Filmy - co obejrzeć a co omijać szerokim łukiem.

Właśnie kończę czytać The Last Duel i mam film gotowy do obejrzenia.

Film Ridleya a do tego ten cały Driver, którego gęby nie mogę znieść i z jakiegoś powodu mam ochotę go zabić gdy na niego patrzę :korwinlaugh:

Drżę :beczka:
Dzieś tam fcześniej jezd moja recka moszna sie zapoznać żeby potę nie puakać
 
Wymęczyłem się wczoraj niesamowicie na Gladiatorze. Brak mi było cierpliwości do braku spójności, rekinów w koloseum i głównego bohatera, który był mi właściwie obojętny, a jego "podnoszące przemowy" sprawiały, że z zażenowania głębiej wciskałem się w fotel. Tragiczna Lucylla, niezły Denzel i momentami cesarze. I Ravi - bodaj jedyna postać, którą polubiłem. Ridley, tym razem znowu bez wyczucia. Nawet wizualnie to się nie broniło.
Denzel to jedyny plus tego filmu. Miał być kloc i wyszedł taki śmierdzący filmdebilek... i jeszcze te krwiożercze małpodobermany:beczka:
 
Denzel to jedyny plus tego filmu. Miał być kloc i wyszedł taki śmierdzący filmdebilek... i jeszcze te krwiożercze małpodobermany:beczka:
Psomałpy? Nie wiem, Ridley to wizjoner, może w Rzymie rzeczywiście takie były.
:korwinlaugh:
Chyba przeczące wszelkiej logice oceanarium w Koloseum i jeden(!) karłowaty nosorożec sprawiły, że na lepsze CGI już nie starczyło.
 
FB_IMG_1732264391659.jpg
 
Gladiator 2, dobry lecz do jedynki nie ma podjazdu.
7b0fbbd09b5198ec0e9765ede1b78f754760e0d1.gif
Też uważam, że nie był zły. Lepszy niż się spodziewałem. Jako tako udało im się nawiązać fabularnie do jedynki i pod tym względem jest to pełnoprawna kontynuacja -- oczywiście patrząc na realia pod kątem fabryki snów.

Sporo głupotek pojawia się na ekranie, ale też odzwierciedla to niejako poziom współczesnych blockbusterów w Holywood. Odpowiadający na obecne zapotrzebowania. Lata największej świetności produkcji z wielkim rozmachem, które naprawdę szanują inteligencję widza , tj lata 90 XX wieku już nie powrócą. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami. A produktem tamtych czasów był właśnie pierwszy "Gladiator". Obawiam się, że ten poziom już nie ma szansy się powtarzać w wysokobudżetowych produkcjach -- czy to ze względu na "tiktokizację" (postępujące zidiocenie odbiorców, którzy mają problem ze skupieniem uwagi) czy też z powodu poprawności politycznej, która zabija kino i jego kreatywność. "G2" na szczęście w umiarkowany sposób starał się nas ogłupić. I trochę prawdziwych emocji udawało mu się wykrzesać u widza. Pomimo, że balansował na granicy pastiszu i miał w sobie nieco campu.

Efekty specjalnie nierówne -- te statki na morzu waliły sztucznością, małpy też... ale już np. nosorożec był całkiem niezły. Podobnie z architekturą. Hollywood od dobrych kilku lat ma problem z efektami CGI. I to w produkcjach za pierdyliard dolarów.

Denzel dobry, Pascal -- za którym nie przepadam -- naprawdę dobry. Główny bohater po prostu ok -- mogliby wybrać kogoś o konkretnej charyzmie, bo przecież castingowali pewnie z 1000 chłopa do tej roli. Do Crowe'a nie ma podjazdu, wiadomo. Pojedynki nieźle nakręcone.

Wczoraj obejrzałem dwójkę, dzisiaj powtórzyłem jedynkę, którą też w kinie widziałem. Zawsze uwielbiałem i oglądałem wiele razy. Teraz tak na chłodną na nią spojrzałem i też sporo mankamentów dojrzałem. Trochę magii jakby uleciało.

"The last duel" z 2021 roku, też Ridleya, był lepszy od Gladiatora 2 -- bardziej surowy, dobry średniowieczny klimat i zajebisty końcowy pojedynek. Ktoś się może stękać, ze to #metoo w średniowieczu, tyle że feministkom i wojującym lewicowcom wydźwięk tego filmu nie do końca pasował, wręcz wiele osób z tych środowisk mocno irytował, więc to jest #metoo w akceptowalnej dla mnie formie ;-)
 
Last edited:
"The last duel" z 2021 roku, też Ridleya, był lepszy od Gladiatora 2 -- bardziej surowy, dobry średniowieczny klimat i zajebisty końcowy pojedynek. Ktoś się może stękać, ze to #metoo w średniowieczu,
Ten film jest oparty na książce, która opisuje prawdziwą historię więc ten zarzut uznałbym raczej za chybiony.

Autor książki spędził mnóstwo czasu i włożył dużo pracy w research i jest napisana bardziej w formie reportażu historycznego już fabularnej.

Moim zdaniem jest bardzo obiektywnie napisana.
 
Ten film jest oparty na książce, która opisuje prawdziwą historię więc ten zarzut uznałbym raczej za chybiony.

Autor książki spędził mnóstwo czasu i włożył dużo pracy w research i jest napisana bardziej w formie reportażu historycznego już fabularnej.

Moim zdaniem jest bardzo obiektywnie napisana.
Wiem, kolego, że opierał się na książce. Źe starał się trzymać realiów. Natomiast reportaż historyczny, który ma się odnosić do historii sprzed ponad 600 lat to taki trochę żart -- jeżeli się ma większe pojęcie o historii i o Hollywood ;-) Ale to miłe, że nie walisz w czambuł automatycnie Ridleya za jego lewackie zapędy ;-) Tego się po Tobie nie spodziewałem ;-)
 
Wiem, kolego, że opierał się na książce. Źe starał się trzymać realiów. Natomiast reportaż historyczny, który ma się odnosić do historii sprzed ponad 600 lat to taki trochę żart
Może nie żart, ale autor książki wielokrotnie i wyraźnie to zaznaczał, że po tylu latach można pisać tylko "o tyle o ile".
-- jeżeli się ma większe pojęcie o historii i o Hollywood ;-) Ale to miłe, że nie walisz w czambuł automatycnie Ridleya za jego lewackie zapędy ;-) Tego się po Tobie nie spodziewałem ;-)
Nie oglądałem jeszcze tego filmu, jak obejrzę to może zacznę :fjedzia:
 
Może nie żart, ale autor książki wielokrotnie i wyraźnie to zaznaczał, że po tylu latach można pisać tylko "o tyle o ile".

Nie oglądałem jeszcze tego filmu, jak obejrzę to może zacznę :fjedzia:



Książka Erica Jagera z 2004 r. „The Last Duel: A True Story of Trial by Combat in Medieval France” jest przykładem prawdy dziwniejszej od fikcji. Ta praca non-fiction kataloguje wydarzenia poprzedzające ostatni zatwierdzony przez rząd proces we Francji, który odbył się między Jeanem de Carrougesem a jego byłym przyjacielem, Jacquesem Le Grisem. Książka, wyczerpująco opracowana na podstawie istniejących dokumentów i zapisów, opowiada, jak żona Carrougesa, Marguerite, oskarżyła Le Grisa o gwałt, co doprowadziło do walki pary na śmierć i życie Marguerite, jeśli zostanie uznane, że skłamała.

Wydarzenia te zostały przedstawione w formie filmowej w nowym średniowiecznym eposie Ridleya Scotta, „The Last Duel”, napisanym przez Bena Afflecka, Matta Damona i Nicole Holofcener, który jest obecnie wyświetlany w kinach w całym kraju. Film jest opowiedziany w trzech rozdziałach z perspektywy Carrougesa (Damon), Le Grisa (Adam Driver) i Marguerite (Jodie Comer). Chociaż ściśle trzyma się książki Jagera, a scenariusz wykorzystuje rzeczywiste kwestie i fragmenty z jego twórczości, twórcy filmu dokonali pewnych zmian, aby lepiej rzucić światło na koncepcje zgody i perspektywy.


„Szkoły cię kształcą, a nabożeństwa religijne wygłaszają kazania, a filmy — w najlepszym przypadku — mogą wywoływać empatię i współczucie” — mówi Affleck. „Istnieje pewien paradoks ludzkiego doświadczenia, w którym często różni ludzie wychodzą z tej samej sytuacji z różnymi wrażeniami na jej temat. A jednak może być tylko jedna prawda. Chcieliśmy to zbadać. Ale chcieliśmy to zrobić przez pryzmat tej sytuacji.

„Nie chodziło więc tyle o skrupulatne trzymanie się prawdy historycznej, ponieważ nie służyłoby to potrzebom narracyjnym, którymi byliśmy zainteresowani, ile o rzucenie światła na fakt, że ślady seksizmu i mizoginii patriarchatu, w którym żyjemy obecnie, pochodzą z miejsca, które było skodyfikowanym systemem wartości cywilizacji zachodniej”.


To lepiej może obejrzyj, bo jednak całkiem możliwe, że stwierdzisz, że to lewackie woke gówno ;-)
 


Książka Erica Jagera z 2004 r. „The Last Duel: A True Story of Trial by Combat in Medieval France” jest przykładem prawdy dziwniejszej od fikcji. Ta praca non-fiction kataloguje wydarzenia poprzedzające ostatni zatwierdzony przez rząd proces we Francji, który odbył się między Jeanem de Carrougesem a jego byłym przyjacielem, Jacquesem Le Grisem. Książka, wyczerpująco opracowana na podstawie istniejących dokumentów i zapisów, opowiada, jak żona Carrougesa, Marguerite, oskarżyła Le Grisa o gwałt, co doprowadziło do walki pary na śmierć i życie Marguerite, jeśli zostanie uznane, że skłamała.

Wydarzenia te zostały przedstawione w formie filmowej w nowym średniowiecznym eposie Ridleya Scotta, „The Last Duel”, napisanym przez Bena Afflecka, Matta Damona i Nicole Holofcener, który jest obecnie wyświetlany w kinach w całym kraju. Film jest opowiedziany w trzech rozdziałach z perspektywy Carrougesa (Damon), Le Grisa (Adam Driver) i Marguerite (Jodie Comer). Chociaż ściśle trzyma się książki Jagera, a scenariusz wykorzystuje rzeczywiste kwestie i fragmenty z jego twórczości, twórcy filmu dokonali pewnych zmian, aby lepiej rzucić światło na koncepcje zgody i perspektywy.


„Szkoły cię kształcą, a nabożeństwa religijne wygłaszają kazania, a filmy — w najlepszym przypadku — mogą wywoływać empatię i współczucie” — mówi Affleck. „Istnieje pewien paradoks ludzkiego doświadczenia, w którym często różni ludzie wychodzą z tej samej sytuacji z różnymi wrażeniami na jej temat. A jednak może być tylko jedna prawda. Chcieliśmy to zbadać. Ale chcieliśmy to zrobić przez pryzmat tej sytuacji.

„Nie chodziło więc tyle o skrupulatne trzymanie się prawdy historycznej, ponieważ nie służyłoby to potrzebom narracyjnym, którymi byliśmy zainteresowani, ile o rzucenie światła na fakt, że ślady seksizmu i mizoginii patriarchatu, w którym żyjemy obecnie, pochodzą z miejsca, które było skodyfikowanym systemem wartości cywilizacji zachodniej”.


To lepiej może obejrzyj, bo jednak całkiem możliwe, że stwierdzisz, że to lewackie woke gówno ;-)
Taki mam zamiar.
Nie no, nie twierdzę, że to nie jest lewackie gówno :awesome:
Chodziło mi, że w kontekście #metoo to może nie powinno być brane bo to historia prawdziwa a nie fikcja o biednej zgwałconej bla bla bla, ale w sumie nie pomyślałem o tym, że Ridley faktycznie mógł z tej historii takową zrobić.
 


Książka Erica Jagera z 2004 r. „The Last Duel: A True Story of Trial by Combat in Medieval France” jest przykładem prawdy dziwniejszej od fikcji. Ta praca non-fiction kataloguje wydarzenia poprzedzające ostatni zatwierdzony przez rząd proces we Francji, który odbył się między Jeanem de Carrougesem a jego byłym przyjacielem, Jacquesem Le Grisem. Książka, wyczerpująco opracowana na podstawie istniejących dokumentów i zapisów, opowiada, jak żona Carrougesa, Marguerite, oskarżyła Le Grisa o gwałt, co doprowadziło do walki pary na śmierć i życie Marguerite, jeśli zostanie uznane, że skłamała.

Wydarzenia te zostały przedstawione w formie filmowej w nowym średniowiecznym eposie Ridleya Scotta, „The Last Duel”, napisanym przez Bena Afflecka, Matta Damona i Nicole Holofcener, który jest obecnie wyświetlany w kinach w całym kraju. Film jest opowiedziany w trzech rozdziałach z perspektywy Carrougesa (Damon), Le Grisa (Adam Driver) i Marguerite (Jodie Comer). Chociaż ściśle trzyma się książki Jagera, a scenariusz wykorzystuje rzeczywiste kwestie i fragmenty z jego twórczości, twórcy filmu dokonali pewnych zmian, aby lepiej rzucić światło na koncepcje zgody i perspektywy.


„Szkoły cię kształcą, a nabożeństwa religijne wygłaszają kazania, a filmy — w najlepszym przypadku — mogą wywoływać empatię i współczucie” — mówi Affleck. „Istnieje pewien paradoks ludzkiego doświadczenia, w którym często różni ludzie wychodzą z tej samej sytuacji z różnymi wrażeniami na jej temat. A jednak może być tylko jedna prawda. Chcieliśmy to zbadać. Ale chcieliśmy to zrobić przez pryzmat tej sytuacji.

„Nie chodziło więc tyle o skrupulatne trzymanie się prawdy historycznej, ponieważ nie służyłoby to potrzebom narracyjnym, którymi byliśmy zainteresowani, ile o rzucenie światła na fakt, że ślady seksizmu i mizoginii patriarchatu, w którym żyjemy obecnie, pochodzą z miejsca, które było skodyfikowanym systemem wartości cywilizacji zachodniej”.


To lepiej może obejrzyj, bo jednak całkiem możliwe, że stwierdzisz, że to lewackie woke gówno ;-)
Kurwa, powiem Ci, że fest mnie teraz zniechęciłeś do obejrzenia tego :childcry:

Wiadomo, że nie spodziewałem się cudu ale jak to będzie 2 godziny okrutnego patriarchatu i niewieścich łez to :iamdone:
 
Kurwa, powiem Ci, że fest mnie teraz zniechęciłeś do obejrzenia tego :childcry:

Wiadomo, że nie spodziewałem się cudu ale jak to będzie 2 godziny okrutnego patriarchatu i niewieścich łez to :iamdone:
No przecież napisałem też, że: "Ktoś się może stękać, ze to #metoo w średniowieczu, tyle że feministkom i wojującym lewicowcom wydźwięk tego filmu nie do końca pasował, wręcz wiele osób z tych środowisk mocno irytował, więc to jest #metoo w akceptowalnej dla mnie formie ;-)".

Ta sama historia opowiedziana jest z 3 różnych perspektyw. męża, baby i oprawcy/gacha/kochanka. Sam możesz sobie wybrać to, co jest prawdą. Dla każdej z tych trzech osób ich prawda jest tą prawdą, która jest "prawdziwa" -- ale ty jako widz możesz sobie wybrać to, która wersja jest wg Ciebie najbardziej prawdopodobna.
 
No przecież napisałem też, że: "Ktoś się może stękać, ze to #metoo w średniowieczu, tyle że feministkom i wojującym lewicowcom wydźwięk tego filmu nie do końca pasował, wręcz wiele osób z tych środowisk mocno irytował, więc to jest #metoo w akceptowalnej dla mnie formie ;-)".

Ta sama historia opowiedziana jest z 3 różnych perspektyw. męża, baby i oprawcy/gacha/kochanka. Sam możesz sobie wybrać to, co jest prawdą. Dla każdej z tych trzech osób ich prawda jest tą prawdą, która jest "prawdziwa" -- ale ty jako widz możesz sobie wybrać to, która wersja jest wg Ciebie najbardziej prawdopodobna.
Dobra, już nie spoileruj :awesome: obejrzę :redford:
 
No przecież napisałem też, że: "Ktoś się może stękać, ze to #metoo w średniowieczu, tyle że feministkom i wojującym lewicowcom wydźwięk tego filmu nie do końca pasował, wręcz wiele osób z tych środowisk mocno irytował, więc to jest #metoo w akceptowalnej dla mnie formie ;-)".

Ta sama historia opowiedziana jest z 3 różnych perspektyw. męża, baby i oprawcy/gacha/kochanka. Sam możesz sobie wybrać to, co jest prawdą. Dla każdej z tych trzech osób ich prawda jest tą prawdą, która jest "prawdziwa" -- ale ty jako widz możesz sobie wybrać to, która wersja jest wg Ciebie najbardziej prawdopodobna.


Osobiście żadnej nachalnej propagandy tam nie widziałem ale może jestem nieobiektywny bo lubię filmy Scotta.

Jedyne skojarzenia miałem z ,,Rashomon” Kurosawy, oczywiście nie ten ciężar gatunkowy filmu ale przekaz o względności prawdy podobny.
 
Osobiście żadnej nachalnej propagandy tam nie widziałem ale może jestem nieobiektywny bo lubię filmy Scotta.

Jedyne skojarzenia miałem z ,,Rashomon” Kurosawy, oczywiście nie ten ciężar gatunkowy filmu ale przekaz o względności prawdy podobny.
Rashomon to sztosiwo, jak i inne jego dzieła.
Z klaski japońskiej to mogę polecić też
Sanshiro Sugata w pl pod tytułem Saga o judo.
 
Strange Darling bardzo mocne 8/10. Pewnie już ktoś tu pisał o tym filmie, ale mimo wszystko pochwalę, bo w dzisiejszych czasach naprawdę bardzo mało produkcji nie przesiąkniętych na wskroś klimatami familijnymi. Rodzice, dzieci, LGBT, murzyni, żydzi itd. Po prostu, proste ostre kino, trzymające w napięciu, pozbawione tego całego familijnego patosu.

No dobre to było :frankapprove:
 
Back
Top