Czytałem ten artykuł w NYT. Miałem wrzucić, ale zapomniałem. No dobra, nie chciało mi się ;-) W każdym razie widać jak się mają ukraińskie dane dotyczące własnych ofiar do rzeczywistości.
"dane dotyczące ofiar pozostają trudne do oszacowania, ponieważ uważa się, że Moskwa zwyczajowo zaniża liczbę zabitych i rannych w czasie wojny, a Kijów nie ujawnia oficjalnych danych. Powiedzieli jednak, że rzeź nasiliła się w tym roku we wschodniej Ukrainie i trwa nadal w stałym tempie, ponieważ prawie trzymiesięczna kontrofensywa się przeciąga".
Według analityków
Ukraina ma około 500 000 żołnierzy, w tym żołnierzy czynnej służby, rezerwowych i paramilitarnych.
Dla kontrastu Rosja ma prawie trzykrotnie większą liczbę, z 1 330 000 żołnierzy w czynnej służbie, rezerwowych i paramilitarnych – większość tych ostatnich z Grupy Wagnera.
"Liczby wskazują również na brak szybkiej opieki medycznej na pierwszej linii. Coraz trudniej jest ewakuować rannych żołnierzy, biorąc pod uwagę, ile artylerii i ostrzału kończy każde starcie. W przeciwieństwie do wojen USA w Afganistanie i Iraku, gdzie siły amerykańskie ściśle przestrzegały ewakuacji rannych w ciągu godziny do dobrze zaopatrzonej placówki medycznej, na Ukrainie nie ma takiej możliwości.
Zamiast tego ranni żołnierze są często wrzucani do dowolnego dostępnego pojazdu lub opuszczają front pieszo. W niektórych przypadkach ranni i zabici pozostają na polu bitwy, ponieważ medycy nie są w stanie do nich dotrzeć. Szpitale i punkty pomocy często są przeciążone."
"na Ukrainie, w dużych miastach i na wsiach, prawie każdy zna rodzinę, która straciła kogoś w walkach. Suche kwiaty z pogrzebów zaśmiecają ciche ulice, a cmentarze zapełniają się w każdym zakątku kraju."
"Śmierć żołnierzy może mieć większy wpływ na Ukrainę w wojnie, która jest daleka od zakończenia. Podczas gdy kombatanci giną masowo, cywile złapani między działami giną w tysiącach, podczas gdy miliony zostały przesiedlone."