Follow along with the video below to see how to install our site as a web app on your home screen.
Note: This feature may not be available in some browsers.
Już wiem na czym trenowali moi budowlańcy. Jeszcze pewnie kurła po pijaku. Do tej pory nie ogarnialem jak może spierdolic pion o 2cm na dwóch metrach.Chcę!
Mało widziałeśJuż wiem na czym trenowali moi budowlańcy. Jeszcze pewnie kurła po pijaku. Do tej pory nie ogarnialem jak może spierdolic pion o 2cm na dwóch metrach.

Mojemu kumplowi ekipa brukarzy robi taras, wiadomo, tylko trzynastozgłoskowiec, większość po Gębarzewie, wszyscy na kacu albo i rauszu.Już wiem na czym trenowali moi budowlańcy. Jeszcze pewnie kurła po pijaku. Do tej pory nie ogarnialem jak może spierdolic pion o 2cm na dwóch metrach.
Jakby babę gwałcił to też by tylko było nagrywane.Też siedzi pizda i nagrywa zamiast chociaż krzyknąć na smolucha to by się przestraszył i spierdolił.
Teraz się to samo dzieje, zobaczysz jak się rozmnożą. Tylko tym razem użyją naszej głupoty czytaj demokracji do przejęcia władzy, co już się dzieje w takiej WB i innych islamskich koloniach.
Ale prowokacja!
Tu prawdziwe videło!

Balastek w złomiarzu sprząta w wolne weekendy?Kurwa, to jest żabka przy klubie złomiarz...Znaczy bardzo blisko.
![]()
Ale prowokacja!
Tu prawdziwe videło!
Takich historii z budowy się nie zapomina. Na jednej majstry robiły posadzki maszynowe. Byli trochę nagrzani i zjebali. Inwestor wezwał ich by poprawili. Przyjechało dwóch, z frezarką do betonu. Jeden był tak najebany, że zasnął gdy ten drugi frezował. Mi łeb pękał od hałasu na drugim końcu budynku, a śpiący królewicz nawet nie drgnął. We Wrocławiu jak robiliśmy galerię legnicką to szef przyjął jakiegoś typa na pomocnika. Po trzech czy czterech dniach poszedł do brygadzisty po zaliczkę, bo niby nie miał kasy na śniadanie. Dostał 50 zł i zniknął na 3 dni. W roboczych ciuchach oczywiście. Jak wrócił to stwierdził, że nie może z nami pracować, zabrał cywilki i zawinął żagle.Mojemu kumplowi ekipa brukarzy robi taras, wiadomo, tylko trzynastozgłoskowiec, większość po Gębarzewie, wszyscy na kacu albo i rauszu.
Któregoś dnia kieras wyrzucił jednego z pracy za alko, bo przegial. No i ten pracownik poszedl z budowy. Ale potem kumpel zjarzyl ze on przyjechal samochodem z Gniezna, powiedzmy 25km. Był zbyt pijany by kłaść bruk, ale wrócił autem. To sa takie asy.
Z kolei moj sasiad mial ekipe elewacyjna no i jeden z nich pojechal do Maca dla wszystkich po burgery, po pol godzinie wrocil, ale juz tak nayebany ze sie przewracal, polozyl go spac do garazu i kilka godzin kolunio jak zwloki. Obydwie historie z 2024 a nie z 1973 XD.


Kiedyś widziałem elektryka tak naprutego, że się zdrzemnął na wełnie mineralnej.Takich historii z budowy się nie zapomina. Na jednej majstry robiły posadzki maszynowe. Byli trochę nagrzani i zjebali. Inwestor wezwał ich by poprawili. Przyjechało dwóch, z frezarką do betonu. Jeden był tak najebany, że zasnął gdy ten drugi frezował. Mi łeb pękał od hałasu na drugim końcu budynku, a śpiący królewicz nawet nie drgnął. We Wrocławiu jak robiliśmy galerię legnicką to szef przyjął jakiegoś typa na pomocnika. Po trzech czy czterech dniach poszedł do brygadzisty po zaliczkę, bo niby nie miał kasy na śniadanie. Dostał 50 zł i zniknął na 3 dni. W roboczych ciuchach oczywiście. Jak wrócił to stwierdził, że nie może z nami pracować, zabrał cywilki i zawinął żagle.![]()
Ale że @Siwy25_1Na szczęście został mi tylko remont dachu i to koniec mojej przygody z majstrami. Nadzór poprowadzi mój duży kolega z którym już dekarze wcześniej współpracowali. Wiedzą że nie ma z nim żartów. Znajomy koks mutant z uprawnieniami budowlanymi to skarb.
teraz siedzi w budowlance to nie wiedziałem 
Ten jest dwa razy większy. 120kg żywej wagi przy 170cm wzrostu. Budzi respekt oczywiście nie wzrostem.
W 2006 jak zaczynałem robotę w tamtej firmie to w pierwszy dzień jechałem już na delegację do wrocka. Rano spotkanie na warsztacie, zapakowanie się w 7 czy 8 osób na Lublina i w drogę. Ujechaliśmy z 1,5km i przystanek sklep. Praktycznie wszyscy jakieś browary albo flaszki brali. Tylko nie kierowca, on wolał blantyKiedyś widziałem elektryka tak naprutego, że się zdrzemnął na wełnie mineralnej.
Był też taki kolo na jakiejś budowie, że usiadł na ganku przed wejściem do budynku i nie był w stanie się ruszać, więc lał pod siebie.
Na budowie obok Rynku Wildeckiego kiedyś elektrycy urządzili imprezę z okazji sprzedaży zbieranych odżynków kabli. Ogóreczki, wóda... a my im narzędzia pozbieraliśmy i oddaliśmy następnego dnia, bo zostawili na stanowiskach pracy. Tylko następnego dnia Romana nie było, bo Roman się spierdolił na schodach kiedy próbował zejść z pierwszego piętra i zatrzymał się ryjem na ścianie półpiętra. Okazało się, że złamał obojczyk.
Mój brygadzista praktycznie nie trzeźwiał. Codziennie walił około 1,5l wódy. W pierwszy weekend jak tam byłem to wyskoczyliśmy na miasto. Ja po 6 czy 7 browarach wyglądałem gorzej niż on po tej wódzie i piwach, które pił razem z nami. Dzikie to były czasy.