Co mnie wku*wia

Instagram zajebany takim gównem, że aż ciężko uwierzyć. Przeglądam sobie poradniki do Photoshopa czy fotografii a tu mi wyskakują jakieś niepełnosprawne niedojeby robiące głupie miny czy wyjące do kamery. Jeszcze kilka tygodni temu tego nie było a teraz ciężko się przegląda.
 
Instagram zajebany takim gównem, że aż ciężko uwierzyć. Przeglądam sobie poradniki do Photoshopa czy fotografii a tu mi wyskakują jakieś niepełnosprawne niedojeby robiące głupie miny czy wyjące do kamery. Jeszcze kilka tygodni temu tego nie było a teraz ciężko się przegląda.
Mam mało polubionych, jakieś kanały fitnessowe, biznesowe i zdrowotne.

Wchodzę w polecane - wszędzie cyce.
 
Kurła, koledzy, muszę coś wyrzygać, no kurwa muszę.

Wkurwia mnie to, że mimo iż całe życie zapierdalam na "jakiś" sukces, to nie ważne jak ciężko bym zapierdalał - i tak nie zostaję doceniony.
Może to problem z moim ego, może za mało starzy chwalili mnie w dzieciństwie, nie wiem.

Mega mnie to demotywuje do czegokolwiek. Zacząłem mieć z tym duże problemy już w dorosłym życiu, w pierwszej pracy długo zakurwiałem na 'uznanie' i wypruwałem z siebie flaki, bo najlepsi mieli szansę wygrać (uwaga) UMOWĘ O PRACĘ! Jako że byłem świeżo po ukończeniu technikum, którego ukończenia nie wróżyli mi ani nauczyciele, ani (przez olewanie szkoły) ja sam, to mega mi zależało na tym stanowisku. No i co? Chujów sto. Przyszedł do roboty jakiś świeży typo, znajomy jednego z typów, którzy kierowali projektami w firmie. Po dwóch tygodniach, jebany, dostał umowę o którą ja starałem się rok.

Potem to się pojawiało w innych dziedzinach, m.in. w sporcie - wylewałem pot, krew i łzy na macie, ale promocje na wyższy pas dostawali ci, co fajnie promowali klub na IG, albo te ładniejsze maniury.

Dziś strzelił mnie chuj przy oglądaniu "Masz Minutę" - programu na youtube, który do niedawna dawał mi całkiem dużo frajdy i satysfakcji. Powtórzę - nie wiem, czy to kwestia ego, czy coś innego nie zagrało po drodze, ale dziś po prostu przelała się czara goryczy i odcinek doprowadził mnie do emocji, których sam w sobie się nie spodziewałem. Co się wydarzyło?

Ano, rozdanie nagród. Ja, idąc do programu, byłem totalnym debiutantem - nie oczekiwałem, że cokolwiek wygram, wygraną samą w sobie był udział i możliwość poznania moich idoli z bliska. Jak mi poszło? Myślę, że całkiem dobrze, jak na debiut. Nie byłem osamotniony w tej opinii.

W najnowszym odcinku padło kilka zasłużonych nagród, ale były też takie, których totalnie nie rozumiem, które wywołały u mnie wkurwienie i - tak, nazwijmy to po imieniu - zazdrość. Jedna z nagród powędrowała do laski, która w ogóle nie powiedziała nic zabawnego - ograniczyła się do typowego dla bab na scenie śmiania się z facetów, no i miała taki bitch face, próbowała być "twarda" i pewna siebie. No i chuj, dostała nagrodę. Drugą nagrodę, której nie rozumiem, dostał niewidomy koleś.

To nie był pierwszy odcinek, kiedy zastanawiam się, co kierowało jurorami. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że poczucie humoru to kwestia bardzo subiektywna i to, że bawi mnie jak ktoś zesra się w spodnie niekoniecznie musi oznaczać, że ktoś inny również się z tego zaśmieje, ale poczułem się po prostu niesprawiedliwie potraktowany. Jakiś taki, kurwa, pominięty. Kolejny jebany raz w życiu.

Nie uważam się za najlepszego. Nie uważam się nawet za dobrego. Uważam natomiast, że pracuję ciężko, staram się rozwijać, czerpać przyjemność z wychodzenia ze strefy komfortu, ale dziś demotywacja wyjebała poza skalę. Nigdy przesadnie nie wierzyłem w to, że mi się "uda", ale dni takie jak dzisiejszy sprawiają, że totalnie odechciewa mi się wszystkiego.

Dobra, wyrzygałem to, dzięki.
 
Kurła, koledzy, muszę coś wyrzygać, no kurwa muszę.

Wkurwia mnie to, że mimo iż całe życie zapierdalam na "jakiś" sukces, to nie ważne jak ciężko bym zapierdalał - i tak nie zostaję doceniony.
Może to problem z moim ego, może za mało starzy chwalili mnie w dzieciństwie, nie wiem.

Mega mnie to demotywuje do czegokolwiek. Zacząłem mieć z tym duże problemy już w dorosłym życiu, w pierwszej pracy długo zakurwiałem na 'uznanie' i wypruwałem z siebie flaki, bo najlepsi mieli szansę wygrać (uwaga) UMOWĘ O PRACĘ! Jako że byłem świeżo po ukończeniu technikum, którego ukończenia nie wróżyli mi ani nauczyciele, ani (przez olewanie szkoły) ja sam, to mega mi zależało na tym stanowisku. No i co? Chujów sto. Przyszedł do roboty jakiś świeży typo, znajomy jednego z typów, którzy kierowali projektami w firmie. Po dwóch tygodniach, jebany, dostał umowę o którą ja starałem się rok.

Potem to się pojawiało w innych dziedzinach, m.in. w sporcie - wylewałem pot, krew i łzy na macie, ale promocje na wyższy pas dostawali ci, co fajnie promowali klub na IG, albo te ładniejsze maniury.

Dziś strzelił mnie chuj przy oglądaniu "Masz Minutę" - programu na youtube, który do niedawna dawał mi całkiem dużo frajdy i satysfakcji. Powtórzę - nie wiem, czy to kwestia ego, czy coś innego nie zagrało po drodze, ale dziś po prostu przelała się czara goryczy i odcinek doprowadził mnie do emocji, których sam w sobie się nie spodziewałem. Co się wydarzyło?

Ano, rozdanie nagród. Ja, idąc do programu, byłem totalnym debiutantem - nie oczekiwałem, że cokolwiek wygram, wygraną samą w sobie był udział i możliwość poznania moich idoli z bliska. Jak mi poszło? Myślę, że całkiem dobrze, jak na debiut. Nie byłem osamotniony w tej opinii.

W najnowszym odcinku padło kilka zasłużonych nagród, ale były też takie, których totalnie nie rozumiem, które wywołały u mnie wkurwienie i - tak, nazwijmy to po imieniu - zazdrość. Jedna z nagród powędrowała do laski, która w ogóle nie powiedziała nic zabawnego - ograniczyła się do typowego dla bab na scenie śmiania się z facetów, no i miała taki bitch face, próbowała być "twarda" i pewna siebie. No i chuj, dostała nagrodę. Drugą nagrodę, której nie rozumiem, dostał niewidomy koleś.

To nie był pierwszy odcinek, kiedy zastanawiam się, co kierowało jurorami. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że poczucie humoru to kwestia bardzo subiektywna i to, że bawi mnie jak ktoś zesra się w spodnie niekoniecznie musi oznaczać, że ktoś inny również się z tego zaśmieje, ale poczułem się po prostu niesprawiedliwie potraktowany. Jakiś taki, kurwa, pominięty. Kolejny jebany raz w życiu.

Nie uważam się za najlepszego. Nie uważam się nawet za dobrego. Uważam natomiast, że pracuję ciężko, staram się rozwijać, czerpać przyjemność z wychodzenia ze strefy komfortu, ale dziś demotywacja wyjebała poza skalę. Nigdy przesadnie nie wierzyłem w to, że mi się "uda", ale dni takie jak dzisiejszy sprawiają, że totalnie odechciewa mi się wszystkiego.

Dobra, wyrzygałem to, dzięki.
Jedno pytanie. Masz wpływ na te "porażki"?
Jeśli nie (ale sprawdź sobie sam, przejrzyj te historie od początku), to nie warto się przejmować. Jeśli masz wpływ, to zacznij działać odpowiednio inaczej, tak aby wpływ był pozytywny.

Podejrzewam, sądząc po opisie, że wpływ na wygraną czy porażkę był poza twoim zasięgiem, czyli nie warto się przejmować.

Rób dalej swoje, a efekty się pojawią.

PS. To "masz minute" to program z komikami? Jak tak, to jebaj ocenę jakichś sędziów, nagraj swój skecz i wrzuć na YT czy inne takie.

Potem zaserwuj nam linka i już masz xx/x wyświetleń.

Taki skrót myślowy, jak "mieć" ten wpływ.
 
Jedno pytanie. Masz wpływ na te "porażki"?
Jeśli nie (ale sprawdź sobie sam, przejrzyj te historie od początku), to nie warto się przejmować. Jeśli masz wpływ, to zacznij działać odpowiednio inaczej, tak aby wpływ był pozytywny.

Podejrzewam, sądząc po opisie, że wpływ na wygraną czy porażkę był poza twoim zasięgiem, czyli nie warto się przejmować.

Rób dalej swoje, a efekty się pojawią.

PS. To "masz minute" to program z komikami? Jak tak, to jebaj ocenę jakichś sędziów, nagraj swój skecz i wrzuć na YT czy inne takie.

Potem zaserwuj nam linka i już masz xx/x wyświetleń.

Taki skrót myślowy, jak "mieć" ten wpływ.
Nie umiem stwierdzić jednoznacznie, czy mam/miałem wpływ na te porażki. Moje cechy osobowości sprawiają, że zawsze doszukuję się w sobie winy/problemu, taka samokrytyka x10

Totalnie wiem, że nie warto się przejmować, że samo wkurwienie, emocje, myślenie o tym - no nie da to nic. Niestety, wciąż mnie to boli.

Tak, Masz Minutę to program z komikami. Taki trochę idol albo inne gówno, tylko z żartami, mocno wzorowane na amerykańskim Kill Tony.

Linki do swoich występów juz gdzieś tu na forum wrzucałem, ostatnio nie nagrywałem nic za bardzo, bo postawiłem na szlifowanie rzemiosła przed pokazaniem go w internetach. Ostatnie nagranie jakie mam, jest z 19 maja chyba.
 
Kurła, koledzy, muszę coś wyrzygać, no kurwa muszę.

Wkurwia mnie to, że mimo iż całe życie zapierdalam na "jakiś" sukces, to nie ważne jak ciężko bym zapierdalał - i tak nie zostaję doceniony.
Może to problem z moim ego, może za mało starzy chwalili mnie w dzieciństwie, nie wiem.

Mega mnie to demotywuje do czegokolwiek. Zacząłem mieć z tym duże problemy już w dorosłym życiu, w pierwszej pracy długo zakurwiałem na 'uznanie' i wypruwałem z siebie flaki, bo najlepsi mieli szansę wygrać (uwaga) UMOWĘ O PRACĘ! Jako że byłem świeżo po ukończeniu technikum, którego ukończenia nie wróżyli mi ani nauczyciele, ani (przez olewanie szkoły) ja sam, to mega mi zależało na tym stanowisku. No i co? Chujów sto. Przyszedł do roboty jakiś świeży typo, znajomy jednego z typów, którzy kierowali projektami w firmie. Po dwóch tygodniach, jebany, dostał umowę o którą ja starałem się rok.

Potem to się pojawiało w innych dziedzinach, m.in. w sporcie - wylewałem pot, krew i łzy na macie, ale promocje na wyższy pas dostawali ci, co fajnie promowali klub na IG, albo te ładniejsze maniury.

Dziś strzelił mnie chuj przy oglądaniu "Masz Minutę" - programu na youtube, który do niedawna dawał mi całkiem dużo frajdy i satysfakcji. Powtórzę - nie wiem, czy to kwestia ego, czy coś innego nie zagrało po drodze, ale dziś po prostu przelała się czara goryczy i odcinek doprowadził mnie do emocji, których sam w sobie się nie spodziewałem. Co się wydarzyło?

Ano, rozdanie nagród. Ja, idąc do programu, byłem totalnym debiutantem - nie oczekiwałem, że cokolwiek wygram, wygraną samą w sobie był udział i możliwość poznania moich idoli z bliska. Jak mi poszło? Myślę, że całkiem dobrze, jak na debiut. Nie byłem osamotniony w tej opinii.

W najnowszym odcinku padło kilka zasłużonych nagród, ale były też takie, których totalnie nie rozumiem, które wywołały u mnie wkurwienie i - tak, nazwijmy to po imieniu - zazdrość. Jedna z nagród powędrowała do laski, która w ogóle nie powiedziała nic zabawnego - ograniczyła się do typowego dla bab na scenie śmiania się z facetów, no i miała taki bitch face, próbowała być "twarda" i pewna siebie. No i chuj, dostała nagrodę. Drugą nagrodę, której nie rozumiem, dostał niewidomy koleś.

To nie był pierwszy odcinek, kiedy zastanawiam się, co kierowało jurorami. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że poczucie humoru to kwestia bardzo subiektywna i to, że bawi mnie jak ktoś zesra się w spodnie niekoniecznie musi oznaczać, że ktoś inny również się z tego zaśmieje, ale poczułem się po prostu niesprawiedliwie potraktowany. Jakiś taki, kurwa, pominięty. Kolejny jebany raz w życiu.

Nie uważam się za najlepszego. Nie uważam się nawet za dobrego. Uważam natomiast, że pracuję ciężko, staram się rozwijać, czerpać przyjemność z wychodzenia ze strefy komfortu, ale dziś demotywacja wyjebała poza skalę. Nigdy przesadnie nie wierzyłem w to, że mi się "uda", ale dni takie jak dzisiejszy sprawiają, że totalnie odechciewa mi się wszystkiego.

Dobra, wyrzygałem to, dzięki.
Dzisiejszy odcinek jakoś niezbyt mi podszedł, ale nie o tym. Chłopie zazdroszczę Ci odwagi i pewności siebie. Nie ma opcji, żebym tak wyszedł na scenę w dodatku mając świadomość, że to obejrzy tysiące ludzi.

Nie porównuj się do innych i nie rób na silę, bo tak się można zajechać psychicznie. Łatwo się mówi - wiem. Sam się dziś na tym złapałem jak mi wyskoczyła na Facebooku koleżanka, która widziałem ostatnio ponad 20 lat temu. Wszedłem na jej profil i laska ogarnia tyle inicjatyw, że ciężko policzyć. Porównałem się do niej i przyznam, że zdołowało mnie to na chwilę.
Tylko co w związku z tym. W żaden sposób, to nie zmieniło mojego życia jedynie co to przez jakiś czas było ono smutniejsze. Nie warto.
Serio gratuluję odwagi. Ja bym stanął przed tym mikrofonem, złapał buraka i bym wyszedł, bo bym nie ogarnął stresu przed publiką.
 
Dzisiejszy odcinek jakoś niezbyt mi podszedł, ale nie o tym. Chłopie zazdroszczę Ci odwagi i pewności siebie. Nie ma opcji, żebym tak wyszedł na scenę w dodatku mając świadomość, że to obejrzy tysiące ludzi.

Nie porównuj się do innych i nie rób na silę, bo tak się można zajechać psychicznie. Łatwo się mówi - wiem. Sam się dziś na tym złapałem jak mi wyskoczyła na Facebooku koleżanka, która widziałem ostatnio ponad 20 lat temu. Wszedłem na jej profil i laska ogarnia tyle inicjatyw, że ciężko policzyć. Porównałem się do niej i przyznam, że zdołowało mnie to na chwilę.
Tylko co w związku z tym. W żaden sposób, to nie zmieniło mojego życia jedynie co to przez jakiś czas było ono smutniejsze. Nie warto.
Serio gratuluję odwagi. Ja bym stanął przed tym mikrofonem, złapał buraka i bym wyszedł, bo bym nie ogarnął stresu przed publiką.
Dzięki, doceniam. Muszę przyznać, że mimo ogromnego stresu, gdy zrobiłem (dosłownie) pierwszy krok na scenie, poczułem się jakbym był we właściwym miejscu. Pojebane uczucie.
 
Dzięki, doceniam. Muszę przyznać, że mimo ogromnego stresu, gdy zrobiłem (dosłownie) pierwszy krok na scenie, poczułem się jakbym był we właściwym miejscu. Pojebane uczucie.
To znaczy, że tak jest. Pierdol programy tv, telewizja już się skończyła. Musk ma rację. Wrzucaj na stronę czy YT i dawaj linki. Oceniać przecież będą oglądający, a nie jury.

To jury ma mi, oglądającemu, powiedzieć czy to co widziałem było śmieszne, a ja mam się wtedy śmiać albo nie śmiać?

To by dopiero było pojebane. Jesteś we właściwym miejscu i czasie, teraz dobierz właściwe medium. I na pewno nie jest to grupa sprzedanych kurew dokonująca oceny na podstawie empatii.

To my, oglądający, będziemy decydować. Jak jesteś dobry, to wyświetlenia będą się zgadzać, a ty zdobędziesz sławę i rozgłos.

Jak nie będą, to się dowiesz w komentarzach.

Jury w żaden sposób nie poinformuje cie o tym. Bo niby jak, każdy dowcip ocenią?

Nie, oni oceniają tak, jak mają to ustawione, niby empatia, ale tak naprawdę to pranie mózgów.

Coś jak eurowizja. Zero szans na porządną muzykę.
 
To znaczy, że tak jest. Pierdol programy tv, telewizja już się skończyła. Musk ma rację. Wrzucaj na stronę czy YT i dawaj linki. Oceniać przecież będą oglądający, a nie jury.

To jury ma mi, oglądającemu, powiedzieć czy to co widziałem było śmieszne, a ja mam się wtedy śmiać albo nie śmiać?

To by dopiero było pojebane. Jesteś we właściwym miejscu i czasie, teraz dobierz właściwe medium. I na pewno nie jest to grupa sprzedanych kurew dokonująca oceny na podstawie empatii.

To my, oglądający, będziemy decydować. Jak jesteś dobry, to wyświetlenia będą się zgadzać, a ty zdobędziesz sławę i rozgłos.

Jak nie będą, to się dowiesz w komentarzach.

Jury w żaden sposób nie poinformuje cie o tym. Bo niby jak, każdy dowcip ocenią?
Znaczy, wiesz, to jest program na youtube, tzw "format komediowy". W jury zasiadają komicy, w sumie jedni z moich ulubionych w Polsce.

Najpierw nie zależało mi na żadnej nagrodzie, bo zazwyczaj "rozdawali" np spoty na jakichś festiwalach, albo możliwość zagrania na supporcie - no na to ewidentnie byłem za cienki będąc debiutantem. Od niedawna dają też miejsca na warsztatach komediowych, co mega by mi się przydało, a na co nie będę mógł sobie jeszcze kawał czasu pozwolić, bo spłacam komornika, który w ogóle nie powinien mnie windykować ; d
 
Jebane pierdolone nawracające zapalenia tęczówki.. kurwa znowu krople sterydowe w oczy co 2h oraz kolejne na wieczór i codzienne kontrole u okulisty :childcry:
A jak Ci po tych sterydach oczy urosną!

12150562f2fd7a614456f4696db5b174.jpg
 
Wkurwia mnie ostatnio że UFC zalicza zjazd i nie chce się wstawać żeby obejrzeć galę w nocy a dodatkowo zawodnicy którym kibicuje ciągle przegrywają :matt:
 
Lekarze rodzinni/interniści, a raczej konowały. Tak to ciągłe pierdolenie, że ludzie się nie badają, a potem umierają i że wszystkiego się da uniknąć, tylko trzeba się badać. A potem idziesz do takiej/takiego i żeby dostać skierowanie na proste badania krwi to musisz jakieś bajki wymyślać. Nie mówię, że wszyscy tacy są ale raz do roku albo i rzadziej jestem u rodzinnego/internisty i rzadko trafiam na normalnego jak nie jestem u siebie na wiosce, chociaż normalnym to już Grześka bym też nie nazwał to przynajmniej dba o zdrowie pacjentów.

Jak powiedziałem, że chcę standardowo raz do roku krew zbadać żeby sprawdzić czy wszystko ok, bo miałem parę parametrów podwyższonych kiedyś i chcę zobaczyć czy jest ok, to kazała mi podać objawy, bo coś mi dolegać musi skoro na krew chcę i że w moim wieku to nie ma sensu robić kontrolnych badań co roku (tak jakbym miał 9 lat, a nie prawie 30). I wypisała mi kurewsko okrojony zakres badań, w zasadzie dała tylko lipidogram, a nic z dodatkowych co chciałem. Co próbowałem coś powiedzieć to mi przerywała i pierdoliła po swojemu. Powiedziałem, że miałem swego czasu mocne bóle brzucha, teraz trochę ustały po przejściu na post przerywany, ale ostatnio delikatny nawrót miałem i że chciałbym gastroskopię i kolanoskopię, bo miałem w bliskim otoczeniu ostatnio nieciekawe przypadki i chciałbym pierwszy raz w życiu się przebadać. Powiedziała, ze w moim wieku takich badań sie nie robi, odpowiedziałem jej, że mąż koleżanki z pracy pojechał na badania bo dopiero co go zaczęlo boleć i wyszło mu że ma czwarte stadium raka w żołądku i przerzuty na wątrobę, a przyjaciel w moim wieku zrobił kontrolnie i wyszło mu że ma przepuklinę żołądka, zapalenie żołądka i dwunastnicy - to mi odpowiedziała, że jak sobie wypije wódki i zrobię badanie to następnego dnia mi też wyjdzie zapalenie żołądka, więc to nie argument XD

A najlepsze jest to, że to z ubezpieczenia z pracy (enel-med), a nie na NFZ, tyle że oni tam przyjmują też w ramach NFZtu, wiec chyba takie nawyki ma... I tak jakby kurwa ze swoich tam płaciła za moje badanie krwi..

W sumie to mnie ona nawet nie wkurwiła jakoś mocno i mam ważniejsze problemy w zyciu niż to, ale akurat w powiadomieniach miałem ten temat to uznałem, że to napiszę. Jak zwykle nieskładnie xD
 
Lekarze rodzinni/interniści, a raczej konowały. Tak to ciągłe pierdolenie, że ludzie się nie badają, a potem umierają i że wszystkiego się da uniknąć, tylko trzeba się badać. A potem idziesz do takiej/takiego i żeby dostać skierowanie na proste badania krwi to musisz jakieś bajki wymyślać. Nie mówię, że wszyscy tacy są ale raz do roku albo i rzadziej jestem u rodzinnego/internisty i rzadko trafiam na normalnego jak nie jestem u siebie na wiosce, chociaż normalnym to już Grześka bym też nie nazwał to przynajmniej dba o zdrowie pacjentów.

Jak powiedziałem, że chcę standardowo raz do roku krew zbadać żeby sprawdzić czy wszystko ok, bo miałem parę parametrów podwyższonych kiedyś i chcę zobaczyć czy jest ok, to kazała mi podać objawy, bo coś mi dolegać musi skoro na krew chcę i że w moim wieku to nie ma sensu robić kontrolnych badań co roku (tak jakbym miał 9 lat, a nie prawie 30). I wypisała mi kurewsko okrojony zakres badań, w zasadzie dała tylko lipidogram, a nic z dodatkowych co chciałem. Co próbowałem coś powiedzieć to mi przerywała i pierdoliła po swojemu. Powiedziałem, że miałem swego czasu mocne bóle brzucha, teraz trochę ustały po przejściu na post przerywany, ale ostatnio delikatny nawrót miałem i że chciałbym gastroskopię i kolanoskopię, bo miałem w bliskim otoczeniu ostatnio nieciekawe przypadki i chciałbym pierwszy raz w życiu się przebadać. Powiedziała, ze w moim wieku takich badań sie nie robi, odpowiedziałem jej, że mąż koleżanki z pracy pojechał na badania bo dopiero co go zaczęlo boleć i wyszło mu że ma czwarte stadium raka w żołądku i przerzuty na wątrobę, a przyjaciel w moim wieku zrobił kontrolnie i wyszło mu że ma przepuklinę żołądka, zapalenie żołądka i dwunastnicy - to mi odpowiedziała, że jak sobie wypije wódki i zrobię badanie to następnego dnia mi też wyjdzie zapalenie żołądka, więc to nie argument XD

A najlepsze jest to, że to z ubezpieczenia z pracy (enel-med), a nie na NFZ, tyle że oni tam przyjmują też w ramach NFZtu, wiec chyba takie nawyki ma... I tak jakby kurwa ze swoich tam płaciła za moje badanie krwi..

W sumie to mnie ona nawet nie wkurwiła jakoś mocno i mam ważniejsze problemy w zyciu niż to, ale akurat w powiadomieniach miałem ten temat to uznałem, że to napiszę. Jak zwykle nieskładnie xD
To twoja wina, trzeba było umrzeć na raka a nie zawracać dupe biednej Pani/Panu doktor bo on tylko spokojnie chce się napić kawki żeby jak najwięcej godzin zleciało.
Gdzie Ty masz serce człowieku?
 
Back
Top