Follow along with the video below to see how to install our site as a web app on your home screen.
Note: This feature may not be available in some browsers.
Heilung we Wrocławiu i Machine Head w Katowicach na pewno.Szkoda. Dawajcie znać jak będziecie gdzieś śmigać na koncerty. Ja regularnie jeżdżę po Polsce i bywam na koncertach w Warszawie, Wrocławiu czy na Śląsku, więc powinniśmy się na którymś przeciąć.![]()
Oznaczyłeś akurat w momencie, gdy zbierałem się do opisania dnia. Dobry timing!@Papieżak,jak festiwal Byku? Czytałem, że Exodus rozjebał póki co![]()







Piękne opisy, zdjęcia. Czego chcieć więcej. Czytam Twoje opisy, to normalnie jakbym czytał noise magazine. Masz lekkie pióro Byku.Ten czwartek był mocarny. Czuję, że mógł być to najmocniejszy dzień podczas edycji.
Ruszyłem od razu z grubej rury. Na pierwszy ogień poszło Absu. Świetne mielenie blach/thrashem, mega dobre. Z Absu szybko przeskoczyłem na połowę koncertu Thaw. Noise to nie jest moja działka, ale było to zajebiście dobre. Na pewno spróbuję machnąć je kiedyś w wersji w płytowej. Początkowy koncertowy sprint kontynuowałem idąc na Eagles of Death Metal oraz Ufomammut. Pierwszy zespół grał cholernie dobrze. Przyznam, że hard rock jest dobrą odskocznią od mielenia death metalem i inną ekstremą. Kolejny plus dla organizatorów! Natomiast Ufomammut wypadli średnio. Tutaj mogło grać rolę to, że grali na powietrzu. Taka muzyka jednak lepiej wypada w mroku, a nie w dziennym świetle.
Po powyższych koncertach zwolniłem tempo przyswajania muzyki. Poszedłem na cały występ Nile i był to strzał w dziesiątkę. Zespół ten wjechał na walec i nie wziął jeńców. Kapitalny występ, mocarna forma. Pokurwione tempo, zajebiste wokale. Nic dodać, nic ująć.
Po Nile wybrałem się na Bullet for My Valentine. Jak niejednokrotnie tutaj pisałem, metalcore to nie jest moja działka, ale BFMV jest wyjątkiem od reguły. Wczorajszy występ tylko potwierdził moją opinię o tym, że jest to świetny zespół koncertowo. Fakt, do występu z Wooda w 2023 brakowało dużo, bo publika mystikowa jest niestety średnio aktywna, ale sam koncert był bardzo dobry. Trochę offtop, ale w ogóle to Matt Tuck wjechał na bombę i z długowłosego beciaka stał się gigachadem o sylwetce Belforta w prime. Ogromne chłopisko. Nieprawdopodobne jest też to, że chłop jest tylko trzy lata młodszy od naszego dociążatora, a wygląda jakby był młodszy o trzydzieści.
Z Bulletów wyszedłem jednak nieco wcześniej. Powód był prosty i zrozumiały: konieczność obejrzenia koncertu Beherit od deski do deski. B90 było upchane pod korek. Od samego intro było wiadomo, że mamy do czynienia z demonicznym ścierwem. Jednak gdy wjechały wokale, miałem autentycznie ciarki. To nie był koncert, to było przeżycie duchowe. Czułem się jakby mnie powoli odzierano ze skóry, następnie obsypano solą, by potem mnie wrzucić pod toczący sie czołg. Miażdżące doświadczenie.
Z Beherit wybiegłem prosto pod Park Stage, żeby złapać jak największą część koncertu Suicidal Tendencies. Wpychając się pod sam młyn zauważyłem, że Mike Muir z zespołem zapraszają na scenę dzieciaki, czasem z ich rodzicami. Po chwili na scenie znalazło się z 40 osób albo i więcej, dosłownie armia dzieciaków na koncercie takich weteranów. Przyznam, że zrobiło to na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. To jest przepiękne, że tak duży zespół jest w stanie w taki sposób wyjść do widza. I z tą armią dzieciaków zagrali dobre dwa utwory. Był piękny rozpierdol, Mike z nimi biegał w pogo na scenie. Chłop też ma energię taką samą jak 30 lat temu. Po prostu nieprawdopodobne. Jednak najlepsze było jeszcze przed nami. Podczas całej akcji, jeden dzieciak (na oko 16-18 lat) się mocno angażował na scenie. Cały czas przy mikrofonie i coś tam zagadywał gitarzystę. Po tym jak zespół zbił piątki ze wszystkimi, na scenie został ten młody, dostał gitarę i jebaniec zagrał z nimi Psycho Vision. Nie planowałem wpierdalania się w młyn, bo pod sceną jest jebane bagno i łatwo się wywalić na ryj, ale w takich okolicznościach był to obowiązek. Młody jebnął występ życia i dostał przed sobą konkretny circle pit. Ogromny plus dla ST za to co zrobili. Na 100% się wybiorę na ich następny solowy lub festiwalowy koncert w Polsce. Widać było po muzykach, że mają ogromną frajdę z grania. Weinberg po odejściu ze Slipknota ewidentnie się odrodził. Cały czas uśmiech na twarzy. Młody Truillo też zajebiście śmiga na basie. Bardzo żałuję, że nie mogłem być na tym występie w całości, ale jednak Beherit to jedna szansa na milion, a Suicidal Tendencies nie ucieknie.
Potem poszedłem na In Flames. Nie spodziewałem się wiele, bo znajomi mnie ostrzegali, że IF nie jest w najlepszej formie, ale miło się zaskoczyłem. Grali naprawdę solidnie i słuchało się tego bardzo dobrze. W tym wypadku również nie zostałem do końca, bo zależało mi na posłuchaniu Oranssi Pazuzu. Kolejny pozytywnie odklejony koncert, który uświadomił mnie o tym, że muzyka metalowa nie ma granic. Nieprawdopodobny mix wszystkiego. Piorunujące wokale i chora energia.
Z OP wyszedłem wcześniej na cały koncert Perturbatora. Nie ukrywam, że darzę jego muzykę sympatią od lat. Facet gra mroczną elektronikę, która świetnie się broni na żywo. Co koncert inna setlista z kilkoma "klasykami". Nowe oświetlenie Park Stage też robiło robotę.
Podsumowując, zwycięzców czwartku jest bezdyskusyjnie dwóch: Beherit i Suicidal Tendencies.
Poniżej zdjęcia:
View attachment 125549
Rozpierdol na scenie podczas koncertu ST
View attachment 125550
Bulleci nakurwiają
View attachment 125551
Beherit odprawia swój obrządek
View attachment 125552
Perturbator ciśnie swoje po bożemu
Miło mi to czytać! Dziękuję bardzo za docenienie!Piękne opisy, zdjęcia. Czego chcieć więcej. Czytam Twoje opisy, to normalnie jakbym czytał noise magazine. Masz lekkie pióro Byku.


Beherit grał akurat w klubie. Tam to siadło perfekcyjnie. Z Ufomammut był ten problem, że oni weszli na zastępstwo, więc z dużym prawdopodobieństwem został im taki, a nie inny slot.Wrzucanie takich zespołów jak ufomammut czy beherit za dnia, to zbijanie klimatu ich muzyki.
O w kurwę, przecież to rzeczywiście był Greg Puciato. Cały koncert kojarzyłem tę gębę, ale nie mogłem połączyć go z konkretnym nazwiskiem... Fakt, on brzmiał zajebiście dobrze na tym wokalu.Dopiero teraz widzę, że kawałki AiC śpiewał Greg z Dillinger![]()
Dziś jakie koncerty w planie? Idziesz na King Diamond?Miło mi to czytać! Dziękuję bardzo za docenienie!
Staram się to przekazać w miarę jak najczytelniej, ale i znośnie bez przeginania pod kątem stylistycznym. Natomiast zdjęcia robię jak leci, gdy mam akurat moment jak tłum się nie miota.
Beherit grał akurat w klubie. Tam to siadło perfekcyjnie. Z Ufomammut był ten problem, że oni weszli na zastępstwo, więc z dużym prawdopodobieństwem został im taki, a nie inny slot.
O w kurwę, przecież to rzeczywiście był Greg Puciato. Cały koncert kojarzyłem tę gębę, ale nie mogłem połączyć go z konkretnym nazwiskiem... Fakt, on brzmiał zajebiście dobrze na tym wokalu.
Dzisiaj będzie okrutnie intensywnie. Obowiązkowo idę na Hatebreed, Archgoat, WASP, King Diamond oraz na Arthura Browna. W praktyce będzie tego w kurwę więcej, tak jak wczoraj z resztą. Trzymaj kciuki, żeby deszcz mnie nie dojechałDziś jakie koncerty w planie? Idziesz na King Diamond?

O Bratku, ale piękny dzień Ciebie czekaDzisiaj będzie okrutnie intensywnie. Obowiązkowo idę na Hatebreed, Archgoat, WASP, King Diamond oraz na Arthura Browna. W praktyce będzie tego w kurwę więcej, tak jak wczoraj z resztą. Trzymaj kciuki, żeby deszcz mnie nie dojechał![]()
Na Hatebreed I Archgoat wyczuwam, że będzie młyn jak jasna cholera
Stary przy takim składzie, to deszcz nie odważy się padać 



Opis złotoPiątek, czyli od Hatebreed po KRÓLA Arthura Browna
Tak jak wspomniałem wczoraj, plan był na Hatebreed, Archgoat, WASP, King Diamond oraz na Arthura Browna, a w praktyce dorzuciłem jeszcze Signs of the Swarm, Graphic Nature, Eyehategod oraz Opeth. Oczywiście dalej cisnąłem w trybie "showcase", czyli starałem się posłuchać jak najwięcej. W całości z tego zestawu obejrzałem Hatebreed, Graphic Nature oraz Arthura Browna. Resztę brałem przynajmniej w połowie.
Zacząłem od Hatebreed. Moja relacja była wtedy okrojona, ale generalnie wyszło złoto. Koncert od początku do końca niósł ze sobą ogrom energii. Zespół miał frajdę z grania, a z reguły martwa mystikowa publika ruszyła w młyn od razu. "Piłka śmierci" też zrobiła robotę. Jestem zaskoczony tym, że nie wyjebało jej za płot imprezy, bo latała wszędzie. Burzę wjeżdżającą przy Destroy Everything i to szybkie Raining Blood będę pamiętał do końca życia. Top 1 efektów specjalnych na koncertach, jakie kiedykolwiek doświadczyłem, a byłem na Rammsteinie, więc mam porównanie.
Był to mój pierwszy koncert Hatebreed i na pewno nie ostatni. Na pewno był to jeden z najlepszych występów na tym festiwalu.
Po przemoczeniu do suchej nitki szybko zawinąłem do domu i wróciłem w połowie koncertu Archgoat. Niestety organizatorzy wpakowali ich do Dizzly Grizzly, które jest najmniejszym lokalem, przez co słuchałem tego koncertu w przedsionku klubu. Nie jestem w stanie o nim czegoś więcej powiedzieć, ale koleżanka była pod sceną i mówiła, że wyszedł świetny koncert, lecz Beherit był według niej lepszy.
Z Archgoat poszedłem na Signs of the Swarm, czyli na nieznany mi wcześniej deathcore. Tutaj się bardzo pozytywnie zaskoczyłem, bo otrzymałem fajny występ energicznego zespołu. Ponownie publika fajnie reagowała, darła mordę i pogo też było godne. Na pewno ich sobie obczaję z płyty, gdy będę miał nastrój na deathcore. Na minus był lokal, w którym grali. B90 było stosunkowo puste. Moim zdaniem powinni grać w Dizzly zamiast Archgoat i byłoby git.
Następnie wylądowałem na Graphic Nature. Był to kolejny nieznany mi projekt, który wypadł bardzo fajnie. Chłopaki grały numetal i to całkiem solidny. Znowu publika dała radę. Również dam im szansę z odtworzenia.
Później trafiłem na Eyehategod. Kawał solidnego sludża. Dobrze się tego słuchało, jednak Crowbar podchodzi mi zdecydowanie lepiej. Miałem plan obejrzeć ich w całości, ale skusiłem się wybrać na połówkę Opeth. Nie było warto. Kumam, że ten zespół ma swoich fanów i ludzie ich lubią, ale zupełnie mi oni nie podchodzą, a bucowaty Akerfeld jest dla mnie zbyt przerysowany w swojej kreacji scenicznej.
Przechodząc do WASP muszę stwierdzić, że zespół ten zebrał chyba największą publikę pod Park Stage (drugiej największej scenie na tym festiwalu). Kumam, że planowanie line upu jest kurewsko ciężkim zadaniem, ale uważam, że mogli ich zmienić miejscami z Jinjer. Przyszedłem na WASP dobre 10 minut przed i nie byłem w stanie znaleźć sobie względnie sensownego miejsca przed sceną. Wracając do gry, zajebiście przyjemnie się słuchało tego grania. Jazda na sentymentach od samego startu. Jednak mam pewien problem z tym występem, że to nie było nic poza tym. Po prostu solidnie zagrany występ, nic więcej. Był to dobrze odcięty kupon. Blackie brzmiał jak na albumach. Niektórzy wręcz się zastanawiali czy nie leci z playbacku. Jednak brakowało jakiejkolwiek spontaniczności czy kontaktu z publiką, co w tej muzyce jest moim zdaniem ważne. To nie Beherit, który odprawia mroczne nabożeństwo i leci swoje przez cały koncert.
No i wylądowałem na koncercie Kinga Diamonda. Niestety rozpoczęło się fatalnie. Duńczyk brzmiał jak przez przesterowany głośnik. Nic się nie dało usłyszeć, tylko ogromny trzask. Na szczęście szybko to naprawili i w połowie drugiego utworu już się dało go w miarę dobrze usłyszeć. Przyznaję, że ten człowiek się nie starzeje. 70 urodziny się powoli zbliżają, a on dalej świetnie się rusza, a przede wszystkim kapitalnie stoi pod kątem wokalnym. Koncert był spektaklem, demonicznym spektaklem jednego aktora. Scenografia robiła robotę jak na Mercyful Fate, lecz w tym wypadku więcej było pracy z rekwizytami. Zdecydowanie warto zobaczyć ten występ na żywo! Jednak czysto subiektywnie przyznam, że Mercyful Fate w 2022 podeszło mi bardziej na żywo, ale to raczej kwestia stylu muzycznego. Wolę Kinga w twórczości z MF.
Z pewnym żalem opuściłem ten koncert przed czasem, bo chciałem obejrzeć koncert Arthura Browna w całości. King zapewne wróci w przyszłości do Polski, a z dziadkiem Brownem może być różnie. W końcu w tym miesiącu będzie obchodził 83 urodziny.
Powiem tak, Arthur Brown jest szefem nad szefami. Genialna forma wokalna. Czułem się jakbym słuchał Bowiego lub Morrisona. Organy Hammonda pięknie trzymały ten występ. Ogólnie muzycy w jego zespole byli świetni. Mega dobrze grali. Wracając, Pan Arthur był również w świetnej formie fizycznej. Skakał, tańczył ruszał się na tej scenie tak, jakby był co najmniej o 30 lat młodszy. Chciałbym być w takiej formie w jego wieku. Fire weszło jak złoto, ale i reszta jego twórczości. Fakt, ten show z przebierankami był lekko groteskowy, ale o to właśnie chodzi w jego twórczości! To jest pierdolony pionier tego stylu. On może wszystko! Widać też było, że dziadek ma ogromną przyjemność z gry. Publika była zachwycona. Cieszę się, że mogłem doświadczyć tego występu na żywo. To było coś.
Podsumowując dzisiejszy dzień. Było bardzo dobrze, ale zwycięzców mam dwóch: Hatebreed i Arthura Browna. Dwa muzyczne skraje, ale cóż zrobić. To jest właśnie piękno muzyki. Na minus: złe rozlokowanie artystów, szczególnie Archgoat.
Niestety też muszę wspomnieć o kieszonkowcach. Znowu kurwy grasują i okradają ludzi. Na szczęście nie na taką skalę jak rok temu, bo ludzie są czujniejsi, ale nadal ten obrzydliwy proceder ma miejsce.
Dorzucam kilka zdjęć:
View attachment 125573
Pan Arthur Brown w jednej ze swoich osobliwych kreacji
View attachment 125575
King Diamond na swojej epickiej scenie
View attachment 125576
WASP i ich potężna scenografia![]()
Co do Eyehategod i Crowbar - dla mnie oba zespoły, to kult absolutny. W Eyehategod podoba mi się ten nihilistyczny sabbatowski klimat. To jest coś wspaniałego. Crowbar to muzyka, przy której martwe ciągi podnoszą się same. Kirk to szef i nie tutaj gadania :D ! Zawsze byłem ciekawy, jak Opeth wypada festiwalowo. Dla mnie to jest to muzyka, głównie skierowana do wiary, co lubuje się w bardziej klimatycznym graniu, co nie zmienia faktu, że doceniam ich albumy gdzie grają jak wyjęci z lat 70. WASP, to kult jak Van Halen, Ratt czy Dokken. Hatebreed nawet nie ma pisać - dla mnie Oni, Terror, Madball, Agnostic Front to Wielka Czwórka hardcore. Jeśli chodzi o King Diamond, to jestem szalikowcem tego wspaniałego zespołu ( MF też oczywiście), jak kiedyś się zbiorę to wrzucę kolekcję płyt. Cholera chyba wieczorem odpalam Beherit Byku 
Nakurwiaj Beherit. Wspaniały zespół cudowna twórczość. Dzisiaj też będzie ogień z dupy. W planie mam przede wszystkim Skeletal Remains, Death Angel, Pentagram i Sepę. W ogóle Mystic w tym roku zajebiście stoi pod kątem spotkań z artystami. Dzisiaj będzie można zbić grabę z Sepą i z Lieblingiem.Opis złotoCo do Eyehategod i Crowbar - dla mnie oba zespoły, to kult absolutny. W Eyehategod podoba mi się ten nihilistyczny sabbatowski klimat. To jest coś wspaniałego. Crowbar to muzyka, przy której martwe ciągi podnoszą się same. Kirk to szef i nie tutaj gadania :D ! Zawsze byłem ciekawy, jak Opeth wypada festiwalowo. Dla mnie to jest to muzyka, głównie skierowana do wiary, co lubuje się w bardziej klimatycznym graniu, co nie zmienia faktu, że doceniam ich albumy gdzie grają jak wyjęci z lat 70. WASP, to kult jak Van Halen, Ratt czy Dokken. Hatebreed nawet nie ma pisać - dla mnie Oni, Terror, Madball, Agnostic Front to Wielka Czwórka hardcore. Jeśli chodzi o King Diamond, to jestem szalikowcem tego wspaniałego zespołu ( MF też oczywiście), jak kiedyś się zbiorę to wrzucę kolekcję płyt. Cholera chyba wieczorem odpalam Beherit Byku
![]()

Wyczuwam, że na Pentagramie będzie tak:Nakurwiaj Beherit. Wspaniały zespół cudowna twórczość. Dzisiaj też będzie ogień z dupy. W planie mam przede wszystkim Skeletal Remains, Death Angel, Pentagram i Sepę. W ogóle Mystic w tym roku zajebiście stoi pod kątem spotkań z artystami. Dzisiaj będzie można zbić grabę z Sepą i z Lieblingiem.![]()

Na spokojnie. Jutro podrzucę jeszcze raport z soboty i machnę osobny post z podsumowaniem całokształtu imprezy (tu raczej bardziej zwięźle). Życzę zdrówka! Rozpierdol to ścierwo!@Papieżak
Jutro ogarnę wszystkie wpisy, mega żałuję że nie dojadę no ale nieobecność z powodu tego co opisałem w HP.
Jedyne co mogę napisać to wierzę, że Hatebreed rozpierdala. Rok temu razem z Crowbar mega koncert we Wrocku dali.
Będzie ogień na wszystkich. Na Sepie się ustawiam na wprost Andreasa. Chcę mieć jego kostkę w kolekcji!Wyczuwam, że na Pentagramie będzie tak:
![]()
Skeletal, to bardzo fajny death metal nowej szkoły. Cenię bardzo. Death Angel ich debiut to dla mnie dzieło kultowe na zawsze, czekam aż kiedyś zostanie wznowione na cd/winyl. Oj Sepa, może też zrobić naprawdę mocarną robotę coś czuję![]()




Słucham audycji. Nakurwia mocarnie. Mnie zajebiście cieszy Saxon. Dziadki dostaną najlepszą publike i zagrają pierdolony koncert życia. ONI ROZPIERDOLĄ TĘ SCENĘOwsiak póki co w zapowiedziach na Polandrock to gotuje.
Hanabie na małej
Static X na dużej czyli pewnie będzie też Dope![]()

Trzymał jebaniec długo w niepewności, ale jak dopierdolił to nie ma co zbierać. Nawet reggae wykopał potężne. 80-letni Burning Spear wjechałDOBRA JEST DOPE, JA JUŻ JUREK JUŻ DOŚĆ
Saxon, jak wino. A wręcz, jak Judas Priest. Im starsi, tym albumy znakomitszeSłucham audycji. Nakurwia mocarnie. Mnie zajebiście cieszy Saxon. Dziadki dostaną najlepszą publike i zagrają pierdolony koncert życia. ONI ROZPIERDOLĄ TĘ SCENĘ![]()
![]()
![]()

