Tanio skóry nie sprzedam

FB_IMG_1725371427370.jpg
 
Już wiem na czym trenowali moi budowlańcy. Jeszcze pewnie kurła po pijaku. Do tej pory nie ogarnialem jak może spierdolic pion o 2cm na dwóch metrach.
Mojemu kumplowi ekipa brukarzy robi taras, wiadomo, tylko trzynastozgłoskowiec, większość po Gębarzewie, wszyscy na kacu albo i rauszu.

Któregoś dnia kieras wyrzucił jednego z pracy za alko, bo przegial. No i ten pracownik poszedl z budowy. Ale potem kumpel zjarzyl ze on przyjechal samochodem z Gniezna, powiedzmy 25km. Był zbyt pijany by kłaść bruk, ale wrócił autem. To sa takie asy.

Z kolei moj sasiad mial ekipe elewacyjna no i jeden z nich pojechal do Maca dla wszystkich po burgery, po pol godzinie wrocil, ale juz tak nayebany ze sie przewracal, polozyl go spac do garazu i kilka godzin kolunio jak zwloki. Obydwie historie z 2024 a nie z 1973 XD.
 
Mojemu kumplowi ekipa brukarzy robi taras, wiadomo, tylko trzynastozgłoskowiec, większość po Gębarzewie, wszyscy na kacu albo i rauszu.

Któregoś dnia kieras wyrzucił jednego z pracy za alko, bo przegial. No i ten pracownik poszedl z budowy. Ale potem kumpel zjarzyl ze on przyjechal samochodem z Gniezna, powiedzmy 25km. Był zbyt pijany by kłaść bruk, ale wrócił autem. To sa takie asy.

Z kolei moj sasiad mial ekipe elewacyjna no i jeden z nich pojechal do Maca dla wszystkich po burgery, po pol godzinie wrocil, ale juz tak nayebany ze sie przewracal, polozyl go spac do garazu i kilka godzin kolunio jak zwloki. Obydwie historie z 2024 a nie z 1973 XD.
Takich historii z budowy się nie zapomina. Na jednej majstry robiły posadzki maszynowe. Byli trochę nagrzani i zjebali. Inwestor wezwał ich by poprawili. Przyjechało dwóch, z frezarką do betonu. Jeden był tak najebany, że zasnął gdy ten drugi frezował. Mi łeb pękał od hałasu na drugim końcu budynku, a śpiący królewicz nawet nie drgnął. We Wrocławiu jak robiliśmy galerię legnicką to szef przyjął jakiegoś typa na pomocnika. Po trzech czy czterech dniach poszedł do brygadzisty po zaliczkę, bo niby nie miał kasy na śniadanie. Dostał 50 zł i zniknął na 3 dni. W roboczych ciuchach oczywiście. Jak wrócił to stwierdził, że nie może z nami pracować, zabrał cywilki i zawinął żagle. :fjedzia:
 
Jeszcze jeden mi się przypomniał. Robimy instalacje na mieszkaniówce w blokach. Kumpel wysłał pomocnika do baraku po przewody, bo się kończyły. Miał zabrać więcej i miał taczkę do tego by nie dźwigać. Mija godzina, a gościa nie ma. Kumpel się wkurwił i idzie po niego. Spotkał go na schodach z tą taczką. Oczywiście nie wciągał jej tylko pchał do góry :mjsmile:
 
Takich historii z budowy się nie zapomina. Na jednej majstry robiły posadzki maszynowe. Byli trochę nagrzani i zjebali. Inwestor wezwał ich by poprawili. Przyjechało dwóch, z frezarką do betonu. Jeden był tak najebany, że zasnął gdy ten drugi frezował. Mi łeb pękał od hałasu na drugim końcu budynku, a śpiący królewicz nawet nie drgnął. We Wrocławiu jak robiliśmy galerię legnicką to szef przyjął jakiegoś typa na pomocnika. Po trzech czy czterech dniach poszedł do brygadzisty po zaliczkę, bo niby nie miał kasy na śniadanie. Dostał 50 zł i zniknął na 3 dni. W roboczych ciuchach oczywiście. Jak wrócił to stwierdził, że nie może z nami pracować, zabrał cywilki i zawinął żagle. :fjedzia:
Kiedyś widziałem elektryka tak naprutego, że się zdrzemnął na wełnie mineralnej.
Był też taki kolo na jakiejś budowie, że usiadł na ganku przed wejściem do budynku i nie był w stanie się ruszać, więc lał pod siebie.
Na budowie obok Rynku Wildeckiego kiedyś elektrycy urządzili imprezę z okazji sprzedaży zbieranych odżynków kabli. Ogóreczki, wóda... a my im narzędzia pozbieraliśmy i oddaliśmy następnego dnia, bo zostawili na stanowiskach pracy. Tylko następnego dnia Romana nie było, bo Roman się spierdolił na schodach kiedy próbował zejść z pierwszego piętra i zatrzymał się ryjem na ścianie półpiętra. Okazało się, że złamał obojczyk.
 
Kiedyś widziałem elektryka tak naprutego, że się zdrzemnął na wełnie mineralnej.
Był też taki kolo na jakiejś budowie, że usiadł na ganku przed wejściem do budynku i nie był w stanie się ruszać, więc lał pod siebie.
Na budowie obok Rynku Wildeckiego kiedyś elektrycy urządzili imprezę z okazji sprzedaży zbieranych odżynków kabli. Ogóreczki, wóda... a my im narzędzia pozbieraliśmy i oddaliśmy następnego dnia, bo zostawili na stanowiskach pracy. Tylko następnego dnia Romana nie było, bo Roman się spierdolił na schodach kiedy próbował zejść z pierwszego piętra i zatrzymał się ryjem na ścianie półpiętra. Okazało się, że złamał obojczyk.
W 2006 jak zaczynałem robotę w tamtej firmie to w pierwszy dzień jechałem już na delegację do wrocka. Rano spotkanie na warsztacie, zapakowanie się w 7 czy 8 osób na Lublina i w drogę. Ujechaliśmy z 1,5km i przystanek sklep. Praktycznie wszyscy jakieś browary albo flaszki brali. Tylko nie kierowca, on wolał blanty :lesnarhappy: Mój brygadzista praktycznie nie trzeźwiał. Codziennie walił około 1,5l wódy. W pierwszy weekend jak tam byłem to wyskoczyliśmy na miasto. Ja po 6 czy 7 browarach wyglądałem gorzej niż on po tej wódzie i piwach, które pił razem z nami. Dzikie to były czasy.
 
Back
Top