Kurz bitewny opadł, wskrzeszenie nastąpiło, to mogę w końcu napisać co zaszło podczas dni 3 oraz 4, a także podsumować co w tym roku zaszło na Mystic Festival. Dwa ostatnie dni były cholernie dobre, spędziłem masę czasu na festiwalu, a bieżące obowiązki goniły, dlatego nie byłem w stanie napisać tej relacji bezpośrednio.
TLDR: Była to świetna edycja. Starsze pokolenie wykonawców dalej daje radę. Organizatorzy słuchają ludzi. Warto im dać kredyt zaufania w nowej lokalizacji.
Po średnim czwartku, otrzymałem kapitalny piątek. Wszystko tego dnia się zgadzało. Był to dzień świetnego grania. Eyehategod - super, Coroner - super, Corrosion of Conformity - super. Ze nakładki Benediction z tribute bandem Death (Death to All) wybrałem drugi z projektów. Wstępnie planowałem wybrać jednak Benediction, ale zrezygnowałem z tej opcji, gdy się dowiedziałem o problemach zdrowotnych Ingrama i wycofaniu się m. in. z gdańskiego koncertu. DTA zagrało świetnie. Nawet ich frontman był nieco podobny do Schuldinera. Co najważniejsze - wokalnie też dawał radę. Gene Hoglan w świetnej formie, Di Giorgio również. Fajnie było zobaczyć taki tribute mimo, iż nie jestem tego wielkim fanem. Dobra robota, mogę ich polecić.
Po nich koncercie wybrałem się na występ Down, które zagrało jeden z najlepszych koncertów tej edycji. Zdrowy i wesoły Phil Anselmo był czymś niespodziewanym. Między muzykami było widać chemię i ogromną frajdę z gry. Panowie sobie popijali browarki i się dobrze bawili. Phil kończący koncert "and she's buuuuuuuying the staaaaair... fucking... waaaay... to heaven" połączony z upuszczeniem mikrofonu był epicki. Dodam tylko, że podczas outro Bury Me in Smoke doszło do przepinki zespołu z technicznymi (i chyba także muzykami Scour), po której muzycy Down odpalali fajki, popijali piwko i po prostu dobrze się bawili. Super koncert, mega sprawa. Pędzę na kolejny koncert down jak pojebany, jeśli ogłoszą ich gdzieś w okolicy.
Po ich koncercie podjąłem drugą próbę zmierzenia się z twórczością Electric Wizard na żywo. Tutaj podziękowania dla
@Masta i
@Jeff za podrzucanie EW w tym wątku. Między innymi dzięki wam nie odpuściłem tego koncertu. Był on zajebiście dobry. W 2023 ewidentnie nie byłem gotowy na takie granie. Teraz mi to faktycznie podeszło i chętnie zobaczę ten zespół kolejny raz.
Zerwałem się z ich występu chwilę przed końcem, żeby złapać Today is The Day. Pokurwiony projekt. Już kilka minut grania sprawiło, że bardzo się tym zaciekawiłem. Chciałem jednak zobaczyć w całości Black Label Society, więc opuściłem ich występ mniej więcej w połowie. Mam ich już wpisanych na liście do nadrabiania z taśmy i chętnie się za to zabiorę w niedalekiej przyszłości.
Jednym z ostatnich występów tego dnia było Black Label Society. Zakk Wylde również był w dobrej formie. Otrzymaliśmy cholernie dobry koncert, bardzo przyjemny w odbiorze, okraszony masą wybitnych solówek gitarowych. Wisienką na torcie był jednak pojedynek gitarowy Zakka z drugim z gitarzystów, gdy obaj stanęli na podestach i na zmianę grali solówki na gitarach przełożonych na plecy. Może i efekciarstwo, ale zdecydowanie ze smakiem. Fajny był to koncert.
Na koniec dnia wybrałem się na Carpenter Brut. Widziałem ich wcześniej dwukrotnie, są solidną firmą w świecie darksynthu. Po piątkowym występie było widać, że się rozwinęli. Muzyka z nowego albumu robi robotę, a wizualizacje wyświetlane w tle pięknie dopełniają całości. Zespół ruszył publikę cholernie mocno, wręcz powiedziałbym, że był to jeden z bardziej "aktywnych" koncertów na publice podczas tej edycji. Super koncert, bawiłem się świetnie, a podczas przeklętego "Maniac" darłem mordę jak dzieciak xD. Btw. perkusista Carpenter Brut to kawał świra. Bębni jak maszyna.
Po takim dniu mogłem tylo powiedzieć wow. Super dzień pod każdym wględem. Obawiałem się też przez to, że sobota mnie po prostu nie porwie. Na szczęście moje obawy były złudne. Jako, że brakowało mi w tym roku ekstremy, rozpocząłem od Hostii. Lubię tych wariatów, widziałem ich po raz czwarty. Bawiłem się bardzo dobrze, jak zwykle. Super, że była duża frekwencja mimo, iż grali przed 16.
Następnie wylądowałem na Yoth Irii, lecz po kilkunastu minutach na Godslut. Grecy mnie nie powalili, a duchota B90 mnie skutecznie wypchnęła z lokalu. Za to młodzi z Godslut zagrali super. Bardzo fajny, krajowy death metal zagrany energicznie, a do tego było tu sporo interakcji z publiką. Panowie uciągnęli to zastępstwo w ostatniej chwili bardzo ładnie. Będę ich miał na radarze i chętnie zobaczę, co tam w przyszłości stworzą. Jest potencjał.
Kolejny na liście był zespół Martyrdod, grający również w B90. I stąd nie wypchnęła mnie nawet duchota. Zajebisty koncert, super szybkie tempo, miażdżące wokale. Nie zawiodłem się.
Po ich koncercie poszedłem na Scour i był to kolejny kapitalny show w wykonaniu Phila Anselmo. Humor mu wciąż dopisywał. Zabawne było to, że teksty śpiewał z kartki, które co utwór rzucał w publikę, ale można mu to wybaczyć, bo Scour jest jego pobocznym projektem. Do tego brzmiał tak zajebiście, że mi tam ta kartka nie robi. Gitary cięły równo, perka tłukła pięknie, a głos Anselmo był w punkt. Dodatkowym smaczkiem było to, że w roli technicznych pojawili się Kirk Windstein i Pat Bruders, którzy skradli show. Przy każdym wyjściu dostawali owacji, a żarty między panami tylko dodawały kolorytu koncertowi. Super występ, bawiłem się przednio. Domagam się powtórki.
Złapałem z doskoku kawałek Pain i Mastodon, które mnie nie porwały. Może to być też kwestia, że nigdy mi te zespoły nie podchodziły (Mastodon z nagrań git, na żywo mi nie siadło). Zależało mi przede wszystkim na złapaniu Bolzer. Coś tu było od początku nie tak, bo zespół miał 45 minut na występ, a 10 minut zajęło intro puszczone z taśmy. Techniczni wpuścili też tyle dymu, że zespołu po prostu nie było widać.

Muzycznie było ok, ale nie urwało mi dupy. Chętnie dam im jednak szansę w przyszłości, bo doszły mnie słuchy, że sprzęt zespołu został przetrzymany na lotnisku, przez co musieli grać na zapasówkach.
Po Bolzer poszedłem na Saxon. Przyznam się, że troszkę zapomniałem o tym, że panowie są w rozpisce tej imprezy, ale na żywo otrzymałem złoto. 75-letni Biff po zwycięstwie z rakiem ma jeszcze więcej energii niż w przeszłości. 73-letni Nigel Glockler tłukł w bębny jak maszyna. Przyznam, że momentami miałem nawet łzy w oczach, gdy widziałem jak oni cisną. Chcę być ich formie, gdy dożyję ich lat. Byford skakał, śpiewał wszystko jak z albumów sprzed 40 lat, do tego jak zwykle świetnie nawiązywał kontakt z publiką. Był to absolutnie genialny koncert. Jeśli ktoś z was jeszcze nie miał okazji zobaczyć Saxon na żywo, niech ich łapie póki jeszcze grają. To jest synonim jakości i ogromnego szacunku do widza.
Potem poszedłem na Behemotha. Nie jestem wielkim fanem tego zespołu, podobnie jak Nergala, jednak zdawałem sobie, że u siebie zrobią na pewno duży show. Szczerze mówiąc, zagrali świetnie. Realizacja światła i dźwięku była najwyższym poziomie. Pirotechnika zrobiła robotę, a przejście z pochodniami na drugą scenę, która była umieszczona na budzie realizacji, też wyszło nieźle. Cover Bathory (The Return of Darkness and Evil) wypadł na żywo świetnie. Od początku uważałem, że Behemoth nie był zespołem na heada, ale muszę też przyznać, że zespół zrobił wszystko, by tacy jak ja zmienili zdanie. Zdecydowanie był to występ godny headlinera.
Na koniec poszedłem na MasterBootRecord. Ciekawa muzyka, wizualizacje z Dooma i innych starych gier idealnie pasowały do takiego grania. Bardzo fajne, chętnie doświadczę tego jeszcze raz.
Podsumowując, tegoroczny Mystic Festival był bardzo udaną edycją. Logistycznie wszystko się zgadzało, nigdzie się nie korkowało. Było trochę wyjebek z nagłośnieniem, ale to się zdarza wszędzie, nawet na największych wydarzeniach. Ogólnie rzecz biorąc, poza paroma przypadkami, gwiazdy wypadły bardzo dobrze, a "doły" rozpiski jak zwykle zrobiły robotę. Ponownie można było odkryć masę niszowych, ciekawych zespołów. Szkoda, że odchodzi ze Stoczni Gdańskiej, bo miejscówka robiła klimat. Daję jednak kredyt zaufania ekipie organizującej tę imprezę i niedługo wezmę bilet w ciemno. Błonia stadionu dadzą im możliwość ściągnięcia większej liczby osób, a ograniczenie liczby dni imprezy do trzech rodzi nadzieję, że zobaczymy tu headlinerów kalibru Slipknota, Slayera czy Pantery (pozdro
@Olo). Mam też nadzieję, że dalej będą tu ściągane mniej znane zespoły, bo moim zdaniem jest to trzon tej imprezy.
Dziękuję wszystkim, którzy chociażby z grubsza przelecieli wzrokiem moje ostatnie teksty.

Jeśli macie pytania, walcie śmiało. Mam nadzieję, że widzimy się za rok w Gdańsku!