Ojcones

  • Thread starter Deleted member 6793
  • Start date
Panowie, rozglądam za fotelikiem na rower dla 2-latka. Chciałbym, żeby był montowany na ramie między siedzeniem a kierownicą. Ktoś coś ?
Rozumiem, że wiesz jakie to chujowe rozwiązanie? :beczka: Albo inaczej - rozumiem, że chcesz to tylko na krótkie dojazdy do żłobka/przedszkola oraz twój dwulatek jest bardzo lekki i daleko mu jeszcze do wagi 15kg?

To najlepszy jest raczej


Ale podkreślę - foteliki na przód są dla dzieci do 15kg wagi i poniżej metra wzrostu.

Rozważ fotelik montowany na tył do ramy, tutaj najelepszy będzie Hamax Caress


Lub jak chcesz najlepszy stosunek ceny do jakości to Hamax Siesta



Polecam brać foteliki z funkcją odchylenia bo dziecku lepiej się wtedy śpi.
 
Rozumiem, że wiesz jakie to chujowe rozwiązanie? :beczka: Albo inaczej - rozumiem, że chcesz to tylko na krótkie dojazdy do żłobka/przedszkola oraz twój dwulatek jest bardzo lekki i daleko mu jeszcze do wagi 15kg?
13kg z delikatnym plusem będzie. Nie dużo zapasu zostaje. Chciałem fotelik na przód, żeby synek lepiej widział drogę i żeby samemu go obserwować.
 
Na takie porady liczyłem, bo nie miałem z fotelikami do czynienia. Dzięki !
U mnie też były kombinacje z przednim fotelikiem ale tak się nie da jeździć. Mimo że jestem słusznego wzrostu a ramę mam nawet na wyższą osobę to jest to bardzo niewygodne. Musiałbyś mieć ręce małpiej długości. Dzieciaki po kolei szły na tył a teraz już same jeżdżą. Nikt nie marudził na oglądanie pleców ojca.
 
Nikt nie marudził na oglądanie pleców ojca.
1750355993736.png
 
Da się żyć, przynajmniej nie latasz wtedy do sklepu w plastikowej przyłbicy na twarzy :awesome: i nie trzęsiesz portkami jak ktoś Cię nazywa tym czy innym.

Opis mojego ojca 1:1
To, że "się da" nie oznacza, że jest to właściwe podejście. Wychowanie przez strach, krytykę i chłód emocjonalny wcale nie czyni z chłopca mężczyzny. Sam nie zostałem tak wychowany, a nie trzęsę portkami i przyłbicy również nie nosiłem :roberteyeblinking:Takie wychowanie może prowadzić do traum, zaburzeń więzi, trudności w relacjach i braku kontaktu z własnymi emocjami. To, że ktoś sobie z tym jakoś poradził nie oznacza, że było to dobre czy godne powielania. Czytając ten opis odnoszę wrażenie, że autor próbuje przynajmniej zrozumieć swojego ojca i być może nawet w pewien sposób wybaczyć. Twierdzenie, że ojciec „chciał dobrze” to częsty mechanizm obronny u osób, które próbują nadać sens trudnemu dzieciństwu. To, że teraz odbiera to w taki sposób to raczej świadectwo ogromnej wewnętrznej pracy dziecka jako już dorosłego, które samo musiało się uleczyć z ran wyniesionych z domu. Dobrze, że autor tekstu odnalazł swoją siłę , ale nie dlatego, że ojciec „zrobił wszystko jak należy”, tylko właśnie pomimo tego, jak bardzo wiele rzeczy zrobił źle. Tego typu historie są często mylone z dobrym wychowaniem, a w rzeczywistości pokazują, jak dzieci biorą na siebie ciężar naprawiania błędów dorosłych. Piszę to wszystko z doświadczenia w pracy z dziećmi i młodzieżą, a głównie z doświadczenia mojej żony, która pracuje właśnie z ludźmi dorosłymi oraz jej doświadczeń życiowych i słyszę tego typu historie bardzo często ,i nie każdy potrafi się z tego łatwo podnieść, a często wymaga to bardzo ciężkiej i wieloletniej pracy nad samym sobą. Dużo mógłbym na ten temat jeszcze napisać, bo to trudny i nie przez wszystkich rozumiany, a nierzadko również mocno wypierany nawet przez własną podświadomość temat.
 
To, że "się da" nie oznacza, że jest to właściwe podejście. Wychowanie przez strach, krytykę i chłód emocjonalny wcale nie czyni z chłopca mężczyzny.
Czyni :awesome:
Sam nie zostałem tak wychowany, a nie trzęsę portkami i przyłbicy również nie nosiłem :roberteyeblinking:
Dobra, dobra.
Teraz to każden jeden odważny, nie nosił, nie szczepił i nie dawał się presji :awesome:

Takie wychowanie może prowadzić do traum, zaburzeń więzi, trudności w relacjach i braku kontaktu z własnymi emocjami. To, że ktoś sobie z tym jakoś poradził nie oznacza, że było to dobre czy godne powielania.
Masz rację. Nawet nie tylko "może prowadzić", ale prowadzi zdecydowanie :lol:
Czytając ten opis odnoszę wrażenie, że autor próbuje przynajmniej zrozumieć swojego ojca i być może nawet w pewien sposób wybaczyć. Twierdzenie, że ojciec „chciał dobrze” to częsty mechanizm obronny u osób, które próbują nadać sens trudnemu dzieciństwu.
To również prawda.
Przebaczenie to podstawa, ale trzeba właśnie zrozumieć, że ojciec jeden z drugim, inaczej nie potrafili. Nie możemy obwiniać naszych rodziców za to jacy byli bo gdyby mogli to na pewno zachwowywaliby się inaczej.

Ileż to razy my wspominamy coś co zrobiliśmy lata temu, a teraz byśmy tego nie zrobili, wstydząc się sami przed sobą?
Również nie chcielibyśmy dzisiaj być osądzani za coś nad czym nie mieliśmy kontroli (takie jest życie).

To, że teraz odbiera to w taki sposób to raczej świadectwo ogromnej wewnętrznej pracy dziecka jako już dorosłego, które samo musiało się uleczyć z ran wyniesionych z domu. Dobrze, że autor tekstu odnalazł swoją siłę , ale nie dlatego, że ojciec „zrobił wszystko jak należy”, tylko właśnie pomimo tego, jak bardzo wiele rzeczy zrobił źle.
Tak .
Tego typu historie są często mylone z dobrym wychowaniem, a w rzeczywistości pokazują, jak dzieci biorą na siebie ciężar naprawiania błędów dorosłych. Piszę to wszystko z doświadczenia w pracy z dziećmi i młodzieżą, a głównie z doświadczenia mojej żony, która pracuje właśnie z ludźmi dorosłymi oraz jej doświadczeń życiowych i słyszę tego typu historie bardzo często ,i nie każdy potrafi się z tego łatwo podnieść, a często wymaga to bardzo ciężkiej i wieloletniej pracy nad samym sobą. Dużo mógłbym na ten temat jeszcze napisać, bo to trudny i nie przez wszystkich rozumiany, a nierzadko również mocno wypierany nawet przez własną podświadomość temat.
Dokładnie. Z wszystkim się zgadzam, ja sam przed sobą nie pudruję tego trupa, ale już zrozumiałem i wybaczyłem.

Dzisiaj do swoich dzieci staram się że wszystkich sił podchodzić właśnie inaczej, robić i mówić to czego mój ojciec nigdy nie robił i nie mówił.

I choć jestem wobec siebie mocno krytyczny i uważam, że jestem do dupy w tych kwestiach, moja kochana żona powtarza mi, że nie jestem taki sam, a że jestem lepszym ojcem niż mój ojciec był dla nas.
Może nawet widać to po dzieciach i ich przywiązaniu do mnie, coś czego nie było wśród mojego rodzeństwa do ojca, do dzisiaj nie ma.

Lubię myśleć, że to prawda. Jednocześnie nie mam tego ojcu za złe bo sam w jego czasie i jego okolicznościach mógłbym być nawet gorszy.

Napomknę tylko, że mój ojciec w wieku ok. 14-15 lat musiał stać się mężczyzną bo uciekł z babką i trójką młodszego rodzeństwa od dziadka bo ten jak wrócił po wojnie z przymusowych robót przy produkcji amunicji dla Rzeszy był już całkiem innym człowiekiem a i wcześniej aniołem nie był.

P.s.
Ojciec wymierzył mi karę fizyczną (czyli wpierdol pasem) tylko raz w życiu ale za bezczelną kradzież w sklepie, zasłużona. :lol:
 
Dobra, dobra.
Teraz to każden jeden odważny, nie nosił, nie szczepił i nie dawał się presji :awesome:
No tak było, nie zmyślam. A tak już serio, bo temat jest poważny, a tego przecież i tak nie udowodnię to po kolei:
o również prawda.
Przebaczenie to podstawa, ale trzeba właśnie zrozumieć, że ojciec jeden z drugim, inaczej nie potrafili. Nie możemy obwiniać naszych rodziców za to jacy byli bo gdyby mogli to na pewno zachwowywaliby się inaczej.

Ileż to razy my wspominamy coś co zrobiliśmy lata temu, a teraz byśmy tego nie zrobili, wstydząc się sami przed sobą?
Również nie chcielibyśmy dzisiaj być osądzani za coś nad czym nie mieliśmy kontroli (takie jest życie).
Oczywiście, że rodzice często działali w oparciu o własne ograniczenia, traumy, nieświadomość i warto to zrozumieć, by przebaczyć, ale jednocześnie to nie znaczy, że nie ponoszą odpowiedzialności za to, co zrobili. Dziecko ma prawo czuć złość, smutek, czy żal i nie powinno tłumić tych emocji tylko dlatego, że „rodzice nie umieli inaczej”. To trochę tak, jakby powiedzieć: „ktoś mnie zranił, ale nie mógł inaczej, więc nie mam prawa być zraniony”. To emocjonalne wymazanie skutków przemocy.
Ileż to razy my wspominamy coś co zrobiliśmy lata temu, a teraz byśmy tego nie zrobili, wstydząc się sami przed sobą?
Również nie chcielibyśmy dzisiaj być osądzani za coś nad czym nie mieliśmy kontroli (takie jest życie).
Gdy dorosły świadomie popełnia błąd, a potem się za niego wstydzi to jest to element rozwoju, sumienia, czy autorefleksji. Dziecko takiego samego poziomu decyzyjności ani odpowiedzialności nie ma i nie powinno być zmuszone do wybaczenia „bo przecież wszyscy popełniamy błędy”. Poza tym, jeśli kogoś skrzywdzisz, to przecież normalne i zdrowe jest, że ten ktoś ma prawo być zły. Wstyd nie zwalnia z odpowiedzialności, a wręcz przeciwnie, może być sygnałem, że coś trzeba naprawić/zmienić.
Dziecko naprawdę nie ma kontroli nad sytuacją, a rodzic choć może być ograniczony ma jednak władzę, wpływ i odpowiedzialność. Jeśli rodzic był nieświadomy to wyjaśnia dlaczego coś zrobił, ale nie unieważnia skutków tego, co zrobił. Generalnie tu nie chodzi o potępianie ludzi za ich błędy, tylko o nazwanie krzywd po imieniu, by dziecko (już dorosłe) mogło przestać nosić winę za coś, co nie było jego odpowiedzialnością. Można powiedzieć: „mój ojciec nie umiał lepiej i był pogubiony” i jednocześnie: „zrobił mi krzywdę i muszę się z tego leczyć”. To, że ktoś nie potrafił inaczej, nie znaczy, że nie zrobił źle. A to, że rozumiem jego ograniczenia, nie znaczy, że muszę unieważnić swoje cierpienie.
Dokładnie. Z wszystkim się zgadzam, ja sam przed sobą nie pudruję tego trupa, ale już zrozumiałem i wybaczyłem.

Dzisiaj do swoich dzieci staram się że wszystkich sił podchodzić właśnie inaczej, robić i mówić to czego mój ojciec nigdy nie robił i nie mówił.

I choć jestem wobec siebie mocno krytyczny i uważam, że jestem do dupy w tych kwestiach, moja kochana żona powtarza mi, że nie jestem taki sam, a że jestem lepszym ojcem niż mój ojciec był dla nas.
Może nawet widać to po dzieciach i ich przywiązaniu do mnie, coś czego nie było wśród mojego rodzeństwa do ojca, do dzisiaj nie ma.

Lubię myśleć, że to prawda. Jednocześnie nie mam tego ojcu za złe bo sam w jego czasie i jego okolicznościach mógłbym być nawet gorszy.

Napomknę tylko, że mój ojciec w wieku ok. 14-15 lat musiał stać się mężczyzną bo uciekł z babką i trójką młodszego rodzeństwa od dziadka bo ten jak wrócił po wojnie z przymusowych robót przy produkcji amunicji dla Rzeszy był już całkiem innym człowiekiem a i wcześniej aniołem nie był.

P.s.
Ojciec wymierzył mi karę fizyczną (czyli wpierdol pasem) tylko raz w życiu ale za bezczelną kradzież w sklepie, zasłużona
I super. Skoro żona sama ci to mówi i potraficie rozmawiać na takie tematy to zapewne dokładnie tak jest. Swoich przeżyć i relacji chyba nie będę teraz opisywał, bo zaraz niezły esej się z tego zrobi.
 
”. To trochę tak, jakby powiedzieć: „ktoś mnie zranił, ale nie mógł inaczej, więc nie mam prawa być zraniony”. To emocjonalne wymazanie skutków przemocy.

Gdy dorosły świadomie popełnia błąd, a potem się za niego wstydzi to jest to element rozwoju, sumienia, czy autorefleksji. Dziecko takiego samego poziomu decyzyjności ani odpowiedzialności nie ma i nie powinno być zmuszone do wybaczenia „bo przecież wszyscy popełniamy błędy”. Poza tym, jeśli kogoś skrzywdzisz, to przecież normalne i zdrowe jest, że ten ktoś ma prawo być zły. Wstyd nie zwalnia z odpowiedzialności, a wręcz przeciwnie, może być sygnałem, że coś trzeba naprawić/zmienić.
Dziecko naprawdę nie ma kontroli nad sytuacją, a rodzic choć może być ograniczony ma jednak władzę, wpływ i odpowiedzialność. Jeśli rodzic był nieświadomy to wyjaśnia dlaczego coś zrobił, ale nie unieważnia skutków tego, co zrobił. Generalnie tu nie chodzi o potępianie ludzi za ich błędy, tylko o nazwanie krzywd po imieniu, by dziecko (już dorosłe) mogło przestać nosić winę za coś, co nie było jego odpowiedzialnością. Można powiedzieć: „mój ojciec nie umiał lepiej i był pogubiony” i jednocześnie: „zrobił mi krzywdę i muszę się z tego leczyć”. To, że ktoś nie potrafił inaczej, nie znaczy, że nie zrobił źle. A to, że rozumiem jego ograniczenia, nie znaczy, że muszę unieważnić swoje cierpienie.

I super. Skoro żona sama ci to mówi i potraficie rozmawiać na takie tematy to zapewne dokładnie tak jest. Swoich przeżyć i relacji chyba nie będę teraz opisywał, bo zaraz niezły esej się z tego zrobi.
No tak, ja o tym wybaczaniu i zrozumieniu pisałem w kontekście dorosłego już człowieka, dziecko to wiadomo, że nic z tego nie wie, kierują nim tylko uczucia i zawsze w takich sytuacjach będzie pokrzywdzone.
 
Back
Top