@Mes_ ,
@klocuniek tu macie z Ad Arma jak wygląda sytuacja z czołgami:
"Modernizacja polskich czołgów Leopard 2A4 może przeciągnąć się do 2028 roku – informują media powołując się na wnioski z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Z danych NIK na 1 grudnia 2021 r. wynika, że wykonawca dostarczył 18 sztuk czołgów, czyli 12,7 proc. liczby pojazdów umieszczonych w umowie. Jak podaje Rzeczpospolita, przy obecnym tempie prac całość umowy na modernizację Leopardów będzie mogła być zrealizowana dopiero w latach 2027-28, a powstałe już opóźnienia są niemożliwe do nadrobienia. Zdaniem NIK, Zakład Bumar – Łabędy nie był przygotowany do zawarcia umowy, a wynikający z niej termin ukończenia wszystkich prac, tj. do końca 31 lipca 2023 r. jest nierealny. Wedle wiedzy Fundacji Ad Arma, ok. połowa Leopardów jest obecnie w remontach i modernizacji. 18 zmodernizowanych czołgów oddano do jednostek, ale wiemy, że zdarzały się już powroty z poligonów na lawecie. Część z niezmodernizowanych czołgów, które pozostają w jednostkach, jest niesprawnych. Zgodnie ze standardami wojsk pancernych, standardowo ok. 30% pojazdów wymaga bieżących interwencji, aby mogły mieć sprawność bojową. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na początku poprzedniej kadencji Sejmu szef Komisji Obrony Narodowej poseł Michał Jach w rozmowie z prezesem Fundacji Ad Arma na targach MSPO powiedział, że zdecydowaliśmy się na modernizację Leopardów zamiast zakupu licencji na produkcję czołgów koreańskich, ponieważ czas potrzebny na wyprodukowanie pierwszych czołgów w Polsce wyniósłby wg niego aż 5 lat, a tyle czasu nie mamy, więc modernizujemy Leopardy. Słowa te wypowiedziano 7 lat temu, a Leopardów nie ma (i, wedle raportu NIK, może nie być przez kolejne 5 lat), licencji nie ma, koreańskich czołgów też nie ma. Nie ma też innych czołgów, na co wskazywaliśmy niedawno przy okazji przekazania przez Polskę sprzętu wojskowego Ukrainie. Aktualnie na 13 polskich batalionów czołgów: 1 jest w planach, minimum 4 oddaliśmy Ukrainie, ponad 2 są w modernizacji, 1 jest w modyfikacji, a przeliczeniowo 1 jest w standardowych przeglądach i naprawach. Innymi słowy, na dzień dzisiejszy, w chwili największego w historii III RP zagrożenia militarnego, z 13 naszych batalionów pancernych co najmniej 9 nie istnieje lub nie nadaje się aktualnie do użycia w walce. Kolejne doniesienia prasowe potwierdzają realny stan Wojska Polskiego, na który od kilku lat zwraca uwagę Fundacja Ad Arma, przede wszystkim w swoich raportach takich jak „Tabele PST” - pierwszej w Polsce publikacji, która podejmuje próbę całościowego ujęcia tematu modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP oraz proponuje metodę, wedle której powinno się patrzeć na modernizację i oceniać jej efekty. Raport jest dostępny do pobrania za darmo ze strony Fundacji. Z materiałami tego typu, dotyczącymi procesów modernizacji technicznej zachodzących w innych krajach (np. w USA), można zapoznać się bez problemu. Są one dostępne nie tylko w internecie, ale są także przedmiotem obrad komisji parlamentarnych i obiektem zainteresowania licznych instytucji pozarządowych. W Polsce tego typu wiedza jest najczęściej opatrzona klauzulą "tajne", a jej małe fragmenty podawane są do wiadomości publicznej jako element medialnych informacji propagandowych. Co i przed kim próbuje się w ten sposób ukryć? Plany przed potencjalnym wrogiem czy niekompetencje i realny stan obrony państwa przed własnym społeczeństwem? Uwagę opinii publicznej w Polsce skupia się przede wszystkim na warstwie emocjonalnej, unikając kontekstu technicznego, doktrynalnego, finansowego, logistycznego i innych powszechnie stosowanych mierników. „Planujemy podpisać umowę na zakup kolejnego, najnowocześniejszego na świecie, sprzętu wojskowego” – ogłaszają politycy, a media wtórują im artykułami prasowymi w stylu: „Rosjanie są przerażeni! Śmiercionośny sprzęt już wkrótce na wyposażeniu Polaków”. Tymczasem w praktyce dopiero planuje się wysłanie zapytania ofertowego i nie wiadomo, czy do transakcji w ogóle dojdzie, a jeśli tak, to kiedy sprzęt realnie będzie w Polsce i osiągnie gotowość. Nie wiadomo też, czy będzie kim obsadzić niezbędne etaty, czy będziemy mieć zdolność szkolenia żołnierzy, czy sprzęt będzie miał zapewnioną logistykę i czy będzie do niego amunicja. Nie przedstawia się również alternatyw forsowanych rozwiązań, nawet w celu porównania, odniesienia lub teoretycznego rozważenia, nie mówiąc już o wsparciu potencjalnych strategii negocjacyjnych. Nie wiadomo też, czy sprzęt spełnia wymagania wynikające z aktualnej doktryny wojennej. Krótko mówiąc – nie wiadomo, czy obiecywany przez polityków sprzęt w ogóle pojawi się w Polsce, a jeśli tak, to czy realnie wzmocni nasze zdolności. Niemal pewne jest tylko jedno – nawet jeśli „obiektywne trudności” spowodują, że nowe czołgi, samoloty, wyrzutnie czy okręty nie dotrą do naszego kraju, to i tak zapłacą za nie polscy podatnicy. Już teraz kwota nierozliczonych zaliczek za sprzęt wojskowy wynosi ponad 30 miliardów złotych! Głównie dla firm zza oceanu. Dla przywódców politycznych jest to proceder atrakcyjny marketingowo i pijarowo. Pozwala utrzymywać biurokratyczne struktury oraz rozmywa odpowiedzialność za modernizację Wojska Polskiego i bezpieczeństwo naszego kraju. Najważniejsze, aby społeczeństwo zapamiętało emocjonalne nagłówki prasowe, wedle których jesteśmy silni (w sojuszach), zwarci i gotowi."