NBA - najlepsza liga koszykarska na świecie.

Zarówno PG jak JE to inwalidzi. Nie wydaje mi się żeby byli w stanie zagrać dłuższą serię spotkan a i tak się połamią w PO. Zresztą jakie PO?:korwinwhat:
 
żeby wyjść z tego z twarzą sztab musiałby zarządzić im jakieś długie kontuzje.
ciężko tankować mając w składzie embiida i george'a.
Przehandlować Embiida przed td, ktoś na pewno da za niego sensowny zwrot i byle pchnąć PG, George i tak pewnie zagra 40-50 meczów, nie więcej, pies ich jebał. Na PG może jakieś Lakers się skusi :mamed:
Przed sezonem jeszcze miałem nadzieje na jakiś dobry run w playoffs, ale to się nie uda, oni nigdy nie będą zdrowi. Teraz to jest decyzja zarządu "liczyć na cud", albo "reset".

możliwym jest również taki scenariusz, że oni w końcu zaczną wygrywać i wpadną do playoffs z jakiegoś niższego miejsca psując komuś pierwszą rundę.
To byłoby najgorszy scenariusz, bo ani picku, ani sukcesów w playoffach, 76ers mają 1-6 1st round protected.
 
Last edited:
najwięcej meczów 30 punktów i wyżej ma w historii ligi michael jordan- 671 spotkań.
drugi na liście- lebron james ma takich spotkań 668, czyli jest blisko lidera.

lebron- 1513 meczów
michael- 1072 mecze.
:o o:
 
nikola jokic w ostatnich 12 meczach nie zagrał poniżej: 20 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst.

najwięcej takich meczów z rzędu- 14 posiada... michael jordan.
:lol:
Amerykanie zapisują masę statystyk i rekordów z dupy. Dla mnie liczy się dominacja, 6 wygranych finałów wyjątkowość tego zawodnika. LeBron choćby wyjeżdżał na parkiet na wózku srając pod siebie to w żaden sposób go nie przeskoczy. Jednego nie można mu odmówić - długowieczności i na tym koniec.
 
Amerykanie zapisują masę statystyk i rekordów z dupy. Dla mnie liczy się dominacja, 6 wygranych finałów wyjątkowość tego zawodnika. LeBron choćby wyjeżdżał na parkiet na wózku srając pod siebie to w żaden sposób go nie przeskoczy. Jednego nie można mu odmówić - długowieczności i na tym koniec.
Nie lubię obydwu ale dla mnie już przeskoczył. Dominuje się łatwo gdy gra się w superteamie, do tego przeciwko obrońcom typu Majerle czy Hornacek. Poza tym koszykówka z lat 80-90tych to nie to samo co teraz. Nie chce mieć się wywoływać gownoburzy ale za 20 lat LBJ będzie taką legenda jaka MJ jest dzisiaj.
 
Nie lubię obydwu ale dla mnie już przeskoczył. Dominuje się łatwo gdy gra się w superteamie, do tego przeciwko obrońcom typu Majerle czy Hornacek. Poza tym koszykówka z lat 80-90tych to nie to samo co teraz. Nie chce mieć się wywoływać gownoburzy ale za 20 lat LBJ będzie taką legenda jaka MJ jest dzisiaj.
Super team to może był podczas drugiej trylogii 96-98. Wtedy rzeczywiście wzięli Rodmana i Harpera. Pierwsze trzy mistrzostwa to była drużyna zbudowana z draftu i wymian. Pamiętam jak grał Jordan. Oglądałem na żywo mistrzostwo 3,4,5 i 6. Pamiętam też lebrona z pierwszych pięciu sześciu lat w lidze. To od początku było umięśniony fizol z ciągiem na kosz. Rzucać jako tako nauczył się dość późno. Nie przeczę że ma osiągnięcia ale nigdy nie sięgnie MJa. Dodam jeszcze że bulls w momencie przyjścia Jordana to była równie gówniana drużyna co Cavs lebrona.
Dlygieiecznosc też nie jest do końca argumentem bo teraz jest dużo lepsza "suplementacja". Plus dla lebrona że był dość odporny na kontuzje.
No i koronny argument: space jam z MJ był o niebo lepszy. :juanlaugh:
 
Super team to może był podczas drugiej trylogii 96-98. Wtedy rzeczywiście wzięli Rodmana i Harpera. Pierwsze trzy mistrzostwa to była drużyna zbudowana z draftu i wymian. Pamiętam jak grał Jordan. Oglądałem na żywo mistrzostwo 3,4,5 i 6. Pamiętam też lebrona z pierwszych pięciu sześciu lat w lidze. To od początku było umięśniony fizol z ciągiem na kosz. Rzucać jako tako nauczył się dość późno. Nie przeczę że ma osiągnięcia ale nigdy nie sięgnie MJa. Dodam jeszcze że bulls w momencie przyjścia Jordana to była równie gówniana drużyna co Cavs lebrona.
Dlygieiecznosc też nie jest do końca argumentem bo teraz jest dużo lepsza "suplementacja". Plus dla lebrona że był dość odporny na kontuzje.
No i koronny argument: space jam z MJ był o niebo lepszy. :juanlaugh:
Oglądałem wszystkie mistrzostwa Bulls, chyba przeciw Suns były po raz pierwszy pokazywane u nas w tv na zywo, albo gdzieś na arabskich satelitach, juz nie pamietam. Ogladalem tez Pistonsow, moze stad niechec do MJ ale tez do LBJ. Generalnie w latach 90tych interesowałem się koszykówka dużo bardziej niż teraz, oraz czynnie ja uprawiałem w zorganizowanych rozgrywkach pod auspicjami zwiazku ale to już bardziej czasy 2k.
Zauważyłem że ludzie mają tendencje do mitologizowania tamtych czasów, trochę jak Pride i Fedora w mma.Tymczasem porównując obiektywnie to tamta koszykówka była dużo prostsza, pełna kołków na centrze, chuderlawych bialasow i słabo rzucających gości, albo jadących na jednym zagraniu, jak Tim crossover Hardaway (w dzisiejszych czasach crossovery robi każdy, nawet center). A jak już bierzemy jako kryterium dominację w finałach to GOATem jest Bill Russel. Od 69 (ostatnie mistrzostwo Celtics) do 91 pierwsze Bulls jest 23 lata. To blizej jak od ostatniego Bulls do dzisiaj. Więc proszę nie pisać, że Russel to prehistoria.
Swego czasu spędziłem setki godzin dyskutując z różnymi zapaleńcami na temat kto był lepszy i dlaczego. Ogólnie opinia hardcorowych pasjonatów składa się coraz bardziej ku LBJ, zwłaszcza po mistrzostwie w bańce. Są też tacy którzy twierdzą, że porównywanie różnych er nie ma sensu. Dużo jest w tym racji to jest podobny dylemat jak Messi czy Mardona nie wspominając o Pele.
 
MJ był najlepszy w swojej erze i jeśli w ogóle można je porównywać to zawodnik z tak wielkim talentem byłby najlepszy w tej erze i każdej innej. Dlatego uważam że jest najlepszy na przestrzeni całej historii ligi.
 
Żeby tylko znowu nie przespali okienka do handlu Voochem. LaVine też gra przyzwoicie, w lutym może być wyprzedaż w Chicago.

 
Back
Top