By żyło się lepiej: kariera/studia/przekręty;)

Do rozważenia




Nie wiem czy to tu, ale jakoś z "karierą" się chyba łączy.

Dzisiaj podwozilem autostopowicza. Koles wyszedl ze szpitala po 4 miesiacach pobytu, bez pieniedzy, bez domu, bez pracy. Bez zony i dziecka. Zginely 4 miesiace temu w wypadku samochodowym, ten czas trzymali go w szpitalu na lekach. Litwin na podwojnej ciaglej i podwojnym gazie skosil ich TIRem. On z domu dziecka, bez rodziny. Zona tez z domu dziecka. 15 lat starali sie o dziecko. Deperesja tlumiona przez leki wychodzila na wierzch, przepraszal ze placze, ze samo leci. Ciezka i bezradna rozmowa.

Doceniajcie co macie, kariera i pieniadze to ta prostsza czesc zycia.

I czasem podwóźcie ludzi - nigdy nie wiadomo czy "zapili", czy zycie im ciezki zakręt zafundowało.

To prawda, ostatnio znalazłem to w książce hehe coachingowej - kogo winisz za swoje niepowodzenia, temu oddajesz władzę nad sobą.

Zrobiłem eksperyment i "brałem winę" za różne rzeczy w życiu, tylko po "wzięciu winy" dany problem albo przestawał mieć znaczenie, albo ja mogłem sobie go wytłumaczyć, albo zareagować i coś z tym zrobić... No dramat! Nie warto zrzucić winę na kogoś, bo wtedy to zostaje zamrożone i nie masz nad tym władzy.

Ale wystarczy odłożyć ego na bok, wziąć winę na siebie i zareagować, by zmienił się środek ciężkości i dało się zmienić z miejsca zasady gry.

Kilka ciekawych zmian zrobiłem właśnie w ten sposób ostatnio, właściwie cały obecny cykl zmian jest z tym powiązany.

A co do typa z historii to tylko czas mu pomoże. Czas i świadomość że żona na pewno by nie chciała, by się sam po świecie szlajał, więc jak ochłonie to niech se znajdzie kogoś do towarzystwa, albo choć wolontariat w domu dziecka...
 
Do rozważenia




Nie wiem czy to tu, ale jakoś z "karierą" się chyba łączy.

Dzisiaj podwozilem autostopowicza. Koles wyszedl ze szpitala po 4 miesiacach pobytu, bez pieniedzy, bez domu, bez pracy. Bez zony i dziecka. Zginely 4 miesiace temu w wypadku samochodowym, ten czas trzymali go w szpitalu na lekach. Litwin na podwojnej ciaglej i podwojnym gazie skosil ich TIRem. On z domu dziecka, bez rodziny. Zona tez z domu dziecka. 15 lat starali sie o dziecko. Deperesja tlumiona przez leki wychodzila na wierzch, przepraszal ze placze, ze samo leci. Ciezka i bezradna rozmowa.

Doceniajcie co macie, kariera i pieniadze to ta prostsza czesc zycia.

I czasem podwóźcie ludzi - nigdy nie wiadomo czy "zapili", czy zycie im ciezki zakręt zafundowało.

Kumpla siostra umierała przez 2 lata na raka. Zaczęło się od piersi a skończyło na tłumieniu bólu w hospicjum. Pamiętam ją jako małą dziewczynkę, która się kręciła gdy my się bawiliśmy. Nie dożyła 30.
Druga siostra urodziła niepełnosprawne bliźniaki. Jeden z nich wymaga całodobowej opieki - od karmienia, przewijania do odśluzowywania aż po kres swego życia. Kilka lat temu jej mąż tu po 40 miał udar. Trafił do szpitala. Stanął na nogi, ale pewnie z pół roku później drugi udar i już go nie uratowali. To było parę lat temu. Kobieta 47 lat została z dwojgiem niepełnosprawnych nastoletnich dzieciaków. Z tydzień temu znajomy mnie poinformował, że miała udar. Oby to była tylko plotka
 
Nie ma inwestycji, w której bez ryzyka mało włożysz, a dużo wyciągniesz. Im więkcej chcesz zarobić w stosunku do wkładu tym większe ryzyko ponosisz.
Natomiast ten fakt nijak ma się do wcześniejszej wypowiedzi.

Mylisz inwestowanie ze spekulacją
z giełdą to jest tak, że masa ludzi jest zwykłymi dostarczycielami kapitału nic z tego nie mając, bo naoglądali się filmików, że każdy może dzięki niej być milionerem. I to obojętnie czy mówimy o inwestowaniu czy spekulacji.


No gdyby ktoś kupił akcje Amazona w 2000 roku za 2 tys. zł, albo innych takich spółek to spoko, tylko na tych filmikach kołczingowych powtarza się:
- musi być błękitny garnitur bo kojarzy się ze zwycięstwem i otwarciem
- magiczne 3 lata w których możesz zostać milionerem.
Dave Ramsey to promuje: żadne złoto, tylko mutual fund z takimi kalkulatorami, ale to też optymistyczne:

To już bardziej nieruchomości są pewniejsze. Jeśli dano by 10 osobom milion złotych do wydania na giełdzie i 10 osobom do wydania na nieruchomości to po 10 latach obstawiam, że ci na nieruchomościach wyjdą lepiej, nie dlatego, że na giełdzie nie da się więcej zarobić, ale po prostu trzeba mieć do tego odpowiednią psyche, spokój ducha...

Chociaż mógłbym książkę napisać o przygodach z najmem, a raczej o tym co opowiadali mi lokatorzy o poprzednich właścicielach. No powiem tak: ludzie są niezłymi hazardzistami.
 
Jeśli dano by 10 osobom milion złotych do wydania na giełdzie i 10 osobom do wydania na nieruchomości to po 10 latach obstawiam, że ci na nieruchomościach wyjdą lepiej, nie dlatego, że na giełdzie nie da się więcej zarobić, ale po prostu trzeba mieć do tego odpowiednią psyche, spokój ducha...

Chociaż mógłbym książkę napisać o przygodach z najmem, a raczej o tym co opowiadali mi lokatorzy o poprzednich właścicielach. No powiem tak: ludzie są niezłymi hazardzistami
Wiedza finansowa przeciętnej osoby to dno. Przeciętna osoba nie będzie potrafiła własnymi słowami powiedzieć czym są akcje, a czym obligacje. Ciężko w takich przypadkach mówić o jakiekolwiek inwestycji. Po drugiej stronie medalu są osoby, które wiedzę mają ale używają ją tylko do spekulacji i też w większości wtopy zaliczają.
 
Wiedza finansowa przeciętnej osoby to dno. Przeciętna osoba nie będzie potrafiła własnymi słowami powiedzieć czym są akcje, a czym obligacje. Ciężko w takich przypadkach mówić o jakiekolwiek inwestycji. Po drugiej stronie medalu są osoby, które wiedzę mają ale używają ją tylko do spekulacji i też w większości wtopy zaliczają.
są ludzie kupujący nawet krypto i akcje na kredyt, bo przecież ktoś kupił bitcoina w 2013 i jest milionerem to mi też się uda :korwinlaugh:

Amber Gold, wiara w jakieś cuda obiecywane przez Palikota, dawniej społeczeństwo biorące masowo kredyty pseudofrankowe (wiem, że po prostu banki na wiele sposób uniemożliwiały ludziom branie kredytów złotówkowych, mój brat swego czasu tylko w jednym banku dostał złotówkowy kredyt reszta "tylko franki", a z frankowego byłoby wtedy większe mieszkanie...)...
Już nie mówiąc, że ludzie czesto płacą długi, których nie mają, bo niektóre firmy naliczają opłaty z dupy nie do obronienia w sądzie...

Paradoksalnie tyle mówi, że emeryci, rolnicy to najbardziej naiwni ale to raczej nie jest tak proste.
Emeryci jeszcze mają sporo nieufność zwłaszcza gdy są nie pewnie własnej wiedzy, nawet do płatności cyfrowych...

Od dawna uważam, że obowiązkowym przedmiotem na maturze powinna być matematyka finansowa łamana na rachunkowość.
Cokolwiek będzie robił UOKiK i KNF to nie da się w 100% obronić człowieka przed samym sobą chyba że się włamie mu do mózgu...

BTW ten kołczing też mnie rozwala: zostań milionerem. Tak jakby to był cel nadrzędny. Zostaniesz i nagle w twoim życiu wszystko się zmieni. Wszystkie problemy znikną i to jest tak, że nie pojawią się nowe problemy...
Od razu jesteś milionerem to wszystko będzie cudowne.
 
Last edited:
@Bezimienny - zostanie milionerem nie rozwiązuje wszystkich problemów, ba! Dokłada nawet nowe, łącznie ze stresem.

W zamian zostanie milionerem daje sporo narzędzi, by radzić sobie z tymi problemami.

Gdy nie masz hajsu, to oprócz braku narzędzi dochodzi ci wielki problem - hajs jako taki, a dodatkowo generuje on przy wystąpieniu jakiegokolwiek innego problemu kolejne problemy, ponieważ nie miałeś narzędzi by zaradzić swoim wcześniejszym i kolejnym problemom. Brak hajsu powoduje, że wpada się w spirale depresji i/lub długu, lub pozornej egzystencji, bo inaczej jak nazwać walkę o przeżycie od wypłaty do wypłaty?

Ludzie nie myślą. Ludzie też nie myślą, bo większość jest zbyt zabiegana zapierdalaniem na kolejny kredyt, by spłacić poprzedni. Dlatego kiedy mają chwilę dla siebie, to zamiast na spokojnie usiąść i zastanowić się nad kolejnymi krokami - wolą się najebać, najlepiej do odcinki.

Żeby zapomnieć o tej pogoni do grobowej deski...

Ja tam wolę problemy milionerów. Są, ale masz hajs na robienie tego wszystkiego samemu, jeśli chcesz - lub wynajęcie specjalistów, by się tymi problemami zajęli za ciebie.

Moim zdaniem styl życia milionera bardziej mi pasuje, po przemyśleniu tej sprawy - i dlatego wolę w tą stronę się rozwijać. Życie biednego też jest spoko, ale jednak mnóstwo możliwości nas omija. Dlatego drugie pół życia spędzę jako milioner, wystarczy mi już pół życia na pół gwizdka.

Rzekłem.
 
@Bezimienny - zostanie milionerem nie rozwiązuje wszystkich problemów, ba! Dokłada nawet nowe, łącznie ze stresem.



Ludzie nie myślą. Ludzie też nie myślą, bo większość jest zbyt zabiegana zapierdalaniem na kolejny kredyt, by spłacić poprzedni. Dlatego kiedy mają chwilę dla siebie, to zamiast na spokojnie usiąść i zastanowić się nad kolejnymi krokami - wolą się najebać, najlepiej do odcinki.
oczywiście, że tak. Pieniądze polepszają jakość wspomnieńTylko jeśli ktoś jest konsumpcjonistą na kredyt to jak nagle zdobędzie miliony to wpadnie w jeszcze większe kłopoty, bo miliony dodadzą mu poczucie nieśmiertelności.
Już nie mówiąc, że dzieciaki z mocniej bogatych domów mają niezły wyścig szczurów od początku.

Kiedyś mocniej śledziłem to co opowiadali ludzie którzy wygrali w tych loteriach. No dużo osób m
Mówiło, że jeśli trzeba było więcej kłamać po wygranej. Nawet zmienić swoje imię i nazwisko i przeprowadzić się do innej części kraju.

Na dysku miałem ściągnięty poradnik co zrobić w razie wygranej aby uniknąć kłopotów xD
 
oczywiście, że tak. Pieniądze polepszają jakość wspomnieńTylko jeśli ktoś jest konsumpcjonistą na kredyt to jak nagle zdobędzie miliony to wpadnie w jeszcze większe kłopoty, bo miliony dodadzą mu poczucie nieśmiertelności.
Już nie mówiąc, że dzieciaki z mocniej bogatych domów mają niezły wyścig szczurów od początku.

Kiedyś mocniej śledziłem to co opowiadali ludzie którzy wygrali w tych loteriach. No dużo osób m
Mówiło, że jeśli trzeba było więcej kłamać po wygranej. Nawet zmienić swoje imię i nazwisko i przeprowadzić się do innej części kraju.

Na dysku miałem ściągnięty poradnik co zrobić w razie wygranej aby uniknąć kłopotów xD
Ja tego nie rozumiem, bo przecież nikt nie dowiaduje się, że wygrałeś. Owszem, większe zakupy będą widoczne, o ile je ujawnisz. Więcej jest głupich akcji, które ujawniają - lub samodzielne przyznanie się, najczęściej po alkoholu.

Poza tym kto każe kupować w tym samym kraju? Nie każda wygrana pozwoli na jakieś szaleństwa, ale kilka milionów może już otworzyć wiele możliwości...
 
Ja tego nie rozumiem, bo przecież nikt nie dowiaduje się, że wygrałeś. Owszem, większe zakupy będą widoczne, o ile je ujawnisz. Więcej jest głupich akcji, które ujawniają - lub samodzielne przyznanie się, najczęściej po alkoholu.
Jeśli mieszkasz w gminie do 100 tys. mieszkańców z własnym urzędem skarbowym to już pewnie dużo osób zobaczy, że jest jakiś milioner w okolicy, a pracowałem w skarbówce: chłopie po czasie to ja znałem największych dłużników i awanturników lepiej niż własnych znajomych. Ah te wjazdy wkurzonych ludzi, których trzeba było uspokajać :korwinlaugh:


Ale jeden z głównych powodów dlaczego ludzie tracą to fakt, że po prostu czują się nieśmiertelni finansowo, a każe pieniądze można stracić o czym świadczą bankructwa osób które wygrały w Lotto oraz sportowców. Gortat mówił, że kilkadziesiąt procent zawodników NBA ogłasza bankructwo w przeciągu pierwszych 5 lat po zakończonej karierze.

A co do głupich akcji: ten stary prowadzący losowanie Lotto mówił o tym jak jeden pan wygrał miliony i sobie poszedł do burdelu. Oczywiście pochwalił się paniom, które go obsługiwały ile ma kasy. Później miał kłopoty z panami lubiącymi siłownie i koks :waldeklaugh::siuu:
 
Pisałem kiedyś o projekcie, prawdopodobnie do mObywatela albo czegoś podobnego. Ludzie nie wierzyli, że takie projekty się zdarzają, ale dlaczego nie?

Tu macie link do projektu, w którym celem jest "wzmocnienie granic zewnętrznych unii" - cokolwiek to znaczy. Takie projekty zdarzają się całkiem często, tylko na dziwnych platformach są ogłoszenia, dlatego nie zawsze można je zauważyć.

 
Te MLMowskie orły doprowadziły do zablokowania filmiku Nie wiem ale się dowiem o MLMach -patologia na tym YT...

Mocne: Amerykanie jesteście grubi, spłukani, z kredytami mimo że żyjecie w najbogatszym kraju świata -no z częścią tego filmiku się nie zgadzam, ale dużo racji ma ten koleś :korwinlaugh:


@tucznik może Pudzian za dużo słuchał Dave Ramsey? :waldeklaugh:
 
bogatymi w np średniowieczu
To miałbyś mniejsze szanse na długie życie w dostatku, niż teraz :suchykarol:

To ciekawe, bo też miałem takie podejście, ale po zastanowieniu się konkretnie to jednak wolę biedę we współczesnym świecie, bo tak zaczynałem a już kończę klasę średnią, za niedługo wbijam do wyższej, by nie zostać zmielonym przez system :beczka:
 
Kurwa, wziąłem se pracę z domu (tzn zostałem w domu na własną rękę i wziąłem se kompa z pracy), ale musiałem podjechać do roboty...

Kurwa dwie godziny zmarnowane. Praca z biura to jakiś kurwa żart niesmaczny.

Te dwie godziny można naprawdę sporo zrobić, by mieć lepsze życie - choćby se poleżeć dwie godziny.

Ha tfu, kilka lat i kończę z pracą z biura, jebać to.
 
To miałbyś mniejsze szanse na długie życie w dostatku, niż teraz :suchykarol:

To ciekawe, bo też miałem takie podejście, ale po zastanowieniu się konkretnie to jednak wolę biedę we współczesnym świecie, bo tak zaczynałem a już kończę klasę średnią, za niedługo wbijam do wyższej, by nie zostać zmielonym przez system :beczka:
ja zakładałem, że nie robisz nic by zmienić swój status, oceniamy czy lepiej być biednym dziś a bogatym kiedyś, inaczej to pytanie jest bez sensu
co byłoby jak byś we współczesnym świecie urodził się w dżibuti czy jakimś tratata-stanie islamskim
 
ja zakładałem, że nie robisz nic by zmienić swój status, oceniamy czy lepiej być biednym dziś a bogatym kiedyś, inaczej to pytanie jest bez sensu
co byłoby jak byś we współczesnym świecie urodził się w dżibuti czy jakimś tratata-stanie islamskim
Wiesz, nie zmieniać swojego statusu to może jakiś cymbał.

A odpowiadają: Łódź i płyniemy do frau Merkel, złożyć wizytę dyplomatyczną z kilkoma znajomymi inżynierami :suchykarol:
 
To miałbyś mniejsze szanse na długie życie w dostatku, niż teraz :suchykarol:

To ciekawe, bo też miałem takie podejście, ale po zastanowieniu się konkretnie to jednak wolę biedę we współczesnym świecie, bo tak zaczynałem a już kończę klasę średnią, za niedługo wbijam do wyższej, by nie zostać zmielonym przez system :beczka:
Jakie są warunki bycia klasą wyższą?
 
Wiesz, nie zmieniać swojego statusu to może jakiś cymbał.

A odpowiadają: Łódź i płyniemy do frau Merkel, złożyć wizytę dyplomatyczną z kilkoma znajomymi inżynierami :suchykarol:
Mógłbyś się urodzić na takim zadupiu, gdzie nawet o tante merkel byś się nie dowiedział.
Także podtrzymuję odpowiedź. Pytanie bez sensu jeśli nie wprowadzisz kilku stałych punktów zaczepienia.
 
Jakie są warunki bycia klasą wyższą?
No bardzo dobrze zadane pytanie, bo odpowiedź poprawna brzmi - to zależy.

Zależy głównie od podejścia, choć z oficjalnych info wynika, że obecnie to już powyżej 26k.

Ale szczerze to i tak wygrywa dobre zarządzanie np 16k, bo jak sobie pomyślisz o głupim zarządzaniu 28k to ma to sens. Klasa wyższa to bardziej podejście do majątku czy zamożności, niż majątek jako taki.

Stąd zresztą moje poprzednie pytanie o to, w jakich czasach wolałbyś mieszkać.

Bo czasy mamy naprawdę dobre, tylko trzeba zacząć generować dochód pasywny, inaczej człowiek jest niewolnikiem swojego czasu który musi wynająć za hajs.

Ciężko o pomnożenie swojego czasu, więc w klasycznym podejściu można zmieniać tylko ile pracujesz i za ile.

Jak całe dnie spędzasz w robocie za miskę ryżu, a potem resztę dnia szukasz promocji by kupić najtańsze żarcie, to umrzesz biednym, jeśli nie zdarzy się cud.
 
Wolelibyście być biednymi w dzisiejszych czasach, czy bogatymi w np średniowieczu?
Buffet swego czasu fajnie opowiadał, że pod względem możliwości to często zwykli śmiertelnicy mają więcej "luksusu" niż wielu bogaczy w latach dwudziestych. Samo podróżowanie, medycyna, edukacja, nawet bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, możliwość kontaktowania się, a...
... co dopiero w średniowieczu
 
Buffet swego czasu fajnie opowiadał, że pod względem możliwości to często zwykli śmiertelnicy mają więcej "luksusu" niż wielu bogaczy w latach dwudziestych. Samo podróżowanie, medycyna, edukacja, nawet bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, możliwość kontaktowania się, a...
... co dopiero w średniowieczu
Dokładnie tak!

Ja się zainspirowałem kiedyś Buffetem i wróciło mi wczoraj przy lekturze twitterstormu (pierwszy raz usłyszałem to określenie btw) Navala jakiegoś tam, tego bogatego hindusa od AngelList.

Typ również ma podejście długoterminowe, choć w przeciwieństwie do Warrena używa rozmaitych narzędzi, szczególnie cyfrowych, dzięki którym przyspiesza się i zagęszcza te małe ruchy, które nas najszybciej zbliżają do bogactwa.

Dlatego jeśli znamy się na jednej rzeczy, którą lubimy, a jednocześnie są ludzie nią zainteresowani, to należy to spieniężyć w dopasowanej postaci - blog, książka, kanał, sklep, etc.

Byle by było to w formie cyfrowej, bo to jest nasza podstawa dochodu pasywnego - zero aktywności (no, prawie - ale chodzi o to, że te warianty zarabiają, kiedy śpimy i odpoczywamy, oraz nie wymagają fizycznego doglądania i dodatkowych aktywności w tym kierunku.

Książkę fizyczną musisz wydrukować i zrobić setki rzeczy z tym związanych, podczas gdy z cyfrową książką jest tych kroków znacznie mniej, a co najważniejsze - podlegają automatyzacji.

Możemy się upierać, że pisarze mają automatyzacje zapewnione w wydawnictwach, ale to byłoby zakłamanie rzeczywistości - jest od a do z i chyba tylko najwięksi pisarze mogą liczyć na super obsługę. Ewentualnie jakieś cudowne wydawnictwa, które jakimś cudem przetrwały do dziś.

Próbowałem uruchomić sklep, skończyło się pozwem. Chuj w to. Robię drugie podejście.

Napisałem pół książki, robię poprawki i zbieram siły i materiał na drugie pół. Potem automatyzacja - landing page z podpiętym modułem sprzedażowym plus kampania reklamowa za tysiaka czy dwa, bo spokojnie tyle starczy, zwłaszcza że można dodatkowo w konkretnej branży rozgłosić temat i po sprawie.

Do tego moooże blog albo kanał, te rzeczy najmniej mi leżą, ale są mocne. Zrobię podstawowy trening z tematu i zobaczę czy mi to leży.

Do końca roku zrobię książkę i wyłożę kasę na sklep, który zrobię tym razem po bożemu, ale z uwzględnieniem docelowo automatyzacji.

Blog i/lub kanał to temat na przyszły rok, bo trochę czasu zejdzie opanowanie nowego "zawodu" - kilka miesięcy jak nic.

Spokojnie, powoli, kamień się tak szybko nie gotuje

:frankapprove:
 
Back
Top