Co mnie wku*wia

wkurwiają mnie ludzie którzy usłyszeli coś w TV piąte przez dziesiąte i mądrzą się na ten temat jakby byli ekspertami, a jak spróbujesz im coś wytłumaczyć to przerwą ci w pół słowa i nie dadzą dojść do głosu
 
Ja pierdole, chciałem iść do dobrego specjalisty. Myślę: prywatny szpital, spoko, umówię się na piątek. A rejestracja proponuje mi początek października. Co to kurwa jakiś cudotwórca??!
 
Wkurwia mnie pogoda. Jakbyśmy nie mogli mieć Polski w jakimś lepszym klimacie. Wtedy nawet wizja zostania bezdomnym żużlem nie była by taka straszna, a tak? Pod palmą w Mielnie w grudniu nie pośpisz bo zamarzniesz a ogarnianie noclegowi i przytułków to za duże wyzwanie logistyczne.
 
Wkurwia mnie pogoda. Jakbyśmy nie mogli mieć Polski w jakimś lepszym klimacie. Wtedy nawet wizja zostania bezdomnym żużlem nie była by taka straszna, a tak? Pod palmą w Mielnie w grudniu nie pośpisz bo zamarzniesz a ogarnianie noclegowi i przytułków to za duże wyzwanie logistyczne.


Podobno Hawaje to Polska Oceanu Spokojnego :boystop:
 
Wkurza mnie, że jest 21, ja mam do zjedzenia jeszcze golonkę, a czuję się najedzony i nie wiem czy ją całą chapnę na raz.
 
Wkurza mnie, że jest 21, ja mam do zjedzenia jeszcze golonkę, a czuję się najedzony i nie wiem czy ją całą chapnę na raz.
Ooo, dawno nie jadłem. Musisz zjeść dzisiaj? Zostaw na jutro.
 
Ooo, dawno nie jadłem. Musisz zjeść dzisiaj? Zostaw na jutro.
Dzisiaj na pewno musi paść. Wiewiórki nie robią zapasów na wiosnę (choć ponoć jutro ma mocno śniegiem rzucać).
Zresztą też dawno nie jadłem goloneczki, a chodzi za mną od rana. Nie oprę się jej, jest zbyt ponętna i kusząca.
 
@Orest Nie jem nic ze słoików z domu. A golonka to czy dobra to kwestia przełamania się, bo golonka z biedronki. Taka gotowa, tylko ją odgotować.
 
Smacznego w takim razie! A słoiki od mamy to dobra rzecz, jak byłem studentem to nie gardziłem bynajmniej:)
 
Golonka musi być z włosem
I takie bywają, a musztardy już nie mam. A co do słoików to nie chce mi się tego targać, lepiej samemu coś upichcić, albo po stołówkach zjeść, cenowo na jedno prawie wyjdzie.
 
Ja też nie, ale mama już nie robi słoiczków dla synka, więc lipton.
Eh te matki to wiedzą jak gotować, czasem jak do matki wpadnę na obiad to sobie zawsze uświadamiam, że tylko wydaje mi się że umiem gotować:)
 
A ja że tak zadam pytanie nie na miejscu, żona źle gotuje czy co, że taka desperacja?
Żona po powrocie do pracy i 14 miesięcznym dziecku ma niewiele czasu na gotowanie. Od czasu do czasu coś upichci i robi to bardzo dobrze, ale nie ma jak u mamy :), sentyment zostaje.
 
Żona po powrocie do pracy i 14 miesięcznym dziecku ma niewiele czasu na gotowanie. Od czasu do czasu coś upichci i robi to bardzo dobrze, ale nie ma jak u mamy :), sentyment zostaje.
W sumie racja. Chociaż z końcówką się nie zgodzę, lubię mamine smakołyki, ale ostatnio to najbardziej lubię jeść to co sam ugotuję. Pewnie mi przejdzie, bo gotować kompletnie nie umiem, ale ta satysfakcja, że żrem coś swojego jest dalece poprawiająca smak.
 
W sumie racja. Chociaż z końcówką się nie zgodzę, lubię mamine smakołyki, ale ostatnio to najbardziej lubię jeść to co sam ugotuję. Pewnie mi przejdzie, bo gotować kompletnie nie umiem, ale ta satysfakcja, że żrem coś swojego jest dalece poprawiająca smak.
Jeszcze docenisz;) obiadki mamusi.
 
Wkurwia mnie, ze Chińczyk mi ponad godzinę żarcie dowozi
Ja raz miałem akcję następującą: Robiłem z kumplem fuchę w niedzielę, zachciało się żreć, zamówiliśmy chinola i o dziwo skurwiele przywieźli nam z odległości 4 km żarcie po 15 minutach od telefonu. Do dzisiaj się zastanawiam jak oni to logistycznie ogarnęli. Sam przyjazd to z 5-6 minut przez ten jebany Kraków, a gdzie czas na zrobienie żarcia, zapakowanie. Dodam, że jedzenie było gorące i nie wyglądało jak z odzysku.
 
Ja raz miałem akcję następującą: Robiłem z kumplem fuchę w niedzielę, zachciało się żreć, zamówiliśmy chinola i o dziwo skurwiele przywieźli nam z odległości 4 km żarcie po 15 minutach od telefonu. Do dzisiaj się zastanawiam jak oni to logistycznie ogarnęli. Sam przyjazd to z 5-6 minut przez ten jebany Kraków, a gdzie czas na zrobienie żarcia, zapakowanie. Dodam, że jedzenie było gorące i nie wyglądało jak z odzysku.
Może helikopter, albo chiński teleporter.

Odniesienie do tematu: dzisiejsza pogoda przeszła samą siebie, deszcz, śnieg, deszcz, deszcz + wiatry + nie ma śniegu = zamienił się w deszcz.
 
Ja raz miałem akcję następującą: Robiłem z kumplem fuchę w niedzielę, zachciało się żreć, zamówiliśmy chinola i o dziwo skurwiele przywieźli nam z odległości 4 km żarcie po 15 minutach od telefonu. Do dzisiaj się zastanawiam jak oni to logistycznie ogarnęli. Sam przyjazd to z 5-6 minut przez ten jebany Kraków, a gdzie czas na zrobienie żarcia, zapakowanie. Dodam, że jedzenie było gorące i nie wyglądało jak z odzysku.
Przecież oni używają zwoju "Magiczny Portal". Musiałem być bardzo zajęty pracą skoro nie zauważyłeś niebieskiej poświaty na klatce schodowej.
 
Back
Top