Idę przed siebie

10 kilometrów za mną. Czas 207 + 13 min przerw. Jest ok
Delikatnie czuje pęcherz. Teraz zaczyna się zabawa. Opuściłem miejskie tereny i zaczynam przygodę z górkami. Po pierwszej godzinie przerwa 5 min. Po drugiej 10 i kanapka
Super sprawdza się bukłak. Piję na bieżąco. Foty robię drugim telefonem więc wrzucę później. Po 20 km dłuższa przerwa i zupa. Pozdro
 
10 kilometrów za mną. Czas 207 + 13 min przerw. Jest ok
Delikatnie czuje pęcherz. Teraz zaczyna się zabawa. Opuściłem miejskie tereny i zaczynam przygodę z górkami. Po pierwszej godzinie przerwa 5 min. Po drugiej 10 i kanapka
Super sprawdza się bukłak. Piję na bieżąco. Foty robię drugim telefonem więc wrzucę później. Po 20 km dłuższa przerwa i zupa. Pozdro
 
20km jest ok. Już są podejścia więc nie jest tak lekko. Zrobiłem extra 2km bo pomyliłem trasę. Za 3km dłuższa przerwa i zupa. Robię za dużo postojów na robienie zdjęć. Trzeba trochę podkręcić silnik. Pogoda zajebista. Widoki też
 
30km koniec chodzenia ścieżkami po polach. Od teraz do końca trasy asfalt i chodniki. Na 22 kilometrze mega kryzys po zajebistym podejściu. Teraz na spokojnie toczę się do celu. Na tym 22km zjadłem zupę i to mi dodało mega dużo energii. Ogólnie jest zajebiście jak na razie. Pozdro
 
Wstaję o 7 i zaczynam przygotowania. Zagrzać zupę i zalać termos herbaty. W międzyczasie wypijam szejka i po raz ostatni przeglądam mapę. Biorę prysznic, ubieram się i pakuje plecak. Dzień wcześniej nie chciało mi się iść do sklepu więc czekają mnie jeszcze małe zakupy. O godzinie 8:30 opuszczam dom.
Kupuję mały prowiant po czym kieruje się na trasę. Pogoda jest piękna. Zimno, ale świeci słońce. To jeden z cieplejszych dni w tym roku.
Pierwsze kilometry i zaczyna się robić gorąco więc ściągam koszule, ale z jakiegoś powodu pocę się jak w saunie. Dobrze, że wziąłem husteczki to mam czym przecierać czoło. Przez ostanie kilka dni piłem bardzo dużo wody - może to dlatego. Pocić (i to bardzo) będę się przez pierwsze kilometry. Postanawiam robić odpoczynki co godzinę na kilka minut. Podczas drugiej przerwy ściągam już buty i skarpety aby od samego początku zapewnić stopom odpoczynek. Jem kanapkę popijając herbatą i wyruszam dalej.
Po trzech godzinach marszu opuszczam zaludnione tereny i witam się z górkami i wrzosowiskami. Pierwsze podejście pokonuję za szybko co przekłada się na ból zgięcia stopy. Obawiam się czy nie nadwyrezylem jakiegoś ścięgna i robię odpoczynek. Na szczęście okazuje się że mimo bólu po kilku kilometrach wszystko się normuje. Co chwila popijam wodę. Idę dość szybkim krokiem. Po około 4 godzinach mam zrobione 20km i jestem w pełni sił.
I wtedy dochodzę to tego diabelskiego wzniesienia. Wchodzę, ale nie mogę złapać oddechu. Duże stopnie, które bardziej przypominają mi drabinę niż schodki. Po dojsciu na szczyt siadam ledwo oddychając. Zjadam zupę i ruszam w dalszą trasę. Zaczynam czuć pęcherz i bolą mnie nogi od tej wspinaczki.
Na szczęście zupa okazuje się doskonałym pomysłem, bo dostaje od niej ogromny przypływ energii. Następne dziesięć kilometrów nie sprawia żadnych problemów a ja czuję się jakbym dopiero zaczynał marsz. Postanawiam zrezygnować z przerwy i odpoczywam dopiero na 30 kilometrze. Nie zaleczony pęcherz daje się coraz bardziej we znaki. Gdy myślę, że do końca trasy będę szedł już utwardzoną drogą okazuje się, że zaznaczyłem inna ścieżkę. Wracam się aby znowu skierować swe kroki na polne ścieżki.
Idzie się bardzo powoli. Ścieżki są błotniste a kamienie śliskie. Trzeba uważać. Tak idę przez kolejne trzy kilometry. W końcu dochodzę do drogi. Prawa stopa boli a na lewej zaczynają powstawać pęcherze. Mam zwykłe plastry. Naklejam je i wyruszam dalej. Dochodzę do kolejnego podejścia które sprawia wrażenie niemal pionowego. Znów ogromne stopnie a za nimi wąska ścieżka dosłownie zalana błotem. Muszę uważać na każdy krok, bo błoto spokojnie przykrywa buta. W końcu udaje mi się wyjść na suchą ścieżkę. Ostanie przejście przez pole i docieram do normalnej drogi. W tym momencie zapada już zmrok. Zerkam na mapę i przede mną jest jeszcze jedna trasą przez pola ale ze względu na mrok decyduje się iść chodnikiem. Do domu mam jakieś 7 kilometrów, które pokonuje na automacie. Nie jestem głodny, jestem zmęczony ale nie bardzo natomiast okrutnie bolą mnie stopy. Każdy krok wydaje się jakbym chodził po betonie na boso.
W końcu po 11 godzinach docieram do domu. Zmęczony ale szczęśliwy.

IMG_20250309_230431.jpg


IMG_20250309_230500.jpg


IMG_20250309_230531.jpg

Screenshot_2025-03-09-23-06-44-327_com.huami.watch.hmwatchmanager-edit.jpg


Postanowiłem przejść trasę z pęcherzem, który nie był do końca zaleczony. To przełożyło się na ból w pewnym etapie trasy jak i również na innym układaniu stopy. To z kolei spowodowało powstawanie kolejnych obtarć i pęcherzy.

Suma wzniesień 1500 metrów to zdecydowanie za dużo na tym etapie jeśli chodzi o bicie rekordów na odległość.

Skłonny jestem stwierdzić, że z wyleczonymi stopami i na płaskiej trasie robię te 50 kilometrów i to bez zbytniego zajeżdżania.

Miałem za mało szybko przyswajalnych węgli. Na następną trasę albo zabieram proszek z domu albo kupuje żele energetyczne.

Kupiłem wkładki do butów. Będą testowane jak wyleczę stopy.

Za dużo czasu spędzałem na robieniu zdjęć. Super jest zrobić sobie pamiątki ale w tym samym momencie mija nam czas, który można spożytkować na marszu.

Nie miałem skarpet na zmianę przez co musiałem suszyć swoje.

Mam jeszcze kilka spostrzeżeń, ale to może na następny raz.

Założony cel został zrealizowany pomimo przeciwności losu. Wyprawę oceniam na udaną
Over
 
Na szczęście zupa okazuje się doskonałym pomysłem, bo dostaje od niej ogromny przypływ energii. Następne dziesięć kilometrów nie sprawia żadnych problemów a ja czuję się jakbym dopiero zaczynał marsz. Postanawiam zrezygnować z przerwy i odpoczywam dopiero na 30 kilometrze.

Byku, zupę robiłeś na jakiś liściach koki?? Koniecznie podaj przepis na zupę.
 
Postanowiłem przejść trasę z pęcherzem, który nie był do końca zaleczony. To przełożyło się na ból w pewnym etapie trasy jak i również na innym układaniu stopy. To z kolei spowodowało powstawanie kolejnych obtarć i pęcherzy.

Suma wzniesień 1500 metrów to zdecydowanie za dużo na tym etapie jeśli chodzi o bicie rekordów na odległość.

Skłonny jestem stwierdzić, że z wyleczonymi stopami i na płaskiej trasie robię te 50 kilometrów i to bez zbytniego zajeżdżania.

Miałem za mało szybko przyswajalnych węgli. Na następną trasę albo zabieram proszek z domu albo kupuje żele energetyczne.

Kupiłem wkładki do butów. Będą testowane jak wyleczę stopy.

Za dużo czasu spędzałem na robieniu zdjęć. Super jest zrobić sobie pamiątki ale w tym samym momencie mija nam czas, który można spożytkować na marszu.

Nie miałem skarpet na zmianę przez co musiałem suszyć swoje.

Mam jeszcze kilka spostrzeżeń, ale to może na następny raz.

Założony cel został zrealizowany pomimo przeciwności losu. Wyprawę oceniam na udaną
Over
Przeczytałem właśnie na spokojnie od dechy do dechy to co napisałeś. Po pierwsze: ogromne gratulacje @Szaba. 43 km przy tak skomplikowanej trasie to ogromny wyczyn. Również uważam, że 50 km po płaskim zrobisz z luzu. Powiem więcej - uważam, że i trasy ok. 70 km są w Twoim zasięgu, ponieważ dysponujesz kluczową w ultra cechą, a mowa tu o charakterze.

Węgle to klucz, polecam spróbować chamskich żelków w ramach testu. Oczywiście mówię tu o czymś miękkim i słodkim. Haribo nie wchodzą w grę, bo ciężko jest je przeżuć. U mnie i u znajomych kolarzy robią robotę przy długodystansowych próbach. Oczywiście jest to kwestia mocno indywidualna, ale warto też eksperymentować i szukać swoich rozwiązań. Genialny pomysł z zupą, brawo! Nie omieszkam tego wypróbować podczas powrotu do dłuższych marszy.

Wątek fotograficzny jest trudny, bo sam też uwielbiam fotografować krajobrazy na pamiątkę, ale niestety coś za coś. Z biegiem czasu wyrobiłem w sobie podejście, że lepiej przejechać dłuższy odcinek stałym tempem niż tracić rytm na 15 sekund robienia zdjęcia. Jest to bolesne, bo jak śmigam np. Wysoczyzną Elbląską, to widoki mam tam kapitalne, ale niestety trzymanie regularnego rytmu podczas jazdy po wzgórzach jest absolutnie kluczowe. Podobnie jest z resztą w przypadku długich marszy, co sam też zauważyłeś. Warto potencjalnie spróbować zaplanować postoje w miejscach, w których jest co fotografować. Czasami może być to kwestia przesunięcia miejsca postoju o kilka minut, ale może to też pozytywnie zadziałać na głowę.

Jeszcze raz gratulacje i trzymam kciuki za Twoją dalszą drogę! :applause:
 
Wstaję o 7 i zaczynam przygotowania. Zagrzać zupę i zalać termos herbaty. W międzyczasie wypijam szejka i po raz ostatni przeglądam mapę. Biorę prysznic, ubieram się i pakuje plecak. Dzień wcześniej nie chciało mi się iść do sklepu więc czekają mnie jeszcze małe zakupy. O godzinie 8:30 opuszczam dom.
Kupuję mały prowiant po czym kieruje się na trasę. Pogoda jest piękna. Zimno, ale świeci słońce. To jeden z cieplejszych dni w tym roku.
Pierwsze kilometry i zaczyna się robić gorąco więc ściągam koszule, ale z jakiegoś powodu pocę się jak w saunie. Dobrze, że wziąłem husteczki to mam czym przecierać czoło. Przez ostanie kilka dni piłem bardzo dużo wody - może to dlatego. Pocić (i to bardzo) będę się przez pierwsze kilometry. Postanawiam robić odpoczynki co godzinę na kilka minut. Podczas drugiej przerwy ściągam już buty i skarpety aby od samego początku zapewnić stopom odpoczynek. Jem kanapkę popijając herbatą i wyruszam dalej.
Po trzech godzinach marszu opuszczam zaludnione tereny i witam się z górkami i wrzosowiskami. Pierwsze podejście pokonuję za szybko co przekłada się na ból zgięcia stopy. Obawiam się czy nie nadwyrezylem jakiegoś ścięgna i robię odpoczynek. Na szczęście okazuje się że mimo bólu po kilku kilometrach wszystko się normuje. Co chwila popijam wodę. Idę dość szybkim krokiem. Po około 4 godzinach mam zrobione 20km i jestem w pełni sił.
I wtedy dochodzę to tego diabelskiego wzniesienia. Wchodzę, ale nie mogę złapać oddechu. Duże stopnie, które bardziej przypominają mi drabinę niż schodki. Po dojsciu na szczyt siadam ledwo oddychając. Zjadam zupę i ruszam w dalszą trasę. Zaczynam czuć pęcherz i bolą mnie nogi od tej wspinaczki.
Na szczęście zupa okazuje się doskonałym pomysłem, bo dostaje od niej ogromny przypływ energii. Następne dziesięć kilometrów nie sprawia żadnych problemów a ja czuję się jakbym dopiero zaczynał marsz. Postanawiam zrezygnować z przerwy i odpoczywam dopiero na 30 kilometrze. Nie zaleczony pęcherz daje się coraz bardziej we znaki. Gdy myślę, że do końca trasy będę szedł już utwardzoną drogą okazuje się, że zaznaczyłem inna ścieżkę. Wracam się aby znowu skierować swe kroki na polne ścieżki.
Idzie się bardzo powoli. Ścieżki są błotniste a kamienie śliskie. Trzeba uważać. Tak idę przez kolejne trzy kilometry. W końcu dochodzę do drogi. Prawa stopa boli a na lewej zaczynają powstawać pęcherze. Mam zwykłe plastry. Naklejam je i wyruszam dalej. Dochodzę do kolejnego podejścia które sprawia wrażenie niemal pionowego. Znów ogromne stopnie a za nimi wąska ścieżka dosłownie zalana błotem. Muszę uważać na każdy krok, bo błoto spokojnie przykrywa buta. W końcu udaje mi się wyjść na suchą ścieżkę. Ostanie przejście przez pole i docieram do normalnej drogi. W tym momencie zapada już zmrok. Zerkam na mapę i przede mną jest jeszcze jedna trasą przez pola ale ze względu na mrok decyduje się iść chodnikiem. Do domu mam jakieś 7 kilometrów, które pokonuje na automacie. Nie jestem głodny, jestem zmęczony ale nie bardzo natomiast okrutnie bolą mnie stopy. Każdy krok wydaje się jakbym chodził po betonie na boso.
W końcu po 11 godzinach docieram do domu. Zmęczony ale szczęśliwy.

View attachment 123120

View attachment 123121

View attachment 123122
View attachment 123123

Postanowiłem przejść trasę z pęcherzem, który nie był do końca zaleczony. To przełożyło się na ból w pewnym etapie trasy jak i również na innym układaniu stopy. To z kolei spowodowało powstawanie kolejnych obtarć i pęcherzy.

Suma wzniesień 1500 metrów to zdecydowanie za dużo na tym etapie jeśli chodzi o bicie rekordów na odległość.

Skłonny jestem stwierdzić, że z wyleczonymi stopami i na płaskiej trasie robię te 50 kilometrów i to bez zbytniego zajeżdżania.

Miałem za mało szybko przyswajalnych węgli. Na następną trasę albo zabieram proszek z domu albo kupuje żele energetyczne.

Kupiłem wkładki do butów. Będą testowane jak wyleczę stopy.

Za dużo czasu spędzałem na robieniu zdjęć. Super jest zrobić sobie pamiątki ale w tym samym momencie mija nam czas, który można spożytkować na marszu.

Nie miałem skarpet na zmianę przez co musiałem suszyć swoje.

Mam jeszcze kilka spostrzeżeń, ale to może na następny raz.

Założony cel został zrealizowany pomimo przeciwności losu. Wyprawę oceniam na udaną
Over
pozytywny poeb! :applause:
 
No Szaba dużo przed tobą bo jak widać jest ogrom potencjału. Ciesz się dalej tymi treningami, dawaj ostro! To może jak UK pomyślisz o
Chciałbym kiedyś w tym polecieć
 
No Szaba dużo przed tobą bo jak widać jest ogrom potencjału. Ciesz się dalej tymi treningami, dawaj ostro! To może jak UK pomyślisz o
Chciałbym kiedyś w tym polecieć
Dopiero teraz zauważyłem, że tu coś napisałeś.
Sprawdziłem tego linka ale na takie harce to ja jestem jeszcze zbyt cienki. Powiem Ci, że jednak weszło mi to do głowy, bo jest to wyzwanie a ja lubie wyzwania.
Zaleczyłem pęcherze więc w poniedziałek lub wtorek robię podjazd na 55km. Wrzucę tutaj w miarę możliwości relacje z trasy. Pozdro
 
Dopiero teraz zauważyłem, że tu coś napisałeś.
Sprawdziłem tego linka ale na takie harce to ja jestem jeszcze zbyt cienki. Powiem Ci, że jednak weszło mi to do głowy, bo jest to wyzwanie a ja lubie wyzwania.
Zaleczyłem pęcherze więc w poniedziałek lub wtorek robię podjazd na 55km. Wrzucę tutaj w miarę możliwości relacje z trasy. Pozdro
Głód wojownika jest. Sam teraz jestem ciekawy jakby poszedł mi taki dłuższy marsz z cięższym plecakiem bo chwilę tego nie robiłem.
 
Ostatnie przygotowania przed jutrem. Jak nie będzie padało i prognoza będzie optymistyczna to wyruszam o 6 rano. Kupiłem bułeczki proteinowe do testu i zabieram dwie pary nowych skarpet. Dokupiłem nowe wkładki do butów i mam cześć nowych ubrań z poliestru. Sprawdzimy jak się nadają. W dalszym ciągu wybrałem trasę z podejściami a że tydzień temu było ciężko to jutro spodziewam się konkretnego wyzwania. Trzymajcie kciuki i do usłyszenia z trasy. Auuu
 
Ostatnie przygotowania przed jutrem. Jak nie będzie padało i prognoza będzie optymistyczna to wyruszam o 6 rano. Kupiłem bułeczki proteinowe do testu i zabieram dwie pary nowych skarpet. Dokupiłem nowe wkładki do butów i mam cześć nowych ubrań z poliestru. Sprawdzimy jak się nadają. W dalszym ciągu wybrałem trasę z podejściami a że tydzień temu było ciężko to jutro spodziewam się konkretnego wyzwania. Trzymajcie kciuki i do usłyszenia z trasy. Auuu
Powodzenia! :bleed:
 
Ostatnie przygotowania przed jutrem. Jak nie będzie padało i prognoza będzie optymistyczna to wyruszam o 6 rano. Kupiłem bułeczki proteinowe do testu i zabieram dwie pary nowych skarpet. Dokupiłem nowe wkładki do butów i mam cześć nowych ubrań z poliestru. Sprawdzimy jak się nadają. W dalszym ciągu wybrałem trasę z podejściami a że tydzień temu było ciężko to jutro spodziewam się konkretnego wyzwania. Trzymajcie kciuki i do usłyszenia z trasy. Auuu
Szacunek za charakter i determinację :frankapprove:Powodzenia!
 
Ostatnie przygotowania przed jutrem. Jak nie będzie padało i prognoza będzie optymistyczna to wyruszam o 6 rano. Kupiłem bułeczki proteinowe do testu i zabieram dwie pary nowych skarpet. Dokupiłem nowe wkładki do butów i mam cześć nowych ubrań z poliestru. Sprawdzimy jak się nadają. W dalszym ciągu wybrałem trasę z podejściami a że tydzień temu było ciężko to jutro spodziewam się konkretnego wyzwania. Trzymajcie kciuki i do usłyszenia z trasy. Auuu
Powodzenia
AUUUUU
 
Ostatnie przygotowania przed jutrem. Jak nie będzie padało i prognoza będzie optymistyczna to wyruszam o 6 rano. Kupiłem bułeczki proteinowe do testu i zabieram dwie pary nowych skarpet. Dokupiłem nowe wkładki do butów i mam cześć nowych ubrań z poliestru. Sprawdzimy jak się nadają. W dalszym ciągu wybrałem trasę z podejściami a że tydzień temu było ciężko to jutro spodziewam się konkretnego wyzwania. Trzymajcie kciuki i do usłyszenia z trasy. Auuu
Rolkę papieru zabierz... :awesome:
 
Jestem :) zrobiłem 25 kilometrów. Zimno w chuj. Ciężko pisać na telefonie bo zostawiłem rękawiczki w domu. Dobrze że kurtkę wziąłem bo byłby odwrót.
Wieje i jest pochmurno. Zjadłem gulasz, zmieniłem skarpety i ruszam w dalszą trasę. Wkładki do butów mam wilgotne i to może być problemem na późniejszym etapie. Chyba zrobię dłuższą przerwę żeby je wysuszyć.

Znowu mnie trasa zakończyła i były konkretne podjazdy pod górki. Oby już było płasko do końca. Pozdrawiam
 
Jestem :) zrobiłem 25 kilometrów. Zimno w chuj. Ciężko pisać na telefonie bo zostawiłem rękawiczki w domu. Dobrze że kurtkę wziąłem bo byłby odwrót.
Wieje i jest pochmurno. Zjadłem gulasz, zmieniłem skarpety i ruszam w dalszą trasę. Wkładki do butów mam wilgotne i to może być problemem na późniejszym etapie. Chyba zrobię dłuższą przerwę żeby je wysuszyć.

Znowu mnie trasa zakończyła i były konkretne podjazdy pod górki. Oby już było płasko do końca. Pozdrawiam
Pierdol to, połóż się, zdrzemnij, odpocznij
 
Back
Top