Ojcones

  • Thread starter Deleted member 6793
  • Start date
20260214_114350(0).jpg
spacer zaliczony dobry początek dnia :conorsalute:
 
Ja od jakichś 2 godzin udaje bobaska, którym opiekuje się moja córka jako starsza siostra, więc gugam, krzyczę i daję się czesać, a teraz mnie do żłobka zaprowadziła :beczka:

Zaraz mi się w bani zacznie jebać od zmiany tożsamości :juanlaugh:
Zrób UFC u mnie, to działa.
Tylko nie przesadź...
Oktagon w narożniku, telefon jako stoper, runda po minucie.
Poduszki jako siatka i rzucasz maluchem/maluchami, zależy od ilości posiadanych pociech.:conorsalute:
 
Dobra, troszeczkę już ta adrenalina po kilku dniach puściła, więc może kilka słów:

Zrobił nam małolat niespodziankę dużą, termin na 24.03, więc dobre 5-6 tygodni przed czasem. Wody odeszły kompletnie z dupy podczas tych pozornych skurczy. Jak przyjęli żonę na oddział to nie było żadnych oznak zbliżającego się porodu, pierwotnie zakładali, że będą przedłużać i ewentualnie za 2-3 tygodnie oksytocyna, jeśli nie zacznie sie akcja porodowa, KTG dobre, zero objawów niedotlenienia... Cała akcja zaczęła się o 3 w nocy i skończyła dokladnie 6:17. Wielkie chłopisko cały poród przy dzielnej babie :bleed:
Dostał małolat 8/10, bo jednak było potrzebne wsparcie oddychania i ze względu na młody wiek (34+2) trafił na intensywną terapię na oddziale neonatologii.
Same wymiary jak na wcześniaka bardzo dobre - 52cm, 2490g.
Żona wypisana wczoraj ze szpitala, młody już oddycha samodzielnie, bilirubina spadła po fototerapii, wiec zostaje czekać aż małolat nauczy sie ssać i w końcu jeść jak czlowiek :bleed:
Niesamowite jak pojawienie sie tak małego, bezbronnego ludka całkowicie zmienia perspektywę i nagle reszta jakichs problemów czy powodów do wkurwiania w momencie staje się nieistotna.

Dzięki Panowie za dobre słowo, małolat walczy dalej i jeśli bedzie wciąż do przodu jak mówią lekarze, to moze jeszcze w lutym zabierzemy go do domu :)
 
Last edited:
Wkurwia, że w tym momencie musi biedaczek siedzieć tam sam (jak żona byla w szpitalu to nikt nie limitował jej widzeń), a obecnie oboje jesteśmy w protokole rodzica z zewnątrz, czyli przynajmniej dopóki przebywa na intensywnej terapii noworodka, to odwiedziny tylko 12-18 każdego dnia. Mam nadzieję, że na dniach wyskoczy z intensywnej i będzie to trochę bardziej po ludzku rozwiązane
 
Dzięki Panowie za dobre słowo, małolat walczy dalej i jeśli bedzie wciąż do przodu jak mówią lekarze, to moze jeszcze w lutym zabierzemy go do domu :)
Będzie dobrze, będzie w pytę :bleed:

Mnie kurwica brała jak córeczkę zabrali w 6 miesiącu na kilka dni do szpitala z powodu problemów z brzuszkiem, a była tam z mamą, więc co dopiero taka sytuacja ja u Was, ale cierpliwości i siły, a zaraz w komplecie na chacie będziecie :redford:
 
Dobra, troszeczkę już ta adrenalina po kilku dniach puściła, więc może kilka słów:

Zrobił nam małolat niespodziankę dużą, termin na 24.03, więc dobre 5-6 tygodni przed czasem. Wody odeszły kompletnie z dupy podczas tych pozornych skurczy. Jak przyjęli żonę na oddział to nie było żadnych oznak zbliżającego się porodu, pierwotnie zakładali, że będą przedłużać i ewentualnie za 2-3 tygodnie oksytocyna, jeśli nie zacznie sie akcja porodowa, KTG dobre, zero objawów niedotlenienia... Cała akcja zaczęła się o 3 w nocy i skończyła dokladnie 6:17. Wielkie chłopisko cały poród przy dzielnej babie :bleed:
Dostał małolat 8/10, bo jednak było potrzebne wsparcie oddychania i ze względu na młody wiek (34+2) trafił na intensywną terapię na oddziale neonatologii.
Same wymiary jak na wcześniaka bardzo dobre - 52cm, 2490g.
Żona wypisana wczoraj ze szpitala, młody już oddycha samodzielnie, bilirubina spadła po fototerapii, wiec zostaje czekać aż małolat nauczy sie ssać i w końcu jeść jak czlowiek :bleed:
Niesamowite jak pojawienie sie tak małego, bezbronnego ludka całkowicie zmienia perspektywę i nagle reszta jakichs problemów czy powodów do wkurwiania w momencie staje się nieistotna.

Dzięki Panowie za dobre słowo, małolat walczy dalej i jeśli bedzie wciąż do przodu jak mówią lekarze, to moze jeszcze w lutym zabierzemy go do domu :)
Gratulacje dla Ojca i dzielnej mamy !!!
Będzie dobrze, było paru wcześniaków wśród kumpli i też w szpitalu leżeli i ze wszystkimi wszystko jest si także na bank niedługo będzie w domu i da wam popalić nieprzespanymi nocami i da mnóstwo radości ;)
:conorsalute:
 
Gratulacje dla Ojca i dzielnej mamy !!!
Będzie dobrze, było paru wcześniaków wśród kumpli i też w szpitalu leżeli i ze wszystkimi wszystko jest si także na bank niedługo będzie w domu i da wam popalić nieprzespanymi nocami i da mnóstwo radości ;)
:conorsalute:
Uwierz mi byku, że obecnie na nic bardziej nie czekam :)

Baliśmy sie cholernie zakażenia wirusem CMV, bo jeszcze zanim wyjechaliśmy do Grecji to na pierwszych badaniach wyszło negatywnie, potem w Atenach raz pozytywnie, raz wynik niejednoznaczny, wracając do Polski powtorzylismy badania na oddziale zakaźnym w Krakowie i Łodzi i potwierdzili jedynie zakazenie wtórne, ale i tak mieliśmy obawy, ze to dlatego tak szybko wszystko sie zaczęło, a że to kurewstwo moze poważnie pocharatać małe dziecko, więc do wczoraj stres był ogromny, ze mały ma zakażenie wrodzone. Na szczęście przyszły wyniki i wynik negatywny, więc kamień z serca
 
Last edited:
Uwierz mi byku, że obecnie na nic bardziej nie czekam :)
Wierzę, pierwsze dziecko?
Bo ja przy pierwszym popełniłem z kobita jeden duży błąd więc podzielę się bo może nie byliśmy sami. Całą ciążę czytaliśmy i rozkminialismy ciążę, problemy itp.
Jak młoda przyjechała do domu to się okazało, że za dużo nie czytaliśmy o pierwszych tygodniach i miesiącach życia dziecka więc dużo rzeczy było na spontanie. Pewnie to tak musi być ale jakieś podstawy typu co zrobić jak sie dziecko zapowietrzy, co jest dobre na wysypkę, kiedy mogą wystąpić skoki rozwoju, co jest normalne a co nie warto znać.
Polecam też zrobić dobre rozeznanie przychodni.
My na początku się wjebalismy trochę bo zapisaliśmy się do tej do której powinniśmy z racji miejsca zamieszkania i tam kurwa Meksyk w huj. Zapisujemy na godzinę a się okazuje, że to jest orientacyjnie i do pediatry kolejka nawet z dorosłymi bo tak sobie przyjmuje i 2 godziny czekania..
Po paru wizytach już zacząłem drzeć ryja i przenieśliśmy się do innej przychodni, tam bajka, na godzinę to na godzinę, czekałem max 15 min na wizytę do tego lekarz ( akurat znałem go bo to kuzyn dobrego kolegi) z mega podejściem i młoda uwielbia do niego chodzić. Przychodnia bez żadnego porównania do poprzedniej, obsługa i lekarze top!
Ale to takie moje przemyślenia, może akurat tylko ja wcześniej tego nieogarnalem
 
Wkurwia, że w tym momencie musi biedaczek siedzieć tam sam (jak żona byla w szpitalu to nikt nie limitował jej widzeń), a obecnie oboje jesteśmy w protokole rodzica z zewnątrz, czyli przynajmniej dopóki przebywa na intensywnej terapii noworodka, to odwiedziny tylko 12-18 każdego dnia. Mam nadzieję, że na dniach wyskoczy z intensywnej i będzie to trochę bardziej po ludzku rozwiązane
Młoda się rodziła jak był covid, wtedy to była dopiero paranoja, te wszystkie kurwy za to co robili wtedy z ludźmi powinny wisieć
:burnit:
 
Dziecka zapuszczają włosy, luz. Od trzech tygodni grzywki wpadają im do oczu, zaczęły się tiki nerwowe.

Teraz były dwa tygodnie na feriach, ja zostałem na chacie, odpocząć.

Wróciły, grzywki do nosa.

Wczoraj wziąłem nożyczki, uciąłem. Zaczęła się jazda, że źle, krzywo, etc. Stara wyprostowała grzywkę u córki, syn ma to już w dupie :frankapprove:

Stara dziś dalej pierdoli, że to była niepotrzebna akcja, bo można było x, y, z (szkoda pisać).

Policzyłem i odparłem że nawet jej prostowanie trwało minutę.

A ona miała ponad 20 tysięcy minut na zrobienie tego, co zajęło jej minutę (a mi 10 sekund u obojga). Nie licząc snu...

Stara foch, dalej uważa że jestem zły :beczka:

A dzieci do mnie na ucho "Sigma" :tiphatb:
 
Młoda się rodziła jak był covid, wtedy to była dopiero paranoja, te wszystkie kurwy za to co robili wtedy z ludźmi powinny wisieć
:burnit:
Też to przerabialiśmy podczas covidu. Żona dwa tygodnie była w szpitalu i nie mogłem jej odwiedzić... jedynie robili transfer rzeczy tzn. ja przynosiłem podpisaną torbę z czystymi ubraniami itd. i odbierałem jej rzeczy. I tak kursowały pielęgniarki z pełnymi wózkami z oddziału do rejestracji i odwrotnie. Patologia absolutna.
 
Też to przerabialiśmy podczas covidu. Żona dwa tygodnie była w szpitalu i nie mogłem jej odwiedzić... jedynie robili transfer rzeczy tzn. ja przynosiłem podpisaną torbę z czystymi ubraniami itd. i odbierałem jej rzeczy. I tak kursowały pielęgniarki z pełnymi wózkami z oddziału do rejestracji i odwrotnie. Patologia absolutna.
A najśmieszniejsze jest to, że np. ja chodziłem po całym szpitalu bez żadnych problemów. Nawet windę przeznaczoną tylko do przewozu osób zakażonych serwisowałem bez niczego :beczka: Na samym początku większość personelu miała wyjebane na te maski itp. Później część zaczęła nosić.
I nie mówię tylko o jednym szpitalu ale o kilku, w tym o wojewódzkim i kilku powiatowych.
 
A najśmieszniejsze jest to, że np. ja chodziłem po całym szpitalu bez żadnych problemów. Nawet windę przeznaczoną tylko do przewozu osób zakażonych serwisowałem bez niczego :beczka: Na samym początku większość personelu miała wyjebane na te maski itp. Później część zaczęła nosić.
I nie mówię tylko o jednym szpitalu ale o kilku, w tym o wojewódzkim i kilku powiatowych.
Jedna wielka farsa i tyle. Ja wtedy robiłem odbiory elektryczne Biedronek to na miejscu gęsto jak w ulu, robotnik na robotniku, oczywiście na maski wszyscy mieli wyjebane, kaszlał/charczał co drugi. Według panującej wtedy narracji to wszyscy powinniśmy być martwi lub pod respiratorem.

@Rododendron bo jeszcze nie napisałem. Zdrówka dla rodziny i pisz jak tam :conorsalute:
 
Back
Top