wyciągnęli małpę za uszy
Po wyroku Diddy padł na kolana. Wcześniej wykonał wymowny gest w stronę ławników
Ława przysięgłych w procesie Seana "Diddy'ego" Combsa długo była w impasie. Po dwóch dniach obrad sędziowie przysięgli ogłosili częściowy werdykt w sprawie czterech z pięciu zarzutów, jednak nie zdołali dojść do porozumienia w kwestii najcięższego oskarżenia – wymuszania haraczy, za który grozi kara dożywotniego więzienia. Ostatecznie Diddy został uznany za winnego wyłącznie przewożenia osób w celu prostytucji i nie krył ulgi na sali sądowej.
Proces, który toczył się w sądzie federalnym w Nowym Jorku, przyciągał uwagę mediów i opinii publicznej od dwóch miesięcy. Sean Combs, znany również jako
Diddy, Puff Daddy, P.Diddy czy Love,
otrzymał pięć zarzutów, w tym dotyczącymi handlu ludźmi w celach seksualnych oraz transportu w celu prostytucji. Oskarżenie o wymuszanie haraczy, wymagające udowodnienia istnienia zorganizowanego przedsiębiorstwa przestępczego, okazało się najbardziej skomplikowane.
"To zawsze będzie
najtrudniejszy zarzut dla prokuratorów, aby uzyskać wyrok skazujący" – ocenił Robert Mintz, były prokurator federalny, w rozmowie z BBC. Jak wyjaśnił, oskarżenie tego rodzaju było wcześniej wykorzystywane głównie do ścigania przestępczości zorganizowanej, co czyni je wyjątkowo wymagającym.
Raper Diddy nie krył ulgi. Wykonał w stronę ławników gest modlitwy
Wtorkowe obrady przebiegały w atmosferze napięcia. 55-letni Combs siedział w milczeniu, z pochyloną głową i rękami złożonymi na kolanach, podczas gdy jego prawnicy wspierali go gestami otuchy.
W trakcie procesu przesłuchano aż 34 świadków, w tym byłe partnerki rapera, jego dawnych współpracowników, a także agentów federalnych i męską eskortę.
Około godziny 16.30 czasu lokalnego przysięgli ogłosili, że osiągnęli jednomyślność w sprawie czterech zarzutów, jednak nie byli w stanie dojść do porozumienia w kwestii wymuszenia haraczy. Sędzia Arun Subramanian, po wysłuchaniu argumentów obu stron, wezwał ławników do dalszych obrad i podjęcia jednogłośnej decyzji.
Prokuratura zasugerowała zastosowanie tzw. zarzutu Allena, który miałby zmusić przysięgłych do osiągnięcia konsensusu. Jednak metoda ta budzi kontrowersje, ponieważ może wywierać presję na ławników, szczególnie tych będących w opozycji do większości.
Obrady zostały wznowione w środę rano i bardzo szybko ława przysięgłych zapowiedziała wydanie wyroku.
Raper Diddy został częściowo uniewinniony - ławnicy nie dopatrzyli się wystarczających dowodów na zarzuty dotyczące handlu ludźmi w celach seksualnych i udziału w spisku przestępczym i wymuszania haraczy. Skompromitowany muzyk oczekiwał na wyrok w wielkim skupieniu, ale już po jego ogłoszeniu
wykonał gest modlitwy, przytulał się z jednym ze swoich adwokatów, a następnie padł nawet na kolana.
Wielkiej radości nie kryła także rodzina zasiadającego w ławie oskarżonych 55-latka. Matka rapera i jego bliscy głośno wiwatowali po ogłoszeniu wyroku i bili brawa ławnikom. Ci z kolei mieli nie spojrzeć ani razu w kierunku Diddy'ego. Kilkanaście minut później rodzina Combsa opuściła salę sądową i w towarzystwie ochroniarzy jej członkowie siedli do czarnego vana stojącego w pobliżu.
Zwolennicy rapera na krótko otoczyli samochód, wykrzykując słowa: "Free Puff", czyli "Uwolnić Puffa". Syn mężczyzny Chrisian Combs wyjawił reporterom, że jego ojciec czuje się "świetnie", "dobrze" i "jest szczęśliwy".
Ikona rapu pod ostrzałem
Sean "Diddy" Combs to postać, która od dekad kształtuje amerykańską kulturę popularną. Jako raper, producent muzyczny i przedsiębiorca, zbudował imperium, które obejmuje m.in. markę odzieżową Sean John i reality show.
W 2023 r. wydał swój piąty album studyjny "The Love Album: Off The Grid", zdobywając pierwszą solową nominację do nagrody Grammy. Został również uhonorowany tytułem globalnej ikony podczas gali MTV.