A ja go poznałem mniej-więcej z czasów walk w PLMMA na TV Puls i wydawał mi się zajebiście sensownym gościem i nawet mi się serduszko cieszy, że zarabia hajs w tych freakach, bo się jebaniutki całe życie za opony nawalczył, a i więzadła mu chyba poszły w Azji, więc też potężny ubytek zdrowia na stałe.
Może się zmienił, nie wiem. Ale IQ wysokie, książki czytał, na bandytę nie pozował, bardzo duży szacunek miał do naszej ulubionej dyscypliny, uważał BJJ jako drogę poradzenia sobie z dorastaniem w ciężkich warunkach. Taki bym powiedział nawet wzór do naśladowania w tym przesiąkniętym prymitywnymi zachowaniami środowisku.