Jawor
Bellator Bantamweight
4 godziny. 22 kilometry. Jest ok
Panie daj Pan numer konta to zrobimy jakąś ściepe na cohones, to sobie kupisz jakiegoś składaka, bo wszędzie tak na piechotę to przejebane..

Follow along with the video below to see how to install our site as a web app on your home screen.
Note: This feature may not be available in some browsers.
4 godziny. 22 kilometry. Jest ok

takie beciaki jak ty nie zrozumieja, ze chod to zycie..Panie daj Pan numer konta to zrobimy jakąś ściepe na cohones, to sobie kupisz jakiegoś składaka, bo wszędzie tak na piechotę to przejebane..![]()

takie beciaki jak ty nie zrozumieja, ze chod to zycie..![]()

Oczywiście jak ty przeważnie chodzisz naćpany to doskonale rozumiesz idee chodu.![]()

jebany juz traci funkcje poznawcze...35km. 6 godzin 40 minut. Przez przypadek zapauzowalem apke na 5km. Dobrze że zegarek chodzi

wy, ćpaki, tak maciejebany juz traci funkcje poznawcze...![]()
wy, ćpaki, tak macie
nażrecie się gówien a później chodzicie i nie kontaktujecie
W dodatku chce mi się trochę srać a że jestem gentlemanem i nie sram poza domem presja jest tym wieksza

Bety srają po lasach bo nie potrafią gówna do swojego domu donieść. Tylko hardkor
Poczekaj jak pojesz kiedyś wiśni z kompotu i zapijesz mlekiem ....Bety srają po lasach bo nie potrafią gówna do swojego domu donieść. Tylko hardkor
cwaniaczkuAlbo kołocza na robociePoczekaj jak pojesz kiedyś wiśni z kompotu i zapijesz mlekiem ....cwaniaczku

Po pierwsze, ogromnie gratuluję przejścia takiego dystansu! To już jest poziom kosmiczny!Od 45 kilometra o którym wspomniałem we wczorajszym wpisie odliczam każdy pojedyczny kilometr a chęć przerwania marszu jest silna jak nigdy. Patrzę pod nogi, bo ludzie wychodzący z psami na spacery w większości nie sprzątają po nich gówien, które co
jakiś czas niczym miny czają się na ścieżce. Zwracam też uwagę na poczucie wstydu właścicieli psów, którzy gdy biorą ciepłe jeszcze psie gówno do woreczka odwracają się do mnie plecami i takiej trwają nieruchomo w takiej pozycji tak długo jak jestem
przed nimi. Gdy tak idę zaczynam czuć właśnie taki obrzydliwy smród jaki czułem mijając te srające psy. Myślę sobie "jeszcze tego brakuje, żebym wdepnął w gówno" i trzykrotnie w krótkim okresie czasu sprawdzam podeszwy butów, które ku mojemu zdziwieniu
okazują się czyste. Wtedy dochodzi do mnie, że ten utrzymujący się smród to moje pierdy, które dobitnie przypominają mi, że nie jest ciekawie. Grubo.
W końcu wysiada mi prawa noga której nie jestem w stanie unieść. Wypycham ją przed siebie z biodra. W lewej stopie w miejscu łączenia się piszczela ze stopą również boli konkretnie. Przez myśl przechodzi mi, że mogę złapać poważną kontuzję.
Dochodzę do miasta. Tutaj wita mnie deszcz. Przemoczony kuśtykam do przodu. Zerkam na zegarek. Mam zrobione 63 kilometry. Bardzo chciałem zrobić 70, ale fizycznie nie daję rady. Na płaskim terenie może bym jeszcze zrobił z dwa kilometry, ale tutaj są
już górki i nie jestem w stanie iść. Wciskam "zakończ" na zegarku.
Co poszło nie tak:
1. Zdecydowanie zbyt szybkie tempo. Powinienem iść w okolicach 4,5km/h. Przyczyniła się do tego płaska trasa. Przez pierwsze 40km niemal leciałem.
2. Od ostatniego (54km) marszu zrobiłem tylko 12 kilometrów aby wyleczyć stopy. Myślę, że mięśnie mogły być nieco zastane przez te niemal dwa tygodnie.
3. Brak zbudowanej wytrzymałości. Długie dystanse robię dopiero od tego roku i każdy kolejny to był dość konkretny progres. Trzeba zwolnić.
Inne:
Wiatrówkę muszę nosić ze sobą non stop.
Spodnie kupione jakiś tydzień temu zdały egzamin celująco. Najlepsze spodnie do chodzenia jakie kiedykolwiek miałem.
Żele energetyczne są super. Mało ważą i zapewniają solidny zastrzyk energii.
Wczoraj na piętro wchodziłem na kolanach. Miałem problem aby wejść do wanny i ostatecznie odcięło mnie podczas oglądania filmu. Każdy krok to odczucie jakby skóra mi się miała oddzielić od stopy.
Na razie odpuszczam bicie rekordów. Jedynym pozytywnym uczuciem jest to, że dałem radę i sprawdziłem swoje granice. Cały marsz to konkretny wysiłek z zegarkiem w ręku. Poza tym, że zrobiłem ponad 60km nie czułem przyjemności podczas chodzenia.
Na kolejną wyprawę zabieram aparat i drona aby połączyć przyjemne z pożytecznym.
Za kilka miesięcy robię kolejny podjazd tym razem w wolniejszym tempem. Chciałbym zrobić 70km bo czuję, że było w zasięgu przy odpowiedniej taktyce i planowaniu.

).

I ważę 110kg, jestem najcięższy z 50 osób…Ja jestem w wojsku na dobrowolnej od 17 marca i codziennie dzień w dzień robimy od 25 do 32km w tych jebanych ciężkich trzewikach, z bronią, maską, ładownicą, w hełmie i mundurze. Jestem dokładnie w kawalerii powietrznej, wojska aerodynamiczne, czerwone berety i mamy wyśrubowane normy z WFu. Jak ktoś robi pompki zamiast drążka to ma damską ksywę. Jeszcze 10 dni![]()
Po co poszedles na dobrowolna?Ja jestem w wojsku na dobrowolnej od 17 marca i codziennie dzień w dzień robimy od 25 do 32km w tych jebanych ciężkich trzewikach, z bronią, maską, ładownicą, w hełmie i mundurze. Jestem dokładnie w kawalerii powietrznej, wojska aerodynamiczne, czerwone berety i mamy wyśrubowane normy z WFu. Jak ktoś robi pompki zamiast drążka to ma damską ksywę. Jeszcze 10 dni![]()
Po co poszedles na dobrowolna?

Po co poszedles na dobrowolna?
Zamienił jedna parole, na drugą...Żeby walczyć z ruskimi
Za Bucze!

Z nudów i braku zajęcia, przeżyć przygodę i poznać fajne osoby, mam gościa w drużynie i pokoju co grał 16 lat w rugby i miał mistrza Polski, drugi stoi od 22 lat na bramkach w Łódzkich klubach, trzeci robi salta i chodzi na rękach, piąty to strażak i gość od roboty w lesie i na wsi, szósty piłkarz, siódmy to ja. Ogólnie same kozaki. Do przysięgi nie podchodzę i rezygnuje w ostatnim tygodniu i spadam do cywila. 28 kwietnia wyjeżdżam na 5 miesięcy ba półwysep Helski.Żeby walczyć z ruskimi
Za Bucze!