Przejdźmy jednak do kreta. Nie lubię pogardliwych przezwisk. To jest jednak szczególnie obrazowe. Dam wam trochę kontekstu. Real Madryt przez kilka lat odpadał w 1/8 finału Ligi Mistrzów. FC Barcelona, przy wsparciu Negreira boys, pokazywała miażdżącą przewagę w Hiszpanii. I wygrywała czasem Ligę Mistrzów z pomocą Busakki, Starka, Øvrebø, De Bleeckere i spółki. Wszyscy oni działali pod rozkazami Ángela Maríi Villara, który był prezesem sędziów w UEFA. Florentino Pérez postanowił zatrudnić José Mourinho, który dopiero co wyeliminował Barcelonę i wygrał Ligę Mistrzów z Interem. Jego celem było zakończenie hegemonii drużyny Guardioli. Rozpoczynała się rekonkwista. Don José przychodził, by odwrócić układ sił. By zwiększyć konkurencyjność zespołu. I to osiągnął. Wygnał Guardiolę i zbudował podstawy pod drużynę, która w kolejnym sezonie wygrała Ligę Mistrzów. A po niej przyszło jeszcze pięć kolejnych. Przerwał bardzo negatywną bezwładność. Wszystko zmieniło się z don José.
W
Europie i Hiszpanii FC Barcelona miała sędziów w kieszeni. Ángel María Villar, prezes Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej dzięki temu, że Joan Laporta złamał dyscyplinę głosowania, był szefem Sáncheza Arminio i Enríqueza Negreiry, prezesa i wiceprezesa hiszpańskich sędziów. Mówi się o sprawie Negreiry, gdy obaj tworzą nierozerwalną trójcę. Villar był też szefem sędziów w UEFA. Wszystkie sędziowania wiały na korzyść Barcelony. Piłkarze Barcelony o tym wiedzieli. Guardiola też. W starciach z Realem Madryt strategia była jasna. Udawać agresję i odstawiać teatr, padać, robiąc przewroty, i wszyscy otaczać sędziego, żeby ten miał więcej argumentów do pokazywania żółtych lub czerwonych kartek piłkarzom Realu Madryt i osłabiania drużyny. Brudne sztuczki. Nieczysta gra. Brak wartości. Coś, co robisz, gdy wiesz, że masz ludzi z gwizdkiem w kieszeni. Mourinho przeżył to kilka miesięcy wcześniej z Interem Mediolan na Camp Nou. Busquets udał bycie uderzonym, a sędzia zostawił Inter w dziesięciu. Inter awansował. Mou i jego chłopcy świętowali na murawie. Włączono zraszacze, żeby przerwać celebrację. Wartości Barcelony.
Ta tak mało sportowa taktyka Barcelony podgrzała nastroje wśród piłkarzy Realu Madryt, którzy byli masakrowani przez sędziów. Zła atmosfera przeniosła się na zawodników obu drużyn, którzy spotykali się w reprezentacji Hiszpanii. Xabi Alonso i Arbeloa byli po stronie Mourinho. Iker Casillas, kapitan Realu Madryt, przedłożył jednak interesy reprezentacji nad interesy Realu Madryt. Zadzwonił do Xaviego Hernándeza, żeby go przeprosić. Przeprosić za co? Dlaczego piłkarze Barcelony nie przepraszali za tak mało sportową strategię, jak próba prowokowania wyrzucania z boiska zawodników Realu Madryt w porozumieniu z sędziami?
Casillas zadzwonił do Xaviego bez wiedzy kolegów z Realu Madryt. Bez prośby kogokolwiek. Wszystko po to, by lepiej wypaść w reprezentacji Hiszpanii. Kapitan Realu Madryt składający hołd rywalowi. Ciekawe, że selekcjonerem Hiszpanii był Vicente del Bosque. Vicente, który nadal pokazywał swoją nienawiść do wszystkiego, co białe, zamienił reprezentację w prywatny folwark piłkarzy Barcelony, którzy zawetowali Arbeloę. Nie chcieli go widzieć nawet na obrazku. Część piłkarzy Realu Madryt skreśliła Casillasa, szatnia pękła. Po raz kolejny to nie obcokrajowcy wysadzili szatnię Realu Madryt. Mourinho skreślił go. Casillas zaczął przekazywać zaprzyjaźnionym dziennikarzom wszystko, co działo się w szatni.
Hiszpania wygrała mundial, a Iker Casillas dostał Nagrodę Księcia Asturii za zdradzenie trenera Realu Madryt, swoich kolegów i madridistas z reprezentacji oraz za spuszczenie spodni przed piłkarzami Barcelony. Wielki bramkarz i zły kapitan. Przedłożył reprezentację Hiszpanii nad Real Madryt. Kiedy zakończył karierę piłkarską, szybko pobiegł pracować pod rozkazami Javiera Tebasa. Jak wszyscy zdrajcy Realu Madryt. Tebas rekrutuje ich tak samo jak Riquelme. Mógł założyć hodowlę bydła albo sieć burgerowni. Mając ustawione życie, wolał pracować z wrogami Realu Madryt. Nie tylko z Tebasem. Także z Gerardem Piqué, z którym współpracuje w Kings League. Dodatkowo śmieje się z żartów katalońskiego suprematysty w różnych kampaniach reklamowych. Tworzą duet komediowy. Rolę głupka Iker odgrywa bardzo dobrze. Niedawno można było zobaczyć go w nagraniu w mediach społecznościowych, gdy śmiał się, kiedy Gerard Piqué nazwał Álvaro Arbeloę pachołkiem. Tak, siedzisz z byłym piłkarzem Barcelony, który obraża trenera Realu Madryt, i cię to śmieszy. Taki jest Iker Casillas. Wielki bramkarz. Legenda klubu. Legenda reprezentacji Hiszpanii. Zły kapitan. Pracownik klubu.