Idę przed siebie

Troszkę offtop, ale jak spisuje się amazfit?
Jestem zadowolony.

Plusy
- jasny i czytelny amoled
- szkło szafirowe
- dwupasmowy gps
- 32gb miejsca na mapy muzykę
- fajny wygląd
- mapy! To dla nich kupiłem ten zegarek. Scrollowanie map bez żadnych lagów a jak zobaczysz sobie recenzje garmina np epixa 2 to tam lagi są i to bardzo zauważalne.
- czytelna i funkcjonalna aplikacja
- układ menu intuicyjny
- dobre dwa głośniki
- dobrze zbierający mikrofon. Jakość rozmów jest bardzo dobra
- atrakcyjna cena
- korona którą można nawigować
- jest NFC z którego nie korzystałem. Chyba trzeba podpiąć Curve żeby działało

Minusy
- ekran zbiera odciski

Kupiłem ten zegarek po przeglądnięciu kilkunastu recenzji zarówno Amazfita jak i Garmin. U mnie służy on głównie do nawigowania tras. Zamiast co chwilę wyciągać telefon z kieszeni, odblokowywać ekran i sprawdzać w którym kierunku iść - podnoszę nadgarstek i wszystko widzę. Jest to totalny game changer dla długodystansowych wypraw.
 
one.jpeg


NAJS. Najdłuższy marsz w tym roku. Przekładałem go kilkukrotnie ze względu na tragiczną pogodę, na szczeście ostatni dzień marca okazał się dla mnie łaskawy.
Najpierw lekkie śniadanie i wyruszam w trasę. Po kilku kilometrach dochodzę do mini lasku o którego istnieniu nie miałem pojęcia. Wtedy też uzmysławiam sobie, że ze względu na wcześniejsze opady deszczu część trasy może być ciężka do przejścia ze względu na bardzo podmokłe tereny i dużą ilość błota. Jest dzień powszedni a co za tym idzie na trasie nie ma dużo ludzi - czyli tak jak lubię. Niedługo potem znajduję się na obrzeżach miasta. Przyspieszam aby nadrobić opóźnienia i trafiam na pola na których zazwyczaj pasą się zwierzęta. Widzę, że jest mega mokro więc uważam z każdym krokiem. Z oddali musiałem wyglądać jak jakiś paralityk. Na nic jednak moje ostrożne kroki, bo w pewnym momencie stopa wpada mi tak głęboko w błoto, że aż głośno klnę. Na moje szczęście brakuje być może z pół centymetra aby błoto przelało się do buta. Niesamowity fart.
Kontynuuje przechodząc już przez suche, trawiaste pola. But na szczęscie zdaje egzamin z wodoodporności. Ponownie znajduję się na obrzeżach i bardzo fajną trasą przechodzę przez wioskę. Od kilku kilometrów czuję, że obtarcia na pachwinach dokuczają mi coraz mocniej. Boli mnie też mały palec u stopy przez co staję nienaturalnie co z kolei powoduje powstanie pechęrza. Do tej pory ból był akceptowalny, ale na 25km jest już bardzo dokuczliwy. I tak pozostanie już do końca trasy. Kondycje miałem na dobrym poziomie, zapas sił był, bo byłem w stanie przejść jeszcze może z 10km, ale pachwiny mnie dojechały kompletnie. Niemniej jednak zakończyłem całą planowaną trasę.
Wziąłem ze sobą trochę jedzenia, jednak nie byłem głodny. Przez te 9 godzin zjadłem trzy małe bułki i garść orzechów. Do tego pykło 2,5l wody i pewnie z 200ml gorącej herbaty. Nie zderzyłem się ze ścianą co oznacza, że wolne tempo zaowocowało wolniejszym wykorzystaniem glikogenu i dużym spalaniem tłuszczu. To mnie akurat bardzo cieszy.
To był powrót do marszów po długiej przerwie. Pogoda w marcu nie dopisała przez co miałem bardzo nieregularne treningi.
Wkurwia mnie też, że aby dojść do zielonych terenów potrzebuję ponad godzine iść przez miasto a tego nienawidzę. Wszystko jednak zmieni się do miesiąca czasu, bo będę miał dostęp do darmowej komunikacji i wtedy wszystkie te marsze będą się odbywać poza granicami miasta.

Jest jeszcze coś co w zasadzie zdeterminowało ten ostani marsz. Walczyłem o zdobycie srebrnej odznaki i udało się rzutem na taśmę.

WhatsApp Image 2026-04-01 at 21.27.12 (1).jpeg


pykło 179 tysięcy kroków. Złoto było poza moim zasięgiem, ale jeszcze miesiąc, dwa i będzie to do ogarnięcia na luzie.
Waga 104kg. Jakbym ważył 10-15kg mniej to bym fruwał na tych trasach. Aha na całej trasie 970 metrów przewyższeń

Na koniec tętno
8 (1).jpeg


kilka dni odpoczynek, bo muszę zaleczyć pachwiny i odcisk.
plan na kwiecień to jak najwięcej marszów ze średnim dystansem 10km
nara
 
Apdejty z trasy
Do ósmego kwietnia byłem poza domem i w tym okresie nie było żadnej aktywności związanej z marszami. Po powrocie do domu wykonałem:

08.04 - 6.07km
9.04 - 10.89km
11.04 - 9.55km
13.04 - 21.72km
14.04 - 2.4km
15.04 - 9.66km
16.04 - 21.77km
18.04 - 9.65km
19.04 - 9.63km

Do tej pory w kwietniu zrobiłem 101km a w przeciągu ostatniego tyg (13.04-19.04) 74km. Do tej pory chodziłem z doskoku wtedy gdy miałem ochotę. Teraz zmieniłem to na regularne treningi. 2/3 kwietnia za nami, w pozostałe dni zamierzam dalej robić odcinki ok 10km i być może jeden lub dwa marsze po 20km. W maju mniejsza objętość natomiast kilka dłuższych wypraw gdzieś tak po 30km.

Kupiłem bardzo budżetowe buty do biegania na pierwszy strzał. Adidas Galaxy 6. Dałem na promce 23 funty. Nigdy wcześniej nie miałem doczynienia z takim obuwiem, wiec zapewne kupię kilka różnych par do testowania. Docelowo chcę kupić jakąś parę dobrych jakościowo butów, które pomogą mi w dłuższych dystansach. Zamówiłem też kilka koszulek z poliestru aby lepiej oddawać ciepło.

Od momentu gdy znów zacząłem maszerować, czyli gdzieś tak od 10 marca niesamowicie utwardziłem nogi. Biorąc pod uwagę, że zacząłem chodzić w drugim tygodniu, to 100km w dwa tygodnie jest dobrym wynikiem. Jest to obciążenie dla nóg więc nie przesadzam. Chciałbym zakończyć kwiecień z 200km na liczniku a za jakieś dwa miesiące zrobić 300km w miesiąc.
Zmieniłem swoje nastawienie. Zero chodzenia na pałę, bo to kończy się tylko pęcherzami i otarciami, które wykluczają mnie później z treningów na kilka dni.

Przy mojej aktualnej wadze 107kg, wyniki które wykręcam są bardzo obiecujące. Znacząco poprawiła mi się wydolność. Dziś, gdzieś tak w okolicach 7km byłem w stanie wykręcić 6.20 na godzinę przy tętnie rzędu 120.

Piję ok 1litra na 10 kilometrów. Przy dłuższych dystansach zabieram ze sobą 2g elektrolitów i mieszankę orzechów i rodzynek. Ciało dobrze radzi sobie z pobieraniem glikogenu i efektywnie przełącza się na pobieranie energii z tłuszczów.

Jeszcze kilka danych na koniec:
- Od marca do teraz zrobiłem 276km
- Spędziłem 63 godziny w trasie
- Spaliłem blisko 40000 kalorii
- Zrobiłem 302 626 kroków

Kolejne cele to włączenie 30km w tygodniu przy jednoczesnym obniżeniu intensywności tygodniowej. W czerwcu chcę wpleść kilka razy po 40km, ale to zależy od adaptacji organizmu. Mógłbym bez problemu już teraz zrobić 50km, ale to nie o to chodzi. Muszę stopniowo wzmacniać nogi i szykować się pod tą setkę.
Pozdro i zachęcam was również to tej formy aktywności
joł
 
Po powrocie do domu wykonałem:

08.04 - 6.07km
9.04 - 10.89km
11.04 - 9.55km
13.04 - 21.72km
14.04 - 2.4km
15.04 - 9.66km
16.04 - 21.77km
18.04 - 9.65km
19.04 - 9.63km
Kolego, nie myślałeś o pracy w Amazon? tam podobno nawet po 30km dziennie robią, a na głowę im nie pada i nie wieje
:werdum:
 
Apdejty z trasy
Do ósmego kwietnia byłem poza domem i w tym okresie nie było żadnej aktywności związanej z marszami. Po powrocie do domu wykonałem:

08.04 - 6.07km
9.04 - 10.89km
11.04 - 9.55km
13.04 - 21.72km
14.04 - 2.4km
15.04 - 9.66km
16.04 - 21.77km
18.04 - 9.65km
19.04 - 9.63km

Do tej pory w kwietniu zrobiłem 101km a w przeciągu ostatniego tyg (13.04-19.04) 74km. Do tej pory chodziłem z doskoku wtedy gdy miałem ochotę. Teraz zmieniłem to na regularne treningi. 2/3 kwietnia za nami, w pozostałe dni zamierzam dalej robić odcinki ok 10km i być może jeden lub dwa marsze po 20km. W maju mniejsza objętość natomiast kilka dłuższych wypraw gdzieś tak po 30km.

Kupiłem bardzo budżetowe buty do biegania na pierwszy strzał. Adidas Galaxy 6. Dałem na promce 23 funty. Nigdy wcześniej nie miałem doczynienia z takim obuwiem, wiec zapewne kupię kilka różnych par do testowania. Docelowo chcę kupić jakąś parę dobrych jakościowo butów, które pomogą mi w dłuższych dystansach. Zamówiłem też kilka koszulek z poliestru aby lepiej oddawać ciepło.

Od momentu gdy znów zacząłem maszerować, czyli gdzieś tak od 10 marca niesamowicie utwardziłem nogi. Biorąc pod uwagę, że zacząłem chodzić w drugim tygodniu, to 100km w dwa tygodnie jest dobrym wynikiem. Jest to obciążenie dla nóg więc nie przesadzam. Chciałbym zakończyć kwiecień z 200km na liczniku a za jakieś dwa miesiące zrobić 300km w miesiąc.
Zmieniłem swoje nastawienie. Zero chodzenia na pałę, bo to kończy się tylko pęcherzami i otarciami, które wykluczają mnie później z treningów na kilka dni.

Przy mojej aktualnej wadze 107kg, wyniki które wykręcam są bardzo obiecujące. Znacząco poprawiła mi się wydolność. Dziś, gdzieś tak w okolicach 7km byłem w stanie wykręcić 6.20 na godzinę przy tętnie rzędu 120.

Piję ok 1litra na 10 kilometrów. Przy dłuższych dystansach zabieram ze sobą 2g elektrolitów i mieszankę orzechów i rodzynek. Ciało dobrze radzi sobie z pobieraniem glikogenu i efektywnie przełącza się na pobieranie energii z tłuszczów.

Jeszcze kilka danych na koniec:
- Od marca do teraz zrobiłem 276km
- Spędziłem 63 godziny w trasie
- Spaliłem blisko 40000 kalorii
- Zrobiłem 302 626 kroków

Kolejne cele to włączenie 30km w tygodniu przy jednoczesnym obniżeniu intensywności tygodniowej. W czerwcu chcę wpleść kilka razy po 40km, ale to zależy od adaptacji organizmu. Mógłbym bez problemu już teraz zrobić 50km, ale to nie o to chodzi. Muszę stopniowo wzmacniać nogi i szykować się pod tą setkę.
Pozdro i zachęcam was również to tej formy aktywności
joł
1.planki
2. Nie rób długich dystansów jeszcze. Zbuduj solidny base w dłuższych marszach, ale bez przegięć. 60/70 km będziesz robić później. 100 km możesz atakować po pół roku, w październiku.

3. Jak nie zrzucisz nadwagi, to męczysz kolana niepotrzebnie. Poznałem sporo ludzi, którym właśnie to zepsuło plany na życie - zepsute stawy. Chcesz je mieć sprawne, jak zejdziesz na plankach do 90 kg. Inaczej będziesz ważyć 90 kg, ale z rozwalonymi kostkami czy kolanami.

A nie chcesz tego. W tym czasie po prostu zrzucisz nadwagę, bo 12 kg nadwagi to trzy miesiące planków. Potem ostatnie 4 kg to już na luzie. Done.

5. W międzyczasie robisz nadal solidną podstawę piramidy swoich treningów. Sold you base. Fundament.

6. Po trzech miesiącach atakujesz 50, po dwóch tygodniach 60 lub 70, jak będziesz czuć. Dobierasz starannie trasę - miejsce docelowe, skąd masz krótki dojazd do domu i najważniejsze - start trasy. Możesz pójść po pomysł do Drzewa i podjechać strategicznie do miejsca startu - wystartować z jakiejś góry czy wyżyny, skąd będziesz mieć łatwiej zrobić długi dystans, niż waląc przez góry i doliny. Chodzi przecież o dystans.

Jak robienie nóg, to wtedy góry i doliny, ale zwłaszcza góry. Do góry. Im większe obciążenie tym bardziej nogi dojebane. Jak odżywkę se człowiek do tego dojebie, to wracasz z nogami jak koń, jak pod górę trasę se wymyślisz. Dlatego zrobisz trasę w dół. A odżywka białkowa wiadomo, że spoko, choć to przed i po, ale nie w trakcie. Tzn dzień przed.

Wypita z rana może dać sraczkę przy 50 kilometrze. Żele energetyczne, herbata Mocna, niesłodzona, na koniec trasy czekolada, w trasie kanapki, albo polecam mój parent - wrapy z twardego cienkiego placka. Ogarniesz placka wg przepisu, faszerujesz kurczakiem zrobionym a'la kebab lub inne ulubione, do tego jajko na twardo, ziemniaki pieczone, kapusta kiszona rozciągnięta wzdłuż, niedużo, do smaku, trochę kepuczu. Składasz na 3 razy, żeby dupka ciasta trzymała zawartość. Pakujesz w woreczek, zawiązujesz. Palce lizać. Tzn nie liż brudnych paluchów w trasie!

7.efekt uboczny - plany wykonane.

Plan krótkoterminowy, niecały rok - dystanse zrobione. Ty docięty, zero nadwagi, wreszcie widać kutasa spod brzucha.

Plan średnioterminowy, kilka lat - robisz kilka dłuższych marszy na rozgrzewkę, potem zaczynasz biegać. Koniec pierwszego roku kończysz z pierwszym biegiem na 10 km. Nadal docięty, masz kaloryfer.

Plan długoterminowy, starość: nadal działają Ci kolana


:roybelly:
 
Back
Top