D
Deleted member 20819
Guest
Rozumiem Twój punkt widzenia, ale jeszcze raz powtórzę - samo uwolnienie traumy nie jest gwarantem szczęśliwego, satysfakcjonującego życia. Gdyby tak było, osoby niestraumatyzowane wiodłyby zajebiste żywota z bliskimi relacjami i szczęśliwymi rodzinami. A tak nie jest. Trauma to tylko jeden z elementów do uzdrowienia. Potrzeba pracować nad mechanizmami, schematami, przekonaniami, emocjami, komunikacją, relacjami, i nad wieloma innymi aspektami psychiki. Jeżeli ktoś potrafi się w tym sam poprowadzić - ok, plus dla niego, ma predyspozycje i jest dla siebie dobrym przewodnikiem. Jeżeli nie - to się pojawiają schody, bo jak nie jesteś talenciakiem do pracy własnej albo specjalistą, to bedziesz działał intuicyjnie, i może się ta droga bardzo mocno wydłużyć.No więc sam widzisz, że to narzędzie. Mi trauma się nie wyświetliła przez cztery treningi, dopiero na piątym uzyskałem "wejście" do miejsca, które dobrze znałem, ale inaczej.
Też prawda, że mogłem być dobrze przygotowany, a większość osób nie będzie, jednak nadal wyżej stawiam TRE niż terapię, właśnie poprzez działanie z poziomu organizmu.
Nie mam zasobów do rozprawienia się z traumą, idę na trening, ciało się relaksuje i hormony plus energia zaczynają krążyć, ustawienia się przywracają stopniowo do fabrycznych, coraz więcej różnych sytuacji mi się wydaje błahych, a na koniec uspokojone zostaje ciało - i to prawie do zera. Wychodzę i czuję się znacznie lepiej.
Po jednym treningu.
Idę na terapię, gadam dwa czy trzy lata, dzieje się to samo.
Koszt?
W TRE osiągam to za 200 pln, w terapii dwa czy trzy lata to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych...
Podam ci kilka przykładów - sportowych, bo tu więcej osób czai sport i swoje ciało, niż swój mózg I układ nerwowy.
Dwóch biegaczy, jeden ziomek od sportów walki, jeden ochroniarz - wyregulowani po miesiącu TRE. Koszt - 800 pln. Mają już dobre miejsce do startu, mogą ogarniać psychikę czy nowy software nawet, a wcześniej byli zajechani do granic możliwości.
Grupa kontrolna: Dwóch zasobnych gości na terapii - po trzech latach mają zasób słownictwa i pojęć pozwalający nazwać wszystko, ale mózgi dalej nie odpuszczają, bo można gadać, a trauma dalej robi swoje. Koszt - chuj wie ile dokładnie, ale dużo. Sam wiesz. Kilkanaście, a może i kilkadziesiąt tysięcy spokojnie.
Jeden gość idzie na tre i w trzy miesiące jest jak nowo narodzony, ciało wraca do poziomu nastolatka, zmienia się nawet twarz i mimika. Zmienia się też ciało, bo trauma już nie blokuje rozwoju. Koszt 2000 pln. Mózg wyczyszczony.
Drugi idzie na prywatny kurs do trenera personalnego, łącznie z badaniem całego ciała i wszystkich parametrów. Po tym wygląda naprawdę dobrze, ciało jest elastyczne i napakowane, ale treningi to pół roku, 20k pln na trenera i 15k na odżywki, suple i badania.
Mózg pracuje znacznie lepiej, ale trauma się dalej gdzieś unosi, a za pół roku wróci.
Grupa kontrolna korzystająca z terapii nie mieści się tu nawet na skali opłacalności.
Mózg raczej nie wyczyszczony, prędzej powiedziałbym, że energia człowieka jest lżejsza, ale stare mechanizmy mogą dalej ją obciążać, jeśli nie zostaną przerobione na konstruktywne. Przykład z trenerem i TRE jest trochę ograniczony, bo podajesz przykład pracy jedynie z ciałem. A bez głębokiego zrozumienia traumy oraz pracy nad nowymi konstruktami psychicznymi ciężko będzie wpłynąć na tu i teraz w jakiś spektakularny sposób.
Tak jak powiedziałem, praca z traumą to praca z cząstką, i falą. Z energią wydarzenia, oraz z wzorcami, które powstały i były napędzane przez wydarzenie traumatyczne, oraz wiele innych wydarzeń o podobnym charakterze, które wpasowywały się w konkretny wzorzec. Jak dla mnie, trochę przeszacowujesz wagę uwolnienia traumy. To jest zajebiście ważne, ale nie jest to tak zero-jedynkowe, że jest trauma - jest źle, uwolnię traumę - jest super. Jak przez 30 lat ktoś leciał na schematach które podpierały się min. na traumie, to czeka go długa droga, by nauczyć się i ugruntować nowe, adaptacyjne mechanizmy. To jest proces, który może wymagać interwencji specjalisty, bo tak jak wspomniałem, nie każdy się tutaj dobrze poprowadzi. Niemniej - ja jestem zwolennikiem autoterapii, sam taką uskuteczniałem i wiem, że się da :)
Ja bym tego nie rozdzielał. TRE jako podpora pracy terapeutycznej albo autoterapii - super. Zauważasz, że ludziom rozciąga się terapia, że trauma wciąż oddziałuje. Z tym, że oni po drodze nabywają jeszcze szereg wielu innych narzędzi, nie tylko w kontekście traumy.
I na koniec dodam - jak wcześniej wspomniałem, ja doznałem spontanicznego uwolnienia traumy, stało się to samo, zostałem doprowadzony do tego momentu. Wcześniej uprawiałem autoterapię, ufając Opatrzności i sobie. I dokonałem tego, czego chciałem dokonać, jest to zajebiście satysfakcjonujące. Jednak wiem, że to nie jest droga dla każdego. Niektórzy potrzebują dużo wolniejszego tempa. Nie można porównywać ludzi, którzy są gotowi przerobić traumę w 3 miesiące do tych, którzy mają z nią maraton. To jest pielęgnowanie błędnego przekonania, że mamy wszyscy taką samą drogę do uzdrowienia. Nie jest tak. Niektórzy mają ego dziecka, są tak poranieni, że potrzebują być prowadzeni za rąsię, krok po kroku.










