No właśnie wszyscy tak mówią. Co nie gadam ze znajomymi o czasach szkolnych to wszyscy szkołę z sentymentem wspominają. Kurwa, nawet się umawiają, żeby pójść w odwiedziny do byłego gimnazjum czy liceum. Wkurwia mnie, że ja tak nie mam. Nie wspominam dobrze szkoły, nauczycieli ani czasu w niej spędzonego. 12 lat darcia mordy. Po nicku chyba się domyślacie jak mam na imię. W gimnazjum miałem 4 Pawłów w klasie. I co 5 minut polonistka darła mordę "Paaaweł!". Ja jebie. Nie no, było świetnie, chyba pójdę z kwiatami ją odwiedzić. Ni chuja. Albo wychowawcę z liceum odwiedzę. Tak miło wspominam jak codziennie mówił, że jesteśmy najgorsi w szkole i, że to wstyd. I, że zamiast godziny wychowawczej będzie matematyka :) ufff, na szczęście dopiero trzecia tego dnia. Bardzo też szkoła sprawiedliwa jest. Liceum. Historia. Wszyscy mają 5 i 6 na semestr. Ja mam 2. Zmienia się nauczyciel. Na koniec roku ja mam 5 a wszyscy na jakieś poprawki łażą. W tym momencie zmiana niby na moją korzyść, ale to przykład jak ten system oceniania jest zjebany i jak dużo zależy od sympatii nauczyciela do konkretnych uczniów. O to jeszcze o Panu z wosu z gimnazjum wspomnę. Ostatnie zajęcia w roku. Kilka osób odpowiada, żeby dostać trójkę, większość, żeby dostać czwórkę, a mi ten pedagog wybitny zaproponował abym odpowiadał na 5. Serdecznie mnie do tego zachęcał. No to ci Co zdawali na 3 dastali pytania w stylu " jak nazywa się nasz Kraj?". Ci co zdawali na 4 dostali też jakieś mega trudne typu "co to się trojpodzial władzy?" albo "czy parlament to to samo co sejm?". No to wszyscy poodpowiadali (nie wszyscy dobrze) "to na koniec Pan Paweł, któremu marzy się piątka" rzecze nauczyciel z błyskiem w oku. Przepytal mnie o jakieś agendy onz i proces legislacyjny w parlamencie europejskim czy coś w tym stylu. Gowno wiedziałem, ale próbowałem. I na koniec przy całej klasie dumnych z siebie mądrali, którzy wiedzieli, że powiat jest większy od gminy, a mniejszy od województwa, albo, że wojewoda to nie to samo co Marszałek województwa dostałem zjebe, że mam czelność go prosić o 5. Na co przy okazji straciliśmy sporą część przerwy. Szczęśliwy numerek też mnie wkurwial, bo po 1sze jak wypadałoby to akurat mnie nie było w szkole a po drugie był pierdoloną fikcją.
W całej miej przygodzie ze szkołą spotkałem tylko dwóch nauczycieli, którzy mnie na prawdę inspirowali. Polonistka w podstawówce i historyk w gimnazjum.
Ale tak jak szkoła była zjebana to nic nie było zjebane bardziej niż lekcje muzyki/sztuki. W podstawówce raszpla cały czas jakimś cifem szorowala ławki i kazała nam śpiewać hymn unii europejskiej. Chyba kurwa na każdej lekcji przez dwa lata. To zdecydowanie polepszylo moje życie. W gimnazjum zaś na sztuce pani artystka była tak rozgarnieta, że jak kolega ode mnie sciagal na sprawdzianie to ściągnął też moje imię i nazwisko (też się popisał :D to akurat miło wspominam bo beka) to kurwa łyknela, że to przypadek. Niby dobrze dla nas, ale Kursa pokazuje jaka szkoła jest zjebana i, ze uczy, że w życiu trzeba być bezczelnym cwaniakiem. Kurwa typ inny miał w liceum chyba z 10 pogrzebów babci, zawsze jak nie miał zadania domowego. Kursa i te zadania domowe zjebane. Każdy nauczyciel najważniejszy, zero synchro. Chcesz się uczyć do matury z historii, ale nie. Musisz na jutro odjebac jakieś gówno na biologię bo tak. Kurwa, teraz już nie zasne bo się zagotowalem :D