Pierdolnięty wykładowca.
Napisałem odpowiedź na każde pytanie jakie zadał na tym zajebanym kolokwium, ba, odpisałem słowami dokładnie z jego prezentacji (których nie chce nam wysłać, ale swoje sposoby i posiadam te prezentacje), w których zresztą żywcem zrzyna słowo w słowo z książki, a ten dziad wstawił mi 2. Na prośbę o pokazanie kolokwium, odmówił, bo stwierdził, że skoro nie zaliczone, to widocznie źle napisałem i z pewnością za mało napisane było dlatego nie było zdane, bądź brak terminologii prawniczej (która była w 100%). Powiedział, że nie ma tych kolokwiów przy sobie, po czym gdy wyszedłem z sali i koleżanka powiedziała, że jej oceny nie ma, a pisała z pewnością, wyjął kolokwia i znalazł jej pracę.
Obyś zdechł, skurwielu.