Dziś zrobiłem godzinny trening na raz i to jest #rekord jak na razie. Zacząłem ćwiczyć delikatnie jakiś miesiąc temu po bardzo długiej przerwie. Miesiąc to było wystarczająco aby obudzić organizm.
Teraz wzmacniam ciało, żeby się nie posypało i będę powoli wprowadzał cięższe treningi.
Skupiam się na nieistniejących tricepsach i core.
Będzie dobrze
To nie jest wystarczająco długi rozruch, jak byłeś mocno zastały, a nie masz 20tki na karku. Uważaj, bo kontuzje mogą nadejść szybciej, a wyjście z nich będzie dłuższe, niż poprzednim razem.
Jak wzmacniasz ciało, żeby się nie posypało, a jednak chcesz już podkręcać ciężkość, to sie posypie. Tfu tfu, oby nie, ale z moich obserwacji wynika że jest spora możliwość, zwłaszcza że pierwsze sukcesy mobilizują, jest wkręt, a potem jest nagle szok, jak znowu wjedzie kontuzja.
Lepsza mała łyżeczka, niż się udławić wielką.
Dlatego ja zrezygnowałem z HIT, wszedłem na LIT i jest zajebiscie - trening robi robotę, po treningu mam ochotę na więcej, ale sobie świadomie i spokojnie czekam na następny, bo jednak trening był zrobiony.
Np dziś w sesjach sprintów pod górkę - zrobiłem cztery i odczucia były zabawne, bo sprint się udał, ale nogi nie dawały rady jak w młodości, więc tylko cztery serie, i już chciałem zrobić piątą, ale dotarło do mnie ze nie uda mi się już sprint, tylko szybki bieg, więc zamiast tego przeszedłem do wykroków z obciążeniem, które mnie już kompletnie rozwaliły (tylko jedna sesja pod górkę i pod koniec nie mogłem), więc z tego z kolei przeszedłem na spacer farmera i tak skończyłem temat nóg. Na szczęście spacer był lekki, więc zrobiłem jakiś kilometr, pod koniec miałem zadyszkę, więc zrobiłem lekko ręce i trening zaliczony.
Dzień udany, organizm rozćwiczony, ale nie zajechany, jutro będę robił co innego, ale będę - bo po LIT nie muszę robić takich przerw, jak po HIT.
LIT - low intensity training
HIT - high intensity training