Katolicyzm i inne religie

Ja zadam jedno banalnie proste pytanie.
Mianowicie czy sądzisz, że twórcy Nowego Testamentu znali mity egipskie sprzed 3000 lat, które do ówczesnych czasów uległy ogromnym zmianom, od tych wersji, które podajesz (a które i tak są naciągane)?
Po kolei: św. Piotr nie potrafił ani czytać ani pisać. św. Paweł, z racji wieku i okolic w jakich się rozwijał (dosyć militarne) nie miał prawa znać języka egipskiego w piśmie. św. Łukasz, lekarz, zatem oczytany człowiek, jednak również co do znajomości transkrypcji egipskich mam dylemat. św. Jan był za młody by pojąć tak trudny język bez szkolenia.
Zresztą czasy Chrystusa to okres ogromnego upadku cywilizacji Egiptu, a jeśli weźmiemy pod uwagę, że za czasów świetności tej cywilizacji piśmiennych było mniej niż 5% (i to przesadzona liczba w górę), to w czasie upadku zapewne już nie istniało więcej osób potrafiących rozszyfrować pisma sprzed 3000 lat i dodatkowo chętnych przesłać je do Izraela dla jakichś kompletnie "chorych psychicznie" osób.

Twierdzisz, że chrześcijaństwo jest kopią cywilizacji Egiptu, a ja się pytam, kto miałby tę kopię stworzyć, skoro nikt nie miał prawa znać tych mitów na tyle dobrze, by je tak wiernie skopiować, jak to ktoś stara się na siłę udowodnić?

Żyjemy w 2015 roku i dyskutujemy o wydarzeniach sprzed 2000 lat mając nieporównywalnie bardziej rozwiniętą technologię badań, rozwiniętą archeologię i tabun naukowców potrafiących czytać pisma egipskie zakopane 100 metrów pod piaskiem i widocznie nie potrafiących dostatecznie udowodnić istnienia danego człowieka, tak by przestało to być negowane. A teraz cofnijmy się do 1 roku i pomyślmy jak oni mieli prowadzić badania nad historią sprzed 3000 lat, skoro jeden nie umiał pisać, drugi był wychowanym żołnierzykiem, a trzeci był bez jakiejkolwiek monety przy duszy.
Argument o kopiowaniu jest śmieszny z racji oczywistej niemożliwości dokonania tej kopii.

Przepraszam za argument odbiegający od Twojego pytania.
A teraz co do samego faktu, to owszem chrześcijaństwo czerpało z innych kultur, ale jest to temat na inną dyskusję, bo nie odbywało się to na zasadzie jaką podajesz (czyli wiernego kopiowania).


Niesamowicie celne, bracie! :applause:
 
Ja zadam jedno banalnie proste pytanie.
Mianowicie czy sądzisz, że twórcy Nowego Testamentu znali mity egipskie sprzed 3000 lat, które do ówczesnych czasów uległy ogromnym zmianom, od tych wersji, które podajesz (a które i tak są naciągane)?

Nie istniały przekazy ustne ? Nie twierdzę, że chrześcijaństwo jest kopią mitów egipskich, tylko że ma z nimi trochę wspólnego. Wkleję kilka rzeczy z zacytowanego wcześniej linku:

Oto i owe podobieństwa:
- Faraona w starożytnym Egipcie uważano za syna boga, był człowiekiem, a zarazem bogiem jak Jezus. Jego matce zwiastowano boskie poczęcie, tak jak potem poczęcie Jezusa. Faraon był pośrednikiem między ludźmi a Bogiem, zmartwychwstał i wstąpił do nieba.
- Modlitwa "Ojcze Nasz", którą według tradycji chrześcijańskiej ułożył Jezus, jest prawie jednakowa z "Modlitwą ślepca", która znajduje się w tekście egipskim z 1000 roku przed Chrystusem.
- W mitologii egipskiej Set chce zabić dziecko imieniem Horus. Jego matka Izyda ucieka, więc z nim, w Biblii Święta Rodzina ucieka do Egiptu przed Herodem.
- Egipcjanie uważali mirrę, kadzidło i złoto za emanacje boga Ra: złoto było jego ciałem, kadzidło jego zapachem, a mirra jego nasieniem.
- Obraz uczty, który znajduje się on na grobie egipskim w Paheri (1500 lat przed Chrystusem). Przedstawia zamienienie wody w wino przez faraona (jest tam sześć dzbanów, w cudzie, jakiego dokonał Jezus, jest też sześć dzbanów. Teologowie ciągle zadają sobie pytanie, dlaczego sześć (Llogari Pujol twierdzi, że dlatego, iż skopiowano opowieść egipską)
- Bóg Sobek, o czym opowiadają "Teksty z piramid", z 3000 roku przed Chrystusem rozmnożył chleb i ryby i rozdał ludziom na brzegu jeziora Faiun. Następnie chodzi po wodach tego jeziora. (Na gotyckich malowidłach przedstawiających cudowny połów ryb przez apostołów można się dopatrzyć, że te ryby to specjalny gatunek żyjący tylko w Nilu).
- Ozyrys, bóg zboża, umierający, co roku, pozwalał Egipcjanom żywić się swoim ciałem (chlebem). W "Tekstach z piramid" zwany jest także "panem wina". Ozyrys daje Izydzie do picia z kielicha swoją krew, by pamiętała o nim po jego śmierci.
Przybranym ojcem Horusa był Seb lub Seph - Przybranym ojcem Jezusa jest Joseph (Józef)
Horus miał królewski rodowód. - Jezus miał królewski rodowód
Narodzinom Horusa towarzyszyły solarne bóstwa które podążały za gwiazdą Syriusza przynosząc dary - Narodzinom Jezusa towarzyszyło trzech mędrców, którzy podążali za "gwiazdą na wschodzie" niosąc dary

Oraz epilog książki Pujola:

Na poprzednich stronach próbowaliśmy dowieść ścisłego związku łączącego chrześcijaństwo z kulturą egipską do tego stopnia, że wielkie tematy Nowego Testamentu okazały się ostatecznie być niczym więcej, jak wierną transpozycją koncepcji i wydarzeń zapisanych w księgach 2000 lat wcześniej. Nie można jednak powiedzieć, że opowieści biblijne to jedynie mechaniczna kalka. Ewangelie i pozostałe teksty skupione wokół postaci Jezusa są wystarczająco przemyślane, by demontując kawałek po kawałku pałac literatury starożytnego Egiptu, wznieść z dużą dozą talentu świątynię nowej religii na bazie wykorzystanego w całości budulca. Owi specjaliści architektury słowa musieli należeć do kulturalnej elity epoki i doskonale znać cywilizację faraonów. Wskazywaliśmy już, że mogli pochodzić ze środowiska kapłanów z Aleksandrii - miasta będącego prawdopodobnie kolebką chrześcijaństwa.
Z punktu widzenia formy teksty nowotestamentowe naśladują powszechne w starożytności techniki: wykorzystują słowa z innych tekstów, by następnie wpleść je w nowe dzieło. Autorzy pism Nowego Testamentu wybierają określony temat, potem wprowadzają go i konstruują symetryczne zakończenie tą samą ideą lub motywem. Określając w ten sposób punkt wyjścia i zakończenie opowieści, konstruują resztę w oparciu o teksty egipskie; cały czas jednak zachowują tę samą strukturę. Napotykamy więc idealną i spójną geometrię w dwóch kierunkach: "pionowym", w samym tekście (według schematu a b c... - a' b' c'...), i "poziomym", dotyczącym losów Jezusa i faraona, bohaterów obu historii, które są paralelne.

Ewangelie zostały spisane ok.50-70 lat po śmierci Jezusa, skąd macie pewność, że nie ma w nich przekłamań ?
 
Nie istniały przekazy ustne ? Nie twierdzę, że chrześcijaństwo jest kopią mitów egipskich, tylko że ma z nimi trochę wspólnego. Wkleję kilka rzeczy z zacytowanego wcześniej linku:



Oraz epilog książki Pujola:



Ewangelie zostały spisane ok.50-70 lat po śmierci Jezusa, skąd macie pewność, że nie ma w nich przekłamań ?

Mordo, nie wiem czy chcesz mnie przekonać, czy co, ale do mnie nic nie trafi, bo widziałem jak w imię Jezusa ludzie są uzdrawiani i nogi wydłużane. No nic do mnie nie trafi. :D Wiem jednak, że szatan lubi się podszywać pod Boga. :)

Nie ma przekłamań, bo cztery niezależne źródła potwierdzają ogólny obraz. :)

Ja po prostu nie chciałbym, aby moi bracia i siostry mieli smutną niespodziankę po śmierci. :(
 
Jakby ktoś z was był z Warszawy i miał ochotę w sobotę, zapraszam, będzie można spotkać również i mnie. :D
 

Attachments

  • image (1).jpg
    image (1).jpg
    49 KB · Views: 23
Fajny przykład z wiki, do działu filozofia sie nadaje:

Poniższy przykład pokazuje orientacyjne stopniowanie prawdopodobieństwa i odpowiadające mu określenia. Załóżmy, że mamy wyciągnąć z urny jedną kulę.

  • Jeśli w urnie są same białe kule, to wiem, że wyciągnę białą.
  • Jeśli w urnie jest 999 białych kul i jedna czarna, to głęboko wierzę, że wyciągnę białą.
  • Jeśli w urnie jest 99 białych kul i jedna czarna, to wierzę, że wyciągnę białą.
  • Jeśli w urnie są 3 białe kule i jedna czarna, to przypuszczam, że wyciągnę białą.
  • Jeśli w urnie jest 1 biała kula i 999 czarnych, to nie jest wykluczone, że wyciągnę białą.
Powyższy przykład nie uwzględnia jednak różnic indywidualnych. Przy silnym sceptycyzmie można powiedzieć, że dopiero przy milionie białych kul i jednej czarnej głęboko wierzę, że wyciągnę białą.
Wg mnie do głębokiej (czy też płytkiej) wiary nie trzeba mieć żadnej wiedzy o liczbie kul w urnach. Można głęboko wierzyć, że wyciągnie się 1 białą kulę gdy jest też w urnie 999 czarnych (i na odwrót).

Co więcej, człowiek może nie wierzyć w coś udowodnionego i wierzyć w kompletny fałsz. Wierzyć, że wyciągnie zieloną kulę spośród 100 białych i 100 czarnych ;)
 
gdzie można zobaczyć takie rzeczy ?

na wieczorach Chwały, wieczorach Uwielbienia, na ulicach, w Kościołach w trakcie mszy z modlitwami o uzdrowienie

... ale jeżeli nie wierzysz, to nie gwarantuje Ci to nawrócenia :) zawsze jest jakieś 'ludzkie' wytłumaczenie na cuda. Mój kumpel widział jak dzieciak, który nie chodził od urodzenia wstał z wózka i zaczął biegać po Kościele ciesząc się - podczas gdy jego matka legła na podłodze i płakała dwie godziny i po takim czymś... kolega się nie nawrócił... jeszcze. :)
 
serio pytam z ciekawości, wiara moja słaba jest i taki widok z pewnością by ją wzmocnił.

Dokładnie. Ja miałem to samo. Jak modliliśmy się o wydłużenie nogi, to gdzieś w środku tliła się iskierka wątpliwości, która odeszła jak widziałem na własne oczy, gdy noga się wydłuża. Mocno zbudowany tym byłem, a już dwa dni po tym zdarzeniu modliłem się z wiarą trzymając taką nogę w rękach i została wydłużona przez Jezusa. :)

Rozejrzyj się za wspólnotami gdzie faktycznie jest namaszczenie w Twojej okolicy, jak podasz mi miasto, to mogę się rozeznać i Ci podać jakieś informacje gdzie modlą się z mocą. :)
 
Wg mnie do głębokiej (czy też płytkiej) wiary nie trzeba mieć żadnej wiedzy o liczbie kul w urnach. Można głęboko wierzyć, że wyciągnie się 1 białą kulę gdy jest też w urnie 999 czarnych (i na odwrót).

Co więcej, człowiek może nie wierzyć w coś udowodnionego i wierzyć w kompletny fałsz. Wierzyć, że wyciągnie zieloną kulę spośród 100 białych i 100 czarnych ;)


No o to włąśnie mi chodzi. Jak jest w dzbanie 1000 kul i wszystkie są białe, to WIESZ ze wyciagniesz białą. Nie może wtedy istnieć "wiara". Wszystko inne to wiara.
 
No o to włąśnie mi chodzi. Jak jest w dzbanie 1000 kul i wszystkie są białe, to WIESZ ze wyciagniesz białą. Nie może wtedy istnieć "wiara". Wszystko inne to wiara.
Z tym że, jak dla mnie, wiara może też dotyczyć rzeczy pewnych. Można wierzyć, że się wyciągnie kulę czarną spośród 1000 kul białych. Jest to nielogiczne... ale cóż. Np.: ogólnie wiadomo, że człowiek musi umrzeć, a sporo ludzi wierzy, że co najmniej Maryja została za życia wzięta do nieba. Właściwie wszystkie cuda polegają na tym, że zdarzyło się niemożliwe (z logicznego punktu widzenia).
 
Mordo, nie wiem czy chcesz mnie przekonać, czy co, ale do mnie nic nie trafi, bo widziałem jak w imię Jezusa ludzie są uzdrawiani i nogi wydłużane. No nic do mnie nie trafi. :D

Nie chcę cię do niczego przekonywać. Mówiąc, że nic do ciebie i tak nie trafi sprawiasz wrażenie fanatyka. Do mnie trafiłoby jakieś racjonalne argumenty i mogły przekonać w jedną lub drugą stronę. Np. dlaczego nie zrobicie nagrania video z tego przedłużania nogi ? Zamknęłoby to usta niedowiarkom, a tak to można uznać jedynie za zbiorową halucynację.

Ja po prostu nie chciałbym, aby moi bracia i siostry mieli smutną niespodziankę po śmierci. :(

A może to ty będziesz miał smutną niespodziankę po śmierci, jak się okaże, że wedy mają rację i w przyszłym wcieleniu obudzisz się jako żuczek gnojarek :D
 
Właściwie wszystkie cuda polegają na tym, że zdarzyło się niemożliwe (z logicznego punktu widzenia).

Ja bym nie powiedział, że niemożliwe, tylko jeszcze niewyjaśnione. Wiele rzeczy, które w starożytności były uważane za "boskie" są obecnie wyjaśnione.

Poza tym chciałbym zobaczyć jakiekolwiek potwierdzone "cuda". Przecież gdyby cokolwiek takiego istniało i zostało potwierdzone, to chrześcijanie mogliby powiedzieć: "szach mat, nasza wiara jest prawdziwa".

Podoba mi się zdanie Dawkinsa w tym temacie: "Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią. "
 
A może tych "Jezusów" było całe mnóstwo i pałętało się ich trochę po Palestynie, a jeden z nich jakoś tam wypłynął ? Dosyć dobrze opisuje to Dawkins w "Bogu urojonym".
Nie istniały przekazy ustne ? Nie twierdzę, że chrześcijaństwo jest kopią mitów egipskich, tylko że ma z nimi trochę wspólnego. Wkleję kilka rzeczy z zacytowanego wcześniej linku:

Oraz epilog książki Pujola:

Ewangelie zostały spisane ok.50-70 lat po śmierci Jezusa, skąd macie pewność, że nie ma w nich przekłamań ?
Istniały przekazy ustne, ale w czasach 1 roku n.e. musiały być one zdeformowane (ile do dzisiaj przetrwało legend od 1000 r p.n.e w słowie?).
Co do dekalogu, to Mojżesz nie otrzymał na górze od Boga 10 przykazań w znanej nam formie! Otrzymał od Boga przykazania, po czym zniszczył tablice z tekstem i sam odtworzył je z pamięci. Siłą rzeczy mógł je odtworzyć na wzór egipskich praw (wychowywał się na dworze egipskim), stąd chociażby wpływ tamtej kultury w judaizmie, a później w chrześcijaństwie (i to pierwszy przykład z brzegu). Nie trzeba daleko Biblii czytać by samemu takie wpływy wypunktować i na pewno nie potrzeba mi do tego jakiegoś Pujola, który twierdzi, że Chrystus był faraonem.
Zresztą zadajmy sobie pytanie, dlaczego Chrystus w ogóle przyszedł na ziemię.

Ewangelie zostały spisane przez prawdopodobnie niezależnych od siebie autorów (w momencie spisywania), z czego dwóch znało Jezusa, a dwóch nie. Skąd św. Łukasz miałby znać tak dokładny opis wydarzeń jaki zawarł w swoich tekstach? A może niezależny autor w swojej wersji miał tak ogromne szczęście, że tak dokładnie spisał dzieje życia Jezusa i nie stało to w sprzeczności z pozostałymi ewangeliami? Tutaj masz kolejny wpływ obcych kultur, czyli język jakim posługuje się ten lekarz.

Jeśli dalej masz wątpliwości to śmiało pytaj, jednak póki co nie przekonujesz mnie w stwierdzeniu, że mit sprzed 3000 lat jest podstawą istnienia Nowego Testamentu.



Co do cudów: błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli.
Zresztą w kwestii prawa Kościoła Katolickiego nie ma nakazu wiary w cuda (nie są one żadnym dogmatem i wyznacznikiem). To znaczy że jeśli ktoś nie uwierzy w żaden cud następujący po zesłaniu Ducha Św. to nie tyle nie ma grzechu, o ile jest w jednakowej sytuacji jak osoba głęboko wierząca we wszystkie cuda.
Jeszcze prościej mówiąc, można śmiało nie wierzyć w żadne cudowne obrazy, sny, nawiedzenia, objawienia itd a i tak można być zbawionym.
Sensem chrześcijaństwa jest wiara w Boga, Jezusa i Ducha Św. wszystkie inne wiary są niepotrzebne do zbawienia.
Poza tym chciałbym zobaczyć jakiekolwiek potwierdzone "cuda". Przecież gdyby cokolwiek takiego istniało i zostało potwierdzone, to chrześcijanie mogliby powiedzieć: "szach mat, nasza wiara jest prawdziwa".
Argument - sedno sprawy. Udowodniono pewnie tysiące cudów, ale jak nie chcesz w nie wierzyć, to nie uwierzysz.

Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie - odrzekł tamten - lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą.
(Łk 16, 23-31)
 
Last edited:
Nie chcę cię do niczego przekonywać. Mówiąc, że nic do ciebie i tak nie trafi sprawiasz wrażenie fanatyka. Do mnie trafiłoby jakieś racjonalne argumenty i mogły przekonać w jedną lub drugą stronę. Np. dlaczego nie zrobicie nagrania video z tego przedłużania nogi ? Zamknęłoby to usta niedowiarkom, a tak to można uznać jedynie za zbiorową halucynację.



A może to ty będziesz miał smutną niespodziankę po śmierci, jak się okaże, że wedy mają rację i w przyszłym wcieleniu obudzisz się jako żuczek gnojarek :D

a mi nigdy by do głowy nie wpadło, żeby coś nagrywać, bo: nie będziesz wystawiał na próbę Pana Boga swego.

ale mamy zdjęcia przed i po :)
 
Ja to bym chciał żyć w świecie, w którym każdy może być tym kim chce i wierzyć w co chce (dopóki oczywiście nikogo nie krzywdzi). Żeby nikt nikomu nic nie narzucał i nie szydził #madziaogórekstajl #wypuścićbiałegogołebia

Szkoda, że życie to dzifka i nie je bajka.
 
Ja to bym chciał żyć w świecie, w którym każdy może być tym kim chce i wierzyć w co chce (dopóki oczywiście nikogo nie krzywdzi). Żeby nikt nikomu nic nie narzucał i nie szydził #madziaogórekstajl #wypuścićbiałegogołebia

Szkoda, że życie to dzifka i nie je bajka.

Masta, jak pijesz do mnie, to co ja poradzę. Sam Jezus mi powiedział idź i głoś Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Wiesz co grozi za niestosowanie się do rozkazów dowództwa w wojsku? :D To ja mam podobnie! Też jestem żołnierzem. :D ... ale w wolności... nikogo nie zmuszam przecież do wiary. Mówię tylko, że mnie nie przekonają żadne 'racjonalne' argumenty, bo Bóg nie jest racjonalny, tylko niepojęty i niezmierzony.
 
Masta, jak pijesz do mnie, to co ja poradzę. Sam Jezus mi powiedział idź i głoś Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Wiesz co grozi za niestosowanie się do rozkazów dowództwa w wojsku? :D To ja mam podobnie! Też jestem żołnierzem. :D ... ale w wolności... nikogo nie zmuszam przecież do wiary. Mówię tylko, że mnie nie przekonają żadne 'racjonalne' argumenty, bo Bóg nie jest racjonalny, tylko niepojęty i niezmierzony.
Nie piję do Ciebie ziombel, odbieram Cię zajebiście pozytywnie. Nie mówię o dzieleniu się swoją prawdą i przekonaniami tylko narzucaniu, w sensie moja racja jest mojsza, jak można w ogóle tak sądzić itp. Uważam że głupi sie rodzimy i głupi umieramy. Tak ogólnie sobie dywaguję :)

Szczególnie dlatego, że w życiu dzieje się tyle rzeczy nie do ogarnięcia, też w tym kontekście właśnie.
 
Last edited:
Nie piję do Ciebie ziombel, odbieram Cię zajebiście pozytywnie. Nie mówię o dzieleniu się swoją prawdą i przekonaniami tylko narzucaniu, w sensie moja racja jest mojsza, jak można w ogóle tak sądzić itp. Uważam że głupi sie rodzimy i głupi umieramy. Tak ogólnie sobie dywaguję :)

Szczególnie dlatego, że w życiu dzieje się tyle rzeczy nie do ogarnięcia, też w tym kontekście właśnie.

A my siedzimy i się zastanawiamy nad pierdołami, zamiast sobie odpuścić i cieszyć się tym co mamy i co możemy dobrego przynieść naszym bliźnim... :)
 
Ja bym nie powiedział, że niemożliwe, tylko jeszcze niewyjaśnione. Wiele rzeczy, które w starożytności były uważane za "boskie" są obecnie wyjaśnione.
Jeśli wierzyć Keplerowi, że Bóg jest matematykiem, to pewnie się do jej zasad stosuje, tak więc większość zdarzeń raczej da się wyjaśnić ;). Możliwe też jest, że matematyka i inne nauki opisują jedynie zastaną rzeczywistość i nie odkrywają żadnych praw. Mogę sobie wyobrazić, że zdarzenia występujące często są dowodem potwierdzającym jakieś prawo, a gdy wystąpi jakaś anomalia dodawane są kolejne korekty lub stare prawa zastępowane nowymi. Co nie oznacza, że prawa te istnieją po prostu mogło się zdarzyć, że akurat w naszych czasach zdarzenia można było dopasować do pewnych założeń. Czyli możliwe, że to tylko przypadek (boskie zrządzenie ;) ), że uznajemy w naszej rzeczywistości że 1 + 1 = 2 a nie 432,5.
Poza tym chciałbym zobaczyć jakiekolwiek potwierdzone "cuda". Przecież gdyby cokolwiek takiego istniało i zostało potwierdzone, to chrześcijanie mogliby powiedzieć: "szach mat, nasza wiara jest prawdziwa".
Kościół przedstawił całe mnóstwo cudów. Tylko co to znaczy potwierdzone? Cud można zawsze zbyć twoim poprzednim argumentem, że jest on jeszcze nie wyjaśniony, ale w przyszłości wyjdzie szydło z worka. Logicznie trzeba by było udowadniać, że czegoś nie da się wyjaśnić, a to cholernie trudne. Co do potwierdzeń, jest sporo cudów opisanych przez wielu świadków - tylko to mogą być urojenia ;)
Podoba mi się zdanie Dawkinsa w tym temacie: "Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią. "
W takim razie, w oczach tej jednej osoby co ma urojenia, reszta jest mocno religijna ;). Jak dla mnie Dawkins jest mocno WIERZĄCY w nieprawdziwość religii (jakiejkolwiek). Nie da się dowieść, że istnieje jakaś niedostrzegalna siła, która dajmy na to stworzyła wszechświat, póki co obserwuje swoje dzieło, może od czasu do czasu się udziela. Jeśli Dawkins próbuje udowodnić, że założenia religii są błędne (te transcendentne), lub chce pokazać że to absurd, to jak dla mnie jest takim samym fanatykiem jak fanatycy religijni. Zajmowanie się tym tematem od strony logicznej też jest bez sensu (chyba, że chodzi o nabijanie kabzy z książek). Jeśli coś wykracza poza logikę to nie da się logicznie do tego podejść. Do tego trzeba założenia, że wszystko jest logiczne, ale to tylko założenie. Ateizm jest taką samą religią jak każda inna ;). Teiści wierzą, że istnieje istota wyższa. Ateiści wierzą (bo nie mogą wiedzieć), że takiej istoty nie ma.
 
Na 100% jest jakaś nadprzyrodzona siła, która nie ma początku i po prostu była. To musiało być coś nie do ogarnięcia. Przecie te wielkie wybuchy itd. same z siebie nie powstały. Lecz nie wierzę, że kiedykolwiek dojdziemy do tego, co to jest. Wątpię, czy Jahwe czy Allah. Z obserwacji świata śmiem wątpić, że to którykolwiek z istniejących bogów.
 
Ciebie też trzeba. :D

@Masu ale nie masz relacji z Bogiem (z tego co mówiłeś), a tego potrzeba do osiągnięcia #ultimatehappiness :D MASZ TO JAK W BANKU HEHEH

PS. dzięki @Masu za ten temat, będę częstym gościem. :D
Możecie się śmiać, ale nie tak dawno, jakoś miesiąc temu, wracając w poniedziałek z treningu spotkałem w autobusie płaczącego faceta (znaczy nie że beczał czy coś, tylko sobie łkał pod nosem). Chłop zadbany, dobrze ubrany, na oko oceniając mógł wracać z pracy, miał około 40 lat może więcej, na pewno nie mniej.
Żal mi się gościa zrobiło.
Poszedłem do kościoła w niedzielę (a więc 6 dni później) i tradycyjnie jakąś sobie intencyję wymyślam i nic nie wpadło mi innego do głowy niż pomodlić się za tego faceta w autobusie, tak też uczyniłem (w sensie cała msza w tej prywatnej intencji).
Dzięki temu przeżyłem swój najlepszy tydzień od pewnie 3 lat (albo i w całym życiu), spotkałem cudowną dziewczynę, pogodziłem się w starym sporze, odkurzyłem stare znajomości, na siłowni pobiłem rekorda, na uczelni zaliczyłem bezproblemowo trudne kolokwia, a to wszystko dzięki jednej intencji za zupełnie obcą mi osobę.
Dlaczego uważam, że to dzięki tej mszy w jego intencji trafił mi się ten okres w życiu?
Mianowicie najlepszym na to potwierdzeniem jest fakt, że minął miesiąc, a ja się zastanawiam, czy ten człowiek poradził sobie ze swoimi problemami i nadal o nim nie zapomniałem (choć widziałem go 5 minut w autobusie). Tak, to kwestia tylko i wyłącznie wiary, ale mam nadzieję, że tak jak mnie pomogła ta msza, tak i temu człowiekowi wszystko się dobrze ułożyło.
Piszę to chyba tylko po to, by nie traktować Morta jako jedynego waryjata na forum, jest nas co najmniej dwóch.
 
Dlaczego uważam, że to dzięki tej mszy w jego intencji trafił mi się ten okres w życiu?
Też się nad tym zastanowiłem i po przeczytaniu dalszej części nadal nie wiem dlaczego tak uważasz. IMHO wierzysz więc to sobie połączyłeś. BTW nie uważam @Mort za wariata, po prostu on wierzy a ja nie ;)
 
Też się nad tym zastanowiłem i po przeczytaniu dalszej części nadal nie wiem dlaczego tak uważasz. IMHO wierzysz więc to sobie połączyłeś. BTW nie uważam @Mort za wariata, po prostu on wierzy a ja nie ;)
Ja Morta uważam za wariata :)
Co do mojego dowodu, to nie sądzę bym w jakikolwiek, nawet na w poły naukowy sposób, potrafił udowodnić, że to się ze sobą wiązało.
Kiedyś słyszałem fajne kazanko w kościółku (tak, ktoś tego słucha), ksiądz gadał, że czasami można mieć wrażenie, że to nie druga osoba do nas mówi, tylko sam Bóg przez nią. Z drugiej strony w psychologii jest taki termin jak błysk, gdy pod wpływem czasami ledwo zauważalnego impulsu wszystko się człowiekowi wyjaśnia.
Może ten człowiek w tym autobusie był dla mnie takim błyskiem, albo inaczej mówiąc, może płakał w tym autobusie tylko po to, bym się nad nim zastanowił i go pożałował przez chwilę.
 
Ja Morta uważam za wariata :)
Ja nie - chociaż po dzisiejszej fotce @Mort na fb może trochę :D
nie sądzę bym w jakikolwiek, nawet na w poły naukowy sposób, potrafił udowodnić, że to się ze sobą wiązało.
Nie chodzi mi o naukowe wywody. Ale napisałeś że "dzieki temu" i ja tego nie widzę.
Może ten człowiek w tym autobusie był dla mnie takim błyskiem, albo inaczej mówiąc, może płakał w tym autobusie tylko po to, bym się nad nim zastanowił i go pożałował przez chwilę.
Może ;) Słowo klucz. Fajna historia BTW ale nijak nie łączę tego z wiarą. Tak jak mówiłem, gdy ktoś wierzy to sobie to chce złożyć i mu pasuje. Ja tego nie widzę.
 
Back
Top