To typowa wyborcza, tekst ma być prowokacyjny ale podlany intelektualnym sosem. Poszukajcie sobie w necie sondaże nt. stosunku Polaków do Ukraińców.
Ja się nie zgadzam, że tekst jest prowokacyjny, jedynie tytuł można tak w jakimś stopniu odbierać -- i to jest uważany za prowokacyjny tylko dlatego, moim zdaniem, bo po prostu oddaje rzeczywistość. Takie czasy, że prawda w niewygodnych tematach jest uznawana za prowokację.
Natomiast sam tekst to już jest głównie tłumaczenie skąd się biorą takie a nie inne nastroje. Że nie wynika ona w sumie z niechęci do ukraińców, ale oni są ofiarami słabej gospodarczej koniunktury i pogorszenia się nastrojów Polaków. Ot, chłopcy do bicia. A drugim istotnym czynnikiem mają być te słynne jedynie zasłyszane anegdoty, rozdmuchiwane i nagłaśnianie bez weryfikacji ani refleksji. Bo przecież żaden z rozmawiających z socjologiem nie spotkał się z jakimś złym zachowaniem ukraińca -- wszystko to zostało im włożone do łbów przez złowrogi internet.
Tak więc właściwa, prawomyślna, narracja została utrzymana. Co jest podkreślone, choćby tym, że politycy z dwóch głównych partii, mając wyniki sondażu, nie podchwycili tego tematu. Pewnie, że politycy nie powinni szczuć na ukraińców, ale to powinno dać im do myślenia, że może warto bardziej skupić się na problemach rodaków i nie robić sobie ciągle wycieczek do kijowa.
Może polityczne młoty, jak i genialny socjolog, mogliby dojść do wniosku, że gdyby polskie władze były bardziej asertywne -- w stosunku do władz ukrainy i takich spraw jak: kult bandery, wołyń i szukanie polskich grobów, blokady polskich ciężarówek i wielu innych kwestii -- to i społeczeństwo inaczej by patrzyło na ukrainców w Polsce. A tak nasza spolegliwość jedynie zwiększa wściekłość na tych ukraińcach, którzy tu przybyli. Ale to za trudne połączyć to wszystko w całość.
Większość ukraińców pewnie chce tu spokojnie żyć. Ale udawanie na przykład tego, że nie rodzi to też problemów, że pewna ich mniejszość sprawia, że zwiększa się przestępczość, sprawia, że ludzie czują się oszukiwani i robieni w balona. To ciągłe wmawiania o bliskości kulturowej to jest momentami inżynieria społeczna. Bo są różnice kulturowe i to spore, ale można zaklinać rzeczywistość. Nie są to różnice nie do zasypania, ale potrzeba na to sporo czasu.
Establishmentowi nie przejdzie przez gardo, że imigracja to są potencjalne, długofalowe zalety dla zusu, gospodarki itp., ale też i zagrożenia. Bo przecież nie można uczciwie przedstawić sytuacji i trzeba ludziom sprzedawać uproszczoną, czarno-białą, wizję świata. Wszelkie niuanse są be, bo tłuszcza dostanie mętliku w tych swoich, już i tak wątłych, umysłach.
A ukraińskie władze -- te czy przyszłe -- będą wciąż cyckać polskich frajerów, co zresztą zapowiedział doradca zełeńskiego. Oni już się ustawili w pozycji: "polaczki muszą nas wspierać z całych sił bez względu na wszystko. Bo my ich uratowalim. I my nie musimy w stosunki do nich nic".
No i jednak gazeta.pl to nie jest wyborcza. Sam przeprowadzający wywiad, tj. Sroczyński, przeniósł się z redakcji wyborczej właśnie do gazeta.pl, bo nie pasowała mu linia redakcyjna.