muzyka metalowa.

Ja będę od piatku, mozna sie sprobowac na jakiegos browca (pewnie w sobote) w wiosce piwnej ugadać :D
Akurat w sobotę w ciągu dnia będę zwijał swoją wioskę jakoś w południe, co by zdążyć na doświadczenie potężnego Ich Troje przed Fear Factory. :juanlaugh:
Generalnie jestem niepijący, więc z tym to u mnie średnio, ale złapać się pod sceną np. przed Paradise Lost w sumie by można. Gorzej jeśli znowu będzie lipa z zasięgiem, to gówno wyjdzie z potężnego spotkania. :beczka:
 
Akurat w sobotę w ciągu dnia będę zwijał swoją wioskę jakoś w południe, co by zdążyć na doświadczenie potężnego Ich Troje przed Fear Factory. :juanlaugh:
Generalnie jestem niepijący, więc z tym to u mnie średnio, ale złapać się pod sceną np. przed Paradise Lost w sumie by można. Gorzej jeśli znowu będzie lipa z zasięgiem, to gówno wyjdzie z potężnego spotkania. :beczka:
Wiem jak jest, dlatego spróbować to słowo kluczowe xD
 
Wiem jak jest, dlatego spróbować to słowo kluczowe xD
Patrząc na realia tej imprezy, rzeczywiście bym próbował się łapać przed Lostami pod samą sceną. Będę na 100% na Wolfmother. Wybierze się jakąś charakterystyczną tabliczkę lub baner i tam się złapie. Paradoksalnie na te nocne koncerty jest bardzo łatwo się wbić pod samą barierę. Jedynie polskie nazwiska robią tam potężną frekwencję.
 
Siema. Będę od czwartku późne popołudnie/wieczór i w sobotę rano zawijam. Można się spiknąć, jakoś w czwartek o Hanabie albo między Dope i Static X.

@Dzihados zrób PW z Papieżakiem :awesome:
 
Siema. Będę od czwartku późne popołudnie/wieczór i w sobotę rano zawijam. Można się spiknąć, jakoś w czwartek o Hanabie albo między Dope i Static X.

@Dzihados zrób PW z Papieżakiem :awesome:
W sumie można zrobić PW w trzy osoby jeszcze z @Kraszer, jeśli jest taka możliwość. Jak się łapać, to w trójkę, skoro tam już jedziemy
 
Static-X był wielki, wspaniały i przecudowny. Wayne jest na pewno dumny z Edsela i reszty. Więcej napiszę po powrocie
Ciekawe jest to, że większość popularnych muzyków rockowych/metalowych z lat 90/2000, którzy się zawinęli to wokaliści....
 
Ciekawe jest to, że większość popularnych muzyków rockowych/metalowych z lat 90/2000, którzy się zawinęli to wokaliści....
Wokalista zawsze jest twarzą zespołu. Im większa popularność tym większa szansa na stworzenie wokół siebie kultu ludzi, którzy będą sprowadzać cię na złą drogę i im więcej ich będzie tym bardziej będziesz samotny kiedy wytrzeźwiejesz i zostaniesz sam z demonami, które można zagłuszyć tylko jeszcze większą ilością używek. W trakcie trasy koncertowej i afterku jesteś bożkiem, który potem zostaje sam ze swoimi nałogami i samotnością. Mówi o tym masa frontmenów którzy ogarnęli się w porę żeby nie wyjebać kopyt do przodu przed czasem albo po prostu mieli szczęście, choćby obecny zastępca Wayne'a w Static czyli Edsel Dope.

Polecam także wywiady z chłopakami z Milli Vanilli, którzy wokalistami prawdziwymi nie byli ale ich twarze służyły do promowania projektu muzycznego i o tym jak walczyli z samotnością czy depresją jeszcze zanim sekret się wydał.
 
TLDR: Static-X król, Paradise Lost amatorka, a impreza udana.

Kurz bitewny opadł to moge napisać coś więcej o potężnym Pol'And'Rocku, zwanym również Woodstockiem. Skupię się wyłącznie na aspektach muzycznych, bo o innych można by się było długo rozpisywać, a nie chcę Was zamęczać szczegółami. Do rzeczy.

Poszedłem w środę na koncerty Michała Bajora i kwintetu Hani Derej. Bajor to Bajor. Nie moja muzyka, nie mój świat, choć było widać, że facet się bardzo przyłożył do tego koncertu i był nim przejęty. Za to drugi z nich był świetny. Doświadczyłem kawału zajebistego jazzu i przyznam, że chętnie w przyszłości pójdę na wieczór jazzowy, jeśli będę miał taką możliwość.

Czwartek już był dniem na pełnej. Poszedłem na Walls of Jerycho, Spiderbait, Old Breakout, Hanabie i Osees. Generalnie każdy z tych koncertów był co najmniej bardzo dobry.
WoJ było okrutnym otwarciem. Rura od początku do końca. Biorę ich w ciemno na kolejny Mystic. Ten zespół jest gwarancją rozpierdolu. To jest porządny metalcore, a nie jakieś pizdusie. Z resztą, musi być dobry, skoro wokalistka ma w sobie więcej testosteronu od większości metalcorowych frontmanów. :beczka:
Spiderbait - fajny hard rock, świetna energia i kontakt z publiką. Na pewno chętnie machnę ich twórczość z odtworzenia w niedalekiej przyszłości.
Old Breakout - godny tribute band, fajnie zagrane. Przyjemna odskocznia w przerwie od napierdalanki na dużej scenie.
Hanabie zagrało życiówkę. Widziałem je rok temu na Mysticu, gdzie było całkiem fajnie, tutaj jednak było kilka poziomów wyżej. Rozpierdol pod sceną był mocarny. Całkiem poważnie rozważam wybranie się na ich koncert klubowy jesienią, bo grają akurat u mnie w B90.
Osees było świetne. Pokurwione granie garażowo-progresywne. Nie znałem tego projektu, chętnie zgłębię ich twórczość w wolnym czasie. Koncertowe must see. Szkoda tylko, że nie zgodzili się na tradycyjne pożegnanie i od razu po koncercie zaczęli zwijać sprzęt.

Piątek - dzień niszczyciel. Plan miałem ambitny. Chciałem machnąć Dope, Spidergawd, Agnostic Front, Static-X, Wolfmother oraz Paradise Lost. Jednak Spidergawd wypadło, a ja sam nie dotrwałem do Paradise Lost. Po prostu zmęczenie zaczęło dawać we znaki, a ja też nie miałem na nich ciśnienia po tym jaką srakę zagrali rok temu na Mystic (o czym pisałem wiele stron temu).
Dope to był 40-minutowy walec. Dokurwiony koncert zakończony widokiem na dupsko Edsela :beczka:. Bawiłem się zajebiście, fajnie się też oglądało tłumy ludzi zbiegające się pod scenę, gdy ruszyli. Mam nadzieję, że Dope wróci jeszcze nie raz do Polski.
Agnostic Front rozebał. Hardcore punk na pełnej, niszczycielski młyn pod sceną. Podrzucam wideo ze sceny podane przez zespół. Nieczęsto się coś takiego ogląda na żywo. :wtf2:


No i przejdźmy do najgęstszego - Static-X. Co to był za koncert, co to był za rozpierdol... Czysto subiektywnie, takich odczuć nie miałem podczas żadnego koncertu od Gojiry w 2018 roku. Mocarne elektroniczne intro, podczas którego rozkręcił się młyn. Zachodzące słońce podczas przechodzącej obok burzy. Klimat nieziemski, a koncert jeszcze nie wystartował. Jednak jak już poszło, to poszło na pełnej. Łapałem się na paru momentach, że miałem łzy w oczach. Szczególnie, gdy na fali wylądował wózek inwalidzki. To też mnie zmotywowało do zaryzykowania i wpierdolenia się na falę po raz pierwszy od bycia dzieciakiem. Miałem w głowie jedno - nie powinienem tego robić, ale chuj. Upewniłem się szybko, że są wokół wielkie chłopiska, które będą w stanie wynieść i utrzymać moje 90 kg. :pudzianfap:
Wyleciałem, widok był nieprawdopodobny. Niekończące się morze ludzi, wielka scena, Static-X grający Cold i mocarne światła. Przepłynąłem tak dobre kilkanaście metrów i wylądowałem prosto w młynie telemarkiem, jak Adam Małysz w Willingen. Samo granie było przepiękne. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Edsel Dope przeanalizował przyruchy Wayne'a Statica i to jak wdrożył w swój performens. Wokalnie miazga, brzmiał dosłownie jak Wayne. Sam strój też mega dobry. Maska robi zajebistą robotę. Setlista świetna, większość utworów była z Wisconsin Death Trip. Prawie cały koncert darłem mordę zachwycony. Spójrzcie na poniższe ujęcie. To jest pierdolony majstersztyk. Powiem Wam, że z dołu to robiło mocarne wrażenie jak dron śmigał wokół "Xero". Czułem się momentami jakbym żył w 2525, a nie w 2025. Dawać mi więcej Static-X. W klubie, na Mystic, jeszcze raz w Czaplinku, gdziekolwiek. Lubiłem ten zespół, ale po tym koncercie się stałem szalikowcem.

Dodam tylko, że na ten koncert poszli też moi znajomi, którzy w ogóle nie ruszają ciężkiego grania. Na co dzień słuchają raczej lekkiego rocka lub innego poprocka. Byli zachwyceni i podczas drogi powrotnej nadrabiali ich twórczość. :antonio:

Wolfmother po powyższym koncercie wypadło tak sobie, ale wiadomo jak jest, gdy człowiek doświadczy czegoś epickiego. Faktycznie był to po prostu bardzo dobrze zagrany koncert i tyle, ale ja już nie miałem siły na więcej.

Na Paradise Lost nie byłem, ale zagłębiłem się w sprawę dziwnych zdarzeń wokół tego koncertu. Sytuacja miała wyglądać tak, że zespół przyjechał z zajechanym sprzętem i podczas prób im siadła gitara. Organizatorzy im zaproponowali sprzęt zapasowy, bo takowy posiadają pod ręką, a zespół odmówił obrażony i przeszedł do naprawiania tej feralnej gitary. Problem był taki, że był to już czas na rozpoczęcie grania, a ci się uparli na kombinowanie. Owsiak i jego ekipa byli strasznie wkurwieni, bo jednak Paradise Lost to nie są początkujący, którzy grają od paru lat, a zespół, który istnieje na dużych scenach od bardzo dawna. W praktyce zachowali się jak amatorzy, co skutkowało opóźnionym startem i skróconą setlistą.
Dlatego właśnie nie zostali pożegnani tak jak inni.
Fun fact, znajomy pracujący przy Mystic mi już wtedy opowiadał, że są to zakały sceny metalowej, z którymi niezbyt przyjemnie się pracuje. Niestety tutaj to tylko potwierdzili, a szkoda, bo mieli ogromną szansę na zmazanie plamy po zeszłorocznym występie.

Na sobotę nie czułem wielkiej napinki. Już w południe zwinęliśmy obozowisko i zapakowaliśmy w auta, żeby potem szybciej wystartować. Poszedłem tylko na Fear Factory, Huntera, Wednesday 13, Zeal & Ardor i Palaye Royale. Royal Republic w końcu nie obejrzałem, ale widziałem stream i zagrali bardzo fajnie.

Fear Factory po prostu zrobiło swoje. Jednak zapamiętam z tego koncertu jeden znaczący szczegół - spierdalających pozerów, którzy zostali porobić sobie fotki pod sceną po koncercie Ich Troje. Śmiałem się na głos, bo wyglądało to naprawdę komicznie. :beczka:

Hunter przeciętny, ale nigdy nie byłem ich fanem. Nie podchodzi mi ich twórczość po prostu.
Wednesday 13 ujdzie, taki Alice Cooper po liftingu z XXI wieku. Nie moja muzyka, ale dało się tego całkiem słuchać na żywo.

No i moim zdaniem Zeal & Ardor weszli na świetny poziom. Fakt, na początku dźwiękowiec dał dupy i podkręcił bas tak, że prawie łamało żebra. Natomiast potem było tylko lepiej. Świetne granie. Miks spokoju i blackowej agresji bardzo dobrze się tu sprawdził. Ponownie światła i ujęcia z kamer skradły show. Bardzo dobrze się tego oglądało. Był to mój drugi koncert Z&A. Poprzedni był na Mystic z doskoku i tak mi to nie podeszło. Po prostu trzeba ich występy brać w całości. Wtedy robią odpowiednie wrażenie.

Podsumowując - bawiłem się zajebiście dobrze. Znowu publika pod samą sceną zrobiła robotę, a realizacyjnie była topka. Patrząc na rozpiskę przyszłorocznego Wacken i na budżet PNR, wyczuwam za rok coś z zestawu Sepultura, Powerwolf, Lamb of God, Gutalax. Ja się pewne pojawię, bo na pewno sobie coś ciekawego wykopię, tak jak w tym roku Osees czy Spiderbait.

Uprzedzając pytania, noga wytrzymała zajebiście. Kostki w ogóle nie czułem. Jedyne co mnie bolało to kark od nakurwiania łbem podczas koncertów. :bleed:
P. S. @Olo @Kraszer za rok się widzimy już bez wymówek. :conorsalute:
 
@Papieżak wszystko podsumował pięknie, nic więcej do dodania poza tym że Michał Bajor to król, a ja dzięki Dope i Static X spełniłem swoje nastoletnie marzenia i jeszcze marzenia mojej obecnej partnerki, która także jest fanem tych zespołów. Na Static była na fali i była zachwycona. O ile nie rozjebie mnie leczenie to jedziemy do Bochum na koncert klubowy chłopaków. I to była nasza wspólna decyzja .

:lesnarhappy:



Dzisiaj byłem na Machine Head.
Jako pierwsze grał jakiś zespół który miał nachujowszą perkusję jaką w życiu słyszałem.
Fear Factory instrumentalnie petarda ale wokal kompletnie mi nie leży.
Machine Head jak zawsze fantastyczny koncert. Flynn owija publikę wokół siebie, a Vogg to mistrz gitary.
 
Ja wybrałem dziadków w Iron Maiden
ja podobnie.

dlatego zapytam, jak się słuchało?
:lol:

nigdy wcześniej nie byłem na koncercie muzyki głośnej, gdzie tak wybitnie słyszałem bas i perkusję.
panowie harris i dawson jesteście wielcy!
nie bardzo było z odbiorem gitar, a wokal był momentami nie do zrozumienia.
w drodze powrotnej głos idącego tłumu był podobny, co do nagłośnienia.

reszta: zestaw utworów, wizualizacje, ludność było bardzo przyjemne, nawet bardzo.


1754404202889.png

serdecznie pozdrawiam chłopa, z którym zbiłem piątkę przed koncertem.
miał na sobie taką koszulkę!
miałem na sobie wersję czarną, ale szybko się znaleźliśmy w tłumie.

up the hammers!
up the irons!
 
Mi bardzo siadła setlista, bo Rime of ancient mariner czy seventh son of a seventh son rzadko chyba grają. Bardzo mi się też podobały efekty wizualne przy tych dłuższych utworach gdzie brakowało śpiewu Bruce'a.
Panowie w mega formie, skaczą, biegają przez ponad 2h. Zawsze śmiać chce mi się z wygłupów Janicka.
I rzeczywiście, bas był mega głośny i wyraźni, reszta dźwięków to często dudnienie, ale usłyszeć na żywo jak kilkadziesiąt tysięcy osób nuci Fear of the dark to coś pięknego.
 
@Papieżak wszystko podsumował pięknie, nic więcej do dodania poza tym że Michał Bajor to król, a ja dzięki Dope i Static X spełniłem swoje nastoletnie marzenia i jeszcze marzenia mojej obecnej partnerki, która także jest fanem tych zespołów. Na Static była na fali i była zachwycona. O ile nie rozjebie mnie leczenie to jedziemy do Bochum na koncert klubowy chłopaków. I to była nasza wspólna decyzja .

:lesnarhappy:



Dzisiaj byłem na Machine Head.
Jako pierwsze grał jakiś zespół który miał nachujowszą perkusję jaką w życiu słyszałem.
Fear Factory instrumentalnie petarda ale wokal kompletnie mi nie leży.
Machine Head jak zawsze fantastyczny koncert. Flynn owija publikę wokół siebie, a Vogg to mistrz gitary.
Co do FF muszę przyznać, że Dino Cazares ściągnął zajebistego perkusistę. Słuchałem go na woodzie na żywo już drugi raz i jestem pod ogromnym wrażeniem. Gość jest pierdoloną maszyną na bębnach. Co do wokalu podzielam zdanie.
 
O Panie Kochany, jakież to będzie krejzi szoł, przecież tutaj kondyszyn, też musi być krejzi :antonio:
Na razie to jeszcze nic pewnego, ale będzie w tym roku ciśnienie na ten zespół. Trzeba zmazać plamę za 2025. Dowiedziałem się, że rok temu Rock Am Ring ich podpierdolił Mysticowi podbijając dwukrotnie stawkę naszych. Stąd np. In Flames jako headliner czwartku.

Co jak co, nasi są uparci przy organizacji. Uparli się w tym roku na Suicidal, to ich wywlekli w środku trasy po Stanach na jeden koncert. Mając to na uwadze stawiam, że tym razem się rzeczywiście uda ze Slipknotem.
 
Na razie to jeszcze nic pewnego, ale będzie w tym roku ciśnienie na ten zespół. Trzeba zmazać plamę za 2025. Dowiedziałem się, że rok temu Rock Am Ring ich podpierdolił Mysticowi podbijając dwukrotnie stawkę naszych. Stąd np. In Flames jako headliner czwartku.

Co jak co, nasi są uparci przy organizacji. Uparli się w tym roku na Suicidal, to ich wywlekli w środku trasy po Stanach na jeden koncert. Mając to na uwadze stawiam, że tym razem się rzeczywiście uda ze Slipknotem.
Co jak co, nasi są chujowi w organizacji koncertów. Ps. Też bym chciał żeby było inaczej, ale tak było zawsze i już przywykłem że na festiwale do Czech się jeździ :neildegrassewhoa:
 
Co jak co, nasi są chujowi w organizacji koncertów. Ps. Też bym chciał żeby było inaczej, ale tak było zawsze i już przywykłem że na festiwale do Czech się jeździ :neildegrassewhoa:
Zrozumiałe. Przyznam, że gdybym nie miał Mystica niemal pod domem, to bym też pewnie śmigał na Brutala.
 
Back
Top