Kurła, koledzy, muszę coś wyrzygać, no kurwa muszę.
Wkurwia mnie to, że mimo iż całe życie zapierdalam na "jakiś" sukces, to nie ważne jak ciężko bym zapierdalał - i tak nie zostaję doceniony.
Może to problem z moim ego, może za mało starzy chwalili mnie w dzieciństwie, nie wiem.
Mega mnie to demotywuje do czegokolwiek. Zacząłem mieć z tym duże problemy już w dorosłym życiu, w pierwszej pracy długo zakurwiałem na 'uznanie' i wypruwałem z siebie flaki, bo najlepsi mieli szansę wygrać (uwaga) UMOWĘ O PRACĘ! Jako że byłem świeżo po ukończeniu technikum, którego ukończenia nie wróżyli mi ani nauczyciele, ani (przez olewanie szkoły) ja sam, to mega mi zależało na tym stanowisku. No i co? Chujów sto. Przyszedł do roboty jakiś świeży typo, znajomy jednego z typów, którzy kierowali projektami w firmie. Po dwóch tygodniach, jebany, dostał umowę o którą ja starałem się rok.
Potem to się pojawiało w innych dziedzinach, m.in. w sporcie - wylewałem pot, krew i łzy na macie, ale promocje na wyższy pas dostawali ci, co fajnie promowali klub na IG, albo te ładniejsze maniury.
Dziś strzelił mnie chuj przy oglądaniu "Masz Minutę" - programu na youtube, który do niedawna dawał mi całkiem dużo frajdy i satysfakcji. Powtórzę - nie wiem, czy to kwestia ego, czy coś innego nie zagrało po drodze, ale dziś po prostu przelała się czara goryczy i odcinek doprowadził mnie do emocji, których sam w sobie się nie spodziewałem. Co się wydarzyło?
Ano, rozdanie nagród. Ja, idąc do programu, byłem totalnym debiutantem - nie oczekiwałem, że cokolwiek wygram, wygraną samą w sobie był udział i możliwość poznania moich idoli z bliska. Jak mi poszło? Myślę, że całkiem dobrze, jak na debiut. Nie byłem osamotniony w tej opinii.
W najnowszym odcinku padło kilka zasłużonych nagród, ale były też takie, których totalnie nie rozumiem, które wywołały u mnie wkurwienie i - tak, nazwijmy to po imieniu - zazdrość. Jedna z nagród powędrowała do laski, która w ogóle nie powiedziała nic zabawnego - ograniczyła się do typowego dla bab na scenie śmiania się z facetów, no i miała taki bitch face, próbowała być "twarda" i pewna siebie. No i chuj, dostała nagrodę. Drugą nagrodę, której nie rozumiem, dostał niewidomy koleś.
To nie był pierwszy odcinek, kiedy zastanawiam się, co kierowało jurorami. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że poczucie humoru to kwestia bardzo subiektywna i to, że bawi mnie jak ktoś zesra się w spodnie niekoniecznie musi oznaczać, że ktoś inny również się z tego zaśmieje, ale poczułem się po prostu niesprawiedliwie potraktowany. Jakiś taki, kurwa, pominięty. Kolejny jebany raz w życiu.
Nie uważam się za najlepszego. Nie uważam się nawet za dobrego. Uważam natomiast, że pracuję ciężko, staram się rozwijać, czerpać przyjemność z wychodzenia ze strefy komfortu, ale dziś demotywacja wyjebała poza skalę. Nigdy przesadnie nie wierzyłem w to, że mi się "uda", ale dni takie jak dzisiejszy sprawiają, że totalnie odechciewa mi się wszystkiego.
Dobra, wyrzygałem to, dzięki.