Przemek to właśnie zajęło ok. 5-6 miesięcy. Chyba bliżej 6, bo na końcu coś zwolniło, ale 69,1 już miałem na wadze któregoś dnia. Teraz mam 72 i trzymam już jakiś czas. Żadnych historii typu "na początku waga nie spada" czy "trzeba najpierw odczekać aż coś tam uleci" nie doświadczyłem. Zacząłem - zaczęło schodzić. A dieta - 3 posiłki zamieniłem na 5 mniejszych. Odstawiłem ziemniaki, słodycze, jasne pieczywo, fast foody, jakieś tosty itp. Do picia tylko woda, która zastąpiła hektolitry coli. Smażonego w zasadzie nie odmawiałem sobie, ale nigdy i tak nie jadłem żadnych golonek itp. Jednak mięso typu smażona pierś z kurczaka, gulasz czy schabowy raz na jakiś czas dalej gościł w moim menu. Jeśli chodzi o trening, to 6-7 razy w tygodniu zaraz po pracy i to bez jakiegoś oszczędzania się. W ogóle zauważyłem taką tendencję, że ludzie teraz strasznie użalają się nad sobą - a to trzeba uważać bo kontuzja, bo brak witamin czy minerałów, bo przetrenowanie... A potem motywacja maleje i dupa z tego wszystkiego się robi. Ja się szybko czymś jaram, ale muszę potem cały czas starać się żeby nie przeszło. Dlatego "nie ma opier... się" tutaj pasuje idealnie :)
Teraz z kolei chciałbym trochę przytyć. Ciężko będzie, bo biegam i jeżdżę na rowerze dość sporo. Zacząłem ważyć każdy gram spożywanego pokarmu i polecam tą czynność każdemu kto ma problemy z wagą czy sylwetką. Można się zdziwić licząc potem z tej wagi kalorie