Depresja vs. Cohones

Dużo mnie kosztuje ten post, ale jebać. Nie wiem co się stało z moją psychiką, ale nie odczuwam żadnej przyjemności z życia, wszystko leci na autopilocie. Byłem 7 lat z dziewczyną i się rozstaliśmy, wczesniej rozstanie nie zrobiłoby na mnie żadnego wrażenia, ale tutaj obudziłem się w totalnie pustym świecie, wszyscy znajomi już założyli rodziny mają dzieci, nagle nie ma do kogo otworzyć mordy. I tak od pół roku trwa ta gehenna, najlepsze jest to, że w mojej mieścinie czuję się zcancelowany, jakbym nie istniał. Mam dobrą pracę, fajne auto, jestem przystojny względnie, kiedyś hurtowo wyrywalo się laski. Mam problem z wyrywaniem lasek, bo zawsze coś wychodziło wychodząc w grupie, teraz tego nie ma, a ja nie umiem pisać do randomoych lasek, bo zenada mnie zalwa. Nie wie czemmu, ale samoocena jebła mi strasznie, podejrzewam, że to przez alko, bo walę jak zły. Dobra popłakałem to wykuriwam, elo
 
Last edited:
Dużo mnie kosztuje ten post, ale jebać. Nie wiem co się stało z moją psychiką, ale nie odczuwam żadnej przyjemności z życia, wszystko leci na autopilocie. Byłem 7 lat z dziewczyną i się rozstaliśmy, wczesniej rozstanie nie zrobiłoby na mnie żadnego wrażenia, ale tutaj obudziłem się w totalnie pustym świecie, wszyscy znajomi już założyli rodziny mają dzieci, nagle nie ma do kogo otworzyć mordy. I tak od pół roku trwa ta gehenna, najlepsze jest to, że w mojej mieścinie czuję się zcancelowany, jakbym nie istniał. Mam dobrą pracę, fajne auto, jestem przystojny względnie, kiedyś hurtowo wyrywalo się laski. Mam problem z wyrywaniem lasek, bo zawsze coś wychodziło wychodząc w grupie, teraz tego nie ma, a ja nie umiem pisać do randomoych lasek, bo zenada mnie zalwa. Nie wie czemmu, ale samoocena jebła mi strasznie, podejrzewam, że to przez alko, bo walę jak zły. Dobra popłakałem to wykuriwam, elo
hug-lord-of-the-rings.gif
 
Dużo mnie kosztuje ten post, ale jebać. Nie wiem co się stało z moją psychiką, ale nie odczuwam żadnej przyjemności z życia, wszystko leci na autopilocie. Byłem 7 lat z dziewczyną i się rozstaliśmy, wczesniej rozstanie nie zrobiłoby na mnie żadnego wrażenia, ale tutaj obudziłem się w totalnie pustym świecie, wszyscy znajomi już założyli rodziny mają dzieci, nagle nie ma do kogo otworzyć mordy. I tak od pół roku trwa ta gehenna, najlepsze jest to, że w mojej mieścinie czuję się zcancelowany, jakbym nie istniał. Mam dobrą pracę, fajne auto, jestem przystojny względnie, kiedyś hurtowo wyrywalo się laski. Mam problem z wyrywaniem lasek, bo zawsze coś wychodziło wychodząc w grupie, teraz tego nie ma, a ja nie umiem pisać do randomoych lasek, bo zenada mnie zalwa. Nie wie czemmu, ale samoocena jebła mi strasznie, podejrzewam, że to przez alko, bo walę jak zły. Dobra popłakałem to wykuriwam, elo
Masz jakieś hobby? Można śmieszkować, ale rada "idź pobiegać" jest bardzo dobrą radą. Niekoniecznie musi to być bieganie, ale wysiłek, który przynosi mierzalne efekty jest bardzo dobrym lekiem dla psychiki.
 
Dużo mnie kosztuje ten post, ale jebać. Nie wiem co się stało z moją psychiką, ale nie odczuwam żadnej przyjemności z życia, wszystko leci na autopilocie. Byłem 7 lat z dziewczyną i się rozstaliśmy, wczesniej rozstanie nie zrobiłoby na mnie żadnego wrażenia, ale tutaj obudziłem się w totalnie pustym świecie, wszyscy znajomi już założyli rodziny mają dzieci, nagle nie ma do kogo otworzyć mordy. I tak od pół roku trwa ta gehenna, najlepsze jest to, że w mojej mieścinie czuję się zcancelowany, jakbym nie istniał. Mam dobrą pracę, fajne auto, jestem przystojny względnie, kiedyś hurtowo wyrywalo się laski. Mam problem z wyrywaniem lasek, bo zawsze coś wychodziło wychodząc w grupie, teraz tego nie ma, a ja nie umiem pisać do randomoych lasek, bo zenada mnie zalwa. Nie wie czemmu, ale samoocena jebła mi strasznie, podejrzewam, że to przez alko, bo walę jak zły. Dobra popłakałem to wykuriwam, elo
Spokojnie,
każdy to przerabia w ciągu życia co najmniej kilka razy (oprócz low iq kretynów, bo oni nie myślą za bardzo nad swoim życiem, są często bezwarunkowo szczęśliwi), sam ze dwa razy tak na poważnie to przerabiałem też po zakończonych związkach, ostatnio miałem chyba kryzys wieku średniego więc rozumiem jak najbardziej jak to boli.

Sprawa pierwsza nie jestem pewien ale mam wrażenie, że uzależniasz szczęście od bycie z /dymania kobiet,
nie wiem ile masz lat, ale spokojnie, za kilka lat Ci to znacznie minie, trzeba odpowiednio psychikę sobie ułożyć. Kobieta to też problemy jak nie jest właściwa.
Znajomi co założyli rodziny, też się możesz z nimi umówić, nie licz na taką samą intensywność jak kiedyś, tak sobie tylko wmówiłeś, że nie ma do kogo otworzyć gębę.
Umów się z dawnym kolegą chociażby na trening/spacery raz w tygodniu na dobry początek, zobaczysz ucieszy się, życie rodzinne też potrzebuje oddechu.
Praca, fajne auto szczęścia nie daje, daje poczucie bezpieczeństwa, warto się nad tym zastanowić.

Sprawa druga - bezwzględnie odstaw alko! W tym stanie psychicznym to prosta droga do deprechy. I to nie takie moje pierdolenie, poważnie to piszę.
Zamiast alko zmierz się z własnymi myślami w ciszy.
Koniec związku to tylko koniec jednego etapu, wchodzisz w kolejny.
Jak sobie dobrze radzisz w życiu to z kobietami nie będzie problemu, kwestia ułożenia sobie spokoju bez nich w głowie a życie stanie się prostsze.


A i na koniec:
13184


Poważnie, też kiedyś bym nie uwierzył ale trening siłowy leczy duszę.
 
Last edited:
Masz jakieś hobby? Można śmieszkować, ale rada "idź pobiegać" jest bardzo dobrą radą. Niekoniecznie musi to być bieganie, ale wysiłek, który przynosi mierzalne efekty jest bardzo dobrym lekiem dla psychiki.
Spokojnie,
każdy to przerabia w ciągu życia co najmniej kilka razy (oprócz low iq kretynów, bo oni nie myślą za bardzo nad swoim życiem, są często bezwarunkowo szczęśliwi), sam ze dwa razy tak na poważnie to przerabiałem też po zakończonych związkach, ostatnio miałem chyba kryzys wieku średniego więc rozumiem jak najbardziej jak to boli.

Sprawa pierwsza nie jestem pewien ale mam wrażenie, że uzależniasz szczęście od bycie z /dymania kobiet,
nie wiem ile masz lat, ale spokojnie, za kilka lat Ci to znacznie minie, trzeba odpowiednio psychikę sobie ułożyć. Kobieta to też problemy jak nie jest właściwa.
Znajomi co założyli rodziny, też się możesz z nimi umówić, nie licz na taką samą intensywność jak kiedyś, tak sobie tylko wmówiłeś, że nie ma do kogo otworzyć gębę.
Umów się z dawnym kolegą chociażby na trening/spacery raz w tygodniu na dobry początek, zobaczysz ucieszy się, życie rodzinne też potrzebuje oddechu.
Praca, fajne auto szczęścia nie daje, daje poczucie bezpieczeństwa, warto się nad tym zastanowić.

Sprawa druga - bezwzględnie odstaw alko! W tym stanie psychicznym to prosta droga do deprechy. I to nie takie moje pierdolenie, poważnie to piszę.
Zamiast alko zmierz się z własnymi myślami w ciszy.
Koniec związku to tylko koniec jednego etapu, wchodzisz w kolejny.
Jak sobie dobrze radzisz w życiu to z kobietami nie będzie problemu, kwestia ułożenia sobie spokoju bez nich w głowie a życie stanie się prostsze.


A i na koniec:
13184


Poważnie, też kiedyś bym nie uwierzył ale trening siłowy leczy duszę.
Właśnie ćwiczenia dużo frajdy mi dawały i naprawdę lepiej się po nich czułem tylko jebnął mi bark z dwa miesiące temu i bujam się z nim do tej pory. Mam 35 lat, wydaje mi się, że mój czas minął, wiem, że to pojebane, zdaję sobię sprawę, że naprawdę nie mam powodu, żeby użalać się nad sobą, bo ludzię mają w chuj gorzej w życiu ode mnie, a pomimo to mam tak zjebany łeb, że jednak to robię. Tu jest chyba największa przyczyna, w chuj zaniżona samoocena, tylko nie wiem czemu i nie umiem sobie z tym poradzić. Z tym alko też jest problem, bo walę 0,7 przynajmniej 4 razy w tygoniu od długiego czasu. Dziękuję @ninja sporo prawdy w tym co napisałeś.
 
Właśnie ćwiczenia dużo frajdy mi dawały i naprawdę lepiej się po nich czułem tylko jebnął mi bark z dwa miesiące temu i bujam się z nim do tej pory. Mam 35 lat, wydaje mi się, że mój czas minął, wiem, że to pojebane, zdaję sobię sprawę, że naprawdę nie mam powodu, żeby użalać się nad sobą, bo ludzię mają w chuj gorzej w życiu ode mnie, a pomimo to mam tak zjebany łeb, że jednak to robię. Tu jest chyba największa przyczyna, w chuj zaniżona samoocena, tylko nie wiem czemu i nie umiem sobie z tym poradzić. Z tym alko też jest problem, bo walę 0,7 przynajmniej 4 razy w tygoniu od długiego czasu. Dziękuję @ninja sporo prawdy w tym co napisałeś.
Bardzo dużo z tego co sobie złego robisz to alkohol.
Potęguje uczucie niskiej samooceny, na chwilę wygłuszasz ten stan uciekając od własnych myśli jak się napijesz a rano zaczyna się jazda.
Koniecznie odstaw alko, bez tego nic nie zmienisz.
Alkohol się pije jak czujesz się psychicznie dobrze albo wcale, uczyłem się tego całe życie, dopiero po 40tce to zrozumiałem.
Wcześniej alko traktowałem jak ucieczkę od problemów i często od samotności. Sam to stosowałem alko potem gierka do 2giej , bo po alko każda czynność jest bardziej kolorowa i wyjebany do spania.
Jak nie możesz wrócić na razie do sportów siłowych to skup się na marszach/marszobiegach/bieganiu cokolwiek by mieć jakiś cel i go wypełniać, to daje zawsze kopa.
Jak z barkiem to zwykła kontuzja, to po zaleczeniu wróć do ciężarów, każdy mężczyzna tego potrzebuje, większość nie ma o tym nawet pojęcia.
Jak to nic ciężkiego a przewlekły ból polecam zwykłe wiszenie na drążku mi pomogło a miałem taki ból barku po ciężkiej kontuzji, że nie mogłem na tej ręce spać a o treningu siłowym zapomnij, nawet o pompkach.
Wiszenie na drążku czyni cuda. Teraz mogę normlanie ketlami machać i pompki robić. Wróciło prawie do normalności.
 
Właśnie ćwiczenia dużo frajdy mi dawały i naprawdę lepiej się po nich czułem tylko jebnął mi bark z dwa miesiące temu i bujam się z nim do tej pory. Mam 35 lat, wydaje mi się, że mój czas minął, wiem, że to pojebane, zdaję sobię sprawę, że naprawdę nie mam powodu, żeby użalać się nad sobą, bo ludzię mają w chuj gorzej w życiu ode mnie, a pomimo to mam tak zjebany łeb, że jednak to robię. Tu jest chyba największa przyczyna, w chuj zaniżona samoocena, tylko nie wiem czemu i nie umiem sobie z tym poradzić. Z tym alko też jest problem, bo walę 0,7 przynajmniej 4 razy w tygoniu od długiego czasu. Dziękuję @ninja sporo prawdy w tym co napisałeś.
Witaj.
W Kolegi sytuacji trzeba moim zdaniem udać się do psychologa, a może i psychiatry. Wskazują na to conajmniej 2 powiazane sprawy. Ilość alko i niska samoocena, kórą on też potęguje. Głównie to alko wydaje mi się problemem niełatwym lub może i niemożliwym do przeskoczenia samemu. Warto tak jak wspominano odezwać się do starych znajomych. Spotkać się nawet na godzinę, pogadać, wyrzucić trochę z siebie. Jeśli oleją to już wiesz ile byli warci. Zawsze jest jeszcze rodzina, kościół. Trzeba walczyć. Jesteś młody i masa fajnych chwil przed Tobą!
 
Bardzo dużo z tego co sobie złego robisz to alkohol.
Potęguje uczucie niskiej samooceny, na chwilę wygłuszasz ten stan uciekając od własnych myśli jak się napijesz a rano zaczyna się jazda.
Koniecznie odstaw alko, bez tego nic nie zmienisz.
Alkohol się pije jak czujesz się psychicznie dobrze albo wcale, uczyłem się tego całe życie, dopiero po 40tce to zrozumiałem.
Wcześniej alko traktowałem jak ucieczkę od problemów i często od samotności. Sam to stosowałem alko potem gierka do 2giej , bo po alko każda czynność jest bardziej kolorowa i wyjebany do spania.
Jak nie możesz wrócić na razie do sportów siłowych to skup się na marszach/marszobiegach/bieganiu cokolwiek by mieć jakiś cel i go wypełniać, to daje zawsze kopa.
Jak z barkiem to zwykła kontuzja, to po zaleczeniu wróć do ciężarów, każdy mężczyzna tego potrzebuje, większość nie ma o tym nawet pojęcia.
Jak to nic ciężkiego a przewlekły ból polecam zwykłe wiszenie na drążku mi pomogło a miałem taki ból barku po ciężkiej kontuzji, że nie mogłem na tej ręce spać a o treningu siłowym zapomnij, nawet o pompkach.
Wiszenie na drążku czyni cuda. Teraz mogę normlanie ketlami machać i pompki robić. Wróciło prawie do normalności.
Witaj.
W Kolegi sytuacji trzeba moim zdaniem udać się do psychologa, a może i psychiatry. Wskazują na to conajmniej 2 powiazane sprawy. Ilość alko i niska samoocena, kórą on też potęguje. Głównie to alko wydaje mi się problemem niełatwym lub może i niemożliwym do przeskoczenia samemu. Warto tak jak wspominano odezwać się do starych znajomych. Spotkać się nawet na godzinę, pogadać, wyrzucić trochę z siebie. Jeśli oleją to już wiesz ile byli warci. Zawsze jest jeszcze rodzina, kościół. Trzeba walczyć. Jesteś młody i masa fajnych chwil przed Tobą!
Zauważyłem, że moim największym wrogiem jest nuda poprostu. Po pracy wracam do pustego domu, uwalam się przed laptopem i tak siedzę beczynnie przy nim aż do nocy i kłade się spać. I tak dzień w dzień, przychodzi weekend nie mam co robić kupuję 0,7 odpalam jakiś podcast i konsolę i sobie drinkuję i gram do późnych godzin nocnych. Piątek sobota i niedziela tak mi mija od jakichś 7 miesięcy tak wygląda moje życie. Mam jednego przyjaciela z dzieciństwa, na szczęście z nim mam kontakt dobry i uda się czasem pójść w góry, czy na bilard, czy poprostu pograć na konsoli, gdyby go nie było naprawdę nie miałbym do kogo się odezwać, ale ma loszkę i nie chcę mu zawracać dupy ciągle. Niestety wstyd się przyznać, ale do tego doszły problemy z porno, gdy się człowiek nudzi, nie ma co robić a huć jest duża, to tak to wygląda w moim przypadku. Wpadłem w jakiś pojebany cykl, robota-nuda-alko-porno. Myślę, że to porno jest tutaj gorszym czynnikiem niż alkohol, zryło mi banie okrutnie. Najgorsze jest to, że przestałem patrzeć na kobiety, jako drugą istotę, tylko jako obiekt seksualny, strasznie mi to przeszkadza, dlatego boję się zagadywać do lasek, bo boję się, że skończy się na jednorazowej przygodzie i całe zainteresowanie nią mi minie, a nie chcę krzywdzić niewinych osób. Boję się, że te zmiany w psychice są nieodwracalne, a naprawdę chciałbym kogoś wartościowego poznać, ale jest obawa, że przez to moje zachwianie wszystko spierdole. Ogólnie jestem przerażony co się ze mną stało, ciężko mi siebie poznać. Przestałem się cieszyc z małych rzeczy, nie doceniam niczego. Zbierałem długo na samochód, myślałem, że się uciesze gdy w końcu go kupię, a tu takie meh, no jest bo jest. Myślicie, że te zmiany w głowie da się jakoś cofnąc? Bo tego się boję najbardziej, jestem jak robot trochę, coraz mniej uczuć we mnie. Chciałbym przerwać ten zjebany cykl, ale jakąś pizdą się stałem i poprostu nie mam motywacji ani siły. Z drugiej strony widzę jak mi życie ucieka między palcami i to bardzo boli.
 
Zauważyłem, że moim największym wrogiem jest nuda poprostu. Po pracy wracam do pustego domu, uwalam się przed laptopem i tak siedzę beczynnie przy nim aż do nocy i kłade się spać. I tak dzień w dzień, przychodzi weekend nie mam co robić kupuję 0,7 odpalam jakiś podcast i konsolę i sobie drinkuję i gram do późnych godzin nocnych. Piątek sobota i niedziela tak mi mija od jakichś 7 miesięcy tak wygląda moje życie. Mam jednego przyjaciela z dzieciństwa, na szczęście z nim mam kontakt dobry i uda się czasem pójść w góry, czy na bilard, czy poprostu pograć na konsoli, gdyby go nie było naprawdę nie miałbym do kogo się odezwać, ale ma loszkę i nie chcę mu zawracać dupy ciągle. Niestety wstyd się przyznać, ale do tego doszły problemy z porno, gdy się człowiek nudzi, nie ma co robić a huć jest duża, to tak to wygląda w moim przypadku. Wpadłem w jakiś pojebany cykl, robota-nuda-alko-porno. Myślę, że to porno jest tutaj gorszym czynnikiem niż alkohol, zryło mi banie okrutnie. Najgorsze jest to, że przestałem patrzeć na kobiety, jako drugą istotę, tylko jako obiekt seksualny, strasznie mi to przeszkadza, dlatego boję się zagadywać do lasek, bo boję się, że skończy się na jednorazowej przygodzie i całe zainteresowanie nią mi minie, a nie chcę krzywdzić niewinych osób. Boję się, że te zmiany w psychice są nieodwracalne, a naprawdę chciałbym kogoś wartościowego poznać, ale jest obawa, że przez to moje zachwianie wszystko spierdole. Ogólnie jestem przerażony co się ze mną stało, ciężko mi siebie poznać. Przestałem się cieszyc z małych rzeczy, nie doceniam niczego. Zbierałem długo na samochód, myślałem, że się uciesze gdy w końcu go kupię, a tu takie meh, no jest bo jest. Myślicie, że te zmiany w głowie da się jakoś cofnąc? Bo tego się boję najbardziej, jestem jak robot trochę, coraz mniej uczuć we mnie. Chciałbym przerwać ten zjebany cykl, ale jakąś pizdą się stałem i poprostu nie mam motywacji ani siły. Z drugiej strony widzę jak mi życie ucieka między palcami i to bardzo boli.
Tu jest kilka kagańców na dobre samopoczucie:
1. Alko
2.porno
3. Brak zainteresowań
4. Brak różnorodnych kontaktów
5. Obniżona samoocena
6. Brak motywacji
7. Być może trauma lub przewlekły stres

Ja to widzę tak - zrób przed snem sobie z pół godzinki TRE, potem idź spać. Następny dzień - jeśli praca to odfajkuj, a potem sport. Wybierz nowy, żebyś miał tego kopa adrenaliny jak nagle zaczyna coś wychodzić.

Skoro nowy sport, to nowa grupa znajomych.

Tam nie musi być nowej laski, chodzi o reset głowy nowymi kontaktami i koniecznością odświeżenia Umiejętności zawierania znajomości.

Daj sobie z pół roku, odbuduj psychikę, a laska się sama znajdzie.

PS. Jak teraz będziesz szukać baby, to znajdziesz ale taką, która lubi złamanych psychicznie typów. Sam sobie odpowiedz, czy chcesz takiego związku.

A teraz do dzieła.
 
Last edited:
Mam 35 lat, wydaje mi się, że mój czas minął,
Żyjemy na szczęście w takich czasach, że wiek już nie jest czymś co definiuje i przekreśla tak szybko i drastycznie, 35 to wciąż fajnie na zaczęcie przygody życiowej od nowa!
Myślicie, że te zmiany w głowie da się jakoś cofnąc? Bo tego się boję najbardziej, jestem jak robot trochę, coraz mniej uczuć we mnie. Chciałbym przerwać ten zjebany cykl, ale jakąś pizdą się stałem i poprostu nie mam motywacji ani siły. Z drugiej strony widzę jak mi życie ucieka między palcami i to bardzo boli.
Da się, człowiek jest plastyczny, to jego największa zaleta ale często paradoksalnie jest także jego wadą.
Bezwzględnie porno wyjebać do kosza, bo ci przepaliło pętle dopaminową i postrzeganie tego kawałku tortu z relacji damsko męskich.
Zrób detox, do tego wyjazd gdzieś na łono natury, wyciszyć się, potem poszukać odpowiedzi na pytanie co sprawa mi frajde w rozumieniu pasji i hobby, może coś po drodzę zagineło? A może zawsze chciałeś coś robić? Zagospodarujesz sobie konstruktywnie czas i poprawisz samopoczucie, a za tym może pójdzie reszta, kto wie.

Przydatne także będzie zwrócić się o pomoc, do specjalisty pokroju dobrego psychologa :)
 
Zauważyłem, że moim największym wrogiem jest nuda poprostu. Po pracy wracam do pustego domu, uwalam się przed laptopem i tak siedzę beczynnie przy nim aż do nocy i kłade się spać. I tak dzień w dzień, przychodzi weekend nie mam co robić kupuję 0,7 odpalam jakiś podcast i konsolę i sobie drinkuję i gram do późnych godzin nocnych. Piątek sobota i niedziela tak mi mija od jakichś 7 miesięcy tak wygląda moje życie. Mam jednego przyjaciela z dzieciństwa, na szczęście z nim mam kontakt dobry i uda się czasem pójść w góry, czy na bilard, czy poprostu pograć na konsoli, gdyby go nie było naprawdę nie miałbym do kogo się odezwać, ale ma loszkę i nie chcę mu zawracać dupy ciągle. Niestety wstyd się przyznać, ale do tego doszły problemy z porno, gdy się człowiek nudzi, nie ma co robić a huć jest duża, to tak to wygląda w moim przypadku. Wpadłem w jakiś pojebany cykl, robota-nuda-alko-porno. Myślę, że to porno jest tutaj gorszym czynnikiem niż alkohol, zryło mi banie okrutnie. Najgorsze jest to, że przestałem patrzeć na kobiety, jako drugą istotę, tylko jako obiekt seksualny, strasznie mi to przeszkadza, dlatego boję się zagadywać do lasek, bo boję się, że skończy się na jednorazowej przygodzie i całe zainteresowanie nią mi minie, a nie chcę krzywdzić niewinych osób. Boję się, że te zmiany w psychice są nieodwracalne, a naprawdę chciałbym kogoś wartościowego poznać, ale jest obawa, że przez to moje zachwianie wszystko spierdole. Ogólnie jestem przerażony co się ze mną stało, ciężko mi siebie poznać. Przestałem się cieszyc z małych rzeczy, nie doceniam niczego. Zbierałem długo na samochód, myślałem, że się uciesze gdy w końcu go kupię, a tu takie meh, no jest bo jest. Myślicie, że te zmiany w głowie da się jakoś cofnąc? Bo tego się boję najbardziej, jestem jak robot trochę, coraz mniej uczuć we mnie. Chciałbym przerwać ten zjebany cykl, ale jakąś pizdą się stałem i poprostu nie mam motywacji ani siły. Z drugiej strony widzę jak mi życie ucieka między palcami i to bardzo boli.
Nie na darmo żyd porno rozpropagował by opętać umysły mężczyzn zachodu.
Czyli pierwszy cel jaki sobie postaw oprócz alko, odstawka ponosów na 3dni, potem na tydzień, jak się uda to na miesiąc.
Wygrasz raz poczujesz się silniejszy od tego gówna. Każdy się z tym mierzył chyba. Nie każdy wygrał. To trudne ale im trudniejszą rzecz pokonasz tym lepiej będziesz się czuł.
Zbudować dyscyplinę, byś czuł, że Twoje postanowienie coś dla Ciebie znaczy.

Co do zmian w głowie prawie wszystko da się cofnąć, nie wróciłeś z pola walki po obcinaniu wrogom uszu, więc głowa do góry, DA SIĘ.
I to co pisze @Drzewo odpuść sobie randkowanie na co najmniej pół roku aż psychikę naprostujesz, teraz to się kompletnie mija z celem.

Edit: i jeszcze jedna rada, kobieta nie jest gwarantem szczęścia, żaden związek nie jest, znam gości po 40tce, 50tce co są sami i są najszczęśliwsi na świecie, czasem coś ruchną czy nawet za kasę.
Kreują swoje życie tak jak chcą, fajnie jak się dobry związek trafi ale nie ma na to pewności, szczęście trzeba nauczyć się budować w sobie.
I nie polega ono na tym, że każdy dzień jest fajny, ciekawy i tak dalej. Czasem są gorsze to normalne.
Zastanów się ile młodych chłopaków poszło walczyć w imię bezsensownej wojny i nawet raz nie zaruchali i do piachu ;)
Nie chodzi mi o to, żeby nie szukać kobiety i tam szczęścia tylko o to, żeby nie robić tego na siłę bo to nie jest konieczne by żyć i czuć się dobrze. 35 lat to wiek, gdzie możesz w sumie atakować kobiety od lat 20 wzwyż więc spokojnie coś ustrzelisz. Ale najpierw odbudowa siebie.
 
Last edited:
dziękuje @ninja, @Drzewo, @szplin, @DIDASKALIA, @Benzi, @Ksienc
stopniowe ogranicznie tego gówna wydaję się rozsądną opcją, bo tak na raz to za chuj nie dałbym rady.
Celna uwaga z tym szukaniem laski, przecież to by była katastrofa, z moim tymczasowym mentalem.
Chyba wsiądę na rower, może pedałowanie mi pomoże :beczka:, zawsze to jakaś aktywność. W weekend pojadę w góry, bo nie daleko mam, pójde sobie samotnie, przemyslę wszystko, dzięki chłopaki jakoś cieplej na serduszku się zrobiło :gabi_much_love:
 
dziękuje @ninja, @Drzewo, @szplin, @DIDASKALIA, @Benzi, @Ksienc
stopniowe ogranicznie tego gówna wydaję się rozsądną opcją, bo tak na raz to za chuj nie dałbym rady.
Celna uwaga z tym szukaniem laski, przecież to by była katastrofa, z moim tymczasowym mentalem.
Chyba wsiądę na rower, może pedałowanie mi pomoże :beczka:, zawsze to jakaś aktywność. W weekend pojadę w góry, bo nie daleko mam, pójde sobie samotnie, przemyslę wszystko, dzięki chłopaki jakoś cieplej na serduszku się zrobiło :gabi_much_love:
Czas leczy rany :cool:
 
dziękuje @ninja, @Drzewo, @szplin, @DIDASKALIA, @Benzi, @Ksienc
stopniowe ogranicznie tego gówna wydaję się rozsądną opcją, bo tak na raz to za chuj nie dałbym rady.
Celna uwaga z tym szukaniem laski, przecież to by była katastrofa, z moim tymczasowym mentalem.
Chyba wsiądę na rower, może pedałowanie mi pomoże :beczka:, zawsze to jakaś aktywność. W weekend pojadę w góry, bo nie daleko mam, pójde sobie samotnie, przemyslę wszystko, dzięki chłopaki jakoś cieplej na serduszku się zrobiło :gabi_much_love:
Góry są bardzo dobrym wentylkiem dla myśli.
 
dziękuje @ninja, @Drzewo, @szplin, @DIDASKALIA, @Benzi, @Ksienc
stopniowe ogranicznie tego gówna wydaję się rozsądną opcją, bo tak na raz to za chuj nie dałbym rady.
Celna uwaga z tym szukaniem laski, przecież to by była katastrofa, z moim tymczasowym mentalem.
Chyba wsiądę na rower, może pedałowanie mi pomoże :beczka:, zawsze to jakaś aktywność. W weekend pojadę w góry, bo nie daleko mam, pójde sobie samotnie, przemyslę wszystko, dzięki chłopaki jakoś cieplej na serduszku się zrobiło :gabi_much_love:
Góry spoko, weź pod uwagę moje dotychczasowe statystyki w leczeniu depresji:
1. Sport i góry - 5 lat
2. Medycznie - 6 miesięcy /1 rok
3. TRE - czyli specjalne ćwiczenia - 12 godzin (3 mce, 1 w tygodniu godzina ćwiczeń, czyli rozgrzewka, trzy do pięciu serii ćwiczeń głównych, relaks i dojście do siebie). Działa mocniej niż zioło, nie można później prowadzić auta, za duży chill.

Te ćwiczenia to sztos, nie tylko dla układu nerwowego, ale i dla mięśni, bo wszystko się rozluźnia, łącznie z powięzią.
 
dziękuje @ninja, @Drzewo, @szplin, @DIDASKALIA, @Benzi, @Ksienc
stopniowe ogranicznie tego gówna wydaję się rozsądną opcją, bo tak na raz to za chuj nie dałbym rady.
Celna uwaga z tym szukaniem laski, przecież to by była katastrofa, z moim tymczasowym mentalem.
Chyba wsiądę na rower, może pedałowanie mi pomoże :beczka:, zawsze to jakaś aktywność. W weekend pojadę w góry, bo nie daleko mam, pójde sobie samotnie, przemyslę wszystko, dzięki chłopaki jakoś cieplej na serduszku się zrobiło :gabi_much_love:
A jak musisz zrzucić ciśnienie to przynajmniej zrób to bez porno. Odetnij to gówno jako pierwsze. Powodzenia, trzymaj się, młody i zdrowy byk jeszcze jesteś, jeszcze zdążysz wszystko naprawić.
 
Zauważyłem, że moim największym wrogiem jest nuda poprostu. Po pracy wracam do pustego domu, uwalam się przed laptopem i tak siedzę beczynnie przy nim aż do nocy i kłade się spać. I tak dzień w dzień, przychodzi weekend nie mam co robić kupuję 0,7 odpalam jakiś podcast i konsolę i sobie drinkuję i gram do późnych godzin nocnych. Piątek sobota i niedziela tak mi mija od jakichś 7 miesięcy tak wygląda moje życie.
Kurwa co ja bym dał za takie 7 miesięcy :eddieconspiracy: Doceń że masz w chuj czasu dla siebie, który niestety marnujesz. Zacznij sobie rozpisywać co w danym dniu masz zrobić, co przyniesie Ci trochę radości i nie będzie (w Twoim odczuciu) zmarnowanym czasem np. siłownia, rower, kino, książka, basen, sauna, gotowanie itd. Próbuj różnych rzeczy, rób gęsty grafik żeby nie było nudy która skończy się obaleniem flaszki, znajdź co lubisz i co poprawia Ci nastrój i samoocenę.
 
Andrew kiedyś chyba prawie oberwał śmigło
:deniro:
każdy kiedyś prawie oberwał śmigło :lol::lol::lol:
Odkąd odkryłem to co odkryłem, poznałem źródło tego dziadostwa to normalnie czuję do tego takie obrzydzenie, że nie jestem w stanie do tego odpalić :beczka:

Od porno bardzo łatwo i szybko się uzależnić... ale we mnie jest coś silniejszego od tego... :mamed:
 
Odkąd odkryłem to co odkryłem, poznałem źródło tego dziadostwa to normalnie czuję do tego takie obrzydzenie, że nie jestem w stanie do tego odpalić :beczka:

Od porno bardzo łatwo i szybko się uzależnić... ale we mnie jest coś silniejszego od tego... :mamed:
Dobrze znam tu uczucie jew hatred
 
Dużo mnie kosztuje ten post, ale jebać. Nie wiem co się stało z moją psychiką, ale nie odczuwam żadnej przyjemności z życia, wszystko leci na autopilocie. Byłem 7 lat z dziewczyną i się rozstaliśmy, wczesniej rozstanie nie zrobiłoby na mnie żadnego wrażenia, ale tutaj obudziłem się w totalnie pustym świecie, wszyscy znajomi już założyli rodziny mają dzieci, nagle nie ma do kogo otworzyć mordy. I tak od pół roku trwa ta gehenna, najlepsze jest to, że w mojej mieścinie czuję się zcancelowany, jakbym nie istniał. Mam dobrą pracę, fajne auto, jestem przystojny względnie, kiedyś hurtowo wyrywalo się laski. Mam problem z wyrywaniem lasek, bo zawsze coś wychodziło wychodząc w grupie, teraz tego nie ma, a ja nie umiem pisać do randomoych lasek, bo zenada mnie zalwa. Nie wie czemmu, ale samoocena jebła mi strasznie, podejrzewam, że to przez alko, bo walę jak zły. Dobra popłakałem to wykuriwam, elo
Masz podobnie jak ja, ja mam na wszystko wyjebane ogólnie i nawet nie chce mi się regularnie mordy golić bo i po co, gapie się w telefon za jakimiś głupotami, czasem program, palę sobie przy tym i tak dni mijają potem miesiące a później lata a motywacji czy jakiegoś celu w życiu jak nie było tak nie ma, ty masz pracę czy auto i hajs a ja w sumie to nie mam nic i nadal mi to nie przeszkadza :beczka: a zaczęło się też w sumie od rozstania z babą dawno temu a jak się z kimś spotykałem to szybko kończyłem znajomość jak dostałem to czego chciałem i kurwa tak o :panda:
 
Back
Top