muzyka metalowa.

No tak średnio bym powiedział, tak średnio.


Jeśli to był post, w którym informują o wejściu Turbo za Static-X to dość słabo. Z drugiej strony, będzie moment na przerwę na kibel/żarcie/pogadanki ze znajomymi, bo sobota jest mega gęsta.
 
Jeśli to był post, w którym informują o wejściu Turbo za Static-X to dość słabo. Z drugiej strony, będzie moment na przerwę na kibel/żarcie/pogadanki ze znajomymi, bo sobota jest mega gęsta.
11916.jpg
 
Jako, że mamy tutaj masę koneserów ciężkiej muzyki, a Mystic już za chwilę, rzucam pytanie: jakie zespoły z rozpiski tegorocznego Mystic byście mogli polecić? Jest tego sporo w line-upie, nie wszystko człowiek kojarzy, a zawsze warto poznać jakieś nieznane, jakościowe granie. Rozpiskę podrzucam w linku. Z góry dzięki za wszelkie polecajki. :conorsalute:

 
Jako, że mamy tutaj masę koneserów ciężkiej muzyki, a Mystic już za chwilę, rzucam pytanie: jakie zespoły z rozpiski tegorocznego Mystic byście mogli polecić? Jest tego sporo w line-upie, nie wszystko człowiek kojarzy, a zawsze warto poznać jakieś nieznane, jakościowe granie. Rozpiskę podrzucam w linku. Z góry dzięki za wszelkie polecajki. :conorsalute:


Shining, Mastodon, Eyehategod, Grave, Truckfighters, Black Tusk, Hostia, Kublai Khan Tx, Scour, Acid King i na samym końcu Bogowie DOWN :bleed:
 
Jako, że mamy tutaj masę koneserów ciężkiej muzyki, a Mystic już za chwilę, rzucam pytanie: jakie zespoły z rozpiski tegorocznego Mystic byście mogli polecić? Jest tego sporo w line-upie, nie wszystko człowiek kojarzy, a zawsze warto poznać jakieś nieznane, jakościowe granie. Rozpiskę podrzucam w linku. Z góry dzięki za wszelkie polecajki. :conorsalute:


Cały mainstage z piątku musowo. CoC najlepsze.
 
Jako, że mamy tutaj masę koneserów ciężkiej muzyki, a Mystic już za chwilę, rzucam pytanie: jakie zespoły z rozpiski tegorocznego Mystic byście mogli polecić? Jest tego sporo w line-upie, nie wszystko człowiek kojarzy, a zawsze warto poznać jakieś nieznane, jakościowe granie. Rozpiskę podrzucam w linku. Z góry dzięki za wszelkie polecajki. :conorsalute:



Down, Corrosion, Mastodon, Eyehategod, BLS, Gathering, Electric Wizard, Six Feet Under, Cavalera, Frontside no i klasyki Dave, Antrax.
 
No to pierwszy dzień MF odhaczony. Sporo zespołów obejrzałem, a biegania pomiędzy scenami była cała masa.

TLDR: Było bardzo dobrze, nawet lepiej niż zakładałem.

Zacząłem od naszej Doli. Panowie grali w pełnym słońcu, lecz nie przeszkadzało im to. W połowie koncertu wywaliło prąd, ale zespół uciągnął to bardzo dobrze. Chętnie obejrzę ich następnym razem, np. na solowym koncercie w klubie.
Później poszedłem na Disharmonic Orchestra. Zaczęli solidnym thrashem, ale nie ograniczyli się do tego. Były momenty deathu, grindu, ale i jazzu i rapu. Pojebany styl, ale kupili mnie tym. Nie było w tym przerostu formy nad treścią. Koniecznie muszę nadrobić ich dyskografię.
Następnie wybrałem się na Kublai Khan TX. Mega koncert, który ruszył (z reguły dość spokojną) publikę Mystica. Mielonka od początku do końca. Były breakdowny, był wokal, był rozpierdol. Potwierdzona została w tym wypadku moja hipoteza, że metalcore jest zajebisty, gdy frontman nie ma teścia w normie. Świetny występ, obowiązkowo pójdę na nich po raz kolejny.
Po nich wybrałem się na Grave. Dźwiękowcy kompletnie spierdolili robotę. Było za głośno, ciężko było usłyszeć gitarę z szumu. Delikatnie mówiąc, szału nie było.
Następnie udałem się na H. Exe, czyli techno/industrial metal. Była to fajna odskocznia od napierdalanki, której doświadczałem wcześniej. Bardzo dobre, zagrane po swojemu. Duży plus poprzedniego dnia.
Później złapałem połowę koncertu Six Feet Under. Fajne deathmetalowe granie, choć kwiczenie frontmana mnie mocno rozbawiło. Miło było usłyszeć na koniec Hammer Smashed Face.
Po ich występie wylądowałem na Unleashed, lecz po 15 minutach wyszedłem na A. A. Williams, ponieważ duchota we wnętrzu B90 była nie do wytrzymania. Dobrze zrobiłem, bo Williams wypadła kapitalnie. Te jej smutne ballady, połączone z doomowymi gitarami były kapitalne. Rozważałem pójście na jej koncert typowo awaryjnie. Mimo to, dziewczyna skradła show. Bardzo dużo ludzi przyszło na jej koncert i na publice słyszałem same zachwyty. Nie słucham na co dzień takiej muzyki, ale również chętnie wybiorę się na jej solowy koncert w przyszłości, jeśli będę miał możliwość.
Oczekując na Kanonenfieber, złapałem chwilę występu Ice Nine Kills. Kompletnie mi to nie siadło, ludziom (poza garstką tru-fanów) też to raczej nie przypadło do gustu, wnioskując ze stosunkowo niskiej frekwencji. Moim zdaniem przestrzelony slot godzinowy i dniowy. Powinni ich wrzucić na któryś regularny dzień, żeby przyciągnąć młodszy target i skusić do wzięcia jednodniowego. W poprzednich latach w tym slocie grali kolejno: Tom Warrior (z setem Hellhammer i Celtic Frost), Phil Campbell, Kreator i Exodus, podczas których zawsze było dużo ludzi.
Natomiast po Kanonenfieber widać znaczny rozwój. Widziałem ich kilka lat temu, gdy grali w małych klubach. Kupuję ten koncept "pierwszowojennego Sabatonu". Jest to spójne, nie jest przerysowane, pirotechnika i przebieranki robią robotę. Bębniarz to nieprawdopodobny pojeb. Dosłownie karabin maszynowy za perką. Na minus, ponowne problemy z gitarami na Dessert Stage. Mam nadzieję, że dziś z tą sceną będzie git.

Warto dodać, że organizatorzy posłuchali publiczności w kwestii zmiany miejsc jednej ze scen, a także udrożnienia ciągów komunikacyjnych. Poprawa była wczoraj odczuwalna. Zobaczymy jak to wyjdzie podczas normalnego dnia, gdy frekwencja wynosi 15000, a nie 10000 ludzi. Ogłoszono także, że od przyszłego roku Mystic ląduje pod Polsat Plus Areną i będzie trwał trzy dni zamiast czterech. Mam nadzieję, że ze skróceniem imprezy i zwiększeniem liczby miejsc, wzrośnie także ranga gwiazd ściąganych na sloty headlinerów. Wtedy kupuję taką zmianę, choć za klimatem stoczni będę na pewno tęsknił.

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję tym, którzy moje ściany tekstu czytają. :conorsalute:
 
Jako, że mamy tutaj masę koneserów ciężkiej muzyki, a Mystic już za chwilę, rzucam pytanie: jakie zespoły z rozpiski tegorocznego Mystic byście mogli polecić? Jest tego sporo w line-upie, nie wszystko człowiek kojarzy, a zawsze warto poznać jakieś nieznane, jakościowe granie. Rozpiskę podrzucam w linku. Z góry dzięki za wszelkie polecajki. :conorsalute:



:antonio:
 
No to lecimy z podsumowaniem czwartku.

TLDR: Trzeba wiedzieć kiedy zejść ze sceny, a Blood Incantation urwało mi dupę.

Zacząłem stosunkowo późno, bo od Hindusów z Bloodywood. Całkiem fajne to było. Zagrane po swojemu, szybko i dynamicznie. Wolałbym jednak, gdyby mieli więcej instrumentów na żywo. Wsparcie z taśmy działało tu jednak na minus. Mimo to, przyjemny występ.
Następnie poszedłem na Overkill. Bobby nieśmiertelny w super formie. "Thrashowy Accept" to coś wspaniałego i chcę zdecydowanie więcej. Widać, że panom z Overkill się chce i że nadal trzymają wysoki poziom. Bardzo dobry koncert.
Potem wylądowałem na Decapitated. Nowy frontman jest dobry, a Vogg nakurwia na gitarze jak dziki. Na minus dźwięk na Park Stage podczas tego koncertu. Werbel momentami zagłuszał wszystko.
Po ich występie poszedłem na Anthrax. Jestem pod wrażeniem, że będąc tak upizganym jak oni, można zagrać tak dobry koncert. Scott Ian mistrz, super energia. Mimo, iż nie jestem ich fanem, muszę im oddać, że wypadli świetnie.
Z ich występu wyszedłem wcześniej, żeby złapać Carach Angren. Bardzo dobre, nic dodać, nic ująć.
Jako, że od lat jestem fanem Sepultury i bardzo lubię Chaos A. D., wylądowałem na występie braci Cavalera. Max dobrze wyglądał. Nigdy nie widziałem go aż tak szczupłego. Ewidentnie przepompowano jego tkankę tłuszczową w Igora. :beczka:
Trzeba jednak oddać, że większy z braci trzymał wyższy poziom. Może i w szybszych momentach jego twarz przybierała kolor purpury, ale dawał radę. U Maxa wokalnie była momentami kicha. Gdy zagrali The Hunt, przypominał mi się od razu jego występ z Soulfly w 2018. No nie było najlepiej, lecz wszystko poza wokalem siedziało elegancko. Niech Max lepiej zostanie przy graniu pierwszych albumów Sepy, gdzie nie musi za dużo śpiewać, to wyjdzie na lepsze.
Po Sepulturze Łosowski przyszedł czas na Megadeth. Nie miałem na nich wielkiego ciśnienia, bo widziałem ich stosunkowo niedawno, ale poszedłem wiedząc, że niedługo mają kończyć karierę, a lubię ich muzykę. Niestety było źle. Wokal nigdy nie był najlepszą stroną Megadejwa (oczywiście rak gardła kilka lat temu mu go jeszcze dobił) ale teraz jest konkretny zjazd. Przykro mi też to mówić, ale dźwiękowcy dołożyli swoje trzy grosze do złego odbioru tego występu. Momentami nie było słychać jednej gitary, były losowo zwiększane poziomy głośności, a czasami wyłączano wokal Mustaine'a. Przykładowo w "Ride The Lightning" mogliśmy usłyszeć solo na basie, a "Hangar 18" został po prostu zmasakrowany. :siara:
Wieczór uratowało Blood Incantation. Wszystko zagrało wybitnie. Późna pora, świetny dźwięk, światło, oprawa i samo granie. Nie mam pojęcia jak oni tworzyli tę muzykę, ale stałem zamurowany i zafascynowany. Nie jestem w stanie opisać tego co wtedy doświadczyłem. To trzeba było po prostu przeżyć. Kapitalny koncert, który wywalił mnie z kapci. Zostałem fanem natychmiastowo i domagam się dłuższego koncertu. To mógł być jeden z najlepszych występów z całego festiwalu.
 
Jak ktoś jest z Wrocławia i ma dziś wolny wieczór, to mega rekomenduję skoczyć na koncert High Vis. Byłem wczoraj na koncercie w Poznaniu i chłopaki robią zajebista robotę na scenie.
 
Kurz bitewny opadł, wskrzeszenie nastąpiło, to mogę w końcu napisać co zaszło podczas dni 3 oraz 4, a także podsumować co w tym roku zaszło na Mystic Festival. Dwa ostatnie dni były cholernie dobre, spędziłem masę czasu na festiwalu, a bieżące obowiązki goniły, dlatego nie byłem w stanie napisać tej relacji bezpośrednio.

TLDR: Była to świetna edycja. Starsze pokolenie wykonawców dalej daje radę. Organizatorzy słuchają ludzi. Warto im dać kredyt zaufania w nowej lokalizacji.

Po średnim czwartku, otrzymałem kapitalny piątek. Wszystko tego dnia się zgadzało. Był to dzień świetnego grania. Eyehategod - super, Coroner - super, Corrosion of Conformity - super. Ze nakładki Benediction z tribute bandem Death (Death to All) wybrałem drugi z projektów. Wstępnie planowałem wybrać jednak Benediction, ale zrezygnowałem z tej opcji, gdy się dowiedziałem o problemach zdrowotnych Ingrama i wycofaniu się m. in. z gdańskiego koncertu. DTA zagrało świetnie. Nawet ich frontman był nieco podobny do Schuldinera. Co najważniejsze - wokalnie też dawał radę. Gene Hoglan w świetnej formie, Di Giorgio również. Fajnie było zobaczyć taki tribute mimo, iż nie jestem tego wielkim fanem. Dobra robota, mogę ich polecić.

Po nich koncercie wybrałem się na występ Down, które zagrało jeden z najlepszych koncertów tej edycji. Zdrowy i wesoły Phil Anselmo był czymś niespodziewanym. Między muzykami było widać chemię i ogromną frajdę z gry. Panowie sobie popijali browarki i się dobrze bawili. Phil kończący koncert "and she's buuuuuuuying the staaaaair... fucking... waaaay... to heaven" połączony z upuszczeniem mikrofonu był epicki. Dodam tylko, że podczas outro Bury Me in Smoke doszło do przepinki zespołu z technicznymi (i chyba także muzykami Scour), po której muzycy Down odpalali fajki, popijali piwko i po prostu dobrze się bawili. Super koncert, mega sprawa. Pędzę na kolejny koncert down jak pojebany, jeśli ogłoszą ich gdzieś w okolicy.
Po ich koncercie podjąłem drugą próbę zmierzenia się z twórczością Electric Wizard na żywo. Tutaj podziękowania dla @Masta i @Jeff za podrzucanie EW w tym wątku. Między innymi dzięki wam nie odpuściłem tego koncertu. Był on zajebiście dobry. W 2023 ewidentnie nie byłem gotowy na takie granie. Teraz mi to faktycznie podeszło i chętnie zobaczę ten zespół kolejny raz.

Zerwałem się z ich występu chwilę przed końcem, żeby złapać Today is The Day. Pokurwiony projekt. Już kilka minut grania sprawiło, że bardzo się tym zaciekawiłem. Chciałem jednak zobaczyć w całości Black Label Society, więc opuściłem ich występ mniej więcej w połowie. Mam ich już wpisanych na liście do nadrabiania z taśmy i chętnie się za to zabiorę w niedalekiej przyszłości.
Jednym z ostatnich występów tego dnia było Black Label Society. Zakk Wylde również był w dobrej formie. Otrzymaliśmy cholernie dobry koncert, bardzo przyjemny w odbiorze, okraszony masą wybitnych solówek gitarowych. Wisienką na torcie był jednak pojedynek gitarowy Zakka z drugim z gitarzystów, gdy obaj stanęli na podestach i na zmianę grali solówki na gitarach przełożonych na plecy. Może i efekciarstwo, ale zdecydowanie ze smakiem. Fajny był to koncert.
Na koniec dnia wybrałem się na Carpenter Brut. Widziałem ich wcześniej dwukrotnie, są solidną firmą w świecie darksynthu. Po piątkowym występie było widać, że się rozwinęli. Muzyka z nowego albumu robi robotę, a wizualizacje wyświetlane w tle pięknie dopełniają całości. Zespół ruszył publikę cholernie mocno, wręcz powiedziałbym, że był to jeden z bardziej "aktywnych" koncertów na publice podczas tej edycji. Super koncert, bawiłem się świetnie, a podczas przeklętego "Maniac" darłem mordę jak dzieciak xD. Btw. perkusista Carpenter Brut to kawał świra. Bębni jak maszyna.

Po takim dniu mogłem tylo powiedzieć wow. Super dzień pod każdym wględem. Obawiałem się też przez to, że sobota mnie po prostu nie porwie. Na szczęście moje obawy były złudne. Jako, że brakowało mi w tym roku ekstremy, rozpocząłem od Hostii. Lubię tych wariatów, widziałem ich po raz czwarty. Bawiłem się bardzo dobrze, jak zwykle. Super, że była duża frekwencja mimo, iż grali przed 16.
Następnie wylądowałem na Yoth Irii, lecz po kilkunastu minutach na Godslut. Grecy mnie nie powalili, a duchota B90 mnie skutecznie wypchnęła z lokalu. Za to młodzi z Godslut zagrali super. Bardzo fajny, krajowy death metal zagrany energicznie, a do tego było tu sporo interakcji z publiką. Panowie uciągnęli to zastępstwo w ostatniej chwili bardzo ładnie. Będę ich miał na radarze i chętnie zobaczę, co tam w przyszłości stworzą. Jest potencjał.
Kolejny na liście był zespół Martyrdod, grający również w B90. I stąd nie wypchnęła mnie nawet duchota. Zajebisty koncert, super szybkie tempo, miażdżące wokale. Nie zawiodłem się.
Po ich koncercie poszedłem na Scour i był to kolejny kapitalny show w wykonaniu Phila Anselmo. Humor mu wciąż dopisywał. Zabawne było to, że teksty śpiewał z kartki, które co utwór rzucał w publikę, ale można mu to wybaczyć, bo Scour jest jego pobocznym projektem. Do tego brzmiał tak zajebiście, że mi tam ta kartka nie robi. Gitary cięły równo, perka tłukła pięknie, a głos Anselmo był w punkt. Dodatkowym smaczkiem było to, że w roli technicznych pojawili się Kirk Windstein i Pat Bruders, którzy skradli show. Przy każdym wyjściu dostawali owacji, a żarty między panami tylko dodawały kolorytu koncertowi. Super występ, bawiłem się przednio. Domagam się powtórki.
Złapałem z doskoku kawałek Pain i Mastodon, które mnie nie porwały. Może to być też kwestia, że nigdy mi te zespoły nie podchodziły (Mastodon z nagrań git, na żywo mi nie siadło). Zależało mi przede wszystkim na złapaniu Bolzer. Coś tu było od początku nie tak, bo zespół miał 45 minut na występ, a 10 minut zajęło intro puszczone z taśmy. Techniczni wpuścili też tyle dymu, że zespołu po prostu nie było widać. :beczka:
Muzycznie było ok, ale nie urwało mi dupy. Chętnie dam im jednak szansę w przyszłości, bo doszły mnie słuchy, że sprzęt zespołu został przetrzymany na lotnisku, przez co musieli grać na zapasówkach.

Po Bolzer poszedłem na Saxon. Przyznam się, że troszkę zapomniałem o tym, że panowie są w rozpisce tej imprezy, ale na żywo otrzymałem złoto. 75-letni Biff po zwycięstwie z rakiem ma jeszcze więcej energii niż w przeszłości. 73-letni Nigel Glockler tłukł w bębny jak maszyna. Przyznam, że momentami miałem nawet łzy w oczach, gdy widziałem jak oni cisną. Chcę być ich formie, gdy dożyję ich lat. Byford skakał, śpiewał wszystko jak z albumów sprzed 40 lat, do tego jak zwykle świetnie nawiązywał kontakt z publiką. Był to absolutnie genialny koncert. Jeśli ktoś z was jeszcze nie miał okazji zobaczyć Saxon na żywo, niech ich łapie póki jeszcze grają. To jest synonim jakości i ogromnego szacunku do widza.
Potem poszedłem na Behemotha. Nie jestem wielkim fanem tego zespołu, podobnie jak Nergala, jednak zdawałem sobie, że u siebie zrobią na pewno duży show. Szczerze mówiąc, zagrali świetnie. Realizacja światła i dźwięku była najwyższym poziomie. Pirotechnika zrobiła robotę, a przejście z pochodniami na drugą scenę, która była umieszczona na budzie realizacji, też wyszło nieźle. Cover Bathory (The Return of Darkness and Evil) wypadł na żywo świetnie. Od początku uważałem, że Behemoth nie był zespołem na heada, ale muszę też przyznać, że zespół zrobił wszystko, by tacy jak ja zmienili zdanie. Zdecydowanie był to występ godny headlinera.
Na koniec poszedłem na MasterBootRecord. Ciekawa muzyka, wizualizacje z Dooma i innych starych gier idealnie pasowały do takiego grania. Bardzo fajne, chętnie doświadczę tego jeszcze raz.


Podsumowując, tegoroczny Mystic Festival był bardzo udaną edycją. Logistycznie wszystko się zgadzało, nigdzie się nie korkowało. Było trochę wyjebek z nagłośnieniem, ale to się zdarza wszędzie, nawet na największych wydarzeniach. Ogólnie rzecz biorąc, poza paroma przypadkami, gwiazdy wypadły bardzo dobrze, a "doły" rozpiski jak zwykle zrobiły robotę. Ponownie można było odkryć masę niszowych, ciekawych zespołów. Szkoda, że odchodzi ze Stoczni Gdańskiej, bo miejscówka robiła klimat. Daję jednak kredyt zaufania ekipie organizującej tę imprezę i niedługo wezmę bilet w ciemno. Błonia stadionu dadzą im możliwość ściągnięcia większej liczby osób, a ograniczenie liczby dni imprezy do trzech rodzi nadzieję, że zobaczymy tu headlinerów kalibru Slipknota, Slayera czy Pantery (pozdro @Olo). Mam też nadzieję, że dalej będą tu ściągane mniej znane zespoły, bo moim zdaniem jest to trzon tej imprezy.

Dziękuję wszystkim, którzy chociażby z grubsza przelecieli wzrokiem moje ostatnie teksty. :conorsalute:
Jeśli macie pytania, walcie śmiało. Mam nadzieję, że widzimy się za rok w Gdańsku! :bleed:
 
Kurz bitewny opadł, wskrzeszenie nastąpiło, to mogę w końcu napisać co zaszło podczas dni 3 oraz 4, a także podsumować co w tym roku zaszło na Mystic Festival. Dwa ostatnie dni były cholernie dobre, spędziłem masę czasu na festiwalu, a bieżące obowiązki goniły, dlatego nie byłem w stanie napisać tej relacji bezpośrednio.

TLDR: Była to świetna edycja. Starsze pokolenie wykonawców dalej daje radę. Organizatorzy słuchają ludzi. Warto im dać kredyt zaufania w nowej lokalizacji.

Po średnim czwartku, otrzymałem kapitalny piątek. Wszystko tego dnia się zgadzało. Był to dzień świetnego grania. Eyehategod - super, Coroner - super, Corrosion of Conformity - super. Ze nakładki Benediction z tribute bandem Death (Death to All) wybrałem drugi z projektów. Wstępnie planowałem wybrać jednak Benediction, ale zrezygnowałem z tej opcji, gdy się dowiedziałem o problemach zdrowotnych Ingrama i wycofaniu się m. in. z gdańskiego koncertu. DTA zagrało świetnie. Nawet ich frontman był nieco podobny do Schuldinera. Co najważniejsze - wokalnie też dawał radę. Gene Hoglan w świetnej formie, Di Giorgio również. Fajnie było zobaczyć taki tribute mimo, iż nie jestem tego wielkim fanem. Dobra robota, mogę ich polecić.

Po nich koncercie wybrałem się na występ Down, które zagrało jeden z najlepszych koncertów tej edycji. Zdrowy i wesoły Phil Anselmo był czymś niespodziewanym. Między muzykami było widać chemię i ogromną frajdę z gry. Panowie sobie popijali browarki i się dobrze bawili. Phil kończący koncert "and she's buuuuuuuying the staaaaair... fucking... waaaay... to heaven" połączony z upuszczeniem mikrofonu był epicki. Dodam tylko, że podczas outro Bury Me in Smoke doszło do przepinki zespołu z technicznymi (i chyba także muzykami Scour), po której muzycy Down odpalali fajki, popijali piwko i po prostu dobrze się bawili. Super koncert, mega sprawa. Pędzę na kolejny koncert down jak pojebany, jeśli ogłoszą ich gdzieś w okolicy.
Po ich koncercie podjąłem drugą próbę zmierzenia się z twórczością Electric Wizard na żywo. Tutaj podziękowania dla @Masta i @Jeff za podrzucanie EW w tym wątku. Między innymi dzięki wam nie odpuściłem tego koncertu. Był on zajebiście dobry. W 2023 ewidentnie nie byłem gotowy na takie granie. Teraz mi to faktycznie podeszło i chętnie zobaczę ten zespół kolejny raz.

Zerwałem się z ich występu chwilę przed końcem, żeby złapać Today is The Day. Pokurwiony projekt. Już kilka minut grania sprawiło, że bardzo się tym zaciekawiłem. Chciałem jednak zobaczyć w całości Black Label Society, więc opuściłem ich występ mniej więcej w połowie. Mam ich już wpisanych na liście do nadrabiania z taśmy i chętnie się za to zabiorę w niedalekiej przyszłości.
Jednym z ostatnich występów tego dnia było Black Label Society. Zakk Wylde również był w dobrej formie. Otrzymaliśmy cholernie dobry koncert, bardzo przyjemny w odbiorze, okraszony masą wybitnych solówek gitarowych. Wisienką na torcie był jednak pojedynek gitarowy Zakka z drugim z gitarzystów, gdy obaj stanęli na podestach i na zmianę grali solówki na gitarach przełożonych na plecy. Może i efekciarstwo, ale zdecydowanie ze smakiem. Fajny był to koncert.
Na koniec dnia wybrałem się na Carpenter Brut. Widziałem ich wcześniej dwukrotnie, są solidną firmą w świecie darksynthu. Po piątkowym występie było widać, że się rozwinęli. Muzyka z nowego albumu robi robotę, a wizualizacje wyświetlane w tle pięknie dopełniają całości. Zespół ruszył publikę cholernie mocno, wręcz powiedziałbym, że był to jeden z bardziej "aktywnych" koncertów na publice podczas tej edycji. Super koncert, bawiłem się świetnie, a podczas przeklętego "Maniac" darłem mordę jak dzieciak xD. Btw. perkusista Carpenter Brut to kawał świra. Bębni jak maszyna.

Po takim dniu mogłem tylo powiedzieć wow. Super dzień pod każdym wględem. Obawiałem się też przez to, że sobota mnie po prostu nie porwie. Na szczęście moje obawy były złudne. Jako, że brakowało mi w tym roku ekstremy, rozpocząłem od Hostii. Lubię tych wariatów, widziałem ich po raz czwarty. Bawiłem się bardzo dobrze, jak zwykle. Super, że była duża frekwencja mimo, iż grali przed 16.
Następnie wylądowałem na Yoth Irii, lecz po kilkunastu minutach na Godslut. Grecy mnie nie powalili, a duchota B90 mnie skutecznie wypchnęła z lokalu. Za to młodzi z Godslut zagrali super. Bardzo fajny, krajowy death metal zagrany energicznie, a do tego było tu sporo interakcji z publiką. Panowie uciągnęli to zastępstwo w ostatniej chwili bardzo ładnie. Będę ich miał na radarze i chętnie zobaczę, co tam w przyszłości stworzą. Jest potencjał.
Kolejny na liście był zespół Martyrdod, grający również w B90. I stąd nie wypchnęła mnie nawet duchota. Zajebisty koncert, super szybkie tempo, miażdżące wokale. Nie zawiodłem się.
Po ich koncercie poszedłem na Scour i był to kolejny kapitalny show w wykonaniu Phila Anselmo. Humor mu wciąż dopisywał. Zabawne było to, że teksty śpiewał z kartki, które co utwór rzucał w publikę, ale można mu to wybaczyć, bo Scour jest jego pobocznym projektem. Do tego brzmiał tak zajebiście, że mi tam ta kartka nie robi. Gitary cięły równo, perka tłukła pięknie, a głos Anselmo był w punkt. Dodatkowym smaczkiem było to, że w roli technicznych pojawili się Kirk Windstein i Pat Bruders, którzy skradli show. Przy każdym wyjściu dostawali owacji, a żarty między panami tylko dodawały kolorytu koncertowi. Super występ, bawiłem się przednio. Domagam się powtórki.
Złapałem z doskoku kawałek Pain i Mastodon, które mnie nie porwały. Może to być też kwestia, że nigdy mi te zespoły nie podchodziły (Mastodon z nagrań git, na żywo mi nie siadło). Zależało mi przede wszystkim na złapaniu Bolzer. Coś tu było od początku nie tak, bo zespół miał 45 minut na występ, a 10 minut zajęło intro puszczone z taśmy. Techniczni wpuścili też tyle dymu, że zespołu po prostu nie było widać. :beczka:
Muzycznie było ok, ale nie urwało mi dupy. Chętnie dam im jednak szansę w przyszłości, bo doszły mnie słuchy, że sprzęt zespołu został przetrzymany na lotnisku, przez co musieli grać na zapasówkach.

Po Bolzer poszedłem na Saxon. Przyznam się, że troszkę zapomniałem o tym, że panowie są w rozpisce tej imprezy, ale na żywo otrzymałem złoto. 75-letni Biff po zwycięstwie z rakiem ma jeszcze więcej energii niż w przeszłości. 73-letni Nigel Glockler tłukł w bębny jak maszyna. Przyznam, że momentami miałem nawet łzy w oczach, gdy widziałem jak oni cisną. Chcę być ich formie, gdy dożyję ich lat. Byford skakał, śpiewał wszystko jak z albumów sprzed 40 lat, do tego jak zwykle świetnie nawiązywał kontakt z publiką. Był to absolutnie genialny koncert. Jeśli ktoś z was jeszcze nie miał okazji zobaczyć Saxon na żywo, niech ich łapie póki jeszcze grają. To jest synonim jakości i ogromnego szacunku do widza.
Potem poszedłem na Behemotha. Nie jestem wielkim fanem tego zespołu, podobnie jak Nergala, jednak zdawałem sobie, że u siebie zrobią na pewno duży show. Szczerze mówiąc, zagrali świetnie. Realizacja światła i dźwięku była najwyższym poziomie. Pirotechnika zrobiła robotę, a przejście z pochodniami na drugą scenę, która była umieszczona na budzie realizacji, też wyszło nieźle. Cover Bathory (The Return of Darkness and Evil) wypadł na żywo świetnie. Od początku uważałem, że Behemoth nie był zespołem na heada, ale muszę też przyznać, że zespół zrobił wszystko, by tacy jak ja zmienili zdanie. Zdecydowanie był to występ godny headlinera.
Na koniec poszedłem na MasterBootRecord. Ciekawa muzyka, wizualizacje z Dooma i innych starych gier idealnie pasowały do takiego grania. Bardzo fajne, chętnie doświadczę tego jeszcze raz.


Podsumowując, tegoroczny Mystic Festival był bardzo udaną edycją. Logistycznie wszystko się zgadzało, nigdzie się nie korkowało. Było trochę wyjebek z nagłośnieniem, ale to się zdarza wszędzie, nawet na największych wydarzeniach. Ogólnie rzecz biorąc, poza paroma przypadkami, gwiazdy wypadły bardzo dobrze, a "doły" rozpiski jak zwykle zrobiły robotę. Ponownie można było odkryć masę niszowych, ciekawych zespołów. Szkoda, że odchodzi ze Stoczni Gdańskiej, bo miejscówka robiła klimat. Daję jednak kredyt zaufania ekipie organizującej tę imprezę i niedługo wezmę bilet w ciemno. Błonia stadionu dadzą im możliwość ściągnięcia większej liczby osób, a ograniczenie liczby dni imprezy do trzech rodzi nadzieję, że zobaczymy tu headlinerów kalibru Slipknota, Slayera czy Pantery (pozdro @Olo). Mam też nadzieję, że dalej będą tu ściągane mniej znane zespoły, bo moim zdaniem jest to trzon tej imprezy.

Dziękuję wszystkim, którzy chociażby z grubsza przelecieli wzrokiem moje ostatnie teksty. :conorsalute:
Jeśli macie pytania, walcie śmiało. Mam nadzieję, że widzimy się za rok w Gdańsku! :bleed:
Zapraszam do zapoznania całej dyskografii EW:conorsalute:
Będzie to bardzo „odurzające” przeżycie ::snoopd::
 
Wczoraj byłem na Lost Generation. Teren wokół festiwalu jednak miał trochę za mało atrakcji chociaż strefa gier retro bardzo na plus. Były automaty, konsole i nawet komputerki z Goticzkiem, tycoonami czy innymi gierkami z lat dziewięćdziesiątych albo dwutysięcznych.


Co do samych koncertów to pierwsza trójka krótko:

Hollywood Undead bardzo energiczne ale trochę jak dla mnie momentami był za duży miszmasz i chaos w muzyce. Chociaż wypadli bardzo dobrze na tle The Rasmus, które jest po prostu chujowym popmetalem i nawet to ich INDESZADOŁS było takie sobie. A Lagwagon #nikogo

Dwójka ostatnich czyli Papa Roach i The Offspring:

Zacznę od dziadków z Offspring. Koncert był dobry, momentami nawet bardzo ale niestety dziadki to powinny już myśleć nad zjazdem do bazy. Dexy wokalnie momentami nie dojeżdżał i Noodles potrafił lepiej zaśpiewać. Setlista była... dziwna. Zaczęli od solidnych kawałków, a potem zaczęły się covery i pierdalamento ze skryptu, którego było naprawdę kurwa dużo. O ile covery wyszły im ok(ściany śmierci na coverze Taylor Swift nie miałem w swoim bingo) tak te pogaduchy w trakcie bardzo szybko zaczęły męczyć. Nie ma nic złego w rozmowie z publiką, nawet jeśli masz to wpisane w swój set ale jeśli jest tego z jakieś dziesięć minut w trakcie koncertu i wyglądało to jak zaplanowany skecz to szybko to męczy. Za to końcówka z największymi hitami była świetna, tysiące ludzi zdzierające gardła do ich kawałków zrobiło klimat.

Najlepsze na koniec czyli Papa Roach. Byłem sceptycznie nastawiony, bo ostatnie lata to wypuszczali głównie popmetal i liczyłem chociaż na kilka kawałków z pierwszych płyt, a potem wyszli i zamknęli mi mordę. Fantastyczny koncert, świetne show zagraną z pełną mocą i energią przez cały występ i przy każdym kawałku było pierdolnięcie. I to takie, że po pierwszych kilku kawałkach potrzeba było 20/30 minut przerwy, bo chłop padł pod sceną aż Jacoby modlitwę odmówił. :beczka: Setlista solidna przeplatana największymi hitami(na których był największy rozpierdol) z nowszym materiałem, plus jakimś chyba openingiem(?) do Devil May Cry, zarapowanie California Love, a zakończeniem koncertu było numetal time machine czyli przeplatanka kilku klasyków po kilkadziesiąt sekund jak Break Stuff albo Chop Suey i na sam koniec zniszczenie na Last Resort. Doskonały koncert, naprawdę wszystko świetnie to wyszło(pewnie poza tym incydentem z zabitym chłopem) polecam każdemu.
 
Wczoraj byłem na Lost Generation. Teren wokół festiwalu jednak miał trochę za mało atrakcji chociaż strefa gier retro bardzo na plus. Były automaty, konsole i nawet komputerki z Goticzkiem, tycoonami czy innymi gierkami z lat dziewięćdziesiątych albo dwutysięcznych.


Co do samych koncertów to pierwsza trójka krótko:

Hollywood Undead bardzo energiczne ale trochę jak dla mnie momentami był za duży miszmasz i chaos w muzyce. Chociaż wypadli bardzo dobrze na tle The Rasmus, które jest po prostu chujowym popmetalem i nawet to ich INDESZADOŁS było takie sobie. A Lagwagon #nikogo

Dwójka ostatnich czyli Papa Roach i The Offspring:

Zacznę od dziadków z Offspring. Koncert był dobry, momentami nawet bardzo ale niestety dziadki to powinny już myśleć nad zjazdem do bazy. Dexy wokalnie momentami nie dojeżdżał i Noodles potrafił lepiej zaśpiewać. Setlista była... dziwna. Zaczęli od solidnych kawałków, a potem zaczęły się covery i pierdalamento ze skryptu, którego było naprawdę kurwa dużo. O ile covery wyszły im ok(ściany śmierci na coverze Taylor Swift nie miałem w swoim bingo) tak te pogaduchy w trakcie bardzo szybko zaczęły męczyć. Nie ma nic złego w rozmowie z publiką, nawet jeśli masz to wpisane w swój set ale jeśli jest tego z jakieś dziesięć minut w trakcie koncertu i wyglądało to jak zaplanowany skecz to szybko to męczy. Za to końcówka z największymi hitami była świetna, tysiące ludzi zdzierające gardła do ich kawałków zrobiło klimat.

Najlepsze na koniec czyli Papa Roach. Byłem sceptycznie nastawiony, bo ostatnie lata to wypuszczali głównie popmetal i liczyłem chociaż na kilka kawałków z pierwszych płyt, a potem wyszli i zamknęli mi mordę. Fantastyczny koncert, świetne show zagraną z pełną mocą i energią przez cały występ i przy każdym kawałku było pierdolnięcie. I to takie, że po pierwszych kilku kawałkach potrzeba było 20/30 minut przerwy, bo chłop padł pod sceną aż Jacoby modlitwę odmówił. :beczka: Setlista solidna przeplatana największymi hitami(na których był największy rozpierdol) z nowszym materiałem, plus jakimś chyba openingiem(?) do Devil May Cry, zarapowanie California Love, a zakończeniem koncertu było numetal time machine czyli przeplatanka kilku klasyków po kilkadziesiąt sekund jak Break Stuff albo Chop Suey i na sam koniec zniszczenie na Last Resort. Doskonały koncert, naprawdę wszystko świetnie to wyszło(pewnie poza tym incydentem z zabitym chłopem) polecam każdemu.
Kumpel z poprzedniej roboty był fanem The Rasmus. Gdy powiedziałem, że obok metalu to oni nigdy nie stali, to się obraził bo to jest uwaga: „Romance metal” czy jakoś tak :pociesznymirek:
 
Back
Top