Depresja vs. Cohones

Ani kuchni marche :płacz:
co-za-miejsce-nie-do-zycia.jpg



Mimo wszystko w serduszku trochę zazdroszczę :usunto:
 
Denzel był na wyspie Epsteina... Zawierzenie życia Bogu W tym przypadku nie pomoże. Ludzie go i tak muszą zajebać, a na koniec pójdzie i tak do piekła.
Dasz jakieś źródło tej informacji o Denzelu?
 
Dasz jakieś źródło tej informacji o Denzelu?
Oficjalne info jest o szoku Denzela na imprezie u Diddiego, gdzie natknął się na Diddiego ruchającego jakiegoś niepełnoletniego typa, ale mu to nie przeszkadzało na tyle, by nie kontynuować znajomości z Diddym, a Denzela i Epsteina widziałem na filmiku, jak znajdę to wrzucę.

Teraz kropki łączą się w ten sposób, że Diddy nie zawsze miał świeże dzieci na imprezki, a Epstein miał zawsze pełne lochy dzieci... Tak jak napisałem, jak trafię ten lub podobny filmik z tym zakresem, to wrzucę.
 
Oficjalne info jest o szoku Denzela na imprezie u Diddiego, gdzie natknął się na Diddiego ruchającego jakiegoś niepełnoletniego typa, ale mu to nie przeszkadzało na tyle, by nie kontynuować znajomości z Diddym, a Denzela i Epsteina widziałem na filmiku, jak znajdę to wrzucę.

Teraz kropki łączą się w ten sposób, że Diddy nie zawsze miał świeże dzieci na imprezki, a Epstein miał zawsze pełne lochy dzieci... Tak jak napisałem, jak trafię ten lub podobny filmik z tym zakresem, to wrzucę.
Jak będziesz miał, to wrzuć. Swojego czasu wertowalem internet aby dowiedzieć się więcej o tej wyspie. Ciężki klimat. Dużo ciekawych materiałów można znaleźć na bitchute. Ale już nie szukam.
 
Jak będziesz miał, to wrzuć. Swojego czasu wertowalem internet aby dowiedzieć się więcej o tej wyspie. Ciężki klimat. Dużo ciekawych materiałów można znaleźć na bitchute. Ale już nie szukam.
No ja też doszedłem do danych na temat tej wyspy, połączyłem kropki i odechciało mi się dalej to drążyć... Takiego nagromadzenia syfu to nie pamiętam, ale pozniej trafiłem na Comet Pizza i się kurwa połączyło.

Myślałem że to odosobniony przypadek, ale Epstein, Diddy, Comet, Clintonowie, Huma Abedin, przechowalnia skóry w Izraelu, czy korytarze łączące Watykan z resztą swiata... To jest kurwa chore, i tak jak oni sami chcieli żeby ich zniszczyć za czasów Cesarstwa Rzymskiego, tak teraz chcą to również zakryć zniszczeniem Unii, Watykanu i reszty.

Sorki, kropki mi się rozlały. Ciężkie tematy to coś jak combosy w walce, wchodzi jeden i lecą kolejne...
 
oj chlopie, wiesz tyle co napisałem i piszesz mi oklepane schematy, jakieś gówno o byciu młodym i całym życiu przedemna, doceniam co pisałeś wcześniej, ale nie masz pojęcia co się dzieje w moim życiu, kim jestem, co przechodzę i skończyłem już tutaj pisać o swoich problemach, wystarczy, także no offens, ale dzięki i dobranoc
Mam starych psycholi którzy od małego znęcali się nademną i moim rodzeństwem praktycznie od urodzenia, toczą ze sobą wojnę która trwa do dzisiaj i ani trochę nie zelżała, najdalej jak pamiętam czyli w wieku przedszkolnym widziałem tylko przemoc, gwałty, wpierdole a w domu nigdy nie było alkoholu, po prostu tak zniszczone charaktery mają moi ha tfu rodzice, gdy nie opowiedziałem sie po którejś ze stron byłem szantażowany przez ojca że popełni samobójstwo i to będzie moja wina po czym matka robiła to samo stawiając kruchą psychikę małego dziecka pod murem.
Tyle co sie odpierdalało przez te wszystkie lata aż do dziś to raczej wątpię że ktokolwiek aż taką chujnie miał w życiu, nieraz się modliłem żeby jeden drugiego zabił, drugi by poszedł siedzieć i byłby spokój bo nigdy nawet nie można było normalnie spać bo wieczne darcie mordy po domu.
Moje rodzeństwo jak i ja względnie normalnie, wykształceni, bez nałogów a szkoda bo jakby mieli dzieci patusów jak czasami się słyszy i by dostawali wpierdol regularnie to może by sie nauczyli chociaż wątpię bo mózgu to tam pod kopułą u moich starych niewiele więcej jest niż u neandertalczyka.
I teraz nie będę Ci pierdolił jakiś oklepanych motywacyjnych tekstów tylko po prostu powiem że jest jak jest i nie możesz nic z tym zrobić choćby nie wiem jak żeś sie starał, będą lepsze dni które zostawia jakieś dobre wspomnienia, będą gorsze a będą takie chujowe że najlepiej ukręcić sobie bata gdzieś w lesie.
Nie katuj się żadnymi zdrowymi nawykami itd bo to nie ma sensu, chwila moment i wyjdziesz z rutyny, rób to co serio lubisz i tylko to da Ci regularność, wszystko inne na bank nie wypali.
Zostaje Ci jak w moim przypadku zaopatrzyć sie w benzodiazepiny które bierzesz tylko wtedy kiedy naprawdę potrzebujesz i tyle.
Nie będzie wcale lepiej a być może gorzej i musisz być na to przygotowany, chcesz żyć to musisz to udźwignąć czy chcesz czy nie.
 
Mam starych psycholi którzy od małego znęcali się nademną i moim rodzeństwem praktycznie od urodzenia, toczą ze sobą wojnę która trwa do dzisiaj i ani trochę nie zelżała, najdalej jak pamiętam czyli w wieku przedszkolnym widziałem tylko przemoc, gwałty, wpierdole a w domu nigdy nie było alkoholu, po prostu tak zniszczone charaktery mają moi ha tfu rodzice, gdy nie opowiedziałem sie po którejś ze stron byłem szantażowany przez ojca że popełni samobójstwo i to będzie moja wina po czym matka robiła to samo stawiając kruchą psychikę małego dziecka pod murem.
Tyle co sie odpierdalało przez te wszystkie lata aż do dziś to raczej wątpię że ktokolwiek aż taką chujnie miał w życiu, nieraz się modliłem żeby jeden drugiego zabił, drugi by poszedł siedzieć i byłby spokój bo nigdy nawet nie można było normalnie spać bo wieczne darcie mordy po domu.
Moje rodzeństwo jak i ja względnie normalnie, wykształceni, bez nałogów a szkoda bo jakby mieli dzieci patusów jak czasami się słyszy i by dostawali wpierdol regularnie to może by sie nauczyli chociaż wątpię bo mózgu to tam pod kopułą u moich starych niewiele więcej jest niż u neandertalczyka.
I teraz nie będę Ci pierdolił jakiś oklepanych motywacyjnych tekstów tylko po prostu powiem że jest jak jest i nie możesz nic z tym zrobić choćby nie wiem jak żeś sie starał, będą lepsze dni które zostawia jakieś dobre wspomnienia, będą gorsze a będą takie chujowe że najlepiej ukręcić sobie bata gdzieś w lesie.
Nie katuj się żadnymi zdrowymi nawykami itd bo to nie ma sensu, chwila moment i wyjdziesz z rutyny, rób to co serio lubisz i tylko to da Ci regularność, wszystko inne na bank nie wypali.
Zostaje Ci jak w moim przypadku zaopatrzyć sie w benzodiazepiny które bierzesz tylko wtedy kiedy naprawdę potrzebujesz i tyle.
Nie będzie wcale lepiej a być może gorzej i musisz być na to przygotowany, chcesz żyć to musisz to udźwignąć czy chcesz czy nie.
Mordo, to ciężkie to jest. Współczuję, choć chyba nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

Zrób se TRE. Kilka miesięcy, może kilka lat. Później odstawisz te benzo gówno i zobaczysz świat na nowo. Tak myślę. Sprawdź sam.
 
Mordo, to ciężkie to jest. Współczuję, choć chyba nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

Zrób se TRE. Kilka miesięcy, może kilka lat. Później odstawisz te benzo gówno i zobaczysz świat na nowo. Tak myślę. Sprawdź sam.
Nie jestem uzależniony od benzo, biorę tylko wtedy kiedy potrzebuje np. siadają nerwy albo zaczyna dusić przy zasypianiu. Średnio raz na miesiąc wezmę xanax lub lorafen i to tyle, posiłkuje się też łagodniejszą hydroksyzyną. Nigdy z żadnym lekiem nie robiłem nic wbrew temu co pisze na ulotce, wiem że leki kojarzone są z Julkami i oskarkami udającymi choroby psychiczne tylko po to żeby zmieszać to z alkoholem bo fajna bomba wtedy jest.
Jak ktoś naprawdę ma problemy to rozumie że branie tego zbyt często prowadzi do uzależnienia a kolejne problemy są niepotrzebne.
O terapii myślałem wiele razy ale ciężko mi się przełamać. Siostry korzystały i są zadowolone, namawiały mnie no ale sam nie wiem.
 
Nie jestem uzależniony od benzo, biorę tylko wtedy kiedy potrzebuje np. siadają nerwy albo zaczyna dusić przy zasypianiu. Średnio raz na miesiąc wezmę xanax lub lorafen i to tyle, posiłkuje się też łagodniejszą hydroksyzyną. Nigdy z żadnym lekiem nie robiłem nic wbrew temu co pisze na ulotce, wiem że leki kojarzone są z Julkami i oskarkami udającymi choroby psychiczne tylko po to żeby zmieszać to z alkoholem bo fajna bomba wtedy jest.
Jak ktoś naprawdę ma problemy to rozumie że branie tego zbyt często prowadzi do uzależnienia a kolejne problemy są niepotrzebne.
O terapii myślałem wiele razy ale ciężko mi się przełamać. Siostry korzystały i są zadowolone, namawiały mnie no ale sam nie wiem.
Jeśli czujesz, że terapia jest Ci potrzebna, to jej spróbuj. Ja miałem problem z przełamaniem przez bardzo długi czas, ale nie żałuję pójścia. Otrzymałem narzędzia, które pomagają mi z radzeniem sobie w ciężkich momentach. Co by się nie działo, trzymam kciuki za Ciebie! Zdrówka mordo!
 
Na NFZ nie ma co liczyć, tylko prywatnie Panowie się wami zainteresują i nie potraktują jak śmiecia, mówię to po ponad półtorarocznym uzeraniem się z NFZ
 
Nie jestem uzależniony od benzo, biorę tylko wtedy kiedy potrzebuje np. siadają nerwy albo zaczyna dusić przy zasypianiu. Średnio raz na miesiąc wezmę xanax lub lorafen i to tyle, posiłkuje się też łagodniejszą hydroksyzyną. Nigdy z żadnym lekiem nie robiłem nic wbrew temu co pisze na ulotce, wiem że leki kojarzone są z Julkami i oskarkami udającymi choroby psychiczne tylko po to żeby zmieszać to z alkoholem bo fajna bomba wtedy jest.
Jak ktoś naprawdę ma problemy to rozumie że branie tego zbyt często prowadzi do uzależnienia a kolejne problemy są niepotrzebne.
O terapii myślałem wiele razy ale ciężko mi się przełamać. Siostry korzystały i są zadowolone, namawiały mnie no ale sam nie wiem.
TRE to nie terapia, jebać terapię.

TRE to trening, zwykłe ćwiczenia które deprogramują stres i traumę.

Robisz rozgrzewkę, potem ćwiczenia, odpoczynek i do domu.

Na terapii pogadasz i wszystko zostanie po staremu, można latami chodzić i mieć wszystko ładnie poukładane, skatalogowane i co? Nic.

Tu robisz ćwiczenia i po sesji masz różnicę, a po kilku przypominają się traumy, ale inaczej i możesz je odrzucić, np swoim starym.

Niech mają do siebie przypisane, ty się uwalniasz bo jesteś bezpieczny, układ nerwowy został zresetowany, a trauma zaakceptowana i skreślona z listy problemów.

Masz szklankę z wodą, dodajesz kroplę "atramentu" od kogoś i masz syf, traumę.

Dodajesz kroplę odbarwiacza i z powrotem czysta woda.

Tak działa TRE.

Terapia jest dla bab, chodzisz pięć lat i nadal chodzisz, gadasz, jest fajnie, nic się nie zmienia.

Tu po paru miesiącach jesteś w innym miejscu, możesz zacząć nowe życie.

Ja tak zrobiłem, a po trzech miesiącach nie muszę chodzić już nigdy więcej.

Metody i ćwiczenia pamiętam, jak potrzebuję bo się czymś zestresuję to robię kilka ćwiczeń i załatwione, jestem znów zrelaksowany. Do zera.

Lepsze niż antydepresanty, zioło czy inne.

Odpinasz wrotki traumie.
 
TRE to nie terapia, jebać terapię.

TRE to trening, zwykłe ćwiczenia które deprogramują stres i traumę.

Robisz rozgrzewkę, potem ćwiczenia, odpoczynek i do domu.

Na terapii pogadasz i wszystko zostanie po staremu, można latami chodzić i mieć wszystko ładnie poukładane, skatalogowane i co? Nic.

Tu robisz ćwiczenia i po sesji masz różnicę, a po kilku przypominają się traumy, ale inaczej i możesz je odrzucić, np swoim starym.

Niech mają do siebie przypisane, ty się uwalniasz bo jesteś bezpieczny, układ nerwowy został zresetowany, a trauma zaakceptowana i skreślona z listy problemów.

Masz szklankę z wodą, dodajesz kroplę "atramentu" od kogoś i masz syf, traumę.

Dodajesz kroplę odbarwiacza i z powrotem czysta woda.

Tak działa TRE.

Terapia jest dla bab, chodzisz pięć lat i nadal chodzisz, gadasz, jest fajnie, nic się nie zmienia.

Tu po paru miesiącach jesteś w innym miejscu, możesz zacząć nowe życie.

Ja tak zrobiłem, a po trzech miesiącach nie muszę chodzić już nigdy więcej.

Metody i ćwiczenia pamiętam, jak potrzebuję bo się czymś zestresuję to robię kilka ćwiczeń i załatwione, jestem znów zrelaksowany. Do zera.

Lepsze niż antydepresanty, zioło czy inne.

Odpinasz wrotki traumie.
Nie rozumiesz terapii. Poza tym jest wiele nurtów, nie każdy nadaje się do pracy z treściami nieświadomymi. Nie każdy też jest gotowy na tak szybkie odkrywanie nieświadomości. Upraszczasz to bardzo, Drzewo. To, że Ty to załatwiłeś w takim czasie nie znaczy że wszyscy to zrobią. Niektórzy mają gotowość, odwagę i zasoby, żeby szybko uwalniać traumę. Niektórzy nie.
Poza tym praca z traumą to jednocześnie praca z wzorcem, jak i z pojedynczymi wydarzeniami. Nie wypracujesz nowego wzorca w krótkim czasie, potrzeba doświadczeń, by wzmacniac nowe schematy. Także byłbym ostrożniejszy z mówieniem, że terapia to gówno, bo akurat komuś z obecnych tutaj może się przydać.

Terapia pozwala się wyposażyć w kompleksowe narzędzia umożliwiające życie w bliskich, satysfakcjonujących relacjach. To nie tylko uwolnienie traumy. To cały szereg innych kwestii.


Jeśli przykładowo człowiek nie ma dostępu do swoich emocji i stosuje szereg mechanizmów obronnych, to uwolnienie traumy, oczywiście, jest jednym z celów, ale rozbrajanie mechanizmów obronnych to praca rozciągająca się często na lata. Dlatego terapia tyle trwa. Jak przez 30-40 lat ktoś spychał swoje emocje do nieświadomości, to uwolnienie traumy nie zmieni głęboko zakorzenionych mechanizmów w jednej chwili. To jest autostrada w mózgu. Satysfakcjonujace życie wymaga zmiany tych mechanizmow, a to jest proces wymagający całej gamy narzędzi, od komunikacji, nazywania emocji, czucia, ekspresji, po stosowanie ich w najróżniejszych sytuacjach życiowych o różnym stopniu trudności, żeby się wgraly na stałe, jak oprogramowanie. I przede wszystkim - umożliwily bliskie, bezpieczne relacje.

Poza tym - TRE super, daje przestrzeń do powyższych działan.

A, i jeszcze jedno - terapia to nie jest jedyne wyjście. Ja osobiście jestem zwolennikiem autoterapii, jednak do niej trzeba mieć predyspozycje, wysoki poziom introspekcji, i postawić na to odpowiedni priorytet. Wszechświat sam Cie przeprowadzi przez odpowiednie doświadczenia. Może na drodze samopoznania wpadnie kilka wizyt u specjalisty, może pojawi się coś niekonwencjonalnego itp. Jednak wniosek wyłania mi się jeden. Trzeba dużo pracować ze sobą. Uczciwie.
 
Last edited by a moderator:
Nie rozumiesz terapii. Poza tym jest wiele nurtów, nie każdy nadaje się do pracy z treściami nieświadomymi. Nie każdy też jest gotowy na tak szybkie odkrywanie nieświadomości. Upraszczasz to bardzo, Drzewo. To, że Ty to załatwiłeś w takim czasie nie znaczy że wszyscy to zrobią. Niektórzy mają gotowość, odwagę i zasoby, żeby szybko uwalniać traumę. Niektórzy nie.
Poza tym praca z traumą to jednocześnie praca z wzorcem, jak i z pojedynczymi wydarzeniami. Nie wypracujesz nowego wzorca w krótkim czasie, potrzeba doświadczeń, by wzmacniac nowe schematy. Także byłbym ostrożniejszy z mówieniem, że terapia to gówno, bo akurat komuś z obecnych tutaj może się przydać.

Terapia pozwala się wyposażyć w kompleksowe narzędzia umożliwiające życie w bliskich, satysfakcjonujących relacjach. To nie tylko uwolnienie traumy. To cały szereg innych kwestii.


Jeśli przykładowo człowiek nie ma dostępu do swoich emocji i stosuje szereg mechanizmów obronnych, to uwolnienie traumy, oczywiście, jest jednym z celów, ale rozbrajanie mechanizmów obronnych to praca rozciągająca się często na lata. Dlatego terapia tyle trwa. Jak przez 30-40 lat ktoś spychał swoje emocje do nieświadomości, to uwolnienie traumy nie zmieni głęboko zakorzenionych mechanizmów w jednej chwili. To jest autostrada w mózgu. Satysfakcjonujace życie wymaga zmiany tych mechanizmow, a to jest proces wymagający całej gamy narzędzi, od komunikacji, nazywania emocji, czucia, ekspresji, po stosowanie ich w najróżniejszych sytuacjach życiowych o różnym stopniu trudności, żeby się wgraly na stałe, jak oprogramowanie. I przede wszystkim - umożliwily bliskie, bezpieczne relacje.

Poza tym - TRE super, daje przestrzeń do powyższych działan.

A, i jeszcze jedno - terapia to nie jest jedyne wyjście. Ja osobiście jestem zwolennikiem autoterapii, jednak do niej trzeba mieć predyspozycje, wysoki poziom introspekcji, i postawić na to odpowiedni priorytet. Wszechświat sam Cie przeprowadzi przez odpowiednie doświadczenia. Może na drodze samopoznania wpadnie kilka wizyt u specjalisty, może pojawi się coś niekonwencjonalnego itp. Jednak wniosek wyłania mi się jeden. Trzeba dużo pracować ze sobą. Uczciwie.
To prawda, patrzę z własnego punktu widzenia, a zasobów mi nigdy nie brakowało, problem był właśnie w traumie, która je blokowała.

BTW moja trauma trwała tylko 30+ lat, także rozumiem, że jedni się wyrwą, a drudzy nie.

Tu jednak kwestia dotyczy to bardziej tego, co napisałeś na koniec, że takie rzeczy stymulują i "otwierają drzwi" do dalszej pracy.

Po tre inaczej spojrzałem na setki rzeczy, od relacji, po zasoby i podejście. Zmienił mi się mózg, poniekąd sam z siebie, a czy człowiek w traumie czy przewlekłym stresie zawsze musi mieć bogate podłoże do radzenia sobie z nią?

Nie, to nie jest konieczne. TRE to trening, w mojej lokacji więcej było biegaczy, którzy poprzez TRE robili regenerację ciała i układu nerwowego, nowy mózg to tylko wisienka na torcie.

Dodam też, że miałem chyba dwie traumy, które mi się nie "wyświetliły" - po treningu wiedziałem, że organizm coś puszcza, bo leżąc z zamkniętymi oczami czułem, że mam szybkie i niekontrolowane ruchy gałek ocznych, Więc cos się wyświetlało, jak podczas snu, ale organizm/mózg zablokował mi, mojej świadomości, możliwość obserwacji tego, z czym sobie radził sam.

Na koniec zalewa cie fala endorfin i innych hormonów, plus kręgosłupem idzie potężna fala zablokowanej energii, więc czy robisz to z bagażem doświadczeń, czy z poziomu ameby, to efekt jest taki sam - bo są to ćwiczenia.

Resetujesz z poziomu ciała cały organizm do ustawień fabrycznych, żadna trauma czy wypadek nie zdoła tego uniknąć.

Wszystko będzie zaorane, ŁAAAAA!!!

PS. Rozumiem terapię :suchykarol:

Pomijając oczywiście fakt, że sam miałem kilka terapii, to na koncie mam dwa razy zrobione studia psychologiczne, choć nie bezpośrednio - natomiast byłem aktywnym słuchaczem całości wykładów i ćwiczeń z dwóch różnych uniwersytetów, do tego mam ten skill na wysokim poziomie naturalnie - 15 lat temu gadając przekonałem babe do zejścia z torów, a jak przyjechało pogotowie, to mi gratulowali, że doprowadziłem ją do stanu normalności i stwierdzili ze nigdy nie mieli podobnej sytuacji, nawet przy profesjonalnych negocjatorach do samobójców. Z samobojczyni zmieniła się w babe, która miała w życiu cel :benny:

Nie musisz wierzyć, tu połowa forum się ze mnie śmieje, więc nie zrobi mi to różnicy.

To jednak nie zmieni mojej oceny terapeutów - większość jest niewartych nawet chuja.

To nic osobistego, prywatna ocena. Juz wyżej oceniam ludzi z AA, bo tam idzie bezpośrednie doświadczenie, które najpierw muszą mieć, niestety z własnej kieszeni.
 
To prawda, patrzę z własnego punktu widzenia, a zasobów mi nigdy nie brakowało, problem był właśnie w traumie, która je blokowała.

BTW moja trauma trwała tylko 30+ lat, także rozumiem, że jedni się wyrwą, a drudzy nie.

Tu jednak kwestia dotyczy to bardziej tego, co napisałeś na koniec, że takie rzeczy stymulują i "otwierają drzwi" do dalszej pracy.

Po tre inaczej spojrzałem na setki rzeczy, od relacji, po zasoby i podejście. Zmienił mi się mózg, poniekąd sam z siebie, a czy człowiek w traumie czy przewlekłym stresie zawsze musi mieć bogate podłoże do radzenia sobie z nią?

Nie, to nie jest konieczne. TRE to trening, w mojej lokacji więcej było biegaczy, którzy poprzez TRE robili regenerację ciała i układu nerwowego, nowy mózg to tylko wisienka na torcie.

Dodam też, że miałem chyba dwie traumy, które mi się nie "wyświetliły" - po treningu wiedziałem, że organizm coś puszcza, bo leżąc z zamkniętymi oczami czułem, że mam szybkie i niekontrolowane ruchy gałek ocznych, Więc cos się wyświetlało, jak podczas snu, ale organizm/mózg zablokował mi, mojej świadomości, możliwość obserwacji tego, z czym sobie radził sam.

Na koniec zalewa cie fala endorfin i innych hormonów, plus kręgosłupem idzie potężna fala zablokowanej energii, więc czy robisz to z bagażem doświadczeń, czy z poziomu ameby, to efekt jest taki sam - bo są to ćwiczenia.

Resetujesz z poziomu ciała cały organizm do ustawień fabrycznych, żadna trauma czy wypadek nie zdoła tego uniknąć.

Wszystko będzie zaorane, ŁAAAAA!!!

PS. Rozumiem terapię :suchykarol:

Pomijając oczywiście fakt, że sam miałem kilka terapii, to na koncie mam dwa razy zrobione studia psychologiczne, choć nie bezpośrednio - natomiast byłem aktywnym słuchaczem całości wykładów i ćwiczeń z dwóch różnych uniwersytetów, do tego mam ten skill na wysokim poziomie naturalnie - 15 lat temu gadając przekonałem babe do zejścia z torów, a jak przyjechało pogotowie, to mi gratulowali, że doprowadziłem ją do stanu normalności i stwierdzili ze nigdy nie mieli podobnej sytuacji, nawet przy profesjonalnych negocjatorach do samobójców. Z samobojczyni zmieniła się w babe, która miała w życiu cel :benny:

Nie musisz wierzyć, tu połowa forum się ze mnie śmieje, więc nie zrobi mi to różnicy.

To jednak nie zmieni mojej oceny terapeutów - większość jest niewartych nawet chuja.

To nic osobistego, prywatna ocena. Juz wyżej oceniam ludzi z AA, bo tam idzie bezpośrednie doświadczenie, które najpierw muszą mieć, niestety z własnej kieszeni.
Fajnie, że to zauważyłeś, sam zobacz, ile Twoja trauma na Ciebie oddziaływała. Przez te wszystkie lata, świadomie lub nie, najprawdopodobniej budowałeś gotowość do skonfrontowania się z nią. Sam napisałeś, że zasobów Ci nie brakowało, więc była moc do pracy i moim zdaniem kamieniem milowym tej pracy była tak duża efektywność TRE. Jednak, jak sam zapewne wiesz, wiele osób trafia na fotel terapeutyczny (czy jakąkolwiek inną formę pomocy) w zupełnie innym stanie świadomości. Są to jednostki kruche, z nadszarpniętymi strukturami psychicznymi, i mają zasoby np. na rozmowę lekko ocierającą się o traumę, ona zaś tkwi głęboko w nieświadomości. I u takiej osoby potrzeba zbudować gotowość, zacząć od mniejszych rzeczy, bo nie każdy przetrwałby spotkanie z traumą, dlatego np. w terapii psychodynamicznej stawia się duży nacisk na to, by nie uruchomić zbyt szybko pewnych nieświadomych kwestii u pacjenta, bo może być bałagan.

Ja się zgadzam z Tobą - dobrych terapeutów jest jak na lekarstwo. Co do TRE - ja przeżyłem coś niesamowitego w ubiegłym roku. O kurczę. Właśnie sobie uświadomiłem, że ... właśnie dziś przypada rocznica tego zdarzenia. Właśnie dziś. I piszę o tym. Przypadek? :)

Nie będę opisywał tej historii ze szczegółami, może kiedyś. Ale ogólnie - doznałem spontanicznego oczyszczenia z traumy, też mnie wytelepało przez 15 minut, i zbiegło się to w czasie ze spotkaniem z duchem mojej matki, która zmarła w 2019 r. (Dlatego mówię, że nie wierzę w Boga, a wiem). Dla mnie jednocześnie było to zwieńczenie pracy nad tzw. "wewnętrzną matką", czyli nad sferą emocji, uczuć, również przeszłości, traum itp. Stąd uważam, że rozprawienie się całkowicie z traumą to raczej zwieńczenie pewnych procesów, aniżeli takie pojedyncze doświadczenie, do którego każdy jest gotowy tu i teraz.
 
Fajnie, że to zauważyłeś, sam zobacz, ile Twoja trauma na Ciebie oddziaływała. Przez te wszystkie lata, świadomie lub nie, najprawdopodobniej budowałeś gotowość do skonfrontowania się z nią. Sam napisałeś, że zasobów Ci nie brakowało, więc była moc do pracy i moim zdaniem kamieniem milowym tej pracy była tak duża efektywność TRE. Jednak, jak sam zapewne wiesz, wiele osób trafia na fotel terapeutyczny (czy jakąkolwiek inną formę pomocy) w zupełnie innym stanie świadomości. Są to jednostki kruche, z nadszarpniętymi strukturami psychicznymi, i mają zasoby np. na rozmowę lekko ocierającą się o traumę, ona zaś tkwi głęboko w nieświadomości. I u takiej osoby potrzeba zbudować gotowość, zacząć od mniejszych rzeczy, bo nie każdy przetrwałby spotkanie z traumą, dlatego np. w terapii psychodynamicznej stawia się duży nacisk na to, by nie uruchomić zbyt szybko pewnych nieświadomych kwestii u pacjenta, bo może być bałagan.

Ja się zgadzam z Tobą - dobrych terapeutów jest jak na lekarstwo. Co do TRE - ja przeżyłem coś niesamowitego w ubiegłym roku. O kurczę. Właśnie sobie uświadomiłem, że ... właśnie mija rocznica od tego zdarzenia. Właśnie dziś. I piszę o tym. Przypadek? :)

Nie będę opisywał tej historii ze szczegółami, może kiedyś. Ale ogólnie - doznałem spontanicznego oczyszczenia z traumy, też mnie wytelepało przez 15 minut, i zbiegło się to w czasie ze spotkaniem z duchem mojej matki, która zmarła w 2019 r. (Dlatego mówię, że nie wierzę w Boga, a wiem). Dla mnie jednocześnie było to zwieńczenie pracy nad tzw. "wewnętrzną matką", czyli nad sferą emocji, uczuć, również przeszłości, traum itp. Stąd uważam, że rozprawienie się całkowicie z traumą to raczej zwieńczenie pewnych procesów, aniżeli takie pojedyncze doświadczenie, do którego każdy jest gotowy tu i teraz.
No więc sam widzisz, że to narzędzie. Mi trauma się nie wyświetliła przez cztery treningi, dopiero na piątym uzyskałem "wejście" do miejsca, które dobrze znałem, ale inaczej.

Też prawda, że mogłem być dobrze przygotowany, a większość osób nie będzie, jednak nadal wyżej stawiam TRE niż terapię, właśnie poprzez działanie z poziomu organizmu.

Nie mam zasobów do rozprawienia się z traumą, idę na trening, ciało się relaksuje i hormony plus energia zaczynają krążyć, ustawienia się przywracają stopniowo do fabrycznych, coraz więcej różnych sytuacji mi się wydaje błahych, a na koniec uspokojone zostaje ciało - i to prawie do zera. Wychodzę i czuję się znacznie lepiej.

Po jednym treningu.

Idę na terapię, gadam dwa czy trzy lata, dzieje się to samo.

Koszt?

W TRE osiągam to za 200 pln, w terapii dwa czy trzy lata to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych...

Podam ci kilka przykładów - sportowych, bo tu więcej osób czai sport i swoje ciało, niż swój mózg I układ nerwowy.

Dwóch biegaczy, jeden ziomek od sportów walki, jeden ochroniarz - wyregulowani po miesiącu TRE. Koszt - 800 pln. Mają już dobre miejsce do startu, mogą ogarniać psychikę czy nowy software nawet, a wcześniej byli zajechani do granic możliwości.

Grupa kontrolna: Dwóch zasobnych gości na terapii - po trzech latach mają zasób słownictwa i pojęć pozwalający nazwać wszystko, ale mózgi dalej nie odpuszczają, bo można gadać, a trauma dalej robi swoje. Koszt - chuj wie ile dokładnie, ale dużo. Sam wiesz. Kilkanaście, a może i kilkadziesiąt tysięcy spokojnie.

Jeden gość idzie na tre i w trzy miesiące jest jak nowo narodzony, ciało wraca do poziomu nastolatka, zmienia się nawet twarz i mimika. Zmienia się też ciało, bo trauma już nie blokuje rozwoju. Koszt 2000 pln. Mózg wyczyszczony.

Drugi idzie na prywatny kurs do trenera personalnego, łącznie z badaniem całego ciała i wszystkich parametrów. Po tym wygląda naprawdę dobrze, ciało jest elastyczne i napakowane, ale treningi to pół roku, 20k pln na trenera i 15k na odżywki, suple i badania.

Mózg pracuje znacznie lepiej, ale trauma się dalej gdzieś unosi, a za pół roku wróci.

Grupa kontrolna korzystająca z terapii nie mieści się tu nawet na skali opłacalności.
 
Back
Top