Siłownia ( rzeźba, spalanie) pytanie :)

IMG_2716.jpg


Padają jak muchy.





Ogólnie to wiadomo, beka z kulturystyki, ale Czechowicz nie kryje się ile wali i ma pojęcie, wiedzę. Dla rozrywki fajnie posłuchać.
 
View attachment 138682

Padają jak muchy.





Ogólnie to wiadomo, beka z kulturystyki, ale Czechowicz nie kryje się ile wali i ma pojęcie, wiedzę. Dla rozrywki fajnie posłuchać.

Jakoś mnie to nie dziwi...
Zero pojęcia o czymkolwiek, poza towarem, pompowaniem , nabijaniem się cukrem

On ma pojęcie o czymś takim jak choćby antyrotacja albo ćwiczenie krotkodzwigniowe?
Jakiekolwiek pojęcie o holistycznym podejściu?

Nie.
To by go przerosło. To są ludzie silni nabudowani mięśniami na zewnątrz ale to co w środku jest słabe

Weź takiego żeby zrobił podpór jak do pompki tylko na jednej ręce na śmieszne 30 sekund...zawali się pod własnymi mięśniami

Złap go w klincz - 10 sekund i go nie ma

Każ mu robić długi wydech to prędzej się zadusi

Każ mu stac w długim wykroku i lekko go pchnij z boku padnie jak długi

Zero stabilności, wydolności, kondycji, świadomości
 
Panowie - ciekaw jestem Waszego zdania. Być może dyskutowaliście już o tym tutaj x stron temu...

Jak wiadomo - na siłowni publicznej (lokalnej/osiedlowej/sieciówce) znajdziemy albo cały przekrój społeczeństwa, albo prawie cały i każdego trzeba w jakimś stopniu tolerować. Choć tu też można by jebnąć gwiazdkę i rozwodzić się nad wyjątkami przez następne xx stron. Niemniej - każdy inaczej się zachowuje, ma inny styl, inne cele treningowe (albo ich brak) itp. Można by tak wymieniać i wymieniać.

Ja przykładowo udaję się na siłownię, aby wykonać trening zgodny z moimi założeniami. Chciałbym móc zrealizować mój plan przewidziany na daną jednostkę treningową i się zawinąć. Idę tam poniekąd po to, aby uzyskać dane. Wracam do domu i na spokojnie siadam sobie przed kompem i zajmuję się moimi plikami, w których trzymam dziennik treningowy, plan, maksy, itp. Uwielbiam dobrze zrealizować trening w 100% z zachowaniem nienagannej techniki. Rozkminiam sobie, gdzie mógłbym dołożyć kg czy powtórzeń (w jakich wybranych ćwiczeniach spróbować zanotować progress na następnym takim treningu).

Nie udaję się tam w celach towarzyskich, pogadać, poświrować itp. Sam - jak już pisałem, nie cierpię ani pozerki, ani pajacerki i zdecydowanie bliżej mi do zachowania i norm rodem z lat '90, aniżeli obecnych, posranych czasów i pokolenia brokułowych głów. Pójdę dalej - jakbym miał takie możliwości, to nawet wcale nie ćwiczyłbym w takim miejscu tylko z przyjemnością wykonał trening w pełnym skupieniu sam z dala od innych ludzi. Ale że jest jak jest - > muszę, więc jeżdżę tam i robię swoje. Z natury też jestem introwertykiem, ale to nie oznacza, że nie rozmawiam z ludźmi. Jestem bardzo oszczędny w słowach i nie pierdolę głupot. Zjawiając się rano na siłowni z każdym się przywitam. Wiadomo, że zwłaszcza ze stałymi bywalcami, ale świeżaków też nie pominę i jeśli ktoś jest nawet 1. raz - również osobiście się z nim przywitam, jeśli nie będę przeszkadzał. Tutaj mógłbym odwrócić sytuację i pisać, że różnie z tym przywitaniem bywa w drugą stronę itp. ale esencją tego wątku jest sposób zachowywania się ludzi po przyjściu.

Ja, kiedy odpoczywam, to robię łyk wody, sprawdzam co tam w planie - czy też upewniam się, ile będzie powtórzeń, czy kg i w zależności od zmęczenia - albo sobie usiądę, albo zrobię przechadzkę po sporej siłowni i nabiję przy okazji trochę kroków. Nie zagaduję ludzi. To nie leży w mojej naturze, a tym bardziej - nie wpierdalam się, jak inne osoby trenują. I tak naprawdę, to o to mi tutaj chodzi. Są ludzie, którzy MUSZĄ wypełnić swoją nie wiem, kurwa, życiową misję trenerską, mimo, iż trenerami nie są i gówno wiedzą - ale wpierdalają się i próbują pouczać. Sam nieraz byłem świadkiem sytuacji, w której ktoś komuś przeszkadzał, bo ten drugi niby robił źle. Mi coś takiego przytrafiło się raptem kilka razy może, ale nie wygenerowało to jakiejś spiny i konfliktu. Nie mam też ochoty wyjaśniać komuś przypadkowemu, czemu tak, a nie inaczej. Ale często wywiązuje się właśnie jałowa dyskusja i zjeby próbują na siłę uskuteczniać swoje teorie. A już kuriozalne jak dla mnie jest to, że osobnik X z zapędami trenerskimi pyknie kilka powtórzeń z czapy i perfidnie gapi się na kogoś innego, jak on ćwiczy i jeszcze w trakcie trwania serii coś do niego krzyczy, czy próbuje poprawiać. Aż szło by się zagotować i odpalić 'A proszę WYPIERDALAĆ, dobrze?' .

Tu też dodam, że oczywiście, jeśli jest to ktoś, kogo się zna i jeśli ten ktoś mówi z sensem - to jak najbardziej można mu poświęcić chwilę i zamienić parę słów w trakcie trwania swojej przerwy. W przeciwnym razie IMO jest to pozbawione sensu. Np. takie wznosy hantlami bokiem każdy na siłowni wykona w inny sposób i nie ma sensu deliberować nad tym, że moja wersja jest lepsza od twojej, jeśli trenujący jest świadomy tego co robi i zależy mu na standaryzacji ruchu w trakcie jego mezocyklu.

Są też przypadki takie - że osoby nie wpierdalają się z butami w to jak się ćwiczy, ale próbują nawiązywać w przerwach kontakt i chcą rrozmawiać na przeróżne tematy, co dla mnie też jest średnio zrozumiałe i poniekąd przeszkadzające. Mój trening jest wysokoobjętościowy, sporo ćwiczeń i serii. Przerwy są kontrolowane. Nie wyobrażam sobie stanąć na 5 min albo dłużej, bo typ chce pogadać na tematy życiowe, czy o polityce.

Temat ocean. Przepraszam za tyle treści.
 
Panowie - ciekaw jestem Waszego zdania. Być może dyskutowaliście już o tym tutaj x stron temu...

Jak wiadomo - na siłowni publicznej (lokalnej/osiedlowej/sieciówce) znajdziemy albo cały przekrój społeczeństwa, albo prawie cały i każdego trzeba w jakimś stopniu tolerować. Choć tu też można by jebnąć gwiazdkę i rozwodzić się nad wyjątkami przez następne xx stron. Niemniej - każdy inaczej się zachowuje, ma inny styl, inne cele treningowe (albo ich brak) itp. Można by tak wymieniać i wymieniać.

Ja przykładowo udaję się na siłownię, aby wykonać trening zgodny z moimi założeniami. Chciałbym móc zrealizować mój plan przewidziany na daną jednostkę treningową i się zawinąć. Idę tam poniekąd po to, aby uzyskać dane. Wracam do domu i na spokojnie siadam sobie przed kompem i zajmuję się moimi plikami, w których trzymam dziennik treningowy, plan, maksy, itp. Uwielbiam dobrze zrealizować trening w 100% z zachowaniem nienagannej techniki. Rozkminiam sobie, gdzie mógłbym dołożyć kg czy powtórzeń (w jakich wybranych ćwiczeniach spróbować zanotować progress na następnym takim treningu).

Nie udaję się tam w celach towarzyskich, pogadać, poświrować itp. Sam - jak już pisałem, nie cierpię ani pozerki, ani pajacerki i zdecydowanie bliżej mi do zachowania i norm rodem z lat '90, aniżeli obecnych, posranych czasów i pokolenia brokułowych głów. Pójdę dalej - jakbym miał takie możliwości, to nawet wcale nie ćwiczyłbym w takim miejscu tylko z przyjemnością wykonał trening w pełnym skupieniu sam z dala od innych ludzi. Ale że jest jak jest - > muszę, więc jeżdżę tam i robię swoje. Z natury też jestem introwertykiem, ale to nie oznacza, że nie rozmawiam z ludźmi. Jestem bardzo oszczędny w słowach i nie pierdolę głupot. Zjawiając się rano na siłowni z każdym się przywitam. Wiadomo, że zwłaszcza ze stałymi bywalcami, ale świeżaków też nie pominę i jeśli ktoś jest nawet 1. raz - również osobiście się z nim przywitam, jeśli nie będę przeszkadzał. Tutaj mógłbym odwrócić sytuację i pisać, że różnie z tym przywitaniem bywa w drugą stronę itp. ale esencją tego wątku jest sposób zachowywania się ludzi po przyjściu.

Ja, kiedy odpoczywam, to robię łyk wody, sprawdzam co tam w planie - czy też upewniam się, ile będzie powtórzeń, czy kg i w zależności od zmęczenia - albo sobie usiądę, albo zrobię przechadzkę po sporej siłowni i nabiję przy okazji trochę kroków. Nie zagaduję ludzi. To nie leży w mojej naturze, a tym bardziej - nie wpierdalam się, jak inne osoby trenują. I tak naprawdę, to o to mi tutaj chodzi. Są ludzie, którzy MUSZĄ wypełnić swoją nie wiem, kurwa, życiową misję trenerską, mimo, iż trenerami nie są i gówno wiedzą - ale wpierdalają się i próbują pouczać. Sam nieraz byłem świadkiem sytuacji, w której ktoś komuś przeszkadzał, bo ten drugi niby robił źle. Mi coś takiego przytrafiło się raptem kilka razy może, ale nie wygenerowało to jakiejś spiny i konfliktu. Nie mam też ochoty wyjaśniać komuś przypadkowemu, czemu tak, a nie inaczej. Ale często wywiązuje się właśnie jałowa dyskusja i zjeby próbują na siłę uskuteczniać swoje teorie. A już kuriozalne jak dla mnie jest to, że osobnik X z zapędami trenerskimi pyknie kilka powtórzeń z czapy i perfidnie gapi się na kogoś innego, jak on ćwiczy i jeszcze w trakcie trwania serii coś do niego krzyczy, czy próbuje poprawiać. Aż szło by się zagotować i odpalić 'A proszę WYPIERDALAĆ, dobrze?' .

Tu też dodam, że oczywiście, jeśli jest to ktoś, kogo się zna i jeśli ten ktoś mówi z sensem - to jak najbardziej można mu poświęcić chwilę i zamienić parę słów w trakcie trwania swojej przerwy. W przeciwnym razie IMO jest to pozbawione sensu. Np. takie wznosy hantlami bokiem każdy na siłowni wykona w inny sposób i nie ma sensu deliberować nad tym, że moja wersja jest lepsza od twojej, jeśli trenujący jest świadomy tego co robi i zależy mu na standaryzacji ruchu w trakcie jego mezocyklu.

Są też przypadki takie - że osoby nie wpierdalają się z butami w to jak się ćwiczy, ale próbują nawiązywać w przerwach kontakt i chcą rrozmawiać na przeróżne tematy, co dla mnie też jest średnio zrozumiałe i poniekąd przeszkadzające. Mój trening jest wysokoobjętościowy, sporo ćwiczeń i serii. Przerwy są kontrolowane. Nie wyobrażam sobie stanąć na 5 min albo dłużej, bo typ chce pogadać na tematy życiowe, czy o polityce.

Temat ocean. Przepraszam za tyle treści.
Jesteś normalny i zgadzam się w 100% ze wszystkim co tu napisałeś, współczuje tylko, że musisz na to wszystko patrzeć i brać w tym nawet minimalny udział. Rób i swoje i pierdol, a jak coś to slam o puzzle i do widzenia :muttley:
 
Jesteś normalny i zgadzam się w 100% ze wszystkim co tu napisałeś, współczuje tylko, że musisz na to wszystko patrzeć i brać w tym nawet minimalny udział. Rób i swoje i pierdol, a jak coś to slam o puzzle i do widzenia :muttley:

Na szczęście - obecnie minimalny dyskomfort. Oby to się nie zmieniło na gorsze. Wcześnie kładę się spać i wcześnie wstaję. Ćwiczę skoro świt, a nawet i przed. Więc tego raczyska jest malutki procent. Podejrzewam, że w późniejszych godzinach -> jest 'lepiej' :) Jak się wyśpią, zjedzą, wyszykują i zawitają na siłkę o 9, 10 itp. to się kurwa musi zaczynać dziać.
 
Panowie - ciekaw jestem Waszego zdania. Być może dyskutowaliście już o tym tutaj x stron temu...

Jak wiadomo - na siłowni publicznej (lokalnej/osiedlowej/sieciówce) znajdziemy albo cały przekrój społeczeństwa, albo prawie cały i każdego trzeba w jakimś stopniu tolerować. Choć tu też można by jebnąć gwiazdkę i rozwodzić się nad wyjątkami przez następne xx stron. Niemniej - każdy inaczej się zachowuje, ma inny styl, inne cele treningowe (albo ich brak) itp. Można by tak wymieniać i wymieniać.

Ja przykładowo udaję się na siłownię, aby wykonać trening zgodny z moimi założeniami. Chciałbym móc zrealizować mój plan przewidziany na daną jednostkę treningową i się zawinąć. Idę tam poniekąd po to, aby uzyskać dane. Wracam do domu i na spokojnie siadam sobie przed kompem i zajmuję się moimi plikami, w których trzymam dziennik treningowy, plan, maksy, itp. Uwielbiam dobrze zrealizować trening w 100% z zachowaniem nienagannej techniki. Rozkminiam sobie, gdzie mógłbym dołożyć kg czy powtórzeń (w jakich wybranych ćwiczeniach spróbować zanotować progress na następnym takim treningu).

Nie udaję się tam w celach towarzyskich, pogadać, poświrować itp. Sam - jak już pisałem, nie cierpię ani pozerki, ani pajacerki i zdecydowanie bliżej mi do zachowania i norm rodem z lat '90, aniżeli obecnych, posranych czasów i pokolenia brokułowych głów. Pójdę dalej - jakbym miał takie możliwości, to nawet wcale nie ćwiczyłbym w takim miejscu tylko z przyjemnością wykonał trening w pełnym skupieniu sam z dala od innych ludzi. Ale że jest jak jest - > muszę, więc jeżdżę tam i robię swoje. Z natury też jestem introwertykiem, ale to nie oznacza, że nie rozmawiam z ludźmi. Jestem bardzo oszczędny w słowach i nie pierdolę głupot. Zjawiając się rano na siłowni z każdym się przywitam. Wiadomo, że zwłaszcza ze stałymi bywalcami, ale świeżaków też nie pominę i jeśli ktoś jest nawet 1. raz - również osobiście się z nim przywitam, jeśli nie będę przeszkadzał. Tutaj mógłbym odwrócić sytuację i pisać, że różnie z tym przywitaniem bywa w drugą stronę itp. ale esencją tego wątku jest sposób zachowywania się ludzi po przyjściu.

Ja, kiedy odpoczywam, to robię łyk wody, sprawdzam co tam w planie - czy też upewniam się, ile będzie powtórzeń, czy kg i w zależności od zmęczenia - albo sobie usiądę, albo zrobię przechadzkę po sporej siłowni i nabiję przy okazji trochę kroków. Nie zagaduję ludzi. To nie leży w mojej naturze, a tym bardziej - nie wpierdalam się, jak inne osoby trenują. I tak naprawdę, to o to mi tutaj chodzi. Są ludzie, którzy MUSZĄ wypełnić swoją nie wiem, kurwa, życiową misję trenerską, mimo, iż trenerami nie są i gówno wiedzą - ale wpierdalają się i próbują pouczać. Sam nieraz byłem świadkiem sytuacji, w której ktoś komuś przeszkadzał, bo ten drugi niby robił źle. Mi coś takiego przytrafiło się raptem kilka razy może, ale nie wygenerowało to jakiejś spiny i konfliktu. Nie mam też ochoty wyjaśniać komuś przypadkowemu, czemu tak, a nie inaczej. Ale często wywiązuje się właśnie jałowa dyskusja i zjeby próbują na siłę uskuteczniać swoje teorie. A już kuriozalne jak dla mnie jest to, że osobnik X z zapędami trenerskimi pyknie kilka powtórzeń z czapy i perfidnie gapi się na kogoś innego, jak on ćwiczy i jeszcze w trakcie trwania serii coś do niego krzyczy, czy próbuje poprawiać. Aż szło by się zagotować i odpalić 'A proszę WYPIERDALAĆ, dobrze?' .

Tu też dodam, że oczywiście, jeśli jest to ktoś, kogo się zna i jeśli ten ktoś mówi z sensem - to jak najbardziej można mu poświęcić chwilę i zamienić parę słów w trakcie trwania swojej przerwy. W przeciwnym razie IMO jest to pozbawione sensu. Np. takie wznosy hantlami bokiem każdy na siłowni wykona w inny sposób i nie ma sensu deliberować nad tym, że moja wersja jest lepsza od twojej, jeśli trenujący jest świadomy tego co robi i zależy mu na standaryzacji ruchu w trakcie jego mezocyklu.

Są też przypadki takie - że osoby nie wpierdalają się z butami w to jak się ćwiczy, ale próbują nawiązywać w przerwach kontakt i chcą rrozmawiać na przeróżne tematy, co dla mnie też jest średnio zrozumiałe i poniekąd przeszkadzające. Mój trening jest wysokoobjętościowy, sporo ćwiczeń i serii. Przerwy są kontrolowane. Nie wyobrażam sobie stanąć na 5 min albo dłużej, bo typ chce pogadać na tematy życiowe, czy o polityce.

Temat ocean. Przepraszam za tyle treści.
Z punktu widzenia trenera i terapeuty od bólu powiem Ci : wszyscy Ci pomagacze na siłę z ambicjami pseudo trenerskimi wypalili by się po tygodniu:))

Im się tylko wydaje to takie lekkie, pouczanie , wpierdalanie się itd

A jakby przyszła do nich osoba z zaawansowaną hiperlordoza, historią różnych diet, bruksizmem od stresu, SIBO i na dokładkę po 4 kontuzjach rozsianych po ciele to szybko by wyszła jakość ich warsztatu :)) to jest odpowiedzialność za czyjeś zdrowie

Możesz zagrać tą kartą: "ooo kolego chyba mi z nieba spadłeś powiedz mi co mam robić bo każdy mówi co innego - boli mnie w lewym barku i tak jakby przechodzi do prawego biodra, w dodatku ostatnio kłuje mnie pod pępkiem i wstaje z rana z ciężka głową, taka wiesz mgłą....pomożesz mi?"

Gwarantuje Ci że już więcej nie podejdzie i nie będzie zawracał dupy :))

A co do unoszen bokiem - jest tylko jeden poprawny sposób wykonywania tego ćwiczenia i zdecydowane 99 procent ćwiczących nie wydobywa potencjału tego ćwiczenia. Jak chcesz zrobić pełny ruch to musisz ręką sięgnąć głęboko za plecy aż pod łopatkę po przeciwnej stronie i dopiero z tego ułożenia wychodzisz do elewacji , czyli unoszenia bokiem. Ciężary spadną o połowę najmniej:)) a bok barków rozwiniesz niepomiernie, oczywiście na siłowni publicznej nie będą nawet wiedzieli co robisz :))
 
Z punktu widzenia trenera i terapeuty od bólu powiem Ci : wszyscy Ci pomagacze na siłę z ambicjami pseudo trenerskimi wypalili by się po tygodniu:))

Im się tylko wydaje to takie lekkie, pouczanie , wpierdalanie się itd

A jakby przyszła do nich osoba z zaawansowaną hiperlordoza, historią różnych diet, bruksizmem od stresu, SIBO i na dokładkę po 4 kontuzjach rozsianych po ciele to szybko by wyszła jakość ich warsztatu :)) to jest odpowiedzialność za czyjeś zdrowie

Możesz zagrać tą kartą: "ooo kolego chyba mi z nieba spadłeś powiedz mi co mam robić bo każdy mówi co innego - boli mnie w lewym barku i tak jakby przechodzi do prawego biodra, w dodatku ostatnio kłuje mnie pod pępkiem i wstaje z rana z ciężka głową, taka wiesz mgłą....pomożesz mi?"

Gwarantuje Ci że już więcej nie podejdzie i nie będzie zawracał dupy :))

A co do unoszen bokiem - jest tylko jeden poprawny sposób wykonywania tego ćwiczenia i zdecydowane 99 procent ćwiczących nie wydobywa potencjału tego ćwiczenia. Jak chcesz zrobić pełny ruch to musisz ręką sięgnąć głęboko za plecy aż pod łopatkę po przeciwnej stronie i dopiero z tego ułożenia wychodzisz do elewacji , czyli unoszenia bokiem. Ciężary spadną o połowę najmniej:)) a bok barków rozwiniesz niepomiernie, oczywiście na siłowni publicznej nie będą nawet wiedzieli co robisz :))

Ostatnio byłem świadkiem takiej sytuacji:

Osobnik A ćwiczy sobie hantlami RDL. B się dojebał do niego, że nie taki rozstaw nóg, nie taki kurwa kąt zgięcia w kolanach, w ogóle głębokość nie taka i czemu on wykonuje to ćwiczenie, skoro lepszy w jego przypadku będzie martwy ciąg na prostych nogach? Normalnie jebłem tam w głębi duszy. Piłem wodę i kątem oka widziałem tę niedorzeczną sytuację. A że osobnik A dobrze wychowany i wziął pod uwagę u B należyty z racji wieku szacunek - to zrobił tylko dziwną minę i coś mu odrzekł 'ale to ma tak być. Ja tak właśnie chcę.'

:no no:

i żeby nie było - A wygląda na kumatego gościa, który wie co robi i ma swój plan działania, który realizuje systematycznie. B z kolei to klasyczny dziadek gawędziarz, który przychodzi, rozgląda się - kogo dorwać do pierdolenia kocopołów, po czym zastanawia się co by tu dzisiaj porobić rekreacyjnie-rehabilitacyjnie. Nie mam nic do niego. Fajnie, że nie zamula w domu i dba o siebie, ćwiczy, wychodzi do ludzi itp. ale zachowanie z deczka nieodpowiednie IMO.
 
Ostatnio byłem świadkiem takiej sytuacji:

Osobnik A ćwiczy sobie hantlami RDL. B się dojebał do niego, że nie taki rozstaw nóg, nie taki kurwa kąt zgięcia w kolanach, w ogóle głębokość nie taka i czemu on wykonuje to ćwiczenie, skoro lepszy w jego przypadku będzie martwy ciąg na prostych nogach? Normalnie jebłem tam w głębi duszy. Piłem wodę i kątem oka widziałem tę niedorzeczną sytuację. A że osobnik A dobrze wychowany i wziął pod uwagę u B należyty z racji wieku szacunek - to zrobił tylko dziwną minę i coś mu odrzekł 'ale to ma tak być. Ja tak właśnie chcę.'

:no no:

i żeby nie było - A wygląda na kumatego gościa, który wie co robi i ma swój plan działania, który realizuje systematycznie. B z kolei to klasyczny dziadek gawędziarz, który przychodzi, rozgląda się - kogo dorwać do pierdolenia kocopołów, po czym zastanawia się co by tu dzisiaj porobić rekreacyjnie-rehabilitacyjnie. Nie mam nic do niego. Fajnie, że nie zamula w domu i dba o siebie, ćwiczy, wychodzi do ludzi itp. ale zachowanie z deczka nieodpowiednie IMO.
Jakże się cieszę, że na mojej siłowni nie przychodzą takie elementy, nie ma nawet luster...

Osobiście jestem na takim etapie w swoich treningach że w zasadzie trenuje bezruch, ciekaw jestem co by tacy turyści-mędrcy rzekli :))
 
Panowie - ciekaw jestem Waszego zdania. Być może dyskutowaliście już o tym tutaj x stron temu...

Jak wiadomo - na siłowni publicznej (lokalnej/osiedlowej/sieciówce) znajdziemy albo cały przekrój społeczeństwa, albo prawie cały i każdego trzeba w jakimś stopniu tolerować. Choć tu też można by jebnąć gwiazdkę i rozwodzić się nad wyjątkami przez następne xx stron. Niemniej - każdy inaczej się zachowuje, ma inny styl, inne cele treningowe (albo ich brak) itp. Można by tak wymieniać i wymieniać.

Ja przykładowo udaję się na siłownię, aby wykonać trening zgodny z moimi założeniami. Chciałbym móc zrealizować mój plan przewidziany na daną jednostkę treningową i się zawinąć. Idę tam poniekąd po to, aby uzyskać dane. Wracam do domu i na spokojnie siadam sobie przed kompem i zajmuję się moimi plikami, w których trzymam dziennik treningowy, plan, maksy, itp. Uwielbiam dobrze zrealizować trening w 100% z zachowaniem nienagannej techniki. Rozkminiam sobie, gdzie mógłbym dołożyć kg czy powtórzeń (w jakich wybranych ćwiczeniach spróbować zanotować progress na następnym takim treningu).

Nie udaję się tam w celach towarzyskich, pogadać, poświrować itp. Sam - jak już pisałem, nie cierpię ani pozerki, ani pajacerki i zdecydowanie bliżej mi do zachowania i norm rodem z lat '90, aniżeli obecnych, posranych czasów i pokolenia brokułowych głów. Pójdę dalej - jakbym miał takie możliwości, to nawet wcale nie ćwiczyłbym w takim miejscu tylko z przyjemnością wykonał trening w pełnym skupieniu sam z dala od innych ludzi. Ale że jest jak jest - > muszę, więc jeżdżę tam i robię swoje. Z natury też jestem introwertykiem, ale to nie oznacza, że nie rozmawiam z ludźmi. Jestem bardzo oszczędny w słowach i nie pierdolę głupot. Zjawiając się rano na siłowni z każdym się przywitam. Wiadomo, że zwłaszcza ze stałymi bywalcami, ale świeżaków też nie pominę i jeśli ktoś jest nawet 1. raz - również osobiście się z nim przywitam, jeśli nie będę przeszkadzał. Tutaj mógłbym odwrócić sytuację i pisać, że różnie z tym przywitaniem bywa w drugą stronę itp. ale esencją tego wątku jest sposób zachowywania się ludzi po przyjściu.

Ja, kiedy odpoczywam, to robię łyk wody, sprawdzam co tam w planie - czy też upewniam się, ile będzie powtórzeń, czy kg i w zależności od zmęczenia - albo sobie usiądę, albo zrobię przechadzkę po sporej siłowni i nabiję przy okazji trochę kroków. Nie zagaduję ludzi. To nie leży w mojej naturze, a tym bardziej - nie wpierdalam się, jak inne osoby trenują. I tak naprawdę, to o to mi tutaj chodzi. Są ludzie, którzy MUSZĄ wypełnić swoją nie wiem, kurwa, życiową misję trenerską, mimo, iż trenerami nie są i gówno wiedzą - ale wpierdalają się i próbują pouczać. Sam nieraz byłem świadkiem sytuacji, w której ktoś komuś przeszkadzał, bo ten drugi niby robił źle. Mi coś takiego przytrafiło się raptem kilka razy może, ale nie wygenerowało to jakiejś spiny i konfliktu. Nie mam też ochoty wyjaśniać komuś przypadkowemu, czemu tak, a nie inaczej. Ale często wywiązuje się właśnie jałowa dyskusja i zjeby próbują na siłę uskuteczniać swoje teorie. A już kuriozalne jak dla mnie jest to, że osobnik X z zapędami trenerskimi pyknie kilka powtórzeń z czapy i perfidnie gapi się na kogoś innego, jak on ćwiczy i jeszcze w trakcie trwania serii coś do niego krzyczy, czy próbuje poprawiać. Aż szło by się zagotować i odpalić 'A proszę WYPIERDALAĆ, dobrze?' .

Tu też dodam, że oczywiście, jeśli jest to ktoś, kogo się zna i jeśli ten ktoś mówi z sensem - to jak najbardziej można mu poświęcić chwilę i zamienić parę słów w trakcie trwania swojej przerwy. W przeciwnym razie IMO jest to pozbawione sensu. Np. takie wznosy hantlami bokiem każdy na siłowni wykona w inny sposób i nie ma sensu deliberować nad tym, że moja wersja jest lepsza od twojej, jeśli trenujący jest świadomy tego co robi i zależy mu na standaryzacji ruchu w trakcie jego mezocyklu.

Są też przypadki takie - że osoby nie wpierdalają się z butami w to jak się ćwiczy, ale próbują nawiązywać w przerwach kontakt i chcą rrozmawiać na przeróżne tematy, co dla mnie też jest średnio zrozumiałe i poniekąd przeszkadzające. Mój trening jest wysokoobjętościowy, sporo ćwiczeń i serii. Przerwy są kontrolowane. Nie wyobrażam sobie stanąć na 5 min albo dłużej, bo typ chce pogadać na tematy życiowe, czy o polityce.

Temat ocean. Przepraszam za tyle treści.
Znam temat i ten ból, na szczęście mam w domu klamoty i to mnie chroni.... a przynajmniej tak mi się wydawało. Bo dosłownie teraz na dniach obserwuje śmieszną akcję.

Jestem w takim kręgu ludzi, graczy mówiąc wprost, hobbystycznie na odmulenie czasu mamy społeczność w grze i w internecie. Nikt nie zająkał się o siłowni, aż teraz jeden gostek postanowił zrzucić bebzun, znaleźć na siebie lewar psychologiczny i stworzyć wątek gdzie wrzucił swoje cele, update treningów, motywacje etc. Nagle oczywiście okazało się że prawie każdy ćwiczy i jest samcem alfa....

Pojawił się inny typ, endomorfik, kulęgałka jak ludzik Michellin , i on będzie maxy robił na klatę.... co trening testuje czy mu pójdzie więcej i oczywiście wszystko relacjonuje. Zreflektował się po 2 miesiącach chodzenia na siłkę że bierze sztange za mocno z tyłu, aż z nad głowy ! Dziwne że jeszcze sobie w pizdu rąk nie wyłamał przy tych swoich maxach na siłę.

Drugi typ się poczuł i już mu technikę zaczął układać w formie dogmatu że to tak i tak, bo on tak robi i chuj....
Każdy chce być samcem SIGMA, ale u fizjo pełno takich łepków, którzy w 2 miesiące chcą brać maxy na klatę , seta minimum a za grosz rozumu i techniki.

Człowiek się wkurwia na takie rzeczy, jest w tym nawet coś osobistego przyznam. Miało się kompleksy odnośnie ciała i postury, swoją powolną drogę, cichą bez krzyku i pozery, wyczekiwało się lata aż ktoś powie o kurwa ziomek urosłeś, a jeszcze dłużej wyczekiwało się własnej aprobaty wobec siebie. Drażni więc jak pojawiają się takie łebki i bezrefkleksyjnie chcą wszystkiego tu i teraz, i cisną na łeb na szyję, pompując się publicznie i robiąc siłowe żebry i rozboje o atencje by się pokazać.

I oczywiście uważa się za starą szkołę, ciśnie z brokułów. A jego zachowanie nie różni się od tych bananowych dzieciaków, którzy chcą być królem jungli i odrazu wyjebać 100 na klatę.
 
Reaktywujemy temat

@alww jak tam ? Realizujesz plan mniej objętości, więcej jakości?

@Wrestlerek napierdalasz tymi ketlami i dipy na kółkach?

@Siwy25_1 - szkoda pytać....zjadłeś kolejną porcję ryżu z chudym mięsem pompowniku lukrowany ? :gabi_much_love:

Na dniach zamawiam buławę 10kg ale rozpierdol będzie. Zawsze jest ! Już maczugi i praca skrętna na ketlach wespół z kalistenika jaką robotę robi!

A i klasycznie : jebać sztangę ! :roberteyeblinking:
 
Reaktywujemy temat

@alww jak tam ? Realizujesz plan mniej objętości, więcej jakości?

@Wrestlerek napierdalasz tymi ketlami i dipy na kółkach?

@Siwy25_1 - szkoda pytać....zjadłeś kolejną porcję ryżu z chudym mięsem pompowniku lukrowany ? :gabi_much_love:
To już nie kulturownik homogenizowany? Polubiłem to określenie.
:travolta:

Standardowo, redukcja to wysoko białko i tłuszcze. Do tego mała zmiana w objętości na plus także mimo tego całego "nudnego treningu na siłce" można się fajnie pobawić.
Na dniach zamawiam buławę 10kg ale rozpierdol będzie. Zawsze jest ! Już maczugi i praca skrętna na ketlach wespół z kalistenika jaką robotę robi!

A i klasycznie : jebać sztangę ! :roberteyeblinking:
Buławę kilogramową to Ci mogę podać siłaczu.

:jjsmile:
 
To już nie kulturownik homogenizowany? Polubiłem to określenie.
:travolta:

Standardowo, redukcja to wysoko białko i tłuszcze. Do tego mała zmiana w objętości na plus także mimo tego całego "nudnego treningu na siłce" można się fajnie pobawić.

Buławę kilogramową to Ci mogę podać siłaczu.

:jjsmile:
Zmieniam: jednak wciąż homogenizowany, krejzi chłop z kanału :pudzianfap:
 
Reaktywujemy temat

@alww jak tam ? Realizujesz plan mniej objętości, więcej jakości?

@Wrestlerek napierdalasz tymi ketlami i dipy na kółkach?

@Siwy25_1 - szkoda pytać....zjadłeś kolejną porcję ryżu z chudym mięsem pompowniku lukrowany ? :gabi_much_love:

Na dniach zamawiam buławę 10kg ale rozpierdol będzie. Zawsze jest ! Już maczugi i praca skrętna na ketlach wespół z kalistenika jaką robotę robi!

A i klasycznie : jebać sztangę ! :roberteyeblinking:
Powoli gotuję kamień, buduję przepustkę do kazamatów.

Plan jest realizowany, ćwiczenia główne nadal się nie zmieniają. Zero zbednej objętości i robienia bicków.

Teraz jako dodatek skupiam sie mocno na tylnych barkach i rotatorach bo jako były kulturownik mam to zaniedbane jeszcze z dawnych lat.

Oprócz tego to w międzyczasie uznałem ze deficyt i chamska progresja nie idą w parze. Lekko naderwałem/naciągnąłem piersiowy, dipy na ringach robiłem z ciężarem, dołożyłem i szlo wyśmienicie, na 3 serii na okolo 7 powtórzeniu poczulem jak cycek zaczyna się rwać jak stare prześcieradło :korwinlaugh: 3 tygodnie rehabu i jestem jak nowy lecz w wersji kazamaty 2.0, na deficyt nie planuję wchodzić przez najbliższy rok.
 
Powoli gotuję kamień, buduję przepustkę do kazamatów.

Plan jest realizowany, ćwiczenia główne nadal się nie zmieniają. Zero zbednej objętości i robienia bicków.

Teraz jako dodatek skupiam sie mocno na tylnych barkach i rotatorach bo jako były kulturownik mam to zaniedbane jeszcze z dawnych lat.

Oprócz tego to w międzyczasie uznałem ze deficyt i chamska progresja nie idą w parze. Lekko naderwałem/naciągnąłem piersiowy, dipy na ringach robiłem z ciężarem, dołożyłem i szlo wyśmienicie, na 3 serii na okolo 7 powtórzeniu poczulem jak cycek zaczyna się rwać jak stare prześcieradło :korwinlaugh: 3 tygodnie rehabu i jestem jak nowy lecz w wersji kazamaty 2.0, na deficyt nie planuję wchodzić przez najbliższy rok.
Jebać te deficyty, ma być siła i sprawność
Powięzią się zainteresuj jak się zacząłeś rwać
 
Jebać te deficyty, ma być siła i sprawność
Powięzią się zainteresuj jak się zacząłeś rwać
Ogólnie śmieszna sprawa bo w pełni natural, nigdy nic nie bite a miesnie/ścięgna nie wytrzymują obciążenia a siła rośnie.

Na tych poręczach nic mi nie uciekło, caly ruch był wykonany dobrze, co najlepsze nie było nawet punktu w którym bym przełamywał opór czy coś takiego. Zszedłem w dół, góra i gdzies prawie za połową zaczęło puszczać. Sily to ja czułem że bym miał jeszcze na 3 kolejne ruchy gdyby nie to ze by mi klata strzeliła.

Ogólnie muszę popracować nad otworzeniem klatki, wzmocnić łopatki by je ściągnęło bo tam nie ma mocy przez siedzący tryb życia
 
Ogólnie śmieszna sprawa bo w pełni natural, nigdy nic nie bite a miesnie/ścięgna nie wytrzymują obciążenia a siła rośnie.

Na tych poręczach nic mi nie uciekło, caly ruch był wykonany dobrze, co najlepsze nie było nawet punktu w którym bym przełamywał opór czy coś takiego. Zszedłem w dół, góra i gdzies prawie za połową zaczęło puszczać. Sily to ja czułem że bym miał jeszcze na 3 kolejne ruchy gdyby nie to ze by mi klata strzeliła.

Ogólnie muszę popracować nad otworzeniem klatki, wzmocnić łopatki by je ściągnęło bo tam nie ma mocy przez siedzący tryb życia
Więcej izometrii, pylometrii i dynamiki a nie tylko brojler hodowlany, kulturownik homogenizowany
 
Ogólnie śmieszna sprawa bo w pełni natural, nigdy nic nie bite a miesnie/ścięgna nie wytrzymują obciążenia a siła rośnie.

Na tych poręczach nic mi nie uciekło, caly ruch był wykonany dobrze, co najlepsze nie było nawet punktu w którym bym przełamywał opór czy coś takiego. Zszedłem w dół, góra i gdzies prawie za połową zaczęło puszczać. Sily to ja czułem że bym miał jeszcze na 3 kolejne ruchy gdyby nie to ze by mi klata strzeliła.

Ogólnie muszę popracować nad otworzeniem klatki, wzmocnić łopatki by je ściągnęło bo tam nie ma mocy przez siedzący tryb życia
Mobilność wzmocni powięź + nie robisz izometrii w pełni mobilności czyli jak mięsień nie jest na całej długości przyczepu rozciągnięty to wchodzisz w izometrie i trzymasz tzw siła sprężysta
 
Reaktywujemy temat

@alww jak tam ? Realizujesz plan mniej objętości, więcej jakości?

@Wrestlerek napierdalasz tymi ketlami i dipy na kółkach?

@Siwy25_1 - szkoda pytać....zjadłeś kolejną porcję ryżu z chudym mięsem pompowniku lukrowany ? :gabi_much_love:

Na dniach zamawiam buławę 10kg ale rozpierdol będzie. Zawsze jest ! Już maczugi i praca skrętna na ketlach wespół z kalistenika jaką robotę robi!

A i klasycznie : jebać sztangę ! :roberteyeblinking:
Cisne ciągle to samo, podstawy w opór :D
 
Back
Top