Byłem na Deadpool & Wolverine i niestety ale straszny zawód, wręcz ogromny. Fabuła taka, że w zasadzie jej nie ma - jakieś depresyjne pierdolenie Deadpoola na początku, potem pomieszanie z poplątaniem, dziwne organizacje, wątek wielu uniwersów, chronologii, umierania światów, potem depresyjne pierdolenie Wolverina, potem ich napierdalanka - gdzie obaj nie mogą umrzeć, więc totalnie bez sensu - potem napierdalanka innych, Blade i jakieś wojownicze księżniczki Xeny wsadzone na siłe. NOSZ KURWA MAĆ.
Inna para kaloszy to humor w filmie - o ile wcześniej był wulgarny, chamski, dosadny ale jednak celny i zabawny, tak teraz został wulgarny. Za to kręcący się w okół lini Fox - Disney i w zasadzie tylko tyle, do tego z dwa seksistowskie żarty o pindolu. Wyszło na to, że cały film to żartów dla nerdów, śledzących losy i zawirowania względem wytwórni i Reynolds mrugający do widza - hehehe mówimy kokaina a mieliśmy zabronione. Ile można.
Ostatnia rzecz Logan - mieć taką mocarną, mroczną i pogmatwaną postać i tak spierdolić. Taki potencjał przeznaczyć na opowieść o w sumie niewiadomo czym i powtarzalne żarty. To chyba najbardziej boli, bo Hugh miał już nie grać Wolverina z powodu ograniczeń wieku, ciężko było mu utrzymać formę fizyczną i był tym po prostu zmęczony. Dał się namówić, wierzyłem więc że na D3 będą kapcie spadać z nóg, a tu taki zawód. Na seansie w kinie z żoną, po godzinie powiedziałem, że jak chce to możemy spadać bo ja, jako fan deadpoola się męczyłem, więc co dopiero osoba, która jakoś specjalnie nie śledziła poprzednich części.
Ten film będzie zapamiętany tak jak wszystkie Jedi od Disneya, czyli wcale. John Wick 4, który mnie i tak podkurwił nie spełnieniem oczekiwań był lepszy niż to.