Siłownia ( rzeźba, spalanie) pytanie :)

Tutaj się muszę zgodzić. Patrzę też na to w sposób nieco metaforyczny, który wg moich obserwacji się sprawdza. Zewnętrzny stresor jest znacznie bardziej obciążający, niż praca z własnym ciałem. Ta zasada działa w wielu sferach życia. Podobnie jest z losem, sytuacjami życiowymi - kiedy bierzemy dodatkowy balast (coś ponad nasze siły), trzeba za to płacić. W kontekście sfery wewnętrznej kosztami jest często przewlekły stres, przemęczenie, choroby etc. W kontekście ciężarów - obciążenie ciała, układu nerwowego, kontuzje etc. Przy czym oczywiście można zaprogramować trening w taki sposób, by plan nie był przeładowany, perjodiozacja etc.. Jednak uważam, że aby pojąć w pełni benefity płynące z przestawienia się na trening z ciężarem własnego ciała, trzeba potrenować zarówno z ciężarami jak i z ciałem. Wtedy dopiero czuć tę różnice. Ja nieufnie podchodziłem do kali, ale dopiero po roku zauważyłem, że faktycznie benefity są fantastyczne.

Moje osobiste odczucia są takie, że ciało reaguje na trening z własnym ciałem znacznie bardziej entuzjastycznie, aniżeli na trening z klamotami. Od 18 lat trenuje siłowo, a kalistenike robię dopiero od 3 lat. Jestem zdziwiony gęstością mięśnia, siłą (również użytkową), i ogólnym samopoczuciem. Dodam, że trenuje bez wspomagaczy.

Zostawiłem tylko kilka ćwiczeń z ciężarem, które lubię, i które wykonuje 1x w tygodniu lub rzadziej, jak pojadę do kolegi na siłownię, bardziej towarzysko. Jest to Wyciskanie hantli skos, różne ćwiczenia z kettlami, czasami jakiś Biceps (z tego ciężko się wyleczyć XD), i Wznosy bokiem w drop setach. Jeżeli nie idę na siłownię, to robię te ćwiczenia na gumach, czasami podpierając się metodą MyoReps.

Polecam rozpisać sobie przykładowo FBW na 3dni bez ciężarów, polecieć sobie 6-8 tygodni angażując się w plan, i zobaczyć, co to przyniesie. Proste rzeczy, pompki, podciąganie, dipy, wznosy nóg etc można masterować do śmierci, i tak jak powiedział Brawler - będzie wciąż ta świeżość. Nawet po ultra ciężkiej jednostce Twoje ciało odwdzięczy się fajną regeneracją, bo w końcu go nie obciążyłeś dodatkowym ciężarem, więc idziecie razem do celu jako sprzymierzeńcy. :burnit:
Dlatego też bronię swojego stanowiska z doświadczenia a nie z "wydaje mi się". Mam porównanie do pracy z żelastwem i bez niego. Jesteśmy okłamywani w dziedzinie treningu. Kiedyś na barki robiłem 4 różne ćwiczenia,nawet 5 bo wszędzie tak trąbili....dziś jedno i wystarczy do rozwoju. To działa antybiznesowo, bo ludzie żelastwem namnażają sobie stanów zapalnych w stawach i potem : " czujesz osłabioną regenerację? Dowal więcej białka w proszku czy aminokwasów z tabsow" i tak się to kręci

A jak spojrzymy na historię to każdy znaczący mistrz nie trenował z żelastwem, bo byli od tego bardziej pospinani, obolali i sztywniejsi. To jest niesamowite jak marketingiem da się zmienić percepcję ludzi
 
Dlatego też bronię swojego stanowiska z doświadczenia a nie z "wydaje mi się". Mam porównanie do pracy z żelastwem i bez niego. Jesteśmy okłamywani w dziedzinie treningu. Kiedyś na barki robiłem 4 różne ćwiczenia,nawet 5 bo wszędzie tak trąbili....dziś jedno i wystarczy do rozwoju. To działa antybiznesowo, bo ludzie żelastwem namnażają sobie stanów zapalnych w stawach i potem : " czujesz osłabioną regenerację? Dowal więcej białka w proszku czy aminokwasów z tabsow" i tak się to kręci

A jak spojrzymy na historię to każdy znaczący mistrz nie trenował z żelastwem, bo byli od tego bardziej pospinani, obolali i sztywniejsi. To jest niesamowite jak marketingiem da się zmienić percepcję ludzi
Karelin trenował z żelastwem, GSP trenował z żelastwem, Islam Makachev trenuje z żelastwem, Jon Jones trenuje z żelastwem, Oliveira trenuje z żelastwem i o dziwo z maszynami, Holyfield trenował z żelastwem, Beterbiev trenował z żelastwem. To tak na szybko z głowy, nie wspominając o lekkoatletach i innych sportowcach. Jescze raz podkreślę sam wykorzystuje dużo ćwiczeń z kalisteniki i w wielu przypadkach twierdzę że to najlepsze ćwiczenia na daną partie jak podciąganie, dipy, ale nie można mówić że sztnaga to wynalazek szatana i wszystko co najgorsze na świecie to sprawka sztangi, bo to jest zwykła głupota i nadinterpretacja.
 
Karelin trenował z żelastwem, GSP trenował z żelastwem, Islam Makachev trenuje z żelastwem, Jon Jones trenuje z żelastwem, Oliveira trenuje z żelastwem i o dziwo z maszynami, Holyfield trenował z żelastwem, Beterbiev trenował z żelastwem. To tak na szybko z głowy, nie wspominając o lekkoatletach i innych sportowcach. Jescze raz podkreślę sam wykorzystuje dużo ćwiczeń z kalisteniki i w wielu przypadkach twierdzę że to najlepsze ćwiczenia na daną partie jak podciąganie, dipy, ale nie można mówić że sztnaga to wynalazek szatana i wszystko co najgorsze na świecie to sprawka sztangi, bo to jest zwykła głupota i nadinterpretacja.
No nie masz racji, niestety. GSP to idealny przykład treningu gimnastycznego. To, że ktoś się pobawi z żelastwem 4-5 tygodni w roku to jeszcze nie wyznacza w tym regularności. Karelin nie podnosił 200+ kg w martwym ciągu, jak już to ketle i dużo z własnym ciałem, nawet zarzuty robił na sztandze 70kg czyli eksplozywnosc, Mike Tyson uważał że trening z ciężarami jest równie użyteczny jak sernik...żaden poważny zawodnik nie trenuje z żelastwem cały czas.
 
Dlatego też bronię swojego stanowiska z doświadczenia a nie z "wydaje mi się". Mam porównanie do pracy z żelastwem i bez niego. Jesteśmy okłamywani w dziedzinie treningu. Kiedyś na barki robiłem 4 różne ćwiczenia,nawet 5 bo wszędzie tak trąbili....dziś jedno i wystarczy do rozwoju. To działa antybiznesowo, bo ludzie żelastwem namnażają sobie stanów zapalnych w stawach i potem : " czujesz osłabioną regenerację? Dowal więcej białka w proszku czy aminokwasów z tabsow" i tak się to kręci

A jak spojrzymy na historię to każdy znaczący mistrz nie trenował z żelastwem, bo byli od tego bardziej pospinani, obolali i sztywniejsi. To jest niesamowite jak marketingiem da się zmienić percepcję ludzi

Co do zasady się zgadzam, jednocześnie uważam, że potrzeba czasu, żeby amatorsko trenujący człowiek uświadomił sobie pewne kwestie metodą prób i błędów. Drugą kwestią jest również motywacja do wykonywania treningu z zewnętrznym obciążeniem, czy uogólniając - tendencja do zajeżdżania się na treningach, które przecież powinny amatorowi życie ułatwiać. (Nie mówimy o sporcie zawodowym). Obserwator mógłby powiedzieć, że zajeżdzający się amator, np. ciężarami, robi sobie tylko i wyłącznie krzywdę. Jednak nierzadko bywa tak, że człowiek kompensuje sobie np. nieuświadomione konflikty wewnętrzne, nieumiejętność zarządzania emocjami, problemy w relacjach, problemy z komunikacją. I tutaj pojawia się doniosła rola sportów wszelakich, od SW, sportów siłowych, do biegania itp. Z jednej strony ogromne obciążenie organizmu jest na dłuższą metę toksyczne, z drugiej natomiast - wszelkie nieuświadomione motywacje kierują człowieka do czynności, które pomimo swojej trudności, i tak zdają się być łatwiejsze w wykonaniu, niż np. konfrontowanie się ze swoim wewnętrznym światem takim, jaki jest.
Człowiek, aby mógł zarządzać czymkolwiek, potrzebuje narzędzi. Jeżeli nie posiada narzędzi do odpowiedniej troski o swoje życie wewnętrzne, to będzie wykorzystywał to, co akurat ma w zanadrzu, zna, praktykuje. I tutaj, zwłaszcza u facetów, otwiera się worek z morderczymi treningami, przepracowaniem, szukaniem adrenaliny etc.. możnaby długo wymieniać.

Konkludując - choć na pierwszy rzut oka obciążanie swojego ciała zewnętrznym stresorem wydaje się nieść tylko negatywy (u amatora), to często na poziomie nieświadomym mają miejsce procesy, które ten amator maskuje, kompensuje sobie poprzez takie działania. I jest to pozorna korzyść, ponieważ tu i teraz prawdopodobnie nie stać go na to, żeby się zatrzymać, odpuścić dotychczasowe niekonstruktywne działania, i stworzyć sobie przestrzeń na kwestie, które działają niczym ukryte motywacje do np. morderczych treningów. Kwestia rozbija się o gromadzenie narzędzi pozwalających troszczyć się o każdą płaszczyznę życia, w tym wewnętrznego. Czytaj - dojrzały emocjonalnie mężczyzna wyraża emocje, rozmawia o emocjach, współdzieli emocje z innymi, co sprawia, że nie gromadzi niewyrażonych "zaległości", tylko jest cały czas na bieżąco sam ze sobą. Efekt - nie ma potrzeby kompensacji, więc trening jest wyborem, celebracją zdrowego ciała, i wtedy też pojawia się poczucie kontroli nad objętością, zdrowy rozsądek, wybory pro zdrowotne etc..

Temat rzeka :)
 
Szczególnie na początku kariery
I co się stało, że odstawił to żelastwo i jego trening zaczął przypominać kalistenikę na zaawansowanym poziomie?:)

A Volkanovski, przecież ten to fatalnie ćwiczyć musi, cały czas hip thrusty ze sztangą, jakieś wiosłowania, wyciskania, przysiady. Na co to komu? Chujowo gość ćwiczy.
No ale to jest to o czym cały czas mówię: widzicie jakiś wycinek i na tej podstawie budujecie swój obraz. Prędzej czy później każdy znaczący zawodnik specjalizuje się w zarządzaniu własnym ciałem a nie żelastwem by być lepszym i mniej schorowanym od sportu :)

Co Wam z hip thrustow na nie wiem 300kg jak nie zrzucicie z siebie zawodnika 90kg z dosiadu? Zupełnie innej siły i kompetencji ruchowych potrzeba. Dlaczego zapaśnicy ćwiczą na gumach a nie targają po ćwierć tony żelastwa? Czemu pięściarze ćwiczą z ciężarkami 0,5-1kg?

No to nie jest tak, że idą na siłownię i robią wyciskania, siady, ciągi i Bóg wie co jeszcze :)
 
Co do zasady się zgadzam, jednocześnie uważam, że potrzeba czasu, żeby amatorsko trenujący człowiek uświadomił sobie pewne kwestie metodą prób i błędów. Drugą kwestią jest również motywacja do wykonywania treningu z zewnętrznym obciążeniem, czy uogólniając - tendencja do zajeżdżania się na treningach, które przecież powinny amatorowi życie ułatwiać. (Nie mówimy o sporcie zawodowym). Obserwator mógłby powiedzieć, że zajeżdzający się amator, np. ciężarami, robi sobie tylko i wyłącznie krzywdę. Jednak nierzadko bywa tak, że człowiek kompensuje sobie np. nieuświadomione konflikty wewnętrzne, nieumiejętność zarządzania emocjami, problemy w relacjach, problemy z komunikacją. I tutaj pojawia się doniosła rola sportów wszelakich, od SW, sportów siłowych, do biegania itp. Z jednej strony ogromne obciążenie organizmu jest na dłuższą metę toksyczne, z drugiej natomiast - wszelkie nieuświadomione motywacje kierują człowieka do czynności, które pomimo swojej trudności, i tak zdają się być łatwiejsze w wykonaniu, niż np. konfrontowanie się ze swoim wewnętrznym światem takim, jaki jest.
Człowiek, aby mógł zarządzać czymkolwiek, potrzebuje narzędzi. Jeżeli nie posiada narzędzi do odpowiedniej troski o swoje życie wewnętrzne, to będzie wykorzystywał to, co akurat ma w zanadrzu, zna, praktykuje. I tutaj, zwłaszcza u facetów, otwiera się worek z morderczymi treningami, przepracowaniem, szukaniem adrenaliny etc.. możnaby długo wymieniać.

Konkludując - choć na pierwszy rzut oka obciążanie swojego ciała zewnętrznym stresorem wydaje się nieść tylko negatywy (u amatora), to często na poziomie nieświadomym mają miejsce procesy, które ten amator maskuje, kompensuje sobie poprzez takie działania. I jest to pozorna korzyść, ponieważ tu i teraz prawdopodobnie nie stać go na to, żeby się zatrzymać, odpuścić dotychczasowe niekonstruktywne działania, i stworzyć sobie przestrzeń na kwestie, które działają niczym ukryte motywacje do np. morderczych treningów. Kwestia rozbija się o gromadzenie narzędzi pozwalających troszczyć się o każdą płaszczyznę życia, w tym wewnętrznego. Czytaj - dojrzały emocjonalnie mężczyzna wyraża emocje, rozmawia o emocjach, współdzieli emocje z innymi, co sprawia, że nie gromadzi niewyrażonych "zaległości", tylko jest cały czas na bieżąco sam ze sobą. Efekt - nie ma potrzeby kompensacji, więc trening jest wyborem, celebracją zdrowego ciała, i wtedy też pojawia się poczucie kontroli nad objętością, zdrowy rozsądek, wybory pro zdrowotne etc..

Temat rzeka :)
No tu pełna zgoda. Zajeżdżanie się treningiem to efekt kompensacji innych dziedzin życia. Z kolei jak zaczynasz się wprawiać w treningu i nauczysz odpuszczać kiedy trzeba wówczas poziom rośnie. Kiedyś myślałem co to za trening...2 czy 3 ćwiczenia tylko, ale to są AŻ 2-3 ćwiczenia, skupienie się na detalach, wejście wgłąb tego ciała, nauka lepszej kontroli i potem to widać w walce i innych czynnościach
 
Co Wam z hip thrustow na nie wiem 300kg jak nie zrzucicie z siebie zawodnika 90kg z dosiadu? Zupełnie innej siły i kompetencji ruchowych potrzeba. Dlaczego zapaśnicy ćwiczą na gumach a nie targają po ćwierć tony żelastwa? Czemu pięściarze ćwiczą z ciężarkami 0,5-1kg?
Chociażby to że wzmocnię pośladki, które są chuj potrzebne w walce, siłę bioder. Wiem że dupczenie 90 kg baby na jeźdźca mogło by być lepsze, ale ciężko taką złapać, więc trzeba się sztangą wspomagać

No to nie jest tak, że idą na siłownię i robią wyciskania, siady, ciągi i Bóg wie co jeszcze :)





 
Karelin trenował z żelastwem, GSP trenował z żelastwem, Islam Makachev trenuje z żelastwem, Jon Jones trenuje z żelastwem, Oliveira trenuje z żelastwem i o dziwo z maszynami, Holyfield trenował z żelastwem, Beterbiev trenował z żelastwem. To tak na szybko z głowy, nie wspominając o lekkoatletach i innych sportowcach. Jescze raz podkreślę sam wykorzystuje dużo ćwiczeń z kalisteniki i w wielu przypadkach twierdzę że to najlepsze ćwiczenia na daną partie jak podciąganie, dipy, ale nie można mówić że sztnaga to wynalazek szatana i wszystko co najgorsze na świecie to sprawka sztangi, bo to jest zwykła głupota i nadinterpretacja.
Nie przekonasz, nie ma sensu sie produkować, bezcelowe całkowicie nawet gdybyś zadzwonił do GSP i ten by Ci to potwierdził.
Najlepiej nie reagować i dac temu tematowi umrzeć w spokoju bo już staje sie to nudne, ostatnimi czasy można tu czytać tylko i wyłącznie filozofowania o staniu na rękach i ze sztanga jest be i ze jesteśmy oszukiwani, ile można :siara:


Większość zawodników dzisiaj trenuje ze sztangami, w 90' mistrzowie w boksie tez trenowali ze sztangami.

Dlaczego? Bo wiedza poszła do przodu i metody treningowe się zmieniły i mamy wiecej możliwości.

Nikt nikogo tez nie zmusza do trenowania danym sposobem.
 
Nie przekonasz, nie ma sensu sie produkować, bezcelowe całkowicie nawet gdybyś zadzwonił do GSP i ten by Ci to potwierdził.
Najlepiej nie reagować i dac temu tematowi umrzeć w spokoju bo już staje sie to nudne, ostatnimi czasy można tu czytać tylko i wyłącznie filozofowania o staniu na rękach i ze sztanga jest be i ze jesteśmy oszukiwani, ile można :siara:
Ale jak to? Przecież Yoel Romero zbudował swoją sylwetkę bez pomocy ciężarów, prawda? Prawda?! :beczka:
 
Chociażby to że wzmocnię pośladki, które są chuj potrzebne w walce, siłę bioder. Wiem że dupczenie 90 kg baby na jeźdźca mogło by być lepsze, ale ciężko taką złapać, więc trzeba się sztangą wspomagać








Potwierdzasz tylko to co napisałem:)
Widzicie jakiś wycinek i budujecie obraz całości

Pośladki wzmocnisz innymi sposobami, lepszymi, bardziej przydatnymi w walce

A żeby było jeszcze zabawniej : wrzucasz film gdzie Volkanowski skacze z trap barem albo Jones robi ciąg z pomocą gum, żeby wykorzystać pęd:)

Oni sobie tego sami nie wymyślają, to wszystko ma podstawy w tym co opisuje i prędzej czy później ich trening też ewoluuje o ile nie zakończą wcześniej

Wrzucasz testy siłowe jako potwierdzenie :))) no błagam:) test siłowy jest jedynie testem siłowym i nijak się ma do rutyny treningu a o tym cały czas piszę

Sztuka polega na utrudnianiu sobie pozycji i form ćwiczeń a nie dokładaniu więcej na patyk.
 
Nie przekonasz, nie ma sensu sie produkować, bezcelowe całkowicie nawet gdybyś zadzwonił do GSP i ten by Ci to potwierdził.
Najlepiej nie reagować i dac temu tematowi umrzeć w spokoju bo już staje sie to nudne, ostatnimi czasy można tu czytać tylko i wyłącznie filozofowania o staniu na rękach i ze sztanga jest be i ze jesteśmy oszukiwani, ile można :siara:


Większość zawodników dzisiaj trenuje ze sztangami, w 90' mistrzowie w boksie tez trenowali ze sztangami.

Dlaczego? Bo wiedza poszła do przodu i metody treningowe się zmieniły i mamy wiecej możliwości.

Nikt nikogo tez nie zmusza do trenowania danym sposobem.
Amen
 
Po co pisać 10 raz o tym samym w innych lub tych samych słowach? Nudne to jest jak flaki z olejem. Napisz sobie na suficie nad łóżkiem „jebać sztangę, kettle, hantle i ciężary”, połóż się i to czytaj, może się dowartościujesz.
 
Ale jak to? Przecież Yoel Romero zbudował swoją sylwetkę bez pomocy ciężarów, prawda? Prawda?! :beczka:
Ależ skąd, jebał na siłowni 4x w tygodniu z podziałem na partię mięśniowe:))

Idealny wręcz przykład wykorzystania kalisteniki pod walkę podałeś. W jego treningu takiego konia pojawia się sztanga rzędu 30kg i skoki z nią w przód, gdzie dodatkowy opór stanowi guma albo praca na hantlach 5kg

Sprinty, skakanka, dużo pracy z własnym ciałem pod różnymi kątami, nie do pomyślenia pewnie, co? Takie mięśnie posiadać od takiego treningu pizdowatego?:)

Na pewno brał insulinę, hormon wzrostu, winstrol, masteron, peptydy i prohormony :))
 
@Siwy25_1 Są jakieś informacje na temat tego jak to się mogło układać na przestrzeni lat w kontekście dopingowym u Ryan'a?

Tylko zawodnicy, którzy go znają albo mają kontakt mogliby powiedzieć co tam leci.

Na takim poziomie to już się raczej na forach nie chwalą co biją, a każdy trener ma swoją metodykę koksowania.
 
Ależ skąd, jebał na siłowni 4x w tygodniu z podziałem na partię mięśniowe:))

Idealny wręcz przykład wykorzystania kalisteniki pod walkę podałeś. W jego treningu takiego konia pojawia się sztanga rzędu 30kg i skoki z nią w przód, gdzie dodatkowy opór stanowi guma albo praca na hantlach 5kg

Sprinty, skakanka, dużo pracy z własnym ciałem pod różnymi kątami, nie do pomyślenia pewnie, co? Takie mięśnie posiadać od takiego treningu pizdowatego?:)

Na pewno brał insulinę, hormon wzrostu, winstrol, masteron, peptydy i prohormony :))
Tak, na pewno nigdy ciężkich serii nie robi


TEB39-Pf-W0w-OHVGfq5x-Q8ju9-Rps-CXZBFm-Cl7b-1iq-VY.jpg
 
Dokładnie, tak samo jak słynny trening Tysona z sfd który robil wyłącznie 473628182478291 brzuszków dziennie i biegal setki mil każdego dnia, nic więcej nie bylo trzeba :jjsmile:
Tyson akurat słynął z tego, że nie przepadał ,a typową siłówką, a że miał w chuj atletyczną budowę, to pewnie nie musiał z tym przesadzać i samo rosło
 
Tyson akurat słynął z tego, że nie przepadał ,a typową siłówką, a że miał w chuj atletyczną budowę, to pewnie nie musiał z tym przesadzać i samo rosło
Przecież sam mike mówił ze robil normalnie siady, arnoldki na bary itd


Samo roslo bo walił mnóstwo towaru :lesnarhappy: pytanie w którym momencie bredził bo mike raz mówi tak a raz inaczej, czytając książki o Tysonie to czasem można odnieść wrażenie ze gubi sie w historiach
 
Przecież sam mike mówił ze robil normalnie siady, arnoldki na bary itd


Samo roslo bo walił mnóstwo towaru :lesnarhappy: pytanie w którym momencie bredził bo mike raz mówi tak a raz inaczej
No, no robił arnoldki na bary i jechał splitem jak kulturownik.....by zrozumieć trening Tysona musiałbyś zgłębić filozofię jego trenera i na kim się wzorował. Nikt przy masie 100kg i większej realizując normalny plan z siłowni nie będzie tak szybki, dynamiczny i silny w walce. Zresztą przykładów tego jest całe mnóstwo na salach jak chłopy tyrają na siłowni a potem w trakcie treningu na macie czy ringu przetracaja sobie kolana czy zrywają mięśnie.....bo ich ciało nie zna niczego innego jak mechaniczne podnoszenie
 
Back
Top