Grzegorz Proksa (27-1, 20 KO) na gali w Budapeszcie w pojedynku dla zadośćuczynienia formalnościom, pokonał przed czasem w trzeciej rundzie miejscowego Rudolfa Vargę (1-2, 1 KO). Przypomnijmy, iż według zasad organizacji EBU, Proksa przed ponowną walką o ten tytuł powinien w swoim ostatnim występie zanotować zwycięstwo.
Zaplanowany na 4 rundy pojedynek rozpoczął się badawczo, jednak po chwili było jasne, że Rudolf Varga jest nieco przestraszony renomą swojego rywala. Węgier cofał się, gibał a nawet biegał wokół ringu starając nie dać się trafić. Robił to wszystko w dziwnych zrywach, opuszczał ręce, pajacował. W drugim starciu Proksa wreszcie dopadł przeciwnika, trafił kilka mocnych ciosów, raz również nadziewając się na uderzenie Węgra, jednak im dłużej trwało to starcie, tym większą przewagę uzyskiwał Polak i gdyby runda potrwała 10-15 sekund dłużej, walka najpewniej zakończyłaby się nokautem. Vargę uratował gong, jednak Węgier nie zdążył między rundami się zregenerować i po kilkudziesięciu sekundach i kilku atakach Proksy, narożnik trochę "profilaktycznie" zdecydował się poddać miejscowego zawodnika w rundzie trzeciej.
Tak więc Proksa wykonał zadanie, co jest warte podniesienia to fakt, iż podszedł do tej walki na poważnie, wyglądał energicznie, można było wyczytać z jego ruchów pewien optymizm, pewną radość z boksowania, która na pewno pomoże mu 7 lipca w rewanżowym starciu z Kerry'm Hope (17-3, 1 KO).
Warto jeszcze powiedzieć, że SuperG ważył w tym pojedynku niewiele ponad 74 kg., czyli o 2 kg ponad limit kategorii średniej, jednak zważywszy na to, iż nie miał przecież obozu przygotowawczego przed tą walką, jest to raczej dobra wiadomość.
Źródło: Boxing.pl