Siłownia dla zaawansonych

Zgadzam się z tym co napisałeś.

Większość „ofiar” marki Crossfit, to biurowe Grażynki i Janusze, które powinny zaczynać od prostych ćwiczeń aby rozpocząć przygodę z ruchem.

Złożoność treningu i występowanie wielu technicznych ruchów jest ryzykowne. Sam snatch w sobie jest niebezpieczny i lepiej wykonywać dowolną formę power clean - pełną, hang power clean, wersje z kettlami lub hantlami.

Dlatego zaznaczyłem, że ten trening nie jest dla każdego, potrzebny jest dobry i mądry plan dostosowany pod człowieka a nie pod standardy WOD, boxa w którym trenuje dana osoba lub kaprysy trenera.

Doświadczenie to także fundamentalna kwestia. Nie można rzucić nowicjusza w programowanie siły, olimpijskich liftów, AMRAPów i całej otoczki. Niestety słyszałem, że często tak jest.

Dlatego nie przedstawiłem tego jako wzór do kopiowania, ale źródło inspiracji i zestaw narzędzi do wdrożenia w swojej rozpisce. Sam nie zdecydowałbym się na trening w 100 procentach nakierowany na wyniki w Crossficie. Jest to jedna ze szkół z której można czerpać.

Nadal uważam, że najbliższym moim przekonaniom jest trening związany z przygotowaniem fizycznym w zapasach, rugby, judo, NFL.

Nie lubię jednak szufladkowania i uważam, że można czerpać z wielu szkół.

Nie wypowiadałem się także w temacie ogólnym pojęcia Crossfit. Jak napisał kiedyś Jim Wendler „I have no idea what Crossfit is anymore - apparently it is whatever you want it to be”

Crossfit to komercyjny sukces i strategia na zarabianie pieniędzy. Mając jednak wiedzę można uniknąć ich języka sprzedażowego i przejść do konkretów.

Tematem było ranczo Froninga. Tam wygląda to wszystko ciekawie i ma to sens. Wyrzucając WODY, które można zastąpić obwodami od Daru Stronga i tymi z zapaśniczych mat, mamy dobry core planu treningowego. Mamy wszechstronną pracę od korzeni czyli kalisteniki po pracę na wolnych ciężarach, drążkach, linach, piłkach, workach wraz z kondycją.

Dla początkujących jest z tego co pamiętam program o nazwie Mayhem30 gdzie jest tylko kalistenika i powoli wdraża się odważnik/hantle.

Widziałem te plany, bo miałem okazję skorzystać z darmowej subskrypcji.
rugby nie trenowałem
trenowałem zapasy przez kilka lat i boks przez więcej lat
judo za małolata - epizod

Elementem wspólnym boksu i zapasów zawsze było ogólne przygotowanie fizyczne. Na zapasach było więcej tej pracy parterowej, na boksie więcej w stójce i nie piszę tu o technice, tylko cały czas o najbardziej ogólnorozwojowych ćwiczeniach

Jak trenują zapaśnicy? 3/4 treningu to czysta kalistenika, akrobatyka wszelakiej maści i kształtowanie siły z własnym ciałem i partnerem treningowym, jak pojawiała się sztanga czy kettle to wciąż dalekie to było od bojów olimpijskich, pod kątem technicznym, dopracowania detalu itp tu chodzi o coś zupełnie innego np sztanga 60 czy 70kg i zarzuty na pierś wykonywane jak najbardziej dynamicznie, nie w zakresach 1,3 czy 5. Tylko kilkanaście, często na czas. To jest walka, bez głębszej analizy techniki, mierzenia kątów, optymalizacji etc.

Jak trenują bokserzy ? 3/4 treningu to też praca z własnym ciałem, na mniej zaawansowanym poziomie niż w przypadku pracy na macie, ale jednak.... jak pojawiało się obciążenie to małe, nie dlatego, że pięściarze nie mają siły, ale dlatego że np hantelki 1kg mają maxymalnie przyblizyć imitację ciosu, mają być spełnione wszystkie kryteria prędkości, eksplozywności, luzu w ręce przy jednoczesnym jak najmniejszym obciążeniu stawów, to bardzo ważne. Często goszczą piłki lekarskie zarówno do obijania ciała jak i do rzutów pod różnymi kątami i oczywiście praca ze skakanką

Jeśli chcesz swój trening przybliżyć do treningu z maty to musisz robić sporo kalisteniki, robić dynamikę z gumami, biegać z obciążeniem w postaci partnera czy nawet worka, bawić się ketlami czy to w formie obwodów na wykończenie treningu czy to w formie pojedynczych ćwiczeń i być w tym regularnym. Musisz mieć kawałek miejsca i maty by móc uczyć się różnych rzeczy począwszy od padów a skończywszy na wychwytach z karku np

przypominam sobie taki przykładowy trening złożony już po intensywnej rozgrzewce z akrobacjami itp
wszystko po 30 sekund

wspinanie na linie
wybrony nóg
dookoła świata talerzem
rozbijanie lin
jumping (ręce na głowie, podskoki w kuckach)
zaciąganie gumą
drązek
wykluczanie ketlami
pompki jednostronne z piłki lekarskiej/obalonego ketla

I takiego czegoś x5-6
potem rozciąganie, rozluźnienie

generalnie by zrozumieć tego typu treningi to trzeba być w tej kulturze, w tym środowisku. Wtedy realnie widzisz do czego ten trening jest Ci przydatny, widzisz wszystkie jego blaski i cienie, mocne i słabe strony, widzisz gdzie Cię rozwija najmocniej i masz porównanie do innych. Jak jesteś samotnym wilkiem i w koło siebie masz tylko jakiś korpoludków, którzy ćwiczą na maszynach to stary.....będzie to dla Ciebie odosobnienie, totalny freak. Byłbyś szaleńcem w oczach tych ludzi, tych wszystkich słabych ludzi, którzy nigdy swoim ciężkim treningiem i mierzeniem się ze sobą nie dotknęli swojej duszy... tu nie ma co liczyć na ulgę, robisz to tak aby kształtować swój charakter, czyli na drążku zarzucasz nogami jak brakuje sił a przy rozbijaniu liny wręcz skaczesz by wydobyć z siebie jeszcze trochę dynamiki, kiedy już łapy odmawiają posłuszeństwa całkowicie

To są treningi o głębszym położeniu i wartościowaniu mentalnym. Jeśli czujesz, że możesz się w ten sposób sprawdzać jednocześnie mając z tyłu głowy by raz na jakiś czas robić sobie totalny odpoczynek od jakichkolwiek ćwiczeń to realizuj to!
 
generalnie by zrozumieć tego typu treningi to trzeba być w tej kulturze, w tym środowisku. Wtedy realnie widzisz do czego ten trening jest Ci przydatny, widzisz wszystkie jego blaski i cienie, mocne i słabe strony, widzisz gdzie Cię rozwija najmocniej i masz porównanie do innych. Jak jesteś samotnym wilkiem i w koło siebie masz tylko jakiś korpoludków, którzy ćwiczą na maszynach to stary.....będzie to dla Ciebie odosobnienie, totalny freak. Byłbyś szaleńcem w oczach tych ludzi, tych wszystkich słabych ludzi, którzy nigdy swoim ciężkim treningiem i mierzeniem się ze sobą nie dotknęli swojej duszy... tu nie ma co liczyć na ulgę, robisz to tak aby kształtować swój charakter, czyli na drążku zarzucasz nogami jak brakuje sił a przy rozbijaniu liny wręcz skaczesz by wydobyć z siebie jeszcze trochę dynamiki, kiedy już łapy odmawiają posłuszeństwa całkowicie

To są treningi o głębszym położeniu i wartościowaniu mentalnym. Jeśli czujesz, że możesz się w ten sposób sprawdzać jednocześnie mając z tyłu głowy by raz na jakiś czas robić sobie totalny odpoczynek od jakichkolwiek ćwiczeń to realizuj to!

A jak się zapatrujesz na takie hardcorowe podejście przy treningach już stricte techniki?

Np kupę czasu chodziłem na kickboxing do takiego trenera, ktory zawsze kazał technikę na partnerze robić z całej siły, zwłaszcza lowkicki i trzeba to było przyjmować bez blokowania. Jak się trafił w parze ktoś cięższy co umiał kopać to noga potem zmasakrowana.

Ma to sens czy głupota?
 
A jak się zapatrujesz na takie hardcorowe podejście przy treningach już stricte techniki?

Np kupę czasu chodziłem na kickboxing do takiego trenera, ktory zawsze kazał technikę na partnerze robić z całej siły, zwłaszcza lowkicki i trzeba to było przyjmować bez blokowania. Jak się trafił w parze ktoś cięższy co umiał kopać to noga potem zmasakrowana.

Ma to sens czy głupota?
Ciężki pojeb
Zapytaj Gary Goodridge'a co o tym myśli
 
@Biały19894 dzięki takim gościom widzi się porozbijanych, kończących kariery na macie zanim się jeszcze rozpoczęły, przetrenowanych zawodników i to na zawodach rangi lokalnej.

Trener jest fundamentem. On nadaje charakter, ton i etykę pracy grupy.

Co po takim treningu pomyśli zwykły Kowalski który pracuje i ma na głowie np. rodzinę? Co zrobi młody nieukształtowany chłopak chcący zacząć sporty walki? Jest duża szansa, że obaj zrezygnują i zostanie z nimi przekonanie „ sporty walki są dla psycholi „

Słyszałem już o trenerach nie pozwalających pić wody na treningu, bo woda jest dla słabych. Takich którzy mają problem z tym, że pomiędzy dwoma treningami zawodnik pójdzie do toalety. Opisany przez Ciebie człowiek to kolejna gwiazda.
 
Last edited:
@Biały19894 dzięki takim gościom widzi się porozbijanych, kończących kariery na macie zanim się jeszcze rozpoczęły, przetrenowanych zawodników i to na zawodach rangi lokalnej.

Trener jest fundamentem. On nadaje charakter, ton i etykę pracy grupy.

Co po takim treningu pomyśli zwykły Kowalski który pracuje i ma na głowie np. rodzinę? Co zrobi młody nieukształtowany chłopak chcący zacząć sporty walki? Jest duża szansa, że obaj zrezygnują i zostanie z nimi przekonanie „ sporty walki są dla psycholi „

Słyszałem już o trenerach nie pozwalających pić wody na treningu, bo woda jest dla słabych. Takich którzy mają problem z tym, że pomiędzy dwoma treningami zawodnik pójdzie do toalety. Opisany przez Ciebie człowiek to kolejna gwiazda.

Z wodą to samo, picie na komendę było. Albo był czerwiec, upał, trening na sali gimnastycznej z wielkimi oknami i temperatura jak piekarniku, a ten świr nie pozwalał okna otworzyć :beczka: Że nikt w takie dni nie zszedł na sali to cud.
 
A jak się zapatrujesz na takie hardcorowe podejście przy treningach już stricte techniki?

Np kupę czasu chodziłem na kickboxing do takiego trenera, ktory zawsze kazał technikę na partnerze robić z całej siły, zwłaszcza lowkicki i trzeba to było przyjmować bez blokowania. Jak się trafił w parze ktoś cięższy co umiał kopać to noga potem zmasakrowana.

Ma to sens czy głupota?
Jestem przeciwny

Wręcz trzeba działać dokładnie odwrotnie : technika ma być robiona powoli, dlaczego? Tu już się kłania wykształcenie odpowiednich połączeń nerwowych. Jak robisz technikę powoli to układ nerwowy zapamiętuje to bardziej i na dużo głębszym poziomie. O szybkość nie ma co się martwić, przyspieszyć zawsze się zdąży. Tu chodzi o to by bić dokładnie, precyzyjnie.

Na sekcjach biją z całej siły , często na pałę i są mistrzami tarcz. W walce później jest dokładnie tak samo : na pałę i byle szybciej urwać głowę.

Głupota to jest.
Mam "zawodnika" - nie był na żadnych zawodach itp niby czysta rekreacja , ale jakieś 3 miesiące temu go sprawdzałem to idealnie wsadził szufladę na wątrobę chłopakowi co zrobił drugie miejsce na mistrzostwach Polski, i co? I gleba, krztuszenie się itp

Jak trenujesz tak później walczysz.
Większość zawodników zostawiło zdrowie na sali treningowej, nie w walce. Chodzą porozbijani..... głupota
 
generalnie by zrozumieć tego typu treningi to trzeba być w tej kulturze, w tym środowisku. Wtedy realnie widzisz do czego ten trening jest Ci przydatny, widzisz wszystkie jego blaski i cienie, mocne i słabe strony, widzisz gdzie Cię rozwija najmocniej i masz porównanie do innych. Jak jesteś samotnym wilkiem i w koło siebie masz tylko jakiś korpoludków, którzy ćwiczą na maszynach to stary.....będzie to dla Ciebie odosobnienie, totalny freak. Byłbyś szaleńcem w oczach tych ludzi, tych wszystkich słabych ludzi, którzy nigdy swoim ciężkim treningiem i mierzeniem się ze sobą nie dotknęli swojej duszy... tu nie ma co liczyć na ulgę, robisz to tak aby kształtować swój charakter, czyli na drążku zarzucasz nogami jak brakuje sił a przy rozbijaniu liny wręcz skaczesz by wydobyć z siebie jeszcze trochę dynamiki, kiedy już łapy odmawiają posłuszeństwa całkowicie

To są treningi o głębszym położeniu i wartościowaniu mentalnym.
Zgadzam się w pełni. Pamiętam doskonale ten czas w życiu i sytuacje gdy miałem palącą potrzebę zmiany i latałem na placyk do kalinestyki na dworze robić treningi. Wartościując się przy tym psychicznie bo trening robiło się w zimie bez rękawiczek czy na deszczu, jak i o każdej porze dnia i nocy, ludzie patrzyli się jak na debila, koledzy odmawiali uczestniczenia w treningach. Trzeba mieć to coś w sercu i żelazną wolę, pragnienie podejmować takie treningi i doprowadzać je do końca. Zgadzam się z tym że dobra sylwetka odrazu wywołuje szacunek bo wiesz ile to kosztuje. Czasem tęsknie za tym pierwszym pragnieniem które było jak wewnętrzny krzyk, cisza zapadała tylko po mocnym udanych treningu i przeświadczeniu wykuwania nowego wizerunku siebie, bardzo dobrze poetycko napisane z dotknięciem duszy.

Aaa jeszcze propo tych crossfitowców czy dziwnej mody to śmieszne były to sytuacje jak robiłem sobie trening na tym placyku, obok była szkoła w tym obiekty sportowe, baseny, boiska i bieżnia. Roiło się tam od różnej maści farmazoniarzy, często starszych. Widział wtedy mnie taki z daleka, przybiegał sobie w nowych ciuchach prosto z manekina w decathlonie, albo największe hity komandosi z koszulkami runmaggedonu, mierzył wzrokiem jak śmiecia oczywiście bez słowa przywitania, przecież jest skurwysynem, mężczyzną a tu tylko taki aspirujący ówcześnie dwudziestolatek. Podpuszczałem wtedy tych zjebów robiąc po jednym ćwiczeniu z tych "widowiskowych" , na drążku stękali dwa powtórzenia w tym drugie z wyskoku a trzeciego nie było, na dipach nie mogli dać chociaż centa w góre gdy już opadli, a linę tylko złapali oburącz podskoczyli w nadziei że mają parę po czym rwało im ramiona i spadali jak dzieci. Rozglądali się wtedy nerwowo czy przypadkiem nie ma jakiś ludzi w pobliżu i blamażu, po czym znikali na wieczność i nie wychodzili za obręb boiska i bieżni póki nie zrobili swoich runmaggedonowych 2 okrążeń na krzyż. :aletoniedomnietak:
 
Last edited:
Uważam, że trening powinien być dostosowany do konkretnego celu, a nie być tylko modnym epizodem w życiu.
Moje zdanie jest takie, że klasyka jest najlepsza, nikt nie wymyślił nic lepszego i prawdopodobnie nie wymyśli. Jeśli ktoś nie podąża za modą, to z powodzeniem bedzie utrzymywał formę przez lata i będzie po prostu sprawny fizycznie.
Mamy teraz treningi EMS, reklamują się, chodź trening raz w tygodniu 20 minut!
Tylko pytam komu to potrzebne. Zdrowym ludziom? Raczej nie.
Wydaje mi się, że stymulowanie mięśni powinno być przeznaczone w rehabilitacjach po różnego typu zabiegach, by pobudzić, pomoc w "rozruszaniu" tego miesnia.
Wymyślne metody "glupiego" treningu jak np martwy ciag na deskorolce czy nienaturalne przegięcia kończyn, są po prostu głupie i jie uważam, że mają cokolwiek wspólnego ze zdrowym podejściem do treningu.
Wymyślamy ćwiczenia, nosimy pół siłowni w jedno miejsce, walczymy o uznanie reszty, a tak naprawdę osiągniemy efekt odwrotny do zamierzonego. Niestety każdy, kto ćwiczy trochę dłużej wie, że nie jest to łatwe, są lepsze i gorsze momenty, jest wiele czynników wpływających na jakość treningu i żadne "cyrkowe" sztuczki czy magiczne pigułki tego nie zmienia. Trening to my, niezależnie od tego co robimy.
 
Zgadzam się w pełni. Pamiętam doskonale ten czas w życiu i sytuacje gdy miałem palącą potrzebę zmiany i latałem na placyk do kalinestyki na dworze robić treningi. Wartościując się przy tym psychicznie bo trening robiło się w zimie bez rękawiczek czy na deszczu, jak i o każdej porze dnia i nocy, ludzie patrzyli się jak na debila, koledzy odmawiali uczestniczenia w treningach. Trzeba mieć to coś w sercu i żelazną wolę, pragnienie podejmować takie treningi i doprowadzać je do końca. Zgadzam się z tym że dobra sylwetka odrazu wywołuje szacunek bo wiesz ile to kosztuje. Czasem tęsknie za tym pierwszym pragnieniem które było jak wewnętrzny krzyk, cisza zapadała tylko po mocnym udanych treningu i przeświadczeniu wykuwania nowego wizerunku siebie, bardzo dobrze poetycko napisane z dotknięciem duszy.

Aaa jeszcze propo tych crossfitowców czy dziwnej mody to śmieszne były to sytuacje jak robiłem sobie trening na tym placyku, obok była szkoła w tym obiekty sportowe, baseny, boiska i bieżnia. Roiło się tam od różnej maści farmazoniarzy, często starszych. Widział wtedy mnie taki z daleka, przybiegał sobie w nowych ciuchach prosto z manekina w decathlonie, albo największe hity komandosi z koszulkami runmaggedonu, mierzył wzrokiem jak śmiecia oczywiście bez słowa przywitania, przecież jest skurwysynem, mężczyzną a tu tylko taki aspirujący ówcześnie dwudziestolatek. Podpuszczałem wtedy tych zjebów robiąc po jednym ćwiczeniu z tych "widowiskowych" , na drążku stękali dwa powtórzenia w tym drugie z wyskoku a trzeciego nie było, na dipach nie mogli dać chociaż centa w góre gdy już opadli, a linę tylko złapali oburącz podskoczyli w nadziei że mają parę po czym rwało im ramiona i spadali jak dzieci. Rozglądali się wtedy nerwowo czy przypadkiem nie ma jakiś ludzi w pobliżu i blamażu, po czym znikali na wieczność i nie wychodzili za obręb boiska i bieżni póki nie zrobili swoich runmaggedonowych 2 okrążeń na krzyż. :aletoniedomnietak:
Uważam, że trening powinien być dostosowany do konkretnego celu, a nie być tylko modnym epizodem w życiu.
Moje zdanie jest takie, że klasyka jest najlepsza, nikt nie wymyślił nic lepszego i prawdopodobnie nie wymyśli. Jeśli ktoś nie podąża za modą, to z powodzeniem bedzie utrzymywał formę przez lata i będzie po prostu sprawny fizycznie.
Mamy teraz treningi EMS, reklamują się, chodź trening raz w tygodniu 20 minut!
Tylko pytam komu to potrzebne. Zdrowym ludziom? Raczej nie.
Wydaje mi się, że stymulowanie mięśni powinno być przeznaczone w rehabilitacjach po różnego typu zabiegach, by pobudzić, pomoc w "rozruszaniu" tego miesnia.
Wymyślne metody "glupiego" treningu jak np martwy ciag na deskorolce czy nienaturalne przegięcia kończyn, są po prostu głupie i jie uważam, że mają cokolwiek wspólnego ze zdrowym podejściem do treningu.
Wymyślamy ćwiczenia, nosimy pół siłowni w jedno miejsce, walczymy o uznanie reszty, a tak naprawdę osiągniemy efekt odwrotny do zamierzonego. Niestety każdy, kto ćwiczy trochę dłużej wie, że nie jest to łatwe, są lepsze i gorsze momenty, jest wiele czynników wpływających na jakość treningu i żadne "cyrkowe" sztuczki czy magiczne pigułki tego nie zmienia. Trening to my, niezależnie od tego co robimy.
Temat rzeka, Panowie.

Życie weryfikuje każdy trening. Absolutnie każdy. Ostatnio miałem sytuację, że pierdolnąłem na betonowych oblodzonych schodach i grzbietem zjechałem 7 stopni w dół. Jakbym nie trenował to pewnie rozbiłbym sobie łeb, kości połamał, pozrywał ścięgna i Bóg jedyny wie co jeszcze. Ciało i układ nerwowy pamiętam i szybko odtwarza pewne odruchy, żeby paść bez przesadnego napięcia, rozłożyć te siły inaczej, głowę trzymać przy klatce piersiowej a nadgarstkami tylko utrzymywać kontrolę. Posiniaczone lekko dłonie jak za taki upadek to stosunkowo niska cena, po to właśnie między innymi się trenuje.

Miałem kolegów co zrywali sobie mięśnie np podczas sparingów albo prac domowych typu przesuwanie czegoś ciężkiego. O czym to świadczy? za dużo siłowni, usztywniających ruchów, uczenia układu nerwowego, że wszystko zawsze jest idealnie wyważone, w idealnej proporcji siłowej, balansie, bez żadnych jednostronnych mocnych przeciążeń itp

Trening ma też pobudzać kreatywność, tak uważam. Jak masz kawałek podłogi, drążek czy linę i masz z tego wykombinować trening na całe ciało to na prawdę musisz się na tym znać od strony praktycznej, a możliwości jest wiele. To też jeden z powodów dla których uważam, że dobry fighter powinien hartować swoje ciało w naturalny, spójny sposób a nie na siłowni. Zresztą najlepsi fighterzy w historii właśnie tak robili czy to za sprawą swoich mądrych trenerów czy po prostu z braku warunków i dostępu do tych wszystkich nowin technologicznych.

Jak masz kreatywność w treningu to będziesz miał ją i w walce, bo potrafisz spojrzeć na coś z innej strony, poszukać pewnych szybkich alternatyw. Zawsze mnie to dziwiło jak ludziom ciężko przychodzi znalezienie innego skutecznego szybkiego rozwiązania np taka sytuacja : jest klincz obu zawodników, jeden przyciska drugiego. Ten broniący się jest ustawiony w takiej pozycji, że biodro ma bokiem i stara się kontrolować głowę przeciwnika bo w domyśle ten atakujący trzyma za jedną z nóg i dąży do obalenia.

Co robi większość zawodników? wpada w swoje zaprogramowane schematy, dąży do tego obalenia za wszelką cenę, siłuje się z tymi nogami przeciwnika.
Co robi kreatywny zawodnik? zwalnia klamrę i ładuje 3 mocne sierpy na nogę przeciwnika od wewnętrznej strony, czysto w pachwinę..... nie trzeba kopać w nogi, można też bić rękami i jest to bardziej dewastujące bo ręka może i waży mniej, ale jest dużo, dużo szybsza i noga przeciwnika wyłączona.

albo takie oczywistości jak to, że kickboxerzy próbują kopać frontalne kopnięcie na przeciwnika z dystansu i nic większego to nie przynosi. Po co? Jak ktoś widzi wszystko, widzi nogi, ręce, barki, całą postawę ciała to musiałby być na prawdę niewidomy albo mocno rozkojarzony, żeby nie zobaczył takiego kopnięcia. No właśnie....jak widzi.....trzeba zrobić tak, żeby nie widział, zasłonić rękawicą przedniej ręki mu oczy i zabrać rękę dopiero jak już mamy pewność, że kop znajdzie się na szczęce

Nie lubię w ogóle określenia, modnego określenia, które ma wyznaczać niby jakiś standard wiedzy : "programowanie treningowe"
Co to znaczy? że ktoś nas programuje tak? nasze ciało, nasze postrzeganie, nasze podejście wrzuca w jakiś program, to tak jakby nas pozbawiał myślenia, właśnie tej wolnej woli, kreatywności, tego prawdziwego ducha tworzenia czegoś nieoczywistego i później zawodnicy żyją w tym : 4 tyg blok siłowy, 4 tyg blok wytrzymałościowy, 4 tyg jeszcze inny blok i potem znowu coś innego

Ile realnie jesteśmy w stanie wydobyć potencjału w 4 tyg? Niewiele. Bardzo niewiele.
Tu chodzi o to by cały czas być w formie, dlatego wielcy mistrzowie robili szalone treningi, często po wiele powtórzeń i były to mało skomplikowane rzeczy jak np 500-600 ugięć ramion, 1000 przysiadów etc. dysponowali olbrzymią siłą, zwrotnością, szybkością i charakterem

200kg w martwym ciągu podnosi się w serii przez około 20 sekund. W serii siłowej na 2-3 ruchy jeszcze krócej, ale żeby zrobić 1000 przysiadów to na to trzeba czasu i dużo cierpliwości, ale później efekty tego widać w walce

Człowiek może rozwinąć dużą siłę czynnościową, ale nie na sztandze, no przynajmniej historia to pokazuje, być może kiedyś znajdzie się ktoś kto złamie tą zasadę, póki co nikomu się to nie udało
 
Temat rzeka, Panowie.

Życie weryfikuje każdy trening. Absolutnie każdy. Ostatnio miałem sytuację, że pierdolnąłem na betonowych oblodzonych schodach i grzbietem zjechałem 7 stopni w dół. Jakbym nie trenował to pewnie rozbiłbym sobie łeb, kości połamał, pozrywał ścięgna i Bóg jedyny wie co jeszcze. Ciało i układ nerwowy pamiętam i szybko odtwarza pewne odruchy, żeby paść bez przesadnego napięcia, rozłożyć te siły inaczej, głowę trzymać przy klatce piersiowej a nadgarstkami tylko utrzymywać kontrolę. Posiniaczone lekko dłonie jak za taki upadek to stosunkowo niska cena, po to właśnie między innymi się trenuje.

Miałem kolegów co zrywali sobie mięśnie np podczas sparingów albo prac domowych typu przesuwanie czegoś ciężkiego. O czym to świadczy? za dużo siłowni, usztywniających ruchów, uczenia układu nerwowego, że wszystko zawsze jest idealnie wyważone, w idealnej proporcji siłowej, balansie, bez żadnych jednostronnych mocnych przeciążeń itp

Trening ma też pobudzać kreatywność, tak uważam. Jak masz kawałek podłogi, drążek czy linę i masz z tego wykombinować trening na całe ciało to na prawdę musisz się na tym znać od strony praktycznej, a możliwości jest wiele. To też jeden z powodów dla których uważam, że dobry fighter powinien hartować swoje ciało w naturalny, spójny sposób a nie na siłowni. Zresztą najlepsi fighterzy w historii właśnie tak robili czy to za sprawą swoich mądrych trenerów czy po prostu z braku warunków i dostępu do tych wszystkich nowin technologicznych.

Jak masz kreatywność w treningu to będziesz miał ją i w walce, bo potrafisz spojrzeć na coś z innej strony, poszukać pewnych szybkich alternatyw. Zawsze mnie to dziwiło jak ludziom ciężko przychodzi znalezienie innego skutecznego szybkiego rozwiązania np taka sytuacja : jest klincz obu zawodników, jeden przyciska drugiego. Ten broniący się jest ustawiony w takiej pozycji, że biodro ma bokiem i stara się kontrolować głowę przeciwnika bo w domyśle ten atakujący trzyma za jedną z nóg i dąży do obalenia.

Co robi większość zawodników? wpada w swoje zaprogramowane schematy, dąży do tego obalenia za wszelką cenę, siłuje się z tymi nogami przeciwnika.
Co robi kreatywny zawodnik? zwalnia klamrę i ładuje 3 mocne sierpy na nogę przeciwnika od wewnętrznej strony, czysto w pachwinę..... nie trzeba kopać w nogi, można też bić rękami i jest to bardziej dewastujące bo ręka może i waży mniej, ale jest dużo, dużo szybsza i noga przeciwnika wyłączona.

albo takie oczywistości jak to, że kickboxerzy próbują kopać frontalne kopnięcie na przeciwnika z dystansu i nic większego to nie przynosi. Po co? Jak ktoś widzi wszystko, widzi nogi, ręce, barki, całą postawę ciała to musiałby być na prawdę niewidomy albo mocno rozkojarzony, żeby nie zobaczył takiego kopnięcia. No właśnie....jak widzi.....trzeba zrobić tak, żeby nie widział, zasłonić rękawicą przedniej ręki mu oczy i zabrać rękę dopiero jak już mamy pewność, że kop znajdzie się na szczęce

Nie lubię w ogóle określenia, modnego określenia, które ma wyznaczać niby jakiś standard wiedzy : "programowanie treningowe"
Co to znaczy? że ktoś nas programuje tak? nasze ciało, nasze postrzeganie, nasze podejście wrzuca w jakiś program, to tak jakby nas pozbawiał myślenia, właśnie tej wolnej woli, kreatywności, tego prawdziwego ducha tworzenia czegoś nieoczywistego i później zawodnicy żyją w tym : 4 tyg blok siłowy, 4 tyg blok wytrzymałościowy, 4 tyg jeszcze inny blok i potem znowu coś innego

Ile realnie jesteśmy w stanie wydobyć potencjału w 4 tyg? Niewiele. Bardzo niewiele.
Tu chodzi o to by cały czas być w formie, dlatego wielcy mistrzowie robili szalone treningi, często po wiele powtórzeń i były to mało skomplikowane rzeczy jak np 500-600 ugięć ramion, 1000 przysiadów etc. dysponowali olbrzymią siłą, zwrotnością, szybkością i charakterem

200kg w martwym ciągu podnosi się w serii przez około 20 sekund. W serii siłowej na 2-3 ruchy jeszcze krócej, ale żeby zrobić 1000 przysiadów to na to trzeba czasu i dużo cierpliwości, ale później efekty tego widać w walce

Człowiek może rozwinąć dużą siłę czynnościową, ale nie na sztandze, no przynajmniej historia to pokazuje, być może kiedyś znajdzie się ktoś kto złamie tą zasadę, póki co nikomu się to nie udało
Otóż to. Przypadki chodzą po ludziach i też uważam, że gdyby nie trening, to pewne etapy życia byłoby cięższe.
Pamiętam, że jak zerwałem więzadło krzyżowe przednie, to nie miałem aż tak dużej niestabilności bo miałem dobrze rozwinięte nogi i dzięki temu mogłem w miarę normalnie funkcjonować do czasu zabiegu.
Racja, nie da się programować ciała, bo założenia treningowe to jedno, a możliwości danego dnia to drugie.
Sam to widze, że dźwiganie bez pomysłu jak największych ciezarow jest po prostu głupie bo w codziennym życiu czy w walce, niewiele się przydaje.
Dlatego ważna jest eksplozywnosc, dynamika, ruchomość, żeby nie stać się klockiem bez mobilności.
 
Trenujcie na wiele sposobów i to co lubicie. Nie zaniedbujcie jednak dynamiki i ruchów funkcjonalnych.
IMG_1498.gif



Wrzucam tutaj, bo i tak cały czas przewija się temat performance w walce i w życiu codziennym.
 
Hahahaha fantastycznie ręka nie dość że pchana to leci dwa dni , okaz zdrowia
Miałem kiedyś okazję popracować z tak dużym gościem na zajęciach. Był to boks lub muay thai kilka dobrych lat temu.

Klasyczna rozgrzewka czyli gra w łapki. Punktujemy się na tułów i barki. Trafiony robi pompkę lub burpee.

Gość wyglądał jak Hulk. Tak słabych, wolnych, telegraficznych ciosów nie otrzymałem nigdy. Hulk w rundę zrobił cały trening kalisteniczny a ja się nawet nie spociłem. To był moment w którym zwyczajnie wiedziałem, że mógłbym go zabić gdybym chciał. Wspominam do dziś.
 
Last edited:
Trening hipertroficzny jest znany w każdym z moich ulubionych sportów. Wykonują go rugbyści, ciężarowcy, trójboiści. Zapaśnicy z uniwersytetów także robią masę wdrażając do planu akcesoria typowo kulturystyczne. Kwestia narzędzi i podejścia.

To nie jest już zabawa w to czy chcesz być jak fighter czy nie. Niezależnie od tego czy jesteś prawnikiem, gwiazdą swojego korpo, pracujes na budowie czy na produkcji w fabryce, powinieneś wykonywać trening kształtujący dynamikę i eksplozywność.

Połączenie głowa - mięśnie, to coś co każdy powinien wypracowywać. Plyometria, trening balistyczny, olimpijskie boje - każdy znajdzie coś dla siebie.

Wystarczą dwa ćwiczenia w planie. Każde z nich może być bez sprzętu z wykorzystaniem własnego ciała.

Prosty Broad Jump lub 20-60 m sprinty na początku treningu. Zostawiając naukę i podejście dla ambitnych gdzie sprawa jest bardziej złożona z podziałem na serie, powtórzenia i najważniejszy odpoczynek pomiędzy seriami, to taki trening może wykonać dosłownie każdy.

Idealnie aby sylwetka była skutkiem ubocznym treningu. Problemem jest to, że często jest odwrotnie.

Bez dynamiki, szybkości i sprawności trening traci dla mnie sens.

Dla ciekawych, ambitnych i chcących wróżyć do swojego planu coś podobnego to:


 
Miałem kiedyś okazję popracować z tak dużym gościem na zajęciach. Był to boks lub muay thai kilka dobrych lat temu.

Klasyczna rozgrzewka czyli gra w łapki. Punktujemy się na tułów i barki. Trafiony robi pompkę lub burpee.

Gość wyglądał jak Hulk. Tak słabych, wolnych, telegraficznych ciosów nie otrzymałem nigdy. Hulk w rundę zrobił cały trening kalisteniczny a ja się nawet nie spociłem. To był moment w którym zwyczajnie wiedziałem, że mógłbym go zabić gdybym chciał. Wspominam do dziś.
Zawsze mnie bawi jak ludzie, którzy uprawiają kulturystykę czy tam pompowanie wody w mięśniach , argumentują "rozwój mięśni to nie jest umiejętność walki"

I tak i nie.
W teorii: tak
W praktyce: ani trochę. Samiec domyślnie kojarzy się z walką i agresją, mięśnie to jest zbroja. Jak typ nosi zbroję do samego hodowania i obskoczy wpierdol od 60kg gościa to wygląda żałośnie, jest momentalnie spychany do roli ciotexa, takiego popychla. Duży zawsze będzie się kojarzyć z niebezpiecznym a dla kobiet z komfortem, bezpieczeństwem

Jeśli on zaburza tą swoją hodowlą ten obraz to nie jest traktowany poważnie przez nikogo
 
Trening hipertroficzny jest znany w każdym z moich ulubionych sportów. Wykonują go rugbyści, ciężarowcy, trójboiści. Zapaśnicy z uniwersytetów także robią masę wdrażając do planu akcesoria typowo kulturystyczne. Kwestia narzędzi i podejścia.

To nie jest już zabawa w to czy chcesz być jak fighter czy nie. Niezależnie od tego czy jesteś prawnikiem, gwiazdą swojego korpo, pracujes na budowie czy na produkcji w fabryce, powinieneś wykonywać trening kształtujący dynamikę i eksplozywność.

Połączenie głowa - mięśnie, to coś co każdy powinien wypracowywać. Plyometria, trening balistyczny, olimpijskie boje - każdy znajdzie coś dla siebie.

Wystarczą dwa ćwiczenia w planie. Każde z nich może być bez sprzętu z wykorzystaniem własnego ciała.

Prosty Broad Jump lub 20-60 m sprinty na początku treningu. Zostawiając naukę i podejście dla ambitnych gdzie sprawa jest bardziej złożona z podziałem na serie, powtórzenia i najważniejszy odpoczynek pomiędzy seriami, to taki trening może wykonać dosłownie każdy.

Idealnie aby sylwetka była skutkiem ubocznym treningu. Problemem jest to, że często jest odwrotnie.

Bez dynamiki, szybkości i sprawności trening traci dla mnie sens.

Dla ciekawych, ambitnych i chcących wróżyć do swojego planu coś podobnego to:



Pogrubiłem ważny akapit.
Bez sprzętu, wykorzystanie własnego ciała - słowa klucz

Już jakiś czas temu przekonałem się, że lepiej jest zbudować 1kg wagi niż dołożyć na sztangę. Każdy kilogram w górę w pewien sposób kształtuje nasze ciało na nowo, zmienia się. Nie widzimy tego jak jesteśmy skupieni na dokładaniu na sztangę przy jednoczesnym wzroście wagi i nagle po 20kg w górę, chłop się budzi, że on waży 100kg ale kondycja już nie ta, w krzyżu ciężej, kolana czuje itp

Poza tym waga wybudowana poprzez zaangażowanie samego ciała po prostu się utrzymuje, adaptuje to organizm jako coś zupełnie normalnego, przydatnego i potrzebnego do życia, a po ciężarach bardzo często jest tak, że schodzi ta pompa z ciała, pojawia się mniejsza muskulatura i mniejsza waga.....tak jakby te mięśnie wcześniej wypracowane były podtrzymywane kroplówką
 
Samiec domyślnie kojarzy się z walką i agresją, mięśnie to jest zbroja.
Problemem jest to, że agresja i dominacja jest dzisiaj marginalizowana i przedstawiana jako coś toksycznego. To core męskiego istnienia. Trzeba być silnym, agresywnym i niebezpiecznym - w dobrym znaczeniu tych słów.


Pogrubiłem ważny akapit.
Bez sprzętu, wykorzystanie własnego ciała - słowa klucz

Już jakiś czas temu przekonałem się, że lepiej jest zbudować 1kg wagi niż dołożyć na sztangę. Każdy kilogram w górę w pewien sposób kształtuje nasze ciało na nowo, zmienia się. Nie widzimy tego jak jesteśmy skupieni na dokładaniu na sztangę przy jednoczesnym wzroście wagi i nagle po 20kg w górę, chłop się budzi, że on waży 100kg ale kondycja już nie ta, w krzyżu ciężej, kolana czuje itp

Poza tym waga wybudowana poprzez zaangażowanie samego ciała po prostu się utrzymuje, adaptuje to organizm jako coś zupełnie normalnego, przydatnego i potrzebnego do życia, a po ciężarach bardzo często jest tak, że schodzi ta pompa z ciała, pojawia się mniejsza muskulatura i mniejsza waga.....tak jakby te mięśnie wcześniej wypracowane były podtrzymywane kroplówką
Ciągle zastanawiam się co właśnie jest lepsze. Boje olimpijskie, trening balistyczny na piłkach czy to o czym piszesz. Nauka wyznaje dwie szkoły i faworyzuje je w zależności od dyscypliny sportu. Masz doświadczenie i tym poparłeś swoje argumenty. Zrozumiałe i szanuję podejście.

Sowieci także budowali te cechy motoryczne w oparciu o pracę na własnym ciele. ZSRR jest ojczyzną plyometrii. To z niej czerpali Amerykanie a nie odwrotnie. Trzeba o tym pamiętać.
 
Trenujcie na wiele sposobów i to co lubicie. Nie zaniedbujcie jednak dynamiki i ruchów funkcjonalnych. View attachment 118900


Wrzucam tutaj, bo i tak cały czas przewija się temat performance w walce i w życiu codziennym.



Ja jestem dość nikczemnego wzrostu - 176cm. W szczycie swojej "formy" ważyłem 86kg na totalnej żyle - najgorszy okres w moim życiu. Lubię chodzić po górach, lubię pływać, lubię biegać, lubię zapasy i BJJ, a w takiej "formie" to było absolutnie awykonalne. Z drugiej strony byłem w stanie po jakimś czasie wystartować w zawodach BJJ w wadze -70kg, chociaż najswobobniej czuję się w okolicach 77-80kg, z niskim BF.

Aaaaach, zawody BJJ. Raz zapisałem się na zawody w Poznaniu, w kategorii -70kg. Przez wyjazdem (po cięciu) wnoszę na wagę 70,2kg - myślę sobie, że zrzucę po drodze. Zajeżdżam na miejsce zawodów - waga 66,4kg :mamed: . Chyba nigdzie tak nie kręcą wagi pod swoich zawodników jak w Poznaniu.
 
Ja jestem dość nikczemnego wzrostu - 176cm. W szczycie swojej "formy" ważyłem 86kg na totalnej żyle - najgorszy okres w moim życiu. Lubię chodzić po górach, lubię pływać, lubię biegać, lubię zapasy i BJJ, a w takiej "formie" to było absolutnie awykonalne. Z drugiej strony byłem w stanie po jakimś czasie wystartować w zawodach BJJ w wadze -70kg, chociaż najswobobniej czuję się w okolicach 77-80kg, z niskim BF.
Także nie jestem olbrzymem. Zapiszmy się wreszcie do tego UFC i podzielmy trony piórkowej i lekkiej pomiędzy sobą. Na naszych aktualnie nie ma co liczyć…:mamed:
 
Także nie jestem olbrzymem. Zapiszmy się wreszcie do tego UFC i podzielmy trony piórkowej i lekkiej pomiędzy sobą. Na naszych aktualnie nie ma co liczyć…:mamed:

W PRO to raczej -66 albo nawet -61kg byłoby mi przeznaczone :mamed: .
Najbardziej w BJJ byłem wkręcony jak trenowałem u Nastuli i przychodzili do nas chłopaki z PLMMA i KSW. Do dzisiaj nie wiem jak taka świnia, co waży 110kg robiła 77kg. Autentycznie brakowało mi rąk, żeby typa objąć, a on potem na ważeniu wnosił niby tyle samo KG co ja normalnie :mamed:.
 
Problemem jest to, że agresja i dominacja jest dzisiaj marginalizowana i przedstawiana jako coś toksycznego. To core męskiego istnienia. Trzeba być silnym, agresywnym i niebezpiecznym - w dobrym znaczeniu tych słów.



Ciągle zastanawiam się co właśnie jest lepsze. Boje olimpijskie, trening balistyczny na piłkach czy to o czym piszesz. Nauka wyznaje dwie szkoły i faworyzuje je w zależności od dyscypliny sportu. Masz doświadczenie i tym poparłeś swoje argumenty. Zrozumiałe i szanuję podejście.

Sowieci także budowali te cechy motoryczne w oparciu o pracę na własnym ciele. ZSRR jest ojczyzną plyometrii. To z niej czerpali Amerykanie a nie odwrotnie. Trzeba o tym pamiętać.
Amerykanie większość ukradli, zgapili. Od 60 już lat nikt nie wymyślił niczego nowego w treningu, taka jest prawda

Wiesz....ja to widzę w ten sposób : każdy robi te piłki, boje olimpijskie....w domyśle: Twój przeciwnik też, dlatego trzeba złamać schemat, robić odwrotnie niż wszędzie jest promowane i rozkładać to też trochę logicznie i w sposób który inspiruje, pobudza wyobraźnię:

Kto będzie silniejszy : ten co rzuca piłką czy ten co potrafi odepchnąć swoje ciało jedną ręką na tyle mocno by znalazło się w górze?

Ten co robi przysiad na 200kg czy ten co robi wielokrotne skoki w dal w jednym podejściu?

Ten co robi rwanie na sztandze czy ten co cięższym partnerem robi wyniesienia z parteru do poziomu swojej klatki piersiowej?

Problemem dla którego ludzie nie wprawiają się z własnym ciałem jest trudność tego treningu. Zabija ego jak padasz na pysk i widzisz jak bardzo słaby jesteś, no to jest element który można pominąć w pracy z ciężarem. Jak nie zarzucisz sztangi to ok po prostu jej nie zarzuciles, znajdziesz sobie jakąś racjonalizację : a to dzień nie taki, a to mało zjadłeś, a to nie zregenerowany bo praca itp

Ale jak padniesz na pysk przy pompce to już nie masz sobie czym tego wytłumaczyć, to już jest zupełnie inne odczucie, tu pokonałeś się sam właściwie
 
Biegać, pływać, skakać, rzucać, dźwigać siebie i ciężary, wszystko trza robić:lol:

Ja sobie dzisiaj trening push zrobiłem, bo oszczędzam przedramię:

150 zwykłych pompek na rozgrzewkę
4x dipy na kółkach gimnastycznych
4x rozpiętki na kółkach
4x pompki na kółkach, 2x chwyt normalny, 2x chwyt na triceps łokcie przy ciele.
4x zwykłe dipy na poręczach
2x wyciskanie kettla zza głowy na maxa.

A jutro pewnie więcej kettla,krótsze przerwy i dużo ćwiczeń z rotacją, praca skrętna, może jakiś drążek.

Chciałbym dorzucić w ramach rozgrzewki więcej ćwiczeń typu zwierzęce ruchy, itd. @Brawler098 co polecasz?
 
Last edited:
Wszystkie pozycje i ćwiczenia zwisochwytowe, na nich też się da robić martwy ciąg i wiosłowanie ? Jak? Widząc głowa w dół i manewrując biodrem w przypadku ciągu i podciągając skulone , odchylone ciało w przypadku wiosłowania , rozwija to oprócz siły maxymalnej, mega równowagę, sprawność, odwagę
Jest jakieś wideo obrazujące coś takiego? Zapamiętałem to i postanowiłem dopytać.

Zamieszczony przez Ciebie opis jest dla mnie zbyt ogólny i nie rozumiem dokładnie co miałeś na myśli.
 
Biegać, pływać, skakać, rzucać, dźwigać siebie i ciężary, wszystko trza robić:lol:

Ja sobie dzisiaj trening push zrobiłem, bo oszczędzam przedramię:

150 zwykłych pompek na rozgrzewkę
4x dipy na kółkach gimnastycznych
4x rozpiętki na kółkach
4x pompki na kółkach, 2x chwyt normalny, 2x chwyt na triceps łokcie przy ciele.
4x zwykłe dipy na poręczach
2x wyciskanie kettla zza głowy na maxa.

A jutro pewnie więcej kettla,krótsze przerwy i dużo ćwiczeń z rotacją, praca skrętna, może jakiś drążek.

Chciałbym dorzucić w ramach rozgrzewki więcej ćwiczeń typu zwierzęce ruchy, itd. @Brawler098 co polecasz?
Tylko wyobraźnia Cię ogranicza

Robiłem wszystko co na czworaka i w podporach np ciągnięcie beczki/talerzy/kettla idąc tyłem albo pchanie w pozycji na czworaka
Montowałem też grubą gumę na uchwyty sanek, ładowałem 200kg , zaczepiałem gumę o kark i w pozycji raka szedłem do tyłu
Ciągnąłem worek bokiem w podporze przodem
Albo jaszczurzy chód - biodra przyklejasz do podłoża, nogi luźno i praca na samych rękach, ciągniesz nogi za sobą tak jakbyś miał sparaliżowane nogi, to strasznie wjeżdża na nadgarstki i tricepsy
I w drugą stronę : siedzisz tyłem, nogi wyprostowane i ciągniesz nogi za sobą tyle że przemieszczając się w tył , nadgarstki i tricepsy płoną
Na brzuch - robak. Łapiesz worek albo talerz ciężki na wyprostowanych rękach leżąc na plecach, nogi podkurczone w powietrzu i przemieszczasz się w tył samą siłą ruchu bioder
 
Back
Top