Wyobraźcie sobie, że wczoraj byłaby walka podopiecznego Sauerlanda Thomasa Adamera w kolejnej obronie pasa mistrzowskiego. Pretendetem nie był oczywiście żaden zawodnik z czołówki wagi, ale stary i wyboksowany zawodnik.
Wyobraźcie sobie, że walka ma dokładnie taki sam przebieg jak wczorajsza. Od razu po ostatnim gangu wszyscy zastanawiają się jaki będzie werdykt sędziów, czy Adamer dał sędziom szansę. Pewnie niektórzy już uśmiechają się pod nosem na widok naiwnej radości podstarzałego pretendenta ze zwycięstwa. Przecież jeśli ktoś teoretycznie miał być łatwym łupem, to ma nim zostać nawet jeśli rzeczywistość próbowała powiedzieć coś innego.
Chwila ogłaszania wyniku... Jest remis, już nawet to zadowala wielkiego mistrza Adamera. Chwilę, chwilę... Do Buffera ktoś podbiega, bierze ołówek i kreśli po karcie z wynikami! Buffer zakłada okulary, bo coś takiego nie zdarzyło się ani razu w jego długiej karierze! I tak, Adamer jednak wygrał tą walkę! Aż sam się nie spodziewał, że tak dobrze zaboksował!
Chociaż wszyscy Polacy przed telewizorami są zniesmaczeni niemiecką szopką i krętactwem promotorów, tamtejsi eksperci w studiu podkreślają minimalne zasłużone zwycięstwo ich mistrza po niespodziewanie wyrównanej walce.
O samej walce można powiedzieć tylko tyle, że jeden i drugi zawodnik strasznie zdziadział przez ostatnie 4 lata. Niestety to Adamek ma za sobą większy regres. W pierwszej walce był w stanie cały czas iść naprzód i w końcu łapał mocnymi ciosami Cunninghama, dzięki knockdownom zapewniając sobie zwycięstwo. Wczoraj bylo widać, że Adamek jest ciężki - nie potrafił iść na mocne wymiany i wywierać ciągłej presji, jak za czasów gdy był "gorszym, mniej kompletnym zawodnikiem".
Poza tym sam gameplan... Jak można było się spodziewać Nazim pokonał Rogera przez brutalne KO.