Uzależnienia #bezhashtagaaleprawiezy

Jak długo marihuana utrzymuje się w organizmie?

Czyli garść przydatnych informacji na temat wykrywalności THC w naszym organizmie poprzez badanie moczu, śliny, włosów i krwi.
Jak długo po paleniu THC jest wykrywalne w naszym ciele zależy oczywiście od wielu czynników, głównie indywidualnych cech palacza (np. prędkości metabolizmu) oraz tego jak często pali. Plus, oczywiście od metody, jaką chcemy zbadać poziom THC w organizmie. Oto najpopularniejsze z nich.

thc-w-moczu.jpg

THC w moczu

Badanie moczu to najpopularniejsza i najtańsza metoda testowania na obecność THC w organizmie, polegająca na wykryciu metabolitu THC-COOH. Daje też dość dokładne rezultaty – zioło w moczu można wykryć na długo po jego zapaleniu. THC ma tendencję do kumulacji w organizmie, więc czas w jakim będzie wykrywalny zależy od częstotliwości użycia. I tak:
czestotliwosc-palenia-a-wykrywalnosc-thc-w-moczu.jpg

Mówiąc prosto, jeśli zapaliłeś jointa po raz pierwszy w życiu zioło będzie wykrywalne w twoim moczu do 8 dni. Jeśli czasem popalasz spodziewaj się, że będzie to ok.15 dni. Jeśli palisz często, licz się z 30 dniami wykrywalności THC. Jeśli zioło towarzyszy ci na co dzień minimum to 45 dni, ale są osoby u których THC jest wykrywalne nawet do 90 dni od momentu rzucenia!
thc-w-slinie.jpg

THC w ślinie

To właśnie w ślinie THC jest wykrywalne najkrócej. Właśnie z narko-testów polegających na badaniu śliny często korzysta policja, której bardziej zależy na odkryciu czy ktoś jechał pod wpływem a nie czy palił 2 tygodnie wcześniej. Obecność THC w ślinie wykrywa się od 1 do 12 godzin po zapaleniu.
thc-we-wlosach.jpg

THC we włosach

Mieszek włosowy to z kolei miejsce, gdzie THC utrzymuje się najdłużej. Pojedynczy przypadek użycia wykrywalny jest od 1 tygodnia do 7 dni, w pozostałych przypadkach użycie marihuany można wykryć aż do 90 dni. Metoda badania próbki włosów jest jednak dyskredytowana – według niektórych naukowców kannabinoidy pochodzące z palenia marihuany nie przechodzą do włosów w taki sam sposób w jaki wbudowują się w ich strukturę twarde narkotyki i wszystkie wykrywalne w nich substancje pochodzą z zewnątrz. Tę dyskusyjną metodę wykrywania THC stosuje się więc bardzo rzadko.
thc-w-krwi.jpg

THC we krwi

Testy krwi na obecność THC stosuje się bardzo rzadko, na przykład w przypadku wypadków komunikacyjnych. Pomagają wykryć samą nielegalną substancję a nie nieaktywne produkty przemiany THC, które krótko utrzymują się w krwi. Tym samym badanie krwi może posłużyć wykryciu tylko w miarę niedawnego spożycia – do kilku godzin po paleniu. Bardziej zaawansowane technologicznie badania mogą wykryć u regularnych palaczy THC do 24 godzin.
test-thc-z-moczu.jpg

Jak przejść test na obecność THC w moczu

Jeśli palisz dużo, niestety nie mamy dla ciebie dobrej wiadomości. Nie jest łatwo oszukać taki testy. Istnieją produkty, których zadaniem jest wyłącznie oczyszczanie moczu z wybranych składników, ale ich skuteczność jest niepotwierdzona.
Na szczęście, standardowe testy oparte na badaniu próbki moczu są dość podatne na rozcieńczanie, o ile palisz tylko okazyjnie. Najskuteczniejszym sposobem by zakłócić wyniki takiego testu jest picie dużej ilości płynów, a szczególnie soku żurawinowego. Oczywiście najpewniejszą metodą jest wiadomość i przestrzeganie podanych ram czasowych.
narko-testy-w-pracy.jpg

Smutnym wspólnym mianownikiem wszystkich metod jest to, że THC i jego metabolity utrzymują się w organizmie dłużej niż inne popularne substancje ze względu na tendencję do kumulowania się. Na Zachodzie nastręcza to wielu problemów pracownikom, których pracodawcy wyrywkowo stosują narko-testy. Zdarza się bowiem, że pracownikowi ujdzie na sucho mocno zakrapiana impreza czy użycie kokainy, ale testy wykryją skręta sprzed 2 tygodni. Pozostaje mieć nadzieję, że wraz ze zmianą podejścia do marihuany, w tym medycznej, pracodawcy będą coraz bardziej wyrozumiali.
 
Top 10 odmian sativa

Odmiany konopi sativa są niezwykle popularne, pomimo, że ich czas kwitnienia jest na ogół dłuższy niż w przypadku odmian indica. Jednak warto jest czekać, bo sativy hodowcom dają znakomite plony, a palaczom niepowtarzalne doznania intelektualne – pobudzają mózg, zwiększają kreatywność, rozśmieszają a czasem nawet mają lekko psychodeliczny efekt. Nie wolno też zapomnieć o ich właściwościach terapeutycznych!
Jeśli to brzmi zachęcająco, oto 10 najlepszych odmian Sativa – tych zapewniających silne doznania i o świetnych recenzjach.
amnesia-haze.jpg


Amnesia Haze

Jak sama nazwa wskazuje, po jaraniu możesz mieć lekkie problemy z pamięcią, bo ta bardzo silna odmiana daje mocnego kopa w mózg! Energetyczny, a często psychodeliczny haj może trwać bardzo długo. Amnesia Haze jest przyjemna w paleniu i w miarę prosta w hodowli, co czyni z niej jedną z najbardziej popularnych odmian w holenderskich coffeshopach. Doceniona przez znawców, Amnesia Haze wygrała Cannabis Cup dwa razy – w 2004 i 2012 roku.
sour-diesel.jpg

Sour Diesel

Znany również pod nazwą Sour D kalifornijski Diesel zawdzięcza swoją nazwę charakterystycznemu zapachowi i mocy, która dostarcza palaczowi kojącego, intelektualnego haju. To ukochana odmiana pisarzy, pobudzająca wyobraźnię, ułatwiająca kreatywne myślenie, dająca efekt motywacji i inspiracji do działania. Przepisywana pacjentom uśmierza ból, łagodzi skutki stresu i objawy depresji. Nadaje się głównie do uprawy w pomieszczeniu, outdoor potrzebuje ciepłego klimatu.
laughing-buddha.jpg

Laughing Buddha

Odmiana ta cieszy się duża popularnością, bo… tak, zgadliście, momentalnie powoduje uśmiech na twarzy palaczy. A przecież śmiech jest lekarstwem na wszystko. Nieco bardziej wymagająca uprawa Buddhy wynagradza hodowcę wielkimi, nabrzmiałymi pąkami.
strawberry-cough.jpg

Strawberry Cough

Strawberry Cough to odmiana tylko dla orłów. Jest mocna, działa silnie – tak silnie, że niedoświadczonych palaczy przyprawia o kaszel – stąd jej nazwa. No i oczywiście od intensywnego, lekko truskawkowego smaku i zapachu. Palona daje podbijający, przyjemny, euforyczny wręcz haj, przez co świetnie sprawdza się przy łagodzeniu stanów lękowych czy radzeniu sobie ze stresem.
moby-dick.jpg

Moby Dick

Ta typowa sativa to jedna z najmocniejszych znanych odmian, ze względu na wysoką zawartość THC. Moby Dick działa więc silnie psychoaktywnie a efekt pozostaje z nami na długo. Charakteryzuje ją słodkawy, lekko cytrusowy zapach i waniliowy smak. Do tego jest bardzo wdzięczna w hodowli – kwitnie niezbyt długo, jest odporna na pleśń i daje spory plon.
maui-waui.jpg

Maui Waui

Ta sativa przeniesie cię wprost do piaszczystych plaż Hawajów, skąd pochodzi. Pachnie i smakuje ananasem i daje lekki euforyczny haj, idealny by dodać odrobinę kreatywności i chęci do działania, szczególnie tym, którzy chcą zapomnieć się w muzyce czy jakiejś artystycznej aktywności. Najlepiej nadaje się na outdoor, ale spokojnie wyrośnie w pomieszczeniu przy warunkach przypominających klimat tropikalny.
chocolope.jpg

Chocolope

Wbrew pozorom odmiana ta nie smakuje ani nie pachnie jak czekolada. Chocolope należy do całej serii odmian „czekolado podobnych”, ale ten egzemplarz ma miły aromat przypominający kawę. Palenie jej przywodzi kojący, intelektualny haj. Świetnie nadaje się w walce ze stresem, stanami lękowymi oraz objawami depresji.
green-crack.jpg

Green Crack

Oczywiście odmiana ta nie zawiera w sobie ani śladu cracku, ale nazywa się tak ze względu na działanie podobne do kokainy – organizm dostaje porządny zastrzyk energii, który pomaga nam się skupić i czuć pobudzonym przez cały dzień. Green Crack to jedna z najlepiej ocenianych odmian sativa na Leafly, lubiana również dzięki swojemu owocowemu smakowi przypominającemu mango.
willie-nelson.jpg

Willie Nelson

To zwycięzca Cannabis Cup z 2005r. za euforyczny haj, jakiego doznać można przy paleniu tej odmiany. Ma swoich wiernych fanów, do których należą szczególnie ci, którzy szukają inspiracji i lubią kreatywne fazy. Dużym plusem jest to, że nie zamula i pozwala trzeźwo myśleć, gdy wybieramy się w tany na miasto.
jack-the-ripper.jpg

Jack the Ripper

Nie dało się nadać trafniejszej nazwy odmianie, która jest po prostu zabójcza. Najlepiej próbować jej samemu lub z bliskim kumplem, bo po zapaleniu możemy być skłonni do refleksji a nawet głębokiej medytacji. Pokryte żywicą pąki są kleiste, a zapach i smak wyraźnie cytrynowy i świeży.
 
5 zaskakujących faktów o marihuanie o których nie miałeś pojęcia

Świat marihuany od zawsze był pełen zadziwiających faktów, czasem tak z kosmosu, że ciężko w nie uwierzyć. A jednak! Oto kilka z nich.
marihuana-krewna-chmielu.jpg

Konopie to dalekie krewne… piwa
Science Magazine opublikował niedawno artykuł, którego autorzy badają związek marihuany i jednego z głównych składników piwachmielu. Okazuje się, że ta dwójka ma podobny smak i zapach. A to dlatego, że chmiel (Humulus lupulus) i Cannabis sativa należą do te samej rodziny botanicznej Konopiowatych (Cannabaceae). Nie przekonuje cię to? Spróbuj obficie chmielonego piwa IPA, a jego zapach szybko przywoła na myśl inną ulubioną rzecz…
chilijscy-gornicy-palili-marihuane.jpg

Chilijscy górnicy uwięzieni pod ziemią jarali czekając na ratunek
Cały świat śledził losy górników uwięzionych w chilijskiej kopalni w wyniku tąpnięcia w 2010r. 69 dni – tyle mężczyźni spędzili pod ziemią zanim udało się ich wydostać. Gdy nawiązano łączność z cywilizacją, mężczyźni otrzymywali regularne dostawy żywności, wody, leków a także… marihuany i pornografii. Ponoć wpływało to dobrze na rozładowanie narastającej frustracji mężczyzn. Jednakże, ponoć odrzucono ich prośny o dostawę dmuchanych lalek…
Podoba ci się? Polub nas
prochy-2paca-joint.jpg

Prochy Tupaca wylądowały… w joincie
Część prochów tragicznie zmarłego rapera Tupaca Shakura znalazło się w joincie razem z California Kush, którego potem spalili członkowie założonej przez niego hiphopowej grupy Outlawz.
marihuana-a-pluca.jpg

Konopie mogą pozytywnie wpływać na stan płuc, nawet u palaczy papierosów
Pozornie wbrew logice, palenie zioła może usprawnić pracę płuc. Badania wskazują, że okazyjny kontakt z dymem marihuanowym usprawnia działanie płuc u uzależnionych od nikotyny. Coraz częściej badania wskazują na to, że palenie czystego zioła nie prowadzi do chorób płuc.
przedawkowanie-marihuany.jpg

Nie da się przedawkować marihuany
Oczywiście można próbować, ale szanse na śmierć z powodu przedawkowania marihuany są bliskie zeru. Chyba, że spróbujesz wypalić 700 kg zioła w 15 minut! Choć i wtedy przyczyną śmierci byłby dym raczej niż stężenie THC we krwi.
 
Savoir-vivre jarania

Palenie to świetny sposób na zawiązywanie nowych przyjaźni i umacnianie już istniejących. A będąc w grupie, należy się odpowiednio zachować. Palaczowe „maniery” to coś, o czym się nie mówi, ale doświadczeni palacze mają pewne zasady we krwi. A początkującym palaczom polecamy krótki przewodnik po zasadach zielonego savoir-vivru.
tumblr_nxrsr7i03a1tcrgpso1_500.jpg

  1. Dorzuć się
Gdy palisz w grupie towar znika szybko. Pamiętaj zawsze dorzucić trochę swoich zapasów lub chociaż dorzucić trzy grosze do wspólnego wora. Spóła!
  1. Wyrzuć łodyżki i nasiona
Nikt nie chce trafić na palone łodygi czy nasiona. Pozbądź się ich by zioło nie strzelało czy iskrzyło przy paleniu.
  1. Nie śliń się
Ziołem należy się dzielić, ale śliną już niekoniecznie. Blant to nie słomka – nie baw się nim i kontroluj swoje płyny!
Podoba ci się? Polub nas
tumblr_ny2m53yupg1sc9floo1_500.jpg

  1. Nie okupuj jointa
Oczywiście w towarzystwie nikt nie będzie ci liczył, ile dokładnie buchów ściągasz, ale pamiętaj, że nie palisz sam. Gdy przyjdzie twoja kolej po prostu weź dwa-trzy buchy i podaj dalej.
  1. Szacunek na pierwszym miejscu
Oczywiście wiele niepisanych „zasad” składa się jeszcze na kulturę jarania, ale te powyższe to dobry start. Wszystko sprowadza się do jednego – gdy ludzie szanują siebie, swój czas i są dla siebie mili, palenie to czysta przyjemność. Grunt to dobre towarzystwo i zero chamówy. W końcu jeśli chodzi o marihuanę, żadne prawdziwe zasady nie istnieją, poza tą mówiącą: wyluzuj i baw się!
 
Jak to jest umawiać się z palaczem?

Rzadko sięgasz po zioło, ale twoja druga połówka nie wyobraża sobie dnia bez skręta? Możecie tworzyć związek jak każdy inny. Może być też zupełnie inaczej… Warto przeczytać nasz krótki poradnik, by zrozumieć na co trzeba być przygotowanym, gdy umawiasz się z palaczem.
zwiazek-a-trawa.jpg










  1. Palacze często zachowują się inaczej niż zwykle
Nie mamy na myśli dziwnie, ale po prostu inaczej. Gdy pali wciąż jest sobą, ale może bardziej zrelaksowanym sobą. Zazwyczaj to dobrze, bo palenie odstresowuje, a stres odbija się negatywnie na związku. Palenie może umocnić więź, gdy oboje jesteście niefrasobliwi i opanowani. Co więcej, po ziole wasz partner może wdawać się w długie i nierzadko głębokie dyskusje. Umysły palaczy są otwarte i mogą oni godzinami rozwodzić się nad dosłownie byle czym. Dobrze się bawią robiąc najprostsze czynności, przez co randki z nimi nigdy nie będą nudne!
Podoba ci się? Polub nas
  1. Palenie to ich ulubiona rozrywka
Palenie często jest najmilszym znanym palaczowi sposobem spędzania wolnego czasu, więc spodziewaj się, że będzie się to działo często. Niektórzy lubią palić rano, przed wyjściem do sklepu, po seksie czy przed snem, inni najlepiej cały czas. Jeśli kiedykolwiek poczujesz się na drugim miejscu pomyśl, że lepiej spędzać czas na nieszkodliwym paleniu zioła niż na drinkowaniu. Przynajmniej wiesz, że twój partner jest bezpieczny!
partner-palacz-2.jpg


  1. Takich ich sobie wybraliście
Nic dodać, nic ująć. Umawianie się z palaczem to twój wybór. Jeśli się na to decydujesz, szanuj wybory partnera, również te dotyczące zioła.
A jak jest w waszych związkach? Macie podobne spostrzeżenia czy może lubicie zapalić jointa ze swoją drugą połówką?
 
Co to jest THC i jak działa?

THC znany jako Tetrahydrokannabinol jest to substancja chemiczna zawarta w marihuanie, która ma działanie psychotropowe. THC ma wpływ na ludzkie zachowanie poprzez łączenie się z receptorami komórek nerwowych, które w rezultacie powodują zmiany zachowania. Receptory kanabinoidowe są umieszczone w częściach mózgu odpowiedzialnych za zapamiętywanie koordynacje, myślenie, odczuwanie przyjemności i czasu. THC może złagodzić ból, jednak nie połączy się z receptorami jak ma to miejsce w przypadku opioidów takich jak morfina, heroina i innych narkotyków wytwarzanych z nasion maku.
THC powoduje stan euforyczny poprzez stymulowanie komórek mózgu, które w rezultacie wyzwalają dopaminę. THC ma także wpływ na to jak mózg przetwarza nowe wspomnienia, może powodować halucynacje, złudzenia a także może mieć wpływ na to jak myślimy. Związek chemiczny THC jest także znany z tego, iż wzmaga łaknienie. Powoduje również ogólne rozluźnienie mające wpływ na zmysł smaku, wzroku oraz słuchu, może również powodować zmęczenie a także łagodzi symptomy agresji.
Marihuana i medycyna
Cały czas trwa debata na temat zastosowania marihuany w medycynie. Lekarze wypowiadający się w imieniu FDA (Agencji Żywności i Leków) na kongresie w 2004 roku stwierdzili, iż jest bardzo trudno zbadać marihuanę pod względem bezpieczeństwa oraz efektywności ponieważ aktywne związki chemiczne zawarte w roślinach mogą się różnic, co niewątpliwie jest problemem dla przyszłych pacjentów zażywających marihuanę. Dodali oni także, iż FDA będzie otwarta na naukowe badania w kierunku zastosowania marihuany w celach medycznych.

Gdzie jest THC?
THC jest jednym z wielu składników uzyskiwanych z części reprodukcyjnej marihuany. Gdy THC jest wystawione na działanie powietrza rozpada się na kanabinoidy, które powodują efekty psychologiczne.
Poziom THC w marihuanie zależy od sposobu jej hodowli. Konopia która zawiera najmniejszą ilość THC używana jest do produkcji tkanin. THC może być syntetycznie oddzielone z marihuany do celów produkcji leków.
Co znaczy Marihuana?
Słowo marihuana pochodzi znaczy „Maria” (Mary) i „Juana” (Jane). Słownik Oxford podaje, że słowo pochodzi z języka Nahuatl i oznacza więźnia.
Marihuana jako narkotyk
Kiedy jest ona używana jako narkotyk, może przybierać różne formy – suszu, proszku, żywicy lub oleju. Istnieje wiele potocznych nazw związanych z marihuaną są to: dżoint, skręt, blant, ziele, zielsko, zioło, grass, marycha, trawa, hasz, maryśka, skun, gandzia, samosieja, afgan, kolumbijka
Konopie Indyjskie
Marihuana jest powszechnie znana jako nielegalny narkotyk sprzedawany na ulicy. Jest ona rolowana jak papieros w jointa, palona w szklanym naczyniu, dodawana do pokarmów czy też parzona jak herbata. Aby marihuana miała działanie psychoaktywne potrzebne jest przynajmniej 10 mikrogramów THC na każdy kilogram ciała człowieka.
Formy występowania i sposoby przyjmowania
Marihuana najczęściej przyjmowana jest drogą wziewną – poprzez palenie jej suszu – kwiatostanu, łodygi oraz liści konopi indyjskiej. Inne formy przyjmowania marihuany zawierają:
• Haszysz – żywica krzewu konopi która może być żuta lub palona.
• Olej haszyszowy – może być palony, konsumowany lub wdychany. Pochodzi z rozpuszczalnych surowców z konopi i ma wysoki poziom skoncentrowanego oleju.
• Żywica – pochodzi z akumulacji pozostałości, skroplonych na naczyniach używanych w czasie palenia marihuany. W większości wypadków możliwe jest odparowanie zawartości naczynia i odzyskania żywicy.
Medyczna marihuana
Wiele badań wskazuje jak wiele pozytywnych efektów ma używanie konopi indyjskich w celach medycznych:
• Marihuana poprawia smak i apetyt u pacjentów z rakiem
• Marihuana zmniejsza symptomy długotrwałego bólu neurotycznego. Jest to z reguły ból spowodowany urazem układu nerwowego.
• Marihuana może uśmierzyć ból po urazie
• Chemikalia zawarte w marihuanie pomagają zwolnić rozrost raka prostaty.
• Substancje zawarte w marihuanie pomagają łagodzić zapalenie skóry.
Bieżące i przyszłe badania będą kontynuowane przez naukowców i specjalistów którzy będą badać marihuanę pod kątem pozytywnych skutków wpływu na zdrowie człowieka.
 
Jak wykorzystać konopie w kuchni?

Konopie legalne to takie, które nie mają właściwości halucynogennych (zawierają mniej niż 0,2 % kannabinoidów). Różnica miedzy nimi, a tymi, z których produkuje się narkotyki, jest na pierwszy rzut oka niewidoczna.
Konopia siewna jest nieco niższa, a jej liście składają się z 3-7 odcinków (w przypadku konopi indyjskich jest ich więcej). Pewnie dlatego wszystkie rodzaje konopi podlegają licznym obwarowaniom prawnym, co nie zachęca do ich uprawy. Hodowcy muszą prowadzić szczegółową dokumentację i rozliczać się z materiału siewnego oraz plonów, co jest dość uciążliwe.
W chwili obecnej w Polsce tylko 600 ha jest obsianych konopiami siewnymi, choć uprawa ta jest nieskomplikowana, odporna na warunki klimatyczno-glebowe i szkodniki, nie wymaga stosowania chemicznych środków. I jest naprawdę pożyteczną rośliną.
Konopie posiadają bardzo cenne nasiona, zawierające dużo białka i zdrowych kwasów tłuszczowych (Omega 3,6 i 9), witaminy (B i E), wiele minerałów.
Olej konopny, dawniej stosowany jako potrawa postna, można wykorzystywać do sałatek i surówek lub jako dodatek do kasz, twarogu, czy ziemniaków. Nie nadaje się jednak do smażenia.
Słoma konopna jest doskonałym ekologicznym materiałem termoizolacyjnym, chętnie wykorzystywanym na budowach w Niemczech.
Poza tym z konopi w przemyśle tekstylnym produkuje się antyalergiczne ubranka dla dzieci.
Właściwości zdrowotne konopi są przyczyną wykorzystywania ich jako składnik lekarstw i kosmetyków: mają właściwości przydatne w profilaktyce chorób serca, stawów, układu odpornościowego; korzystnie wpływają na pracę mózgu, wzrok i skórę.
przepisy:
https://www.cannabisnews.pl/category/kuchnia/
 
Last edited:
Marihuaną w cukrzycę?
Cukrzyca to wspólna nazwa na grupę chorób metabolicznych, które charakteryzują się podwyższonym poziomem glukozy we krwi w długim okresie czasu. Szacuje się, że cierpi na nią aż 10% całej populacji. Jednak w świetle najnowszych badań liczba ta może ulec gwałtownemu zmniejszeniu. A wszystko dzięki właściwościom… marihuany medycznej.

cukrzyca-a-marihuana.jpg





Codzienność cukrzyków

Wyróżniamy kilka podstawowych postaci cukrzycy. Przeważnie jednak, niezależnie od jej typu, cukrzycy towarzyszą objawy takie jak zwiększone wydzielanie moczu czy częste uczucie pragnienia i głodu. Niski poziom cukru we krwi może oznaczać niedobry insuliny lub jej nieprawidłowe działanie. Może to doprowadzić do poważnych konsekwencji, takich jak nadmierne pocenie się, trzęsienie ciała, utrata przytomności a czasem nieodwracalne uszkodzenia w mózgu a nawet śmierć.

Do tego osoby chorujące na cukrzycę cierpią z powodu wielu powikłań. Dwa razy częściej niż przeciętni ludzie zapadają na choroby układu krążenia. Grozi im choroba niedokrwienna serca i udar. Ponieważ choroba z czasem uszkadza naczynia krwionośne, łatwo jest nabawić się chorób oczu czy nerek.

marihuana-a-cukrzyca.jpg




Leczenie cukrzycy – metody tradycyjne

Cukrzyca jest, poza rzadkimi przypadkami, chorobą w zasadzie nieuleczalną. Leczy się jej objawy i kontroluje masę ciała. Celem jest zawsze doprowadzenie poziomu cukru do jego normalnych wartości. Terapię lekami prowadzi się również przy cukrzycy typu 2. Osoby cierpiące na cukrzycę typu 1 muszą dostawać specjalne zastrzyki insulinowe. W rzadkich przypadkach niezbędny jest przeszczep trzustki.

Niezależnie od typu cukrzycy chorym bardzo często dokuczają bóle nerwowe, jako że nadmiar cukru we krwi niszczy zakończenia włókien nerwowych. I tu z pomocą mogą przyjść konopie. Testy laboratoryjne na szczurach wykazały, że marihuana medyczna skutecznie uśmierza ból w obrębie układu nerwowego. To ważne odkrycie, biorąc pod uwagę, że powikłania cukrzycowe w obrębie układu nerwowego jest najczęstszym z bóli neuropatycznych występującym na świecie.

cannabidol-499x300.jpg




Konopie a profilaktyka cukrzycy

Wyniki kolejnego badania zaskoczyły nawet naukowców. U diabetycznych szczurów, którym podawano Cannabidiol – lek na bazie aktywnych składników konopi – cukrzyca rozwijała się tylko w 30% przypadków, w porównaniu z 86%-wym rozwojem choroby u tych przyjmujących placebo! Oznacza to, że konopie mogą hamować i opóźniać rozwój zapalenia wysp trzustkowych, które powoduje cukrzycę.

Badania z udziałem chorych również wyglądają obiecująco. Z ankiet dotyczących palenia marihuany jednoznacznie wynika, że aktywni palacze marihuany rzadziej chorują na cukrzycę. Wynika z tego, że nawet mimo porządnej gastrofazy palacze są po prostu mniej podatni na zaburzenia poziomów cukru we krwi. Potencjalnie palenie oddala więc ryzyko zachorowania na cukrzycę.

konopie-a-cukrzyca.jpg




Konopie dla cukrzyków – co dalej?

W świetle najnowszych badań marihuana medyczna okazuje się być nie tylko skuteczna w leczeniu niektórych objawów cukrzycy ale równie obiecująca jeśli chodzi o profilaktykę rozwoju choroby. Czy niedługo cukrzyca dołączy do stale powiększającej się listy schorzeń, na które zioło ma dobroczynny wpływ?
 
niezwykle-miejsca-na-plantacje-marihuany-1068x559.jpg


5 najbardziej odjechanych prób nielegalnej uprawy zioła


Uprawa marihuany w większości miejsc na świecie wciąż jest nielegalna. Ale skoro jest też najczęściej poszukiwaną nielegalną substancją, ktoś musi wymyślić jak i gdzie ją hodować. A na wyobraźnię ludzi w potrzebie zawsze można liczyć. Przedstawiamy wam najbardziej zwariowane pomysły na nielegalną hodowlę. Uwaga, nie próbujcie tego w domu!
1f642.svg


uprawa-przed-sadem-bellingen.jpg





Miejsce 5: Uprawa przed gmachem sądu

Australia. Policja w Nowej Południowej Walii przecierała oczy ze zdumienia gdy odkryła rośliny konopi rosnące w ogródku przed samym budynkiem lokalnego sądu w Bellingen. Sprawę uznano za głupi żarto choć kto wie, może ktoś faktycznie próbował szczęścia? Ponoć najciemniej pod latarnią.

marihuana-psy-policyjne.jpg




Miejsce 4: Hodowla marihuany drzwi w drzwi z policyjną psiarnią

Austria. Pewien 24-letni mieszkaniec Wiednia myślał, że znalazł świetne, ustronne miejsce na uprawę ponad 700 roślin konopi. Szybko uświadomił sobie jednak, że jego przybytek znajduje się zaraz koło miejsca, gdzie mieszkają psy policyjne.

Psy zdołały wytropić nielegalną uprawę nawet bez wychodzenia z domu. Cóż pomysł dobry ale ktoś tu nie odrobił zadania domowego…

przydrozna-uprawa-konopi.jpg




Miejsce 3: Przydrożny zielnik

Pewien śmiałek z Grecji wpadł na to, że może wykorzystać państwową ziemię i rządowy system nawadniający dla swojej plantacji zioła. Zasadził rząd 42 roślin wzdłuż autostrady o dużym natężeniu ruchu, dokładnie w miejscu, które rząd już wcześniej przeznaczył na znacznych rozmiarów pas zieleni. Dorzucił po prostu swoje nietypowe rośliny, wykorzystując istniejący tam system nawadniania. Niestety, w miarę jak rośliny rosły stały się widoczne dla podróżujących autostradą, którzy zaalarmowali policję.


Miejsce 2: Plantacja w szkolnym autobusie zakopanym pod
ziemią

USA. Para nieprzeciętnie zdeterminowanych hodowców z Karoliny Północnej wykopała ogromny dół w swoim ogrodzie, do którego jakimś cudem wciągnęła stary niesprawny szkolny autobus. Całość zasypali i postawili na tym miejscu garaż, z którego sekretnym przejściem można było dostać się do wnętrza autobusu.

Plantację składającą się z ok. 60 dorosłych krzewów odkrył pies policyjny wprowadzony na teren po tym, gdy małżeństwo wydał jeden z zatrzymanych powiązanych z nimi dealerów.

Więcej szczegółów w materiale video:



Miejsce 1: Zioło w basenie

USA. Grupa hodowców w Miami postanowiła przykryć ogrodowy basen ogromną płytą betonową, która miała sprawić że dla sąsiadów całość będzie wyglądała jak poszerzony podjazd. Następnie wykopali tunel prowadzący z sypialni domu aż do dna basenu, gdzie ulokowali wszystko, co potrzebne do profesjonalnej plantacji. Jednak uwadze sąsiadów nie uszły samochody podjeżdżające pod dom pod osłoną nocy. Podejrzewali, że w sąsiedztwie ktoś dealuje. Policja wzięła hodowców pod lupę wkrótce odkrywając ich basenowy sekret.

Zobacz, jak pomysłowi mieszkańcy Miami ukryli swoją plantację:
 
the-clinic-marijuana-shop-colorado-boulevard-1-800x496.jpg


Ostatnio raz po raz ze Stanów docierają do nas informacje o tym, że kolejny stan legalizuje medyczne lub rekreacyjne używanie marihuany. W natłoku tych radosnych wieści mało kto zauważa inną bardzo ważna zmianę, jaka tam się dokonuje – marihuana z rąk entuzjastów zioła przechodzi w ręce wielkiego biznesu. Pokazują to dobrze sklepy z marihuaną w USA: klimatyczne, małe miejsca idą w odstawkę. Nowy model ma przypominać Apple Store, albo Starbucksa.




Na amerykańskich portalach poświęconych Mary Jane właściciele sieci sklepów The Clinic z Kolorado niedawno pochwalili się, że ich najnowszy reprezentacyjny punkt sprzedaży kosztował ponad milion dolarów (2 zdjęcia poniżej). Nad jego urządzeniem i wystrojem pracowali najlepsi (i najdrożsi) amerykańscy projektanci, a także specjaliści od marketingu i brandingu. Nad całością czuwała agencja specjalizująca się w tworzeniu wizerunków firm z branży konopnej. To w którym miejscu zostanie jakiś produkt wystawiony zostało dokładnie przemyślane.

the-clinic.jpg


W całym sklepie dominują ciepłe barwy, jest sterylnie czysto. Tylko po to, żeby zapewnić klientom naturalne światło – a jednocześnie sprostać surowym rygorom bezpieczeństwa – jedną ze ścian przeszklono specjalną „huragano-odporną” szybą, podobno „niezniszczalną”…

clinic-marijuana-shop-concentrates-display-setup-1.jpg


Ciekawostką jest, że gdy sieciówce Blüm stan Nevada świeżo otwierający się na sklepy z ziołem zasugerował, aby jego miejscówka wyglądem przypominała punkt medyczny właściciele firmy – jak sami twierdzą – postanowili urządzić go na obraz czegoś co by przypominało (sterylny i ekskluzywny) gabinet… medycyny estetycznej. W rzeczywistości kojarzy się raczej ze sklepem sprzedającym gadżety high-tech (zdjęcie poniżej).

cm2rutxvuaaf0xv.jpg


Niby to wszystko fajne. W USA bardzo szybko sprzedaż marihuany staje się lukratywnym biznesem (jego potencjał ocenia się na ok. 50 mld $). Co w tym złego, że ktoś wkłada ogromne pieniądze w urządzenie sklepu? Jeżeli przejrzycie artykuły w amerykańskiej prasie na ten temat znajdziecie pochlebne opinie dziennikarzy chwalących sobie to, że miejsca sprzedające trawkę zyskały klasę. Ale piszą też o drugim dnie sprawy.

Ekstrakt z marihuany jak iPhone
Wiele sklepów zgodnie z deklaracjami próbuje się wzorować na wspomnianym we wstępie Apple Store, czy mniej u nas znanym Virgin Store. Oficjalną regułą takich miejsc jest stworzenie „środowiska przyjaznego dla klienta”. Eksperci jednak zauważają, że tak naprawdę chodzi o takie wpłynięcie (poprzez odpowiednie urządzenie wnętrza) na klienta, które maksymalizuje możliwość dokonania przez niego nieracjonalnego zakupu i wydania większej sumy pieniędzy niż zakładał. Nie jest fajne, gdy o naszym zakupie zioła decydują zupełnie inne rzeczy, niż jakość towaru.

Wystrój sklepu i jego szczegóły odgrywają rolę tzw. „cichego sprzedawcy”, który ma nas zająć dopóki nie podejdzie do nas „prawdziwy” sprzedawca, tak aby podczas wizyty w punkcie sprzedaży nasza uwaga – od momentu naciśnięcia klamki, aż do wyjścia – przez cały czas była zajęta.

paper-leaf-marijuana-shop.jpg


Inni komentatorzy porównują nowoczesne sklepy z marihuaną w USA do czegoś przypominającego w filozofii działania modne tam ostatnio w pewnych kręgach mini-browary piwne. Stwarza się przestrzeń, w której użytkownik będzie chciał przebywać możliwie najdłużej. Wtedy jest w stanie wydać naraz nawet i kilkaset dolarów jednorazowo. Żeby to umożliwić wizytę w sklepie zamienia się w przygodę (oferuje się „nie zioło lecz przeżycie”) – można spróbować próbek różnych specjałów, a na ekranach znajdujących się przy produktach może przeczytać o różnych ciekawostkach dotyczących produktu, albo też użyteczne informacje o Mary Jane (sklepy realizują w ten sposób misję edukacyjną). Większość osób bardzo pozytywnie odbiera tego rodzaju podejście, a takie tournée po sklepie podobno świetnie zwiększa sprzedaż i prawdopodobieństwo, że dana osoba wróci. Bo nie tylko coś kupiła, ale doświadczyła też czegoś nowego. Jednak część klientów twierdzi, że nie dostarcza im się naprawdę wartościowych przeżyć, tylko zwyczajnie ich ogłupia w celu zwiększenia sprzedaży.

3024457-inline-sparc-pot-dispensary-1.jpg


Joint musi wyglądać estetycznie…
Amerykańscy specjaliści od marketingu doradzają sklepom by omijały wyrażenie zioło („pot”), a zamiast niego używali konopie („cannabis”) –twierdzą, że brzmi to… mniej agresywnie. A także by ekspedienci nie mówili o paleniu, ale o konsumowaniu produktu – podobno tak jest subtelniej (???). Sami sprzedawcy powinni wyglądać „schludnie”, tzn. nosić porządne ubranie (absolutnie nie dres, ani koszulka z Bobem Marleyem) i jest w dobrym tonie, aby w klapie koszuli/bluzki mieli zatkniętego jointa – ale broń boże nie niechlujnie zrolowanego, tylko takiego, który wyglądałby estetycznie i „modnie”. Ewentualnie jointa może zastąpić elegancki waporyzer.

Wszystkie te zabiegi mają na celu zachęcenie do palenia… przepraszam: konsumowania marihuany nowe grupy społeczne: pokolenie tzw. „baby-boomersów” (osoby urodzone niedługo po 1945 r.), matki wychowujące dzieci i osoby znajdujące się na specjalistycznych, dobrze płatnych stanowiskach. Problem w tym, że amerykańskim specom od marketingu nie chodzi o powiększenie grona odbiorców marihuany, tylko o takie zredefiniowanie jej wizerunku, które by umożliwiało zmianę głównej grupy docelowej zioła na coś znacznie bliższego przeciętnemu Amerykaninowi.

9f4c7a1a489dd9d11bef7131ddac21fd.jpg


Tradycyjny palacz to… młodociany brudas, bojący się rodziców?
Warto przy tym zapoznać się z artykułem z „New York Timesa”, który 2 lata temu był jednym z impulsów zmian jakie zachodzą w Stanach w marihuanowym biznesie. Ludzie którzy chcą kształtować rynek marihuany w USA nie kryją w nim niechęci dla palacza-hippisa. Drażni ich też klimat pierwszych sklepów z marihuaną, które negatywnie kojarzy im się z piwniczną palarnią, pełną „ziomków”. Wygląd takich punktów sprzedaży został porównany do estetyki podziemnych klinik aborcyjnych. Wyśmiany także został stereotypowy użytkownik zioła – jest leniuchem, rollującym jointy w ukryciu przed rodzicami i ubabranym resztkami po chipsach.
Amerykańscy spece od marketingu twierdzą, że marihuana przeszła już drogę od czegoś nielegalnego i undergroundowego do społecznego maintsreamu i wygląd miejsc z nią związanych, a także samych produktów powinien to odzwierciedlać, tak aby przeciętny Amerykanin mógł poczuć, że gdy kupuje paczuszkę z ziołem nie robi nic odbiegającego od jego pozostałych zakupów. Co więcej – urządzanie przestrzeni sklepów a’la Apple Store ma mu pozwolić poczuć, że bierze udział w czymś co jest „trendy”. Dlatego dobrze by sklepy wyglądały tak, jak na zamieszczonych wcześniej zdjęciach, a same produkty tak, jak reklama waporyzera poniżej.

hautevape.jpeg


Quo Vadis?
Wygląda na to, że fala legalizacji marihuany w USA będzie miała swoją specyfikę. We wszystkich informacjach na amerykańskich portalach omawiających pójście sklepów z MJ w stronę „Apple Store” zauważa się, że takie rozwiązania znacznie zwiększają sprzedaż. Przykre jest to, że marihuanę w USA zaczyna się traktować jako kolejny zwyczajny produkt, który należy klientowi poprzez sztuczki po prostu wepchnąć. Odpada przez to cała bogata i wartościowa otoczka kultury, jaka się wokół gandzi wytworzyła.

Jedna z komentujących ten stan rzeczy osób napisała, że tęskni za wypadami jakie odbywała w latach 90-tych do Amsterdamu, gdzie bawiła się w tamtejszych coffe-shopach – często małych, „spelunowatych” miejscówkach, z fantastycznymi, zjaranymi ludźmi i niepowtarzalną atmosferą. Ciekawe w który model pójdzie Polska, gdy gandzia w końcu i u nas zostanie zalegalizowana?

grey-area-2015-may.jpg




 
Jaka jest różnica między sativą a indicą?
indica-vs-sativa.jpg


Kiedyś zioło to było po prostu zioło. Człowiek mógł co najwyżej wybierać pomiędzy kostką haszu, a woreczkiem z liśćmi. 10 lat temu nikomu w Polsce nie przyszłoby do głowy powiedzieć do swojego dilera: „Ziomuś, ta twoja sativa to nie dla mnie, daj mi indicę”. Obecnie to się zmienia, coraz więcej palaczy ma solidną wiedzę na temat konopi, przez co mogą wybrać ten rodzaj, który im najbardziej odpowiada. Dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą, przedstawimy poniżej kluczową rzecz – jaka jest różnica między sativą a indicą.

Oczywiście zawsze będzie sporo osób, które będą palić co popadnie, a potem będą się dziwić, że ich trip po towarze z nowego źródła był zupełnie inny niż to, co znali dotychczas. Bo prawdą jest, że doświadczenie z jaraniem jest zupełnie inne, gdy mamy do czynienia z indicą i gdy mamy do czynienia z sativą. Obydwie mają zupełnie różne zastosowanie i mądry palacz dobierze rodzaj palonej marihuany do sytuacji.

Należy jeszcze zauważyć, że świat konopi nie kończy się na indice i sativie, a te z kolei mają swoje dalsze odmiany, setki krzyżówek i wariacji, które mogą jeszcze bardziej urozmaicać/mieszać doznania. Jednak dwa wymienione rodzaje to takie „podstawy podstaw”, które warto znać, by sobie nie zepsuć zabawy.

Sativa = party hard motherf@#*er!


7682.jpg


Dla palacza sativa powinna być synonimem sformułowania „czas na imprezę”. Idealnie nadaje się do wszelkich szaleństw, używania życia i intensywnych, ostrych bib, z głośną muzyką i chmarą fajnych ludzi, z którymi chce się gadać (no chyba, że twoje wyobrażenie o idealnej imprezie bliższe jest leżeniu z ziomkami na kanapach, w zmule i patrzenie się na kłęby dymu, wtedy sativa raczej ci będzie psuć zabawę, niż ją nakręcać). Paląc tę odmianę konopi człowiek jest bardziej energetyczny, pobudzony, chce mu się żyć, chce mu się wszystkiego. Dużo bardziej twórcza staje się wyobraźnia, dlatego artyści często używają sativę pracując (żeby tak każdy mógł…). Nawet jeśli sam nie masz żadnych uzdolnień twórczych, to ta odmiana pozwoli ci prawdopodobnie na lepszy odbiór filmu, czy koncertu, zwłaszcza w większym gronie ludzi.

Tę odmianę warto też wybrać jeśli chcemy zwiększyć/urozmaicić nasze doznania seksualne, wielu palaczy twierdzi, że to także świetny afrodyzjak. Generalnie więc sativa otwiera cię na świat i sprawia, że czerpiesz więcej z kontaktu z ludźmi, czy przedmiotami. Jak najbardziej nadaje się do tego, żeby ją palić przez cały dzień. A! Czy wspomniałem, że trip jest odczuwalnie dłuższy?

Dla ludzi którzy traktują Mary Jane jako lek przeciwbólowy (nie wiedziałeś? Zioło może być skuteczniejsze niż Apap!) warto jeszcze dodać, że sativa zawiera zdecydowanie mniej CBD niż indica.

Jak rozpoznać sativę?
sativa_cannabis_leaf-6352f.jpg


Najłatwiej jest spalić część towaru i zobaczyć jakiego rodzaju trip po nim będziemy mieli. Ale oczywiście nieraz fajnie by było wiedzieć z czym mamy do czynienia jeszcze przed jaraniem. Prawda jest taka, że nawet mając iście ekspercką wiedzę nie zawsze będziemy w stanie rozpoznać towar bez wypróbowania go (podziękowania proszę wysyłać naszym kochanym prawodawcom na Wiejskiej w Warszawie). Pewną wskazówką może być zapach: sativa zazwyczaj ma lżejszy, tak jakby nieco owocowy aromat (przypominający pomarańczę, cytrynę, truskawkę czy wiśnię; czasami też pachnie podobnie do wanilii). Dużo łatwiej ją rozpoznacie jeżeli macie przed sobą całe liście – w przypadku sativy są one wyraźnie cieńsze, jaśniejsze i dłuższe niż u indiki.

Podstawowy problem, jaki występuje w przypadku sativy to jej hodowla. Potrzeba znacznie więcej czasu, aby roślinka osiągnęła stan dojrzałości (różne szacunki wskazują, że może to zająć od 10-ciu do nawet 20-tu tygodni – jak zawsze zależy to przede wszystkim od warunków, jakie jesteśmy w stanie roślinie zapewnić i od konkretnego podgatunku sativy, z jakim mamy do czynienia), a na dodatek plony z krzaka nie będą tak duże, jak w przypadku indiki. Sativa znosi też dużo gorzej hodowlę w zamkniętych pomieszczeniach. Zdecydowanie preferuje ciepły klimat i domaga się słońca, przestrzeni i wiatru, a nie ciasnej szafki na ubrania i wycelowanej w nią żarówy.

Z powodu wymienionych powyżej względów hodowcy decydują się często nie na „czyste” odmiany sativy, tylko na krzyżówki (możecie się też spotkać z nazwą ‚hybrydy’), które rosną, tak jak indica, ale mają właściwości stymulujące, takie jak sativa.

Indica = kanapa, szama i do łóżka
ortega-indica-leaf.jpg


Podczas gdy sativa nastawia cię świetnie do interakcji ze światem indica działa w drugą stronę – nakierowuje twoją uwagę na siebie samego i na to, co się z tobą dzieje. Jest dobra do wszelkich psychodelicznych wkrętów, które sprawią, że „przemierzysz wszechświat nie ruszając się z fotela”, tak przynajmniej twierdzą jej najbardziej euforyczni fani. Prawdą jest na pewno jedynie to, że paląc indicę na pewno nie ruszysz się z fotela, będziesz się czuł wręcz „przyspawany” do niego.

Jarając tę odmianę konopi człowiek koncentruje się na tym, co dzieje się w jego głowie, dużo osób wybiera ją też po to, aby się zrelaksować i odprężyć po ciężkim dniu. Jeżeli jesteś zestresowany/a i potrzebujesz się po prostu uspokoić, to indica będzie tutaj dużo lepszym wyborem niż sativa. Minusem może być natomiast to, że poczujemy się upaleni odczuwalnie krócej, niż w przypadku jej „imprezowej siostrzyczki”.

Mało doświadczeni palacze mogą indicę bardzo mocno skojarzyć z jednym: z ostrą „gastrofazą” – człowiek leży „skuty” na kanapie i nagle ni stąd, ni zowąd zaczyna myśleć, że by coś wszamał. Jeśli jest w stanie doczłapać się do lodówki to opróżnia ją z całej zawartości (jedzenie smakuje jak nigdy!). Po czym zasypia, spokojnie niczym dziecko (nic z tych rzeczy nie dzieje się w przypadku sativy).

Indica zawiera też znacznie większe ilości CBD, które uśmierza ból, przez co generalnie ma szersze zastosowanie jako lek.

Jak rozpoznać indicę?
cannabis-indica-nasiona-marihuany-marihuana.jpg


Tak jak i w przypadku sativy wydzielany zapach może się znacznie różnić, ale ogólnie jest cięższy, bardziej intensywny i przywodzi na myśl mech, ściółkę drzewną, sosnę, czy kwiat bergamotki. Indica może też wręcz „śmierdzieć skunksem”. Bardzo charakterystyczne są liście – mniejsze, grubsze, bardziej „krępe” i bardziej zwarte, niż w przypadku sativy. Mają też zdecydowanie ciemniejszy odcień.

Większość hodowców zdaje się podzielać przeświadczenie, że indica jest łatwiejsza i efektywniejsza w hodowli. Nie jest aż tak ciepłolubna jak jej „siostra”, dobrze sprawdza się w warunkach piwnicznych, czy zamknięta w szafce. Rosnąc w naturalnym środowisku wykazuje też większą odporność na warunki pogodowe. Krzak, choć jest niższy od sativy, to jednak pozwala na zebranie z niego większych plonów. Szybciej też dojrzewa – okres kwitnienia to ok. 5 do 7-miu tygodni.

Sativa vs indica – co wybrać?
forest-whitaker-sativa-indica-weedmemes.jpg


Pamiętajcie, że sam opis nigdy nie zastąpi osobistego doświadczenia. Indica może na pozór wydawać się mniej atrakcyjna od sativy. Prawda jest natomiast taka, że jest po prostu inna, a przyjemność z zabawy z nią w dużym stopniu zależy od umiejętnego jej wykorzystania. Żeby móc je obydwie ocenić należy przynajmniej po parę razy ujarać się każdą, przy zróżnicowanych „set and settings” – do czego bynajmniej nie zachęcamy, wszak od palenia marihuany – jak zauważył pewien znany duchowny– można umrzeć!
 
the-clinic-marijuana-shop-colorado-boulevard-1-800x496.jpg


Ostatnio raz po raz ze Stanów docierają do nas informacje o tym, że kolejny stan legalizuje medyczne lub rekreacyjne używanie marihuany. W natłoku tych radosnych wieści mało kto zauważa inną bardzo ważna zmianę, jaka tam się dokonuje – marihuana z rąk entuzjastów zioła przechodzi w ręce wielkiego biznesu. Pokazują to dobrze sklepy z marihuaną w USA: klimatyczne, małe miejsca idą w odstawkę. Nowy model ma przypominać Apple Store, albo Starbucksa.




Na amerykańskich portalach poświęconych Mary Jane właściciele sieci sklepów The Clinic z Kolorado niedawno pochwalili się, że ich najnowszy reprezentacyjny punkt sprzedaży kosztował ponad milion dolarów (2 zdjęcia poniżej). Nad jego urządzeniem i wystrojem pracowali najlepsi (i najdrożsi) amerykańscy projektanci, a także specjaliści od marketingu i brandingu. Nad całością czuwała agencja specjalizująca się w tworzeniu wizerunków firm z branży konopnej. To w którym miejscu zostanie jakiś produkt wystawiony zostało dokładnie przemyślane.

the-clinic.jpg


W całym sklepie dominują ciepłe barwy, jest sterylnie czysto. Tylko po to, żeby zapewnić klientom naturalne światło – a jednocześnie sprostać surowym rygorom bezpieczeństwa – jedną ze ścian przeszklono specjalną „huragano-odporną” szybą, podobno „niezniszczalną”…

clinic-marijuana-shop-concentrates-display-setup-1.jpg


Ciekawostką jest, że gdy sieciówce Blüm stan Nevada świeżo otwierający się na sklepy z ziołem zasugerował, aby jego miejscówka wyglądem przypominała punkt medyczny właściciele firmy – jak sami twierdzą – postanowili urządzić go na obraz czegoś co by przypominało (sterylny i ekskluzywny) gabinet… medycyny estetycznej. W rzeczywistości kojarzy się raczej ze sklepem sprzedającym gadżety high-tech (zdjęcie poniżej).

cm2rutxvuaaf0xv.jpg


Niby to wszystko fajne. W USA bardzo szybko sprzedaż marihuany staje się lukratywnym biznesem (jego potencjał ocenia się na ok. 50 mld $). Co w tym złego, że ktoś wkłada ogromne pieniądze w urządzenie sklepu? Jeżeli przejrzycie artykuły w amerykańskiej prasie na ten temat znajdziecie pochlebne opinie dziennikarzy chwalących sobie to, że miejsca sprzedające trawkę zyskały klasę. Ale piszą też o drugim dnie sprawy.

Ekstrakt z marihuany jak iPhone
Wiele sklepów zgodnie z deklaracjami próbuje się wzorować na wspomnianym we wstępie Apple Store, czy mniej u nas znanym Virgin Store. Oficjalną regułą takich miejsc jest stworzenie „środowiska przyjaznego dla klienta”. Eksperci jednak zauważają, że tak naprawdę chodzi o takie wpłynięcie (poprzez odpowiednie urządzenie wnętrza) na klienta, które maksymalizuje możliwość dokonania przez niego nieracjonalnego zakupu i wydania większej sumy pieniędzy niż zakładał. Nie jest fajne, gdy o naszym zakupie zioła decydują zupełnie inne rzeczy, niż jakość towaru.

Wystrój sklepu i jego szczegóły odgrywają rolę tzw. „cichego sprzedawcy”, który ma nas zająć dopóki nie podejdzie do nas „prawdziwy” sprzedawca, tak aby podczas wizyty w punkcie sprzedaży nasza uwaga – od momentu naciśnięcia klamki, aż do wyjścia – przez cały czas była zajęta.

paper-leaf-marijuana-shop.jpg


Inni komentatorzy porównują nowoczesne sklepy z marihuaną w USA do czegoś przypominającego w filozofii działania modne tam ostatnio w pewnych kręgach mini-browary piwne. Stwarza się przestrzeń, w której użytkownik będzie chciał przebywać możliwie najdłużej. Wtedy jest w stanie wydać naraz nawet i kilkaset dolarów jednorazowo. Żeby to umożliwić wizytę w sklepie zamienia się w przygodę (oferuje się „nie zioło lecz przeżycie”) – można spróbować próbek różnych specjałów, a na ekranach znajdujących się przy produktach może przeczytać o różnych ciekawostkach dotyczących produktu, albo też użyteczne informacje o Mary Jane (sklepy realizują w ten sposób misję edukacyjną). Większość osób bardzo pozytywnie odbiera tego rodzaju podejście, a takie tournée po sklepie podobno świetnie zwiększa sprzedaż i prawdopodobieństwo, że dana osoba wróci. Bo nie tylko coś kupiła, ale doświadczyła też czegoś nowego. Jednak część klientów twierdzi, że nie dostarcza im się naprawdę wartościowych przeżyć, tylko zwyczajnie ich ogłupia w celu zwiększenia sprzedaży.

3024457-inline-sparc-pot-dispensary-1.jpg


Joint musi wyglądać estetycznie…
Amerykańscy specjaliści od marketingu doradzają sklepom by omijały wyrażenie zioło („pot”), a zamiast niego używali konopie („cannabis”) –twierdzą, że brzmi to… mniej agresywnie. A także by ekspedienci nie mówili o paleniu, ale o konsumowaniu produktu – podobno tak jest subtelniej (???). Sami sprzedawcy powinni wyglądać „schludnie”, tzn. nosić porządne ubranie (absolutnie nie dres, ani koszulka z Bobem Marleyem) i jest w dobrym tonie, aby w klapie koszuli/bluzki mieli zatkniętego jointa – ale broń boże nie niechlujnie zrolowanego, tylko takiego, który wyglądałby estetycznie i „modnie”. Ewentualnie jointa może zastąpić elegancki waporyzer.

Wszystkie te zabiegi mają na celu zachęcenie do palenia… przepraszam: konsumowania marihuany nowe grupy społeczne: pokolenie tzw. „baby-boomersów” (osoby urodzone niedługo po 1945 r.), matki wychowujące dzieci i osoby znajdujące się na specjalistycznych, dobrze płatnych stanowiskach. Problem w tym, że amerykańskim specom od marketingu nie chodzi o powiększenie grona odbiorców marihuany, tylko o takie zredefiniowanie jej wizerunku, które by umożliwiało zmianę głównej grupy docelowej zioła na coś znacznie bliższego przeciętnemu Amerykaninowi.

9f4c7a1a489dd9d11bef7131ddac21fd.jpg


Tradycyjny palacz to… młodociany brudas, bojący się rodziców?
Warto przy tym zapoznać się z artykułem z „New York Timesa”, który 2 lata temu był jednym z impulsów zmian jakie zachodzą w Stanach w marihuanowym biznesie. Ludzie którzy chcą kształtować rynek marihuany w USA nie kryją w nim niechęci dla palacza-hippisa. Drażni ich też klimat pierwszych sklepów z marihuaną, które negatywnie kojarzy im się z piwniczną palarnią, pełną „ziomków”. Wygląd takich punktów sprzedaży został porównany do estetyki podziemnych klinik aborcyjnych. Wyśmiany także został stereotypowy użytkownik zioła – jest leniuchem, rollującym jointy w ukryciu przed rodzicami i ubabranym resztkami po chipsach.
Amerykańscy spece od marketingu twierdzą, że marihuana przeszła już drogę od czegoś nielegalnego i undergroundowego do społecznego maintsreamu i wygląd miejsc z nią związanych, a także samych produktów powinien to odzwierciedlać, tak aby przeciętny Amerykanin mógł poczuć, że gdy kupuje paczuszkę z ziołem nie robi nic odbiegającego od jego pozostałych zakupów. Co więcej – urządzanie przestrzeni sklepów a’la Apple Store ma mu pozwolić poczuć, że bierze udział w czymś co jest „trendy”. Dlatego dobrze by sklepy wyglądały tak, jak na zamieszczonych wcześniej zdjęciach, a same produkty tak, jak reklama waporyzera poniżej.

hautevape.jpeg


Quo Vadis?
Wygląda na to, że fala legalizacji marihuany w USA będzie miała swoją specyfikę. We wszystkich informacjach na amerykańskich portalach omawiających pójście sklepów z MJ w stronę „Apple Store” zauważa się, że takie rozwiązania znacznie zwiększają sprzedaż. Przykre jest to, że marihuanę w USA zaczyna się traktować jako kolejny zwyczajny produkt, który należy klientowi poprzez sztuczki po prostu wepchnąć. Odpada przez to cała bogata i wartościowa otoczka kultury, jaka się wokół gandzi wytworzyła.

Jedna z komentujących ten stan rzeczy osób napisała, że tęskni za wypadami jakie odbywała w latach 90-tych do Amsterdamu, gdzie bawiła się w tamtejszych coffe-shopach – często małych, „spelunowatych” miejscówkach, z fantastycznymi, zjaranymi ludźmi i niepowtarzalną atmosferą. Ciekawe w który model pójdzie Polska, gdy gandzia w końcu i u nas zostanie zalegalizowana?

grey-area-2015-may.jpg



ehh kurwa kiedy ja sie czegos takiego doczekam
 
ja to bym daba zajaral,jarales cos takiego? może się doczekamy się takich czasow za 40 lat jak na emeryturze bedziemy:crazy:

zjaralbym, ale musialbym sobie wybrac jakis sorcik pod katem czilu :D kiedys bez problemu kazdy sort, ale teraz jestem w chuj wybredny i nie jaram naraz tak duzo, wole mniej i czesciej
 
Back
Top