władimira Jengibariana - ZSRR (mistrza olimpijskiego z Melbourne (1956), który wyeliminował tam z turnieju Leszka Drogosza), ale nie stanął do walki półfinałowej z Clementem Quarteyem (Ghana). Ormianin przegrywając i ratując się przetrzymywaniem, tuż przed końcowym gongiem uderzył w czoło przeciwnika, nad prawym okiem. Pozostał po tym ogromny krwiak i lekarze w żaden sposób nie mogli zlikwidować opuchlizny. Polak musiał oglądać finał z trybun (zw. Bohumil Nemecek CSRS). Prawie pewny złoty medal przeszedł mu koło nosa.

*1964 Tokio: w. półśrednia - w pierwszej kolejce zwyciężył 3:2 Chilijczyka Misaela Vilugrona, w drugiej pokonał 5:0 Siriru Alimiego (Nigeria), w ćwierćfin. wygrał 5:0 z Kichijro Hamadą (Japonia), w półfin. zwyciężył 3:2 Silvano Bertiniego (Włochy), a w finale wygrał 4:1 z Rickardasem Tamulisem (ZSRR) zdobywając złoty medal.

*1968 Meksyk: w. półśrednia - w pierwszej kolejce przegrał 1:4 z Armando Munizem (USA) i odp. z turnieju (zw. M. Wolke, NRD).
 
Co tu tak cicho o Giro. Jeszcze trochę górzystych etapów zostało, a Rafał ma małą stratę do lidera.
 
ROMAN BIERŁA
nauczyciel wf, trener, przedsiębiorca, zapaśnik wagi ciężkiej z Katowic, srebrny medalista olimpijski z Moskwy (1980).

Urodzony 21 marca 1957 w Katowicach, syn Ignacego i Weroniki z d. Świdurska, absolwent Technikum Górniczego w Dąbrowie Górniczej (1979, elektromonter) i studiował zaocznie na 3-letnim kierunku trenerskim - zapasy: zaliczony I semestr (1980/81) w katowickiej AWF.
Zapaśnik (187 cm, 103 kg) stylu klasycznego (w. ciężkiej 100 kg), reprezentant GKS Katowice (1971-1988), którego trenerami byli: Stanisław Turos, Jan Adamaszek, Antoni Masternak i Janusz Tracewski.
Napisano kiedyś o nim: "Olbrzym o twarzy grzecznego dziecka, pełen ciepła i łagodności" był jednocześnie zawodnikiem bardzo inteligentnym o ogromnej wydolności fizycznej i wspaniałej kondycji, a także dużej wiedzy taktycznej. Rozstrzygał walki na swoją korzyść dzięki wielkiej aktywności na macie (wspaniała praca rąk i nóg).
Wcześnie ujawnił się na arenie międzynarodowej zdobywając złoty (1977) i brązowy (1975) medal mistrzostw świata juniorów. 4-krotny mistrz Polski wagi ciężkiej - 1978, 1979, 1983, 1987, był także finalistą MŚ 1979 (5. msc), 1985 (6. msc) i srebrnym medalistą ME (1979). Największy sukces odniósł podczas IO w Moskwie (1980), gdzie wywalczył srebrny medal.
Zaraz potem wyjechał do Niemiec (1980-1983), a po powrocie do kraju (1983) rywalizował z A. Wrońskim i na przeszkodzie do drugiego startu olimpijskiego stanął bojkot igrzysk (1984). Zawodnik nie do końca spełniony. Powiodło mu się za to w interesach w Niemczech. Po zakończeniu kariery zawodniczej został działaczem sportu zapaśniczego (od 1996 członek zarządu Śląskiego ZZ) i instruktorem zapasów w GKS Katowice. Odznaczony m.in. złotym i dwukrotnie srebrnym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe i Srebrnym Krzyżem Zasługi (1980).

*1980 Moskwa: styl klas., w. ciężka 100 kg - w pierwszej kolejce wygrał w 5.58 min. z S. E. Studagaardem (Dania), w drugiej zwyciężył w 5.27 min. G. Pikilidisa (Grecja), w trzeciej pokonał w 7.24 min. V. Andrei (Rumunia), w czwartej wygrał 5:2 z R. Menisevicem (Jugosławia), w piątej przegrał w 7.52 min. z G. Rajkowem (Bułgaria), zdobywając srebrny medal (zw. G. Rajkow Bułgaria).
 
Co tak cicho o MŚ w Hokeju? W końcu już ćwierćfinały się kończą. Dobre, ciekawe spotkania i kilka zaskoczeń. Mecze są/były na YT i TVP Sport(sport.tvp.pl). Na YT tylko to dla Polaków, czego nie pokazuje TVP. W półfinale na 99% powtórka z grupy: Kanada - USA(5-1) i Rosja - Finlandia.
 
Back
Top