GameZone... czyli co sie kreci w czytnikach.

Podobno dwie całkiem inne gry w drugim akcie. Strona elfów i reszty hołoty czeka na więcej czasu, póki co grę tylko ludźmi skończyłem. Jedynka IMO lepsza.
 
Wybieraj Rocha! Chyba nie będziesz się bratał z tymi brudnymi elfami?! Toż to buntownicy!
 
Oczywiście, że wybrałem Rocha... eot, bo ktoś mi tutaj machnie spoilerem i świeta nie beda juz magiczne. Dzięki za odpowiedzi i cieszy mnie, że jest sens przechodzić te gre więcej niż raz (jak w gothic :))
 
Tak, dwie różne dorgi wtedy obierasz. Jak masz czas i chęci, zrób save przed wyborem i przejdź sobie obie drogi - jedna po drugiej. Masz całkiem inne misje, miejsca i postaci. Na końcu jednak trafiasz w to samo miejsce. Ale wybór jest ważny. Ja zostałem z ludźmi na początku :)
 
Wybranie Iorwetha jest bez sensu, bo to z Rochem współpracujemy od samego początku. Iorwetha wybierają tylko fascynaci pedalskich elfów :) Ja sam wybrałem Rocha, a dopiero za drugim razem Iorwetha i myślę, że pierwszy wybór jest zdecydowanie lepszy i sensowniejszy z punktu widzenia fabuły.
 
Uwaga, możliwe spoilery.



Ja też za pierwszym razem wybrałem opcję Iorwetha, chociaż przez większość pierwszego aktu nawet nie brałem tego pod uwagę. Sporo czasu minęło i nie pamiętam dokładnie dlaczego, ale pod koniec aktu, kiedy przyszło do decyzji, wydawało mi się, że w kompanii Iorwetha prędzej uda się odnaleźć Triss (może to kwestia tego, że Roche wydawał się skupiony wyłącznie na Loredo i rozgrywkach politycznych?). W każdym razie miałem wrażenie, że wybór jest mniej więcej taki - idź z Rochem i broń interesów Temerii albo idź z Iorwethem i szukaj Triss. Uznałem, że książkowy Geralt wybrałby ratowanie bliskiej mu osoby i stąd decyzja :)



BTW - poza irytującymi często elfami, po stronie Iorwetha (a raczej Saskii) stoi też sporo krasnoludów, oni są spoko ;)
 
Ja się na początku kierowałem tym, że jestem człowiekiem, więc będę trzymał z ludźmi, a nie z elfami :D
 
Nie czytałem posta wyżej z racji na spoilery, ale imo jest sens wybierać iorwetha . Pomijając wszelakie spory międzyrasowe i patrząc z perspektywy samego wieśka: największy priorytet dla mnie to odnalezenie porwanej Triss, każda chwila sie liczy, zwracam się więc do Rocha o pomoc. Dla niego jednak ważniejsze jest zabicie Loredo co też potrwa jakiś czas. W tym momencie jestem tak zdesperowany, że postanawiam uwolnić Iorwetha u boku którego mogę mieć większe szanse na odnalezienie Letho. Nie stoją za tym wyborem żadne większe ideały, a po prostu potrzeba chwili.



Prosze o zaznaczanie, jezeli post zawiera spoilery. Wszak jestem dopiero na poczatku 2 aktu ;d
 
W każdym razie miałem wrażenie, że wybór jest mniej więcej taki - idź z Rochem i broń interesów Temerii albo idź z Iorwethem i szukaj Triss.


Miałem podobne odczucia.
 
Ja wybrałem Iorwetha i w sumie z ludźmi nie grałem, ale mam na urlopie przypomnieć sobie obie części więc na pewno sobie zagram teraz z ludźmi. Z elfami grało mi się nie najgorzej.
 
W ogóle wyszedł już pierwszy epizod drugiego sezonu the walking dead, ja dzisiaj będę ogrywać :)



Co do Aiona to jeszcze się nie wypowiadam, bo za mało grałem na MMO trzeba poświęcić trochę czasu. Poza tym nie mam jeszcze skrzydeł.

Chędożcie się! WIEWIóRKI DO BOJU!!!


Popieram!
 
@ Tomasz



Ale wiedźmin nie jest człowiekiem, więc nie musi z nimi trzymać!



Niemniej jednak, ja też wybrałem Roche'a za pierwszym razem.



Nigdy nie grałem w pierwszą część, warto do niej sięgnąć?
 
Fabularnie lepsza, system też moim zdaniem nieco ciekawiej zrobiony, aczkolwiek w powszechnej opinii ludzie raczej dwójkę preferują.
 
Co do jedynki to jest wyjebana, również ma świetny klimat i to coś, zupełnie inny jest natomiast system walki.
 
Co do jedynki to jest wyjebana, również ma świetny klimat i to coś, zupełnie inny jest natomiast system walki.


Tak, w dwójce znacznie poprawili system walki. Jedynka ma to coś w sobie, ale szkoda, ze jak się wybierało między czymś a czymś, to była jakby ta sama historia, nic się szczególnie nie zmieniało. W dwójce poprawili to właśnie tymi dwoma "historiami" :)
 
Co do tego wyboru w dwójce, to, choć też kierowałem się motywacją "odnaleźć Triss" uważałem, że o wiele większe szanse daje na to Roche. Obydwie postaci obłędnie dążyły do swojego celu - Roche chciał dorwać Letho, Iorweth chciał dorwać Roche'a. Jako że Triss najprawdopodobniej była tam gdzie Letho dla mnie logicznym było trzymać z Roche'm.


O, chyba po raz pierwszy tutaj mogę pochwalić Wiedźmina 2 - dobry rozwój fabuły.
 
@up



też mi się tak wydaje, w końcu komandos Roche to 'specjalista' od odnajdywania ludzi/nieludzi :) Nic to, nie czytam Was więcej bo sobie gre popsuje. Póki co jednak jestem zadowolony z Wiedźmana (mimo, że to moja pierwsza styczność w ogóle z białym wilkiem).
 
1 lepsza fabularnie? Beznadziejna wykreowana i upchnięta na siłe postać medium Alwina - miałem ochote zarżnąć dzieciaka w każdej scence w której się pojawiał. Dodatkowo akt 4 na wsi, który jest tak nużący i oderwany od fabuły w Wyzimie, że jak pierwszy raz grałem w Wiedzmina 1 to tam właśnie zakonczylem przygode, dopiero za drugim podejściem udało mi się go nie bez problemów [ta nuda] przejść. Dla mnie obie gry stoją na podobnym, dość wysokim poziomie fabularnym - jednak do idealu brakuje.







A co do wyboru między ludźmi i elfami - oczywiscie Roche. Raz, że ideologicznie ludzie jako strona mnie dużo bardziej przekonują, dwa że elfy zarówno w grze jak i w książkach są nadęte i zbyt filozoficzne, nie potrafiące odnaleźć się w rzeczywistości. Kto chciałby wspierać przegrańców ;)
 
Nie bardzo siedzę teraz w nowościach, a też nie bardzo chcę się w to zagłębiać więc proste pytanie - najlepsza karta graficzna jaką kupię do 500 zł ? Tylko NVidia.
 
@magik



Alvin faktycznie nieco na minus, ale zwrot akcji pod koniec z nim akurat był bardzo w porządku, także wybaczam. Natomiast czwarty akt był fajny przez to oderwanie właśnie - no i w ilu grach jest Cthulhu + Balladyna ? :D







Elfidła oczywiście do zaorania.
 
Ogarnąłem wreszcie Splinter Cell: Blacklist. Wszystko full na poziomie perfekcjonista (oprócz misji 4E, bo do nich konieczna jest kooperacja a nie lubię grać przez sieć, chyba że ze znajomymi). Ale tyle szpanu, teraz do rzeczy;)


Co do samej gry: więcej, ładniej, lepiej - to tak w skrócie. Nie spodziewałem się rewolucji, i rzeczywiście takowej nie ma. Już jakiś czas temu pisałem, że może się zdarzyć, że mechanika gry będzie cały czas lepsza w leciwym już MGS4. I faktycznie tak jest! Gra daje nam niby kilka sposobów przejścia etapu, ale w bardzo małym zakresie, podczas gdy w pozycji Kojimy miejscami (miejscami, bo przez sporą część gry podąża się również • korytarzami • ) można zaznać całkiem dużo otwartego świata. Tu tego nie ma - a szkoda.


W zasadzie jestem wielkim fanem całej serii, więc nie ma rzeczy, które by mnie jakoś zawiodły - nawet przejście gry w • trybie szturmowca • było do zaakceptowania, choć z wiadomym grymasem zniesmaczenia na twarzy;) Choć gdy się bardziej sprawię przyjrzeć, to jedna rzecz mnie rozczarowała. Zbyt duża ilość • akrobacji • kiedy chcemy przejść grę jako duch. Zamiast rozwiązać to fajnie, że gracz musi namęczyć się, lawirując między strażnikami i czekając na odpowiedni moment by przemknąć się niezauważonym - co występuje w grze również - w wielu miejscach można ominąć strażników zapierniczając przez połowę misji po gzymsie lub podczepionym na rurze u sufitu - nie tędy droga. Co to jest, komandos czy jakiś Prince of Persia?


Wykonanie super, akcje Fishera z karambitowym nożem - poezja. Aż miło patrzeć jak krew tryska. • Killing in motion • także na duży plus, fajne motywy, choć mogłoby być ich nieco więcej rodzajów. Wybór wyposażenia do każdej misji na plus - nie jakiś duży, ale sympatyczny.


Aha, największy zonk gry a prawie bym o nim zapomniał! - postać Fishera. Żeby tak zbezcześcić jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci świata gier, to trzeba być specem! Już nawet pal licho, że zrezygnowano z fantastycznego Michaela Ironside • a - nowy aktor nie jest najgorszy. Ale żeby lekko siwiejącego agenta, kolesia w sile wieku, z bagażem doświadczeń - balansującego na granicy emerytury, zamienić na • mr. nobody • ? - bo tak teraz wygląda Fisher, jak chłopek z reklamy mydła. Niby twardy, niby wszystko w porządku ale dziesięć minut po odłożeniu gry na półkę nie pamiętasz jego twarzy. Duży minus.


Podsumowując grało mi się super, w prywatnej oceniaczce daję 9 - choć jedno oczko w górę dodaję z automatu, bo to Splinter Cell;) Teraz nieco przerwy i zakupię The Last of Us • a potem już tylko MGS5 - i tu spodziewam się rewolucji, i to niemałej!
 
Przecież napisałem, że mam wszystko na full na perf. - a więc również bez zabijania. Ba, nawet bez ogłuszania zaliczyłem większość misji;))
 
A jak oceniasz fabułę nowego Splinter Cella? Ja nie grałem jeszcze w żadną część, ale na dość cenionym przeze mnie gry.wp.pl trochę się z niej nabijali, zwłaszcza w podcaście.
 
Back
Top