O kurna, a tu taka dyskusja na temat białka. Zasadniczo - idealne podsumowanie
@ALRI. Jakieś yebane kocopoły typu, że białko w proszku klei jelita to można sobie między bajki włożyć.
Przykładowo - ja nawet wcinam 3 porcje białka z prochu dziennie, bo lubię i mogę. 3x30 nawet, czasami jest to 2x30 załóżmy. Przede wszystkim wygoda, lekkostrawnośc, walory smakowe no i też z tego faktu, że jeszcze przed pandemią zacząłem robić zapasy (i w sumie cały czas dbam o to, aby stan magazynowy się zgadzał ;) )i mogę sobie pozwolić wpierdzielać takie ilości dziennie. Aczkolwiek niewykluczone, że w przyszłości z jakiś względów, np. ekonomicznych zrewiduję swoje podejście i będę jadł odżywek białkowych bardzo mało albo wcale.
Ale obecnie - rutyną jak dla mnie jest białeczko 30-40 g w 1. posiłku, na który składają się płatki, orzechy, owoce itp (porcyjka i makro zależne od DT lub DNT), po treningu 30-40 g białka z wodą, oraz do kolacji/po kolacji.
Idąc durnym tokiem rozumowania szkodliwości to ja już nie żyję - jestem zombie, mając taką rutynę od X lat. No ale że mi nic nie jest, to wiadomo - dowód anegdotyczny.
Żeby nie było - nie opieram diety i zapotrzebowania na białko w 100% na prochu. Niemal codziennie wcinam jajka, sery/twarogi, mięso albo ryby.