Survival i wszystko co z nim związane

Jak patyk jest wilgotny w środku, to nawet nasadzając go na wiertarkę nie udało mi się rozpalić, chociaż końcówka zrobiła się cała czarna.
Pomyśl, wchodzisz do lasu w nie najlepsza pogodę i okazuje się że trzeba tam nocować, a tu nie ma zapalniczki xD
Tu nie ma co myśleć bo wiadomo że nie jest to miła sytuacja. Jednakże jest dużo "ale". Mam na myśli to że to się nigdy nie zdarzy. Wytłumaczę poniżej:

1. Jak idę w teren to jestem przygotowany zarówno jeżeli chodzi o sprzęt jak i o topografię - nie polegam w 100% na pliku gpx czy mapie.

2. Jeżeli to nie jest zaplanowany wypad to prawdopodobnie jestem w aucie. Więc mam w nim przynajmniej krzesiwo które mam w skrzynce z narzędziami.

3. Jeżeli to jest sytuacja awaryjna w Polsce lub po sąsiedzku to idąc z buta w zasięgu ~50km znajdę jakąś cywilizację (tak jestem bez problemu przejąć tyle w górach więc na płaskim tym bardziej, potrafię też wytrzymać aktywnie bez snu powyżej 24 godzin - sprawdzałem to kilka razy).

4. Jeżeli to jest późna wiosna, lato, wczesna jesień to nie jest mi potrzebny ogień żeby przeżyć noc. Nie będzie to komfortowa noc ale po prostu mogę poczekać do rana.

Więc to by musiało być w zimę (lub generalnie gdy jest zimno). Przypadkowo znajduję się w terenie którego nie znam chociaż szczątkowo (typu jak płynie rzeka, jaką ekspozycje ma stok itp). Nie mam telefonu, zegarka (albo ogólnie nie wiem jaka jest godzina i jest pochmurno - nie jestem w stanie określić kierunków świata jakąkolwiek metodą przynajmniej mniej więcej) i generalnie nic przy sobie nie mam. Jestem w okolicy gdzie wiem, że nie dojdę do żadnego ludzkiego osiedla lub przynajmniej schronienia typu wiata, wiadukt czy cokolwiek.

Dlatego takie umiejętności to można robić dla sportu, hobby czy rekonstrukcji ale tak ogólnie to ci się nie przyda w praktyce.
 
Tu nie ma co myśleć bo wiadomo że nie jest to miła sytuacja. Jednakże jest dużo "ale". Mam na myśli to że to się nigdy nie zdarzy. Wytłumaczę poniżej:

1. Jak idę w teren to jestem przygotowany zarówno jeżeli chodzi o sprzęt jak i o topografię - nie polegam w 100% na pliku gpx czy mapie.

2. Jeżeli to nie jest zaplanowany wypad to prawdopodobnie jestem w aucie. Więc mam w nim przynajmniej krzesiwo które mam w skrzynce z narzędziami.

3. Jeżeli to jest sytuacja awaryjna w Polsce lub po sąsiedzku to idąc z buta w zasięgu ~50km znajdę jakąś cywilizację (tak jestem bez problemu przejąć tyle w górach więc na płaskim tym bardziej, potrafię też wytrzymać aktywnie bez snu powyżej 24 godzin - sprawdzałem to kilka razy).

4. Jeżeli to jest późna wiosna, lato, wczesna jesień to nie jest mi potrzebny ogień żeby przeżyć noc. Nie będzie to komfortowa noc ale po prostu mogę poczekać do rana.

Więc to by musiało być w zimę (lub generalnie gdy jest zimno). Przypadkowo znajduję się w terenie którego nie znam chociaż szczątkowo (typu jak płynie rzeka, jaką ekspozycje ma stok itp). Nie mam telefonu, zegarka (albo ogólnie nie wiem jaka jest godzina i jest pochmurno - nie jestem w stanie określić kierunków świata jakąkolwiek metodą przynajmniej mniej więcej) i generalnie nic przy sobie nie mam. Jestem w okolicy gdzie wiem, że nie dojdę do żadnego ludzkiego osiedla lub przynajmniej schronienia typu wiata, wiadukt czy cokolwiek.

Dlatego takie umiejętności to można robić dla sportu, hobby czy rekonstrukcji ale tak ogólnie to ci się nie przyda w praktyce.
Masz dużo racji. Jest większe prawdopodobieństwo, że "umiejętności przeżycia" będą bardziej potrzebne we własnym mieście, przy braku prądu i wody niż "dziczy".
Bo jak sobie poradzić np. Z toaletą jak wody nie ma? Nieczystości w reklamówkę i za okno? Jak ogrzewanie padnie, to rozpalać ognisko z krzeseł na środku pokoju?
 
Masz dużo racji. Jest większe prawdopodobieństwo, że "umiejętności przeżycia" będą bardziej potrzebne we własnym mieście, przy braku prądu i wody niż "dziczy".
Bo jak sobie poradzić np. Z toaletą jak wody nie ma? Nieczystości w reklamówkę i za okno? Jak ogrzewanie padnie, to rozpalać ognisko z krzeseł na środku pokoju?
To są odrębne szkolenia, taktyki miejskie różnią się od outdooru i często się wykluczają.
 
To są odrębne szkolenia, taktyki miejskie różnią się od outdooru i często się wykluczają.
Powinno sie rozważyć ewakuacje z miasta w celu przejścia na taktykę leśną lub w celu pozyskania wody. Kupe mogę zakopać w mieście albo magazynowac w piwnicy żeby zasilic piec, natomiast umyć się można też w lesie.
 
Nie wiem w którym wątku dać, obecnym czy w "górach", ale że ja bardziej szukam buta do lasu a nie w góry, to dam tu (choć też nazwa wątku nie do końca koresponduje z treścią, bo raczej mówimy tu o wypadach do lasu, niż typowo o survivalu czy bushcrafcie).

Wrzucam tu moją rozkminę bo rozmawiająć z różnymi osobami, rożne wpadały pomysły i może kogoś ten wpis zainspiruje przy swoich poszukiwaniach.

Wszystko zaczęło się z mentalnym przyzwoleniem na spalenie hajsu - czeka mnie wyjazd w koło podbiegunowe, bardzo krótki, kilkudniowy, nooooo aaaaaaale trzeba się przygotować: buty. Do tematu butów podchodziłem już kiedyś, ale zawsze coś miało większy priorytet.

Pamiętam ktoś tu bardzo polecał Lowa Renegade (ale nie pamiętam czy wersję skórzaną czy membranową, bo chyba są dwie?).

Nie chcę typowych butów górskich, zimowych, bo nie chodzę po górach zimą. Za to czasem śmigam sobie po lesie. No i powstał taki pomysł, że nie kupię buta typowo pod ten wyjazd, ale raczej celowany w polski las, wiosną, jesienią i zimą, a tam docieplę stopę dwoma parami skarpet z wełny merino albo kupię wkładkę tego typu:

Do wkładki jeszcze wrócimy :)

But ma być za kostkę choć nie wiem czy lepiej mid czy hi.

But - i to jest jedyne "niepolskie" wymaganie związane z wyjazdem - ma nadal pracować (podeszwa) przy -20C, ale - patrz wyżej - nie musi być super ciepły, dla polarników. Po prostu ma się nie pokruszyć na mrozie.

But ma mieć dobrą trakcję na mokrych głazach czy powalonych drzewach.

Ma być całkowicie wodoodporny.

Ma być odporny na otarcia gałęzi, cierni, mokrej cięzkiej tnącej trawy (więc raczej skóra lub cordura?) i ukrytych tam pułapek Natury.

Na to wszystko but ma być szeroki - mam zjebanie szeroką shrekowską stopę, na dodatek z wysokim sklepieniem. Część butów po prostu jest dla mnie za wąska, lub zbyt płaska.

Pierwsza myśl: buty myśliwskie, testowałem np. w Decathlonie te:

Całkiem całkiem, jednak po kilkunastu minutach łażenia po sklepie stwierdziłem że mogłyby być szersze. Są testy na yt, każdy może samemu określić czy to but dla niego. Jest też częściowo "cordurowy" model 520 - jak dla mnie brzydszy, ale pewnie odporniejszy na przetarcia.

Zerkałem też na "markowe" modele, jak wspomniany już Lowa Renegade, Hanwagi różne (Yukon, Tatra), ale też jakieś modele od Harkili. Niestety w necie a nie organoleptycznie.

W lesie zawsze solidnym butem jest kalosz, gumofilc - może nie na marsze (kto wie, moze sie myle?) ale stopa sucha będzie.

I tu zaczyna się ciekawiej.

Kumpel do lasu jesienią, zimą i wiosną, włączając to zimowy spływ kajakowy (a więc brodzenie) z którego wrzucałem tu chyba foty ma takie:

But brzydki, ale śmiesznie tani, a do -30, wodoodporny, no co więcej potrzeba.

Z innej strony zostały polecone mi "gumowce strażackie ze skarpetą termiczną" - i o dziwo są takie cuda. W niektórych to można stać w ognisku i się nie stopią XD a i piła łancuchowa nie straszna XD. Nie wiem jak odprowadzanie wilgoci w przypadku wielogodzinnej pracy stopy, no ale w końcu wkładka wymienialna, można przeprać.

Tu totalnie randomowe, podejrzewam że tu też można nockę spędzić sprawdzając parametry różnych producentów:

Jak więc widać zupełnie różne podejścia a rozpiętość budżetu od stu kilkudziesięciu złoty do ponad tysiaka.

Sam jeszcze nie zdecydowałem w którym kierunku pójdę, ale postanowiłem moją rozkminę w słowa poukładać, także dla siebie.
 
Nie wiem w którym wątku dać, obecnym czy w "górach", ale że ja bardziej szukam buta do lasu a nie w góry, to dam tu (choć też nazwa wątku nie do końca koresponduje z treścią, bo raczej mówimy tu o wypadach do lasu, niż typowo o survivalu czy bushcrafcie).

Wrzucam tu moją rozkminę bo rozmawiająć z różnymi osobami, rożne wpadały pomysły i może kogoś ten wpis zainspiruje przy swoich poszukiwaniach.

Wszystko zaczęło się z mentalnym przyzwoleniem na spalenie hajsu - czeka mnie wyjazd w koło podbiegunowe, bardzo krótki, kilkudniowy, nooooo aaaaaaale trzeba się przygotować: buty. Do tematu butów podchodziłem już kiedyś, ale zawsze coś miało większy priorytet.

Pamiętam ktoś tu bardzo polecał Lowa Renegade (ale nie pamiętam czy wersję skórzaną czy membranową, bo chyba są dwie?).

Nie chcę typowych butów górskich, zimowych, bo nie chodzę po górach zimą. Za to czasem śmigam sobie po lesie. No i powstał taki pomysł, że nie kupię buta typowo pod ten wyjazd, ale raczej celowany w polski las, wiosną, jesienią i zimą, a tam docieplę stopę dwoma parami skarpet z wełny merino albo kupię wkładkę tego typu:

Do wkładki jeszcze wrócimy :)

But ma być za kostkę choć nie wiem czy lepiej mid czy hi.

But - i to jest jedyne "niepolskie" wymaganie związane z wyjazdem - ma nadal pracować (podeszwa) przy -20C, ale - patrz wyżej - nie musi być super ciepły, dla polarników. Po prostu ma się nie pokruszyć na mrozie.

But ma mieć dobrą trakcję na mokrych głazach czy powalonych drzewach.

Ma być całkowicie wodoodporny.

Ma być odporny na otarcia gałęzi, cierni, mokrej cięzkiej tnącej trawy (więc raczej skóra lub cordura?) i ukrytych tam pułapek Natury.

Na to wszystko but ma być szeroki - mam zjebanie szeroką shrekowską stopę, na dodatek z wysokim sklepieniem. Część butów po prostu jest dla mnie za wąska, lub zbyt płaska.

Pierwsza myśl: buty myśliwskie, testowałem np. w Decathlonie te:

Całkiem całkiem, jednak po kilkunastu minutach łażenia po sklepie stwierdziłem że mogłyby być szersze. Są testy na yt, każdy może samemu określić czy to but dla niego. Jest też częściowo "cordurowy" model 520 - jak dla mnie brzydszy, ale pewnie odporniejszy na przetarcia.

Zerkałem też na "markowe" modele, jak wspomniany już Lowa Renegade, Hanwagi różne (Yukon, Tatra), ale też jakieś modele od Harkili. Niestety w necie a nie organoleptycznie.

W lesie zawsze solidnym butem jest kalosz, gumofilc - może nie na marsze (kto wie, moze sie myle?) ale stopa sucha będzie.

I tu zaczyna się ciekawiej.

Kumpel do lasu jesienią, zimą i wiosną, włączając to zimowy spływ kajakowy (a więc brodzenie) z którego wrzucałem tu chyba foty ma takie:

But brzydki, ale śmiesznie tani, a do -30, wodoodporny, no co więcej potrzeba.

Z innej strony zostały polecone mi "gumowce strażackie ze skarpetą termiczną" - i o dziwo są takie cuda. W niektórych to można stać w ognisku i się nie stopią XD a i piła łancuchowa nie straszna XD. Nie wiem jak odprowadzanie wilgoci w przypadku wielogodzinnej pracy stopy, no ale w końcu wkładka wymienialna, można przeprać.

Tu totalnie randomowe, podejrzewam że tu też można nockę spędzić sprawdzając parametry różnych producentów:

Jak więc widać zupełnie różne podejścia a rozpiętość budżetu od stu kilkudziesięciu złoty do ponad tysiaka.

Sam jeszcze nie zdecydowałem w którym kierunku pójdę, ale postanowiłem moją rozkminę w słowa poukładać, także dla siebie.
Jeśli całkowicie odporny na wodę, to musi być gumowy otok lub cały w gumie, jak te strażackie. Skóra, cordura i reszta też przemokną, bo sama skóra w zależności od stylu szycia (przeszycia idące w podeszwę) będzie brała wodę po kilku, kilkunastu dniach (nawet jeśli nie ma przeszyć na wysokości podeszwy - skóra nawet hydrofobowa zacznie brać wodę w miejscu pracy, bo tam zejdzie wosk najszybciej).

Dlatego nie baw się i bierz gumowe, ja bym brał te ocieplane strażackie 003.

Tu masz ewentualnie tnf, ale wodoodporność jest do poziomu gumy, reszta prędzej czy później wody nabierze.


Przypomnę tylko historię o moich testach w Górach Stołowych - późna jesień, prawie zima (na polach leżał pierwszy śnieg), a my poszliśmy na halucynki. Zbiory się udały, wędrówka się przeciągnęła do siedmiu czy ośmiu godzin, a na koniec ziomki z najlepszymi butami po tysiaka i drożej mieli mokre skarpety (mimo impregnacji). A ja, w ciepłych gumofilcach z futerkiem miałem suche stopy jako jedyny. Były trzy pary skarpet, cienka wełna, bawełna i gruba wełna.

Ziomki były lekko wkurzone, że buty górskie dały dupy, a mnie to bawiło, bo mówiłem każdemu że tylko gumowce mają wziąć, ale co ja tam wiem.
 
Ostatecznie wleciał Demar Trzewik Górski. Za najlepszą możliwą męską cenę - za flaszkę, i to pitą razem (to odłożone niestety, bo nie było okazji) :)
b388104749ccbb81e5fce6bcf16c


Łażę w nich ze dwa tygodnie i jestem mega zadowolony. Zaimpregnowałem tym co miałem, "sprejem", ale za jakiś czas zrobię impregnację olejowo-tłuszczową.

Nie testowałem wodoodporności, choć teoretycznie trochę ponad kostkę powinny wytrzymać.

Jedyną ich wadą jest to że przy moim rozmiarze kajaka ciężko się auto na traski prowadzi, a prowadzenie miejskiego jest praktycznie niemożliwe XD.
 

Niemcy i Holendrzy zrobili kolejny szturm na zapasy baterii, latarek, wody i świec. Niby nic, ale podstawa jest.

No i kraje trochę lepiej ogarniające problemy.

My się zajmujemy drenowaniem i rozjebywaniem największych firm pod dyktando tego, kto z zagranicy da więcej.

Najciekawsze jest to, że Polska zniesie wszystko.
 
Surwajwal ;) ;) ;)

Nawet w mokrym lutym las jest piękny
Y2gkffi.png


SHaMp33.png


eamkdMs.png


Kumpel zapomniał tarpa - przydał się moj 3,5x3,5. W diamencie spokojnie styknął na dwa hamaki.
JnLxp7S.jpeg


Zaskakująco dobry - choć to też zależy od aury (pamietam jak mi Kraken na żaglach smakował, a na sylwestrowej sali był prawie niepijalny - za słodki)
OAhb2Q4.jpeg


Te barwy #love
o8eiNlm.jpeg


łogiń to cywilizacja!
SKl4o91.jpeg


Ciemno...
hkdoVhE.jpeg


Rybka na żeliwnej
FdQ0otz.jpeg


Ten dźwięk utuli mnie w smutne dni


ŚP Predator namierza nasze żarełko
Ib1ESKf.jpeg


Wieje, mży, ale nic nam nie straszne ;)
oJ3D0Vy.jpeg


Czas iść a-a, wracamy do hamaków
DckV1GP.jpeg


Sprawdzanie czy się woda nie zbiera
GTKSfLx.jpeg


Poranek.
Nie wiem czy to kwestia morsowania, ale zero dyskomfortu termicznego, mimo sporej wilogoci i mimo wystawienia na wiatr (tak duzy tarp jak moj pozwala na zasloniecie sie i przed wiatrem i deszczem - ale nie tym razem).
hS7WQXL.jpeg


Dla takich widoków z rana!
WNI8ckd.jpeg


Hokus pokus!
kyXAPlQ.jpeg


Komu w drogę, temu czas
uHi7J4z.jpeg


EDIT:
Notes to my future self:
- potrzebna nowa/inna kuchenka. Ta którą mam (kupowałem chyba za niecałe 50zł), ledwo dała radę patelkę żeliwną podgrzać (rano smażyliśmy kiełby i była też jajecznica). Fakt, ta patelnia jest gigantyczna, no ale oczekiwałbym że to jednak możliwe. Po drugie czajnik kettle który mam, do niej nie pasuje, a fajnie byłoby móc go użyć na kuchence (całą noc padało, rano też - rozpalanie ogniska to tak średnio)
zHt4B2X.png
- tępym nożem to se moge w nosie dłubać a nie pracować z drewnem :(
 
Last edited:
Surwajwal ;) ;) ;)

Nawet w mokrym lutym las jest piękny
Y2gkffi.png


SHaMp33.png


eamkdMs.png


Kumpel zapomniał tarpa - przydał się moj 3,5x3,5. W diamencie spokojnie styknął na dwa hamaki.
JnLxp7S.jpeg


Zaskakująco dobry - choć to też zależy od aury (pamietam jak mi Kraken na żaglach smakował, a na sylwestrowej sali był prawie niepijalny - za słodki)
OAhb2Q4.jpeg


Te barwy #love
o8eiNlm.jpeg


łogiń to cywilizacja!
SKl4o91.jpeg


Ciemno...
hkdoVhE.jpeg


Rybka na żeliwnej
FdQ0otz.jpeg


Ten dźwięk utuli mnie w smutne dni


ŚP Predator namierza nasze żarełko
Ib1ESKf.jpeg


Wieje, mży, ale nic nam nie straszne ;)
oJ3D0Vy.jpeg


Czas iść a-a, wracamy do hamaków
DckV1GP.jpeg


Sprawdzanie czy się woda nie zbiera
GTKSfLx.jpeg


Poranek.
Nie wiem czy to kwestia morsowania, ale zero dyskomfortu termicznego, mimo sporej wilogoci i mimo wystawienia na wiatr (tak duzy tarp jak moj pozwala na zasloniecie sie i przed wiatrem i deszczem - ale nie tym razem).
hS7WQXL.jpeg


Dla takich widoków z rana!
WNI8ckd.jpeg


Hokus pokus!
kyXAPlQ.jpeg


Komu w drogę, temu czas
uHi7J4z.jpeg


EDIT:
Notes to my future self:
- potrzebna nowa/inna kuchenka. Ta którą mam (kupowałem chyba za niecałe 50zł), ledwo dała radę patelkę żeliwną podgrzać (rano smażyliśmy kiełby i była też jajecznica). Fakt, ta patelnia jest gigantyczna, no ale oczekiwałbym że to jednak możliwe. Po drugie czajnik kettle który mam, do niej nie pasuje, a fajnie byłoby móc go użyć na kuchence (całą noc padało, rano też - rozpalanie ogniska to tak średnio)
zHt4B2X.png
- tępym nożem to se moge w nosie dłubać a nie pracować z drewnem :(

Łap jedno z lepszych rozwiązań, równie niewielkie, a parę razy lepsze i dużo więcej mocy, plus zasilanie spirytusem -

https://militaria.pl/p/kuchenka-tur...uA-N_I29w1tjS0SA39bZ2FgexLrlvVikaAjtxEALw_wcB

Konwekcyjny, prawdziwa rakieta wśród palników, porównywalne z warunkami domowymi -

https://militaria.pl/p/palnik-turys...uA-N_I29w1tjS0SA39bZ2FgexLrlvVikaAjtxEALw_wcB

A jak po taniości i lekkie, zasilane drewnem, to rakietówki - https://militaria.pl/p/kuchenka-turystyczna-rakietowa-mfh-fox-outdoor-mini-337545

A jak lekkie, po taniości, ale gaz - to zwykły palnik gazowy do klasycznych kartuszy też robi swoje, koszt między 50 a 250 (to już wypasy jak Coleman czy Primus)

Tu masz od razu z kartuszem za stówkę Campingaz, też dobra, sprawdzona firma (ale Coleman czy Primus to to nie jest) -



Z obserwacji powiem, że kupienie sprzętu jakiejś lepszej firmy potrafi zaskoczyć, bo niby konstrukcja prosta jak cep, produkt tani i drogi wyglądają podobnie, ale jest różnica - najczęściej sprzęt droższy jest ekonomiczniejszy - z takiego samego zasobu gazu uzyskasz np pół dnia czy nawet cały dzień grzania więcej. Niby nic, ale czasem robi dużą różnicę.
 
@Drzewo
Mam sporo kartuszy z gazem w w aerozolu wiec chcialbym je zuzyc. Ewentualnie moge je dac rodzicom - na dzialce uzywaja kuchenki na te same kartusze (turystyczna ale bardziej stacjonarna kuchenka Alpen Camping).

Rozlozylem caly komplet Kettla i moja bieda kuchenke i wykombinowałem inny układ. Z pomocą części piecykowej ułożonej do góry nogami na palniku a od góry przykrytej czajnikiem ten "musi" się nagrzać. No ale praktyka ma nad teorią pewną przewagę :) więc muszę przetestować.
 
@Drzewo
Mam sporo kartuszy z gazem w w aerozolu wiec chcialbym je zuzyc. Ewentualnie moge je dac rodzicom - na dzialce uzywaja kuchenki na te same kartusze (turystyczna ale bardziej stacjonarna kuchenka Alpen Camping).

Rozlozylem caly komplet Kettla i moja bieda kuchenke i wykombinowałem inny układ. Z pomocą części piecykowej ułożonej do góry nogami na palniku a od góry przykrytej czajnikiem ten "musi" się nagrzać. No ale praktyka ma nad teorią pewną przewagę :) więc muszę przetestować.
No najpierw testy, najlepiej ze stoperem czy tam minutnikiem. Powyżej siedmiu minut to już się spore straty zaczynają.

Miałem stary palnik i trochę kartuszy, ale szybko szły. Kupiłem kiedyś trochę sprzętu górskiego z wyprzedaży na handel, został właśnie palnik Colemana i postanowiłem sprawdzić różnicę w działaniu na tych samych kartuszach.

Po testach stary palnik poleciał do kosza, a ja zyskałem bardzo cenne doświadczenie, by się nie pierdolić z jakością sprzętu i stary sprzęt co parę lat wymieniać na nowe rozwiązania.

Jeśli nawet 1/3 gazu będzie szła w eter, to zakup porządnego palnika zwróci się w ciągu roku, jeśli robisz częściej wypady (a robisz całkiem często dłuższe, więc potrzebujesz gotowania).

Jak rzadziej - po góra trzech latach zwrot?

Tu masz Jetboil na kartusze, trzeba tylko sprawdzić czy pasuje do akurat tych kartuszy, bo nie zawsze można spasować. Cena 200 ze specjalnym kociołkiem i może się wydawać, że drogo, ale jak uwzględnisz oszczędność gazu (bo tutaj większość energii idzie w grzanie kociołka, a nie w eter), plus ochronę od wiatru (można na wietrze rozpalić i normalnie gotować z niewielkimi stratami gazu) - to jednak wychodzi że tanio. No i można ogrzewać tym ręce, bo się nie poparzysz - cały garnek ma specjalną osłonkę i można go trzymać podczas gotowania gołymi rękami, jest tylko przyjemnie ciepły :robertmakeup:

Ten sprzęt gotuje wodę poniżej czterech minut, jak mnie pamięć nie myli, a pojawienie się tego typu rozwiązania jakieś dwadzieścia lat temu zradykalizowało podejście typu fast&light w górach. Bierzesz jeden czy dwa małe kartusze na tydzień, Jetboila, dwie łyżki i jedną menażkę i masz całe gotowanie ogarnięte.

Moc 2200W!!! Kurwa, to jest szatan, nie palnik :werdum:

Tu masz kopię, bo patent już wygasł, więc za 200 pln. Najtańsze jetboile są obecnie od 400, najdroższe 800 czy 900.




Są dużo droższe Jetboile, takich sprzętów używa się na Mount Evereście by oszczędzać nawet na zużyciu gazu.

Używałem testowo z ziomkiem przez parę dni na wspinie wiosną w Sokolikach, to jednego małego kartusza nie zużyliśmy.

Tu se zerknij na skrótowy opis:

Rewelacyjna kuchenka typu "jetboil". Zestaw, z którym szybko ugotujesz wodę na herbatę lub ljofilizat. Możesz upichcić na niej prostą potrawę i oszczędzić czas i gaz.

FMS – X1 to niezwykle funkcjonalny zestaw do gotowania w warunkach wyprawowych, zaprezentowany przez markę Fire Maple. Dzięki integracji palnika z garnkiem za pomocą radiatora wydajność kuchenki zostaje zwiększona o 30% w stosunku do modeli tradycyjnych. Garnek posiada specjalną, izolacyjną osłonkę, która zarówno chroni przed poparzeniem, zmniejsza czas gotowania i pomaga ogrzać zziębnięte dłonie. Palnik wyposażony jest w znakomicie sprawdzający się w niesprzyjających warunkach zapalnik piezoelektryczny. Ponadto osłonka przeciwwietrzna uniezależni użycie kuchenki od silnego wiatru. Całość można szybko złożyć w jeden zwarty blok, ułatwiając sobie tym samym transport i oszczędzając miejsce w plecaku.

W najnowszej wersji kuchenki Fire-Maple, poprawiono kilka detali. Unowocześniona została konstrukcję palnika przez co zwiększyła się jego wydajność. Podstawa palnika ma też nowy materiał. Dodano w nim włókno szklane, co uodporniło całość na temperaturę. Przeprojektowany został zawór kuchenki, a dla awiększego bezpieczeństwa przeprojektowano trzpień blokujący zawór i dodano jeszcze jedną uszczelkę przy łączeniu z kartuszem. Ta świetna kuchenka jest po prostu teraz sprawniejsza i skuteczniejsza w użyciu.

Rozmiar 13cm x 17 cm, 510 gramów całość z garnkiem i miską na jedzenie.

A jak chcesz tanio, to kup tylko nowy palnik, samo to pozwoli Ci lepiej używać tych kartuszy.
 
Last edited:
Jak zrobię to wrzucę, zakupiłem już książkę do projektowania obiektów wojskowych i bunkrów przeciwbombowych, coś ekonomicznego na skalę potencjalnego kowalskiego wymodzę.
Siedziałeś coś nad tym?
 
Zainteresowany zrezygnował, ale teraz zaczynam rozkminiać nad czymś dla siebie. Dam znać.
Wlasnie gadalem z kims kto u siebie wrzuci piwniczkę (o ile dobrze pamietam 2,5x2,5x4,5) laną z formy z wejsciem bocznym, pełne zakopanie, do tego lane z formy schody. Na to zrobi półmetrową łąwę na ktorej docelowo postawi garaż. Pytałem czy ta piwniczka to wytrzyma, powiedział że na pewno XD Pewnie zależy jak to będzie zrobione.

Oczywiscie to mala piwniczka, a nie zaden schron, ale tez i koszty innego rzedu.

Myslalem ze po ostatnich rewelacjach i "uwolnieniu" formalnosci dla tego typu budowli zwiekszy sie podaz/konkurencja, ale ceny "profesjonalnych" bunkrow to jest jakies kosmiczne zdzierstwo.
 
Absolutnie nie "survival"...

W sumie to moze by sie przydal osobny wątek outdoorowy / "poza beton" , który nie sugerowałby ze to jakis survival? Czy dodać takie coś w nazwie tego?

A więc: weekend poza betonem.

7lTeJbl.jpeg


uXsyiND.jpeg


xqHH2ka.jpeg


p225Xik.jpeg


6elsl31.jpeg


iZ4jQTh.jpeg


B7JjUJd.jpeg


ci6KoMB.jpeg


4OtVIhU.jpeg
Te pomarańczowe kubki rozkładane z Helikonu? Chciałem kupić taki. Polecasz?
 
Mój syn 8 lat chodzi na zajęcia dodatkowe z survivalu. Co drugą sobotę lata z nożem po lesie. Uczą się budować schronienia, przyprawiać przez rzeczki po jakiś kłodach, rozpalać ogień bez zepałek i inne takie. Nawet się zajarał, obojętnie czy ładna pogoda czy pada deszcz chętnie tam idzie.
 
  • Like
Reactions: jut
Fajne ujęcia ma kolunio...


Te pomarańczowe kubki rozkładane z Helikonu? Chciałem kupić taki. Polecasz?
To kumpla akurat, ale zakładam ze mu pasują skoro ich uzywa. Herbaty w ogniu nie zaparzysz, ale zaparzoną wypijesz.

Mój syn 8 lat chodzi na zajęcia dodatkowe z survivalu. Co drugą sobotę lata z nożem po lesie. Uczą się budować schronienia, przyprawiać przez rzeczki po jakiś kłodach, rozpalać ogień bez zepałek i inne takie. Nawet się zajarał, obojętnie czy ładna pogoda czy pada deszcz chętnie tam idzie.
Z ciekawosci, co to za grupa? Raczej nie harcerze?
 
Back
Top