Doszedłem
View attachment 121871
View attachment 121872
W końcu w domu.
- zajebałem się tymi podejściami pod górki. Już w czwartej godzinie miałem lekko dość. Gdybym szedł po płaskim to 40km robię lekkim chujem.
- nie sprawdziłem do końca mapy. Korzystałem z komoot. Super aplikacja, która pokazuje ścieżki. Szkoda tylko, że nie do końca wszystkie sprawdziłem. Kilka razy musiałem się wracać. Do zmiany następnym razem. Nie mogę sobie pozwolić na nadrabianie drogi bez sensu
- jedzenie do poprawy. Miałem gulasz z ziemniakami, herbatę i mix orzechów i jeszcze jogurt 500ml którego finalnie nie zjadłem. I jeszcze 300ml wody.
Powinienem najpierw ten jogurt zjeść gdzieś po 2 godzinach marszu a dopiero później gulasz. Wody zdecydowanie za mało na taki wysiłek. Pół litra więcej potrzeba
- zostawiłem w domu surówkę a szkoda, bo by się przydała. Jakaś extra kanapka też by mogła wjechać.
- gdzieś w szóstej godzinie jak już się ściemniało pojebałem ścieżki i wylądowałem na jakimś polu/mokradle. Przez chwilę myślałem, że tam utknę. To mi też mnóstwo sił odebrało.
- przez te zmiany trasy wszystko wydłużyło się do 37km. Nie byłem na tyle gotowy. Na 30km zgarnęła mnie obsługa techniczna
A tak wygląda cały tydzień
View attachment 121873
Dziś i jutro leżę chujem do góry. Może nawet w poniedziałek odpuszczę.