Seriale

Nie mogę znaleźć apostrofu ba klawiaturze- case=sprawa. Każdy odcinek inna.
Nie ciągła linia fabularna od początku sezonu do końca, czasami zaburzona chronologia - na początku odcinka masz scenę z końca.
 
Nie ciągła linia fabularna od początku sezonu do końca, czasami zaburzona chronologia - na początku odcinka masz scenę z końca.
Coś związanego z rudą jak pamiętam? Bardzo nie wciągające. Dobra spróbuje chociaż pół sezonu spróbować, może się rozkręci
 
Powtórzyłem sobie drugi ep Westworld i coraz bardziej skłaniam się do teorii (choć jest kilka niejasności)
że dzieje się on dwóch osiach czasu, a William (McPoyles:lol:) to Man in Black (Ed Harris)

No i chuj, teoria poszła się je%$ć #Westworlds01e03
 
Po śmierdzącym gównie jakim była Jessica Jones
Luke Cage dużo lepszy, polecam. JJ faktycznie mnie nie porwała, rok temu nawet 1 odcinka nie ukończyłem, po obejrzeniu LC wróciłem do JJ i obejrzałem z ciekawości.
Co sądzicie o The killing i Luther?
Klimat, klimat i jeszcze raz klimat.
Najlepszy serial komediowy jaki znacie. Na teraz.
Friends :P a zaraz po tym: Modern Family.
Dodam od siebie zapowiedź 3 sezonu Black Mirror - aż 6 odcinków tym razem!
ooo jeden z ciekawszych :)
 
No i chuj, teoria poszła się je%$ć #Westworlds01e03

Tez to rozkminialem. Myslalem, ze ten czuly mlodziak z 2 odc to czarny kapelusz z przeszlosci, ale teraz wydaje mi sie, ze czarny to Arnold :P Ten odc. swoja droga troche slabszy od dwoch poprzednich.
 
Tez to rozkminialem. Myslalem, ze ten czuly mlodziak z 2 odc to czarny kapelusz z przeszlosci, ale teraz wydaje mi sie, ze czarny to Arnold :P Ten odc. swoja droga troche slabszy od dwoch poprzednich.

Ja już nie wchodzę na reddita, bo ten odcinek miesza konkretnie,a co tej teorii co ją rzekomo zakatrupili teraz czytam to :lol:

http://www.slashfilm.com/westworld-man-in-black-theory/

"In other words, the latest episode of Westworld either completely disproves the show’s craziest theory or it completely proves it." :joe:
 
Tez to rozkminialem. Myslalem, ze ten czuly mlodziak z 2 odc to czarny kapelusz z przeszlosci, ale teraz wydaje mi sie, ze czarny to Arnold :P Ten odc. swoja droga troche slabszy od dwoch poprzednich.
Też podejrzewam Ed'a o bycie Arnoldem, jednak jedna sprawa nie daje mi spokoju. Włodarze tego parku na pewno wiedzieliby, że jakiś koleś robi im rozpierduchę i zwyczajnie nie pozwoliliby mu na to.
 
Też podejrzewam Ed'a o bycie Arnoldem, jednak jedna sprawa nie daje mi spokoju. Włodarze tego parku na pewno wiedzieliby, że jakiś koleś robi im rozpierduchę i zwyczajnie nie pozwoliliby mu na to.

That gentleman gets whatever he wants :lol:
 
Westworld to dla mnie taki strzał w pysk. O serialu dowiedziałem się na chwilę przed emisją pierwszego odcinka, a teraz nie mogę przestać o nim myśleć.
Jeszcze nigdy nie czekałem z większą niecierpliwością, na kolejny odcinek serialu.
 
Coś związanego z rudą jak pamiętam? Bardzo nie wciągające. Dobra spróbuje chociaż pół sezonu spróbować, może się rozkręci

Jest główny wątek a w 2 sezonie wbija Punisher więc warto oglądać.

Pojawiło się chyba coś nowego wartego uwagi:



Serial od Amazona więc poszedł cały sezon od razu
 
Ej dobra, obejrzeliśmy z żona ostatni odcinek Luke'a Cage'a i muszę wylać z siebie wiadro żółci. Od razu zaznaczam, że jestem nawet sporym fanem serialów o superbohaterach, dlatego może zawód tym jest dla mnie większy, niż dla kogoś innego. Wrzucam swoje smutne pierdy w spoiler, żeby mimo wszystko nie psuć komuś przyjemności z oglądania.
  1. Coś, co nam się najbardziej nie spodobało, mianowicie brak balansu - sorry, ale w żadnym innym serialu, filmie czy komiksie o superbohaterze nie jest tak, że nie ma on godnego oponenta i jest praktycznie nietykalny. W Luke'u Cage'u takie coś jest od 1 do końca 7 odcinka! Przez połowę serialu. Jego pierwszym przeciwnikiem jest Cottonmouth, który chuja może Luke'owi zrobić, początkowo ani fizycznie, ani nie może mu zagrozić w żadnym innym aspekcie, później w naciągany sposób ma na niego "haka", na co zresztą Cage reaguje wręcz kuriozalnie paniką. Ale wracając do nietykalności - Cottonmouth i cała jego armia pomagierów są jak dzieci wobec siły i kuloodporności Cage'a - w pojedynkę Luke rozkurwia jego meliny, rzuca typami jak szmacianymi lalkami, nokautuje uderzeniami z liścia :facepalm:, one man army bez żadnego zagrożenia dla siebie. Dochodzi do tego, że zaczyna rzucać jakieś wręcz bezczelne teksty w rodzaju "mam dość kupowania nowych ubrań". Co to kurwa czarny Duke Nukem? Pozostałe seriale Netflixa z uniwersum Marvela, tj Jessica Jones i Daredevil, są bardziej klasyczne - tam superbohater ma przeciwwagę w postaci supervillaina. Ponadto, w myśl utartego, lecz sprawdzonego schematu, hero najpierw dostaje po uszach, villain długo wyprzedza go o krok, co pomaga zbudować obie postacie i dopiero na końcu superbohater wzrasta, a villaina gubi jakaś jego wada (narcyzm, pycha, chciwość i tym podobne banalne schematy). Stąd można łatwo przejść do drugiego punktu, jakim jest...
  2. Słabo napisany przeciwnik bohatera. A raczej przeciwnicy, bo jest ich co najmniej kilku. I jak do pani radnej Mariah czy Shadesa nie da się jakoś przyczepić, bo są stopniowo budowani i dobrze wykorzystują swoje atuty, takie jak podstępność, przebiegłość, knucie, to Cottonmouth jest napisany słabo i właściwie ciężko zrozumieć, dlaczego aż tak długo jest głównym przeciwnikiem Luke'a. Nie jest w stanie mu zagrozić, przegrywa na każdym froncie, pomiata nim jego kuzynka, pokazują go jako miłośnika muzyki, co jest niepotrzebnym zapychaczem, bo nie dodaje to tej postaci żadnej siły czy powagi.
    Z kolei Diamondback jest dużo ciekawszy, ale kurwa - dlaczego wprowadzają go dopiero w 8 odcinku (owszem, w ostatniej scenie 7 odcinka pokazują jego ryj, wow, kurwa, wow, ale suspens). Wcześniej postać nie istnieje, poza może trzema wzmiankami jego ksywy! A jak się już pojawia, to scenarzyści próbują go "zbudować" w ekspresowym tempie, co wypada zwyczajnie słabo i mało wiarygodnie. Szybko dorabiają, że jest przybranym bratem Luke'a, że byli ziomeczkami, że potem strasznie go znienawidził itd. Tak naprędce to wszystko, na siłę wręcz. Fajnie, że jest to villain, który w końcu może jakoś wprowadzić równowagę do serialu, bo jest w stanie zranić Luke'a, ale zrobiono to, moim zdaniem, zbyt późno. Zresztą nawet to, że jest ciekawszy od Cottonmoutha, nie sprawia, że można go postawić przy Wilsonie Fisku z Daredevila czy Purple Manie z Jessiki Jones. Nie dorasta im do pięt.
  3. Miałki główny bohater - dla mnie główny zawód. Po tym jak go wprowadzili w Jessice Jones, byłem zajawiony mocno na wieść, że dostanie własny serial. Tam zaprezentowali go mrocznie, tajemniczo, już był jakoś zbudowany i - co dziwne - mam wrażenie, że tam ten aktor lepiej grał! Tymczasem w swoim serialu jest nudny, papierowy, płaski, pozbawiony wyrazu i charakteru. Jego przemiana "nie chcem być bohaterem, ale muszem" jest mało wiarygodna i nudna. Niby jego motywacją jest śmierć tego Popa, ale w ogóle tego nie czuć. Przez sporą część serialu Luke zajmuje się zadaniami, które w grach RPG wykonują postacie na 1 levelu! Odzyskaj pierścień, pobij bandziora, wygoń szczury z piwnicy, przynieś mi 15 strzał i kołczan.... Koleś zostaje wrobiony, siedzi w więzieniu, ucieka i nie robi nic, żeby wyjaśnić kto i dlaczego go wrobił, tylko najmuje się jako zamiatacz u fryzjera.
    Jego patetyczne teksty, nieruchoma gęba, mało klarowna motywacja do działania - w zestawieniu z mega potężnymi mocami, prawie, że nieśmiertelnością, sprawiają, że ciężko go w ogóle polubić i mu kibicować. Jednak fajnie się ogląda, jak bohater jest bardziej ludzki, nawet jak ma potężne moce czy umiejętności - Jessica Jones była alkoholiczką, takim white trash, postacią w pewnym sensie złamaną. Daredevil był ślepy:wink:, zagubiony, dostawał wpierdol na początku itd. Łatwiej było ich polubić. Luke Cage jest nieskazitelny, kurwa, typ nawet nie lubi jak się go nazywa nigger :lol:
  4. Słabe i wkurwiające postacie poboczne - począwszy od tego Popa, mentora Luke'a i kurwa całej dzielnicy Harlemu. Jego sentencja "never backwards, alwars forward" godna jest czarnego odpowiednika Paolo Coehlo. Nudny koleś, jego śmierć nie wzbudza jakichś większych emocji.
    "Genialna" policjantka Misty Knight, która na każdym kroku failuje, nie orientuje się, że jej partner od lat jest wtyką Cottonmoutha, która w pojedynkę próbuje aresztować kolejno Cottonmoutha, Luke'a, Diamonbacka, Mariah Dillard i ogólnie myśli, że jest Willem Grahamem z Hannibala. Przez jej głupotę ginie ta cała Candace, która mogła pomóc złapać panią radną. Wkurwiająca typiara na maksa.
    Claire Temple - kolejna postać rzucająca tekstami motywującymi rodem z blogu jakiejś pokemoniastej gimbuski. Fajnie, że wprowadzają ją jako łącznika trzech serialów, ale z każdym kolejnym jest ona coraz bardziej nudna. No i przykro patrzeć jak postarzała się Rosario Dawson, a taką zdrową dupą była w Sin City :D
    Reszty pajaców mi się nawet nie chce wymieniać, bo szkoda czasu
  5. Słabe aktorstwo - zawód duży, bo Daredevil i Jessica Jones przyzwyczaiły mnie do jakiegoś poziomu. Jestem w stanie dużo wybaczyć serialom o superbohaterach, przetrawiłem jakoś kukły "grające" w serialach Arrow czy Flash, więc w LC nie jest tak tragicznie, ale wg mnie raczej słabo. Nie chcę się rozwodzić nad poszczególnymi postaciami, bo szkoda czasu, wystarczy wspomnieć, że aktor grający Luke'a gra dwoma, góra trzema, minami, w tym jedną całkowicie niezmąconą, nieruchomą i nieskalaną myślą maską. Tak jakby mu się nie chciało, bo w Jessice Jones, gdzie był poboczną postacią, grał - moim i żony zdaniem - lepiej.
  6. Wszechkurwaobecna gloryfikacja murzyńskości, black pride, brothers here, brothers there - do porzygu. Ja rozumiem, że jako widz z Europy, nie jestem targetem tego serialu, ale Amerykanie również nie są. Tylko murzyni są. To serial dla zakompleksionych murzynów. Ja oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że murzyni w Stanach, od samego początku państwowości tego kraju, wycierpieli naprawdę sporo, niewolnictwo, segregacje rasowe, prześladowania i tak dalej, ale dlaczego muszą to teraz z taką mocą rekompensować? Serial jest wręcz przepełniony biciem piany nad bohaterami czarnych. Wszystko byłoby bardziej strawne, gdyby bardziej eksponowali Martina Luthera Kinga, zamiast Malcolma X, który był raczej kimś w rodzaju terrorysty. Ponadto pojawia się rasizm wobec białych..... hue hue hue, co?! Przecież to niemożliwe, rasistą może być tylko jebany białas, nie? A jednak w serialu pada tekst do tej policjantki Misty Knight i jej szefowej od innej murzynki "kiedy zakładacie niebieski mundur, to stajecie się białe". Niewinny tekścik utożsamiający białych ze wszelkim złem dla murzynów. Wypowiedź Methodmana w radio - black pride aż wali w mordę. Skorumpowany policjant - biały latino, dobry policjant, który puszcza Luke'a wolno - czarny. Dobrze, że zachowali przyzwoitość i nie zrobili głównego villaina białym, choć Shades zbytnio "opalony" nie był. Pałka się przegła w tym aspekcie, dla mnie było to trudne do zniesienia....


    Dobra tyle, bo pewnie nikt tego nie przeczyta. W serialu podobały mi się ujęcia i ogólny klimat, ale większość pozostałych rzeczy mnie zawiodło.
    Moim zdaniem Daredevil season 1 > Jessica Jones > Daredevil season 2 > Luke Cage.
    Mam nadzieję, że Punishera nie spierdolą, bo znowu czekam jak dziecko na gwiazdkę...
 
Ej dobra, obejrzeliśmy z żona ostatni odcinek Luke'a Cage'a i muszę wylać z siebie wiadro żółci. Od razu zaznaczam, że jestem nawet sporym fanem serialów o superbohaterach, dlatego może zawód tym jest dla mnie większy, niż dla kogoś innego. Wrzucam swoje smutne pierdy w spoiler, żeby mimo wszystko nie psuć komuś przyjemności z oglądania.
  1. Coś, co nam się najbardziej nie spodobało, mianowicie brak balansu - sorry, ale w żadnym innym serialu, filmie czy komiksie o superbohaterze nie jest tak, że nie ma on godnego oponenta i jest praktycznie nietykalny. W Luke'u Cage'u takie coś jest od 1 do końca 7 odcinka! Przez połowę serialu. Jego pierwszym przeciwnikiem jest Cottonmouth, który chuja może Luke'owi zrobić, początkowo ani fizycznie, ani nie może mu zagrozić w żadnym innym aspekcie, później w naciągany sposób ma na niego "haka", na co zresztą Cage reaguje wręcz kuriozalnie paniką. Ale wracając do nietykalności - Cottonmouth i cała jego armia pomagierów są jak dzieci wobec siły i kuloodporności Cage'a - w pojedynkę Luke rozkurwia jego meliny, rzuca typami jak szmacianymi lalkami, nokautuje uderzeniami z liścia :facepalm:, one man army bez żadnego zagrożenia dla siebie. Dochodzi do tego, że zaczyna rzucać jakieś wręcz bezczelne teksty w rodzaju "mam dość kupowania nowych ubrań". Co to kurwa czarny Duke Nukem? Pozostałe seriale Netflixa z uniwersum Marvela, tj Jessica Jones i Daredevil, są bardziej klasyczne - tam superbohater ma przeciwwagę w postaci supervillaina. Ponadto, w myśl utartego, lecz sprawdzonego schematu, hero najpierw dostaje po uszach, villain długo wyprzedza go o krok, co pomaga zbudować obie postacie i dopiero na końcu superbohater wzrasta, a villaina gubi jakaś jego wada (narcyzm, pycha, chciwość i tym podobne banalne schematy). Stąd można łatwo przejść do drugiego punktu, jakim jest...
  2. Słabo napisany przeciwnik bohatera. A raczej przeciwnicy, bo jest ich co najmniej kilku. I jak do pani radnej Mariah czy Shadesa nie da się jakoś przyczepić, bo są stopniowo budowani i dobrze wykorzystują swoje atuty, takie jak podstępność, przebiegłość, knucie, to Cottonmouth jest napisany słabo i właściwie ciężko zrozumieć, dlaczego aż tak długo jest głównym przeciwnikiem Luke'a. Nie jest w stanie mu zagrozić, przegrywa na każdym froncie, pomiata nim jego kuzynka, pokazują go jako miłośnika muzyki, co jest niepotrzebnym zapychaczem, bo nie dodaje to tej postaci żadnej siły czy powagi.
    Z kolei Diamondback jest dużo ciekawszy, ale kurwa - dlaczego wprowadzają go dopiero w 8 odcinku (owszem, w ostatniej scenie 7 odcinka pokazują jego ryj, wow, kurwa, wow, ale suspens). Wcześniej postać nie istnieje, poza może trzema wzmiankami jego ksywy! A jak się już pojawia, to scenarzyści próbują go "zbudować" w ekspresowym tempie, co wypada zwyczajnie słabo i mało wiarygodnie. Szybko dorabiają, że jest przybranym bratem Luke'a, że byli ziomeczkami, że potem strasznie go znienawidził itd. Tak naprędce to wszystko, na siłę wręcz. Fajnie, że jest to villain, który w końcu może jakoś wprowadzić równowagę do serialu, bo jest w stanie zranić Luke'a, ale zrobiono to, moim zdaniem, zbyt późno. Zresztą nawet to, że jest ciekawszy od Cottonmoutha, nie sprawia, że można go postawić przy Wilsonie Fisku z Daredevila czy Purple Manie z Jessiki Jones. Nie dorasta im do pięt.
  3. Miałki główny bohater - dla mnie główny zawód. Po tym jak go wprowadzili w Jessice Jones, byłem zajawiony mocno na wieść, że dostanie własny serial. Tam zaprezentowali go mrocznie, tajemniczo, już był jakoś zbudowany i - co dziwne - mam wrażenie, że tam ten aktor lepiej grał! Tymczasem w swoim serialu jest nudny, papierowy, płaski, pozbawiony wyrazu i charakteru. Jego przemiana "nie chcem być bohaterem, ale muszem" jest mało wiarygodna i nudna. Niby jego motywacją jest śmierć tego Popa, ale w ogóle tego nie czuć. Przez sporą część serialu Luke zajmuje się zadaniami, które w grach RPG wykonują postacie na 1 levelu! Odzyskaj pierścień, pobij bandziora, wygoń szczury z piwnicy, przynieś mi 15 strzał i kołczan.... Koleś zostaje wrobiony, siedzi w więzieniu, ucieka i nie robi nic, żeby wyjaśnić kto i dlaczego go wrobił, tylko najmuje się jako zamiatacz u fryzjera.
    Jego patetyczne teksty, nieruchoma gęba, mało klarowna motywacja do działania - w zestawieniu z mega potężnymi mocami, prawie, że nieśmiertelnością, sprawiają, że ciężko go w ogóle polubić i mu kibicować. Jednak fajnie się ogląda, jak bohater jest bardziej ludzki, nawet jak ma potężne moce czy umiejętności - Jessica Jones była alkoholiczką, takim white trash, postacią w pewnym sensie złamaną. Daredevil był ślepy:wink:, zagubiony, dostawał wpierdol na początku itd. Łatwiej było ich polubić. Luke Cage jest nieskazitelny, kurwa, typ nawet nie lubi jak się go nazywa nigger :lol:
  4. Słabe i wkurwiające postacie poboczne - począwszy od tego Popa, mentora Luke'a i kurwa całej dzielnicy Harlemu. Jego sentencja "never backwards, alwars forward" godna jest czarnego odpowiednika Paolo Coehlo. Nudny koleś, jego śmierć nie wzbudza jakichś większych emocji.
    "Genialna" policjantka Misty Knight, która na każdym kroku failuje, nie orientuje się, że jej partner od lat jest wtyką Cottonmoutha, która w pojedynkę próbuje aresztować kolejno Cottonmoutha, Luke'a, Diamonbacka, Mariah Dillard i ogólnie myśli, że jest Willem Grahamem z Hannibala. Przez jej głupotę ginie ta cała Candace, która mogła pomóc złapać panią radną. Wkurwiająca typiara na maksa.
    Claire Temple - kolejna postać rzucająca tekstami motywującymi rodem z blogu jakiejś pokemoniastej gimbuski. Fajnie, że wprowadzają ją jako łącznika trzech serialów, ale z każdym kolejnym jest ona coraz bardziej nudna. No i przykro patrzeć jak postarzała się Rosario Dawson, a taką zdrową dupą była w Sin City :D
    Reszty pajaców mi się nawet nie chce wymieniać, bo szkoda czasu
  5. Słabe aktorstwo - zawód duży, bo Daredevil i Jessica Jones przyzwyczaiły mnie do jakiegoś poziomu. Jestem w stanie dużo wybaczyć serialom o superbohaterach, przetrawiłem jakoś kukły "grające" w serialach Arrow czy Flash, więc w LC nie jest tak tragicznie, ale wg mnie raczej słabo. Nie chcę się rozwodzić nad poszczególnymi postaciami, bo szkoda czasu, wystarczy wspomnieć, że aktor grający Luke'a gra dwoma, góra trzema, minami, w tym jedną całkowicie niezmąconą, nieruchomą i nieskalaną myślą maską. Tak jakby mu się nie chciało, bo w Jessice Jones, gdzie był poboczną postacią, grał - moim i żony zdaniem - lepiej.
  6. Wszechkurwaobecna gloryfikacja murzyńskości, black pride, brothers here, brothers there - do porzygu. Ja rozumiem, że jako widz z Europy, nie jestem targetem tego serialu, ale Amerykanie również nie są. Tylko murzyni są. To serial dla zakompleksionych murzynów. Ja oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że murzyni w Stanach, od samego początku państwowości tego kraju, wycierpieli naprawdę sporo, niewolnictwo, segregacje rasowe, prześladowania i tak dalej, ale dlaczego muszą to teraz z taką mocą rekompensować? Serial jest wręcz przepełniony biciem piany nad bohaterami czarnych. Wszystko byłoby bardziej strawne, gdyby bardziej eksponowali Martina Luthera Kinga, zamiast Malcolma X, który był raczej kimś w rodzaju terrorysty. Ponadto pojawia się rasizm wobec białych..... hue hue hue, co?! Przecież to niemożliwe, rasistą może być tylko jebany białas, nie? A jednak w serialu pada tekst do tej policjantki Misty Knight i jej szefowej od innej murzynki "kiedy zakładacie niebieski mundur, to stajecie się białe". Niewinny tekścik utożsamiający białych ze wszelkim złem dla murzynów. Wypowiedź Methodmana w radio - black pride aż wali w mordę. Skorumpowany policjant - biały latino, dobry policjant, który puszcza Luke'a wolno - czarny. Dobrze, że zachowali przyzwoitość i nie zrobili głównego villaina białym, choć Shades zbytnio "opalony" nie był. Pałka się przegła w tym aspekcie, dla mnie było to trudne do zniesienia....


    Dobra tyle, bo pewnie nikt tego nie przeczyta. W serialu podobały mi się ujęcia i ogólny klimat, ale większość pozostałych rzeczy mnie zawiodło.
    Moim zdaniem Daredevil season 1 > Jessica Jones > Daredevil season 2 > Luke Cage.
    Mam nadzieję, że Punishera nie spierdolą, bo znowu czekam jak dziecko na gwiazdkę...

ja przeczytałem i z wieloma rzeczami się zgadzam, LC to nie wypał niestety. Jedyne co mi się podoba w serialu to muzyka



 
Dobra tyle, bo pewnie nikt tego nie przeczyta.
A przeczytałem, a co! :P
Moim zdaniem Daredevil season 1 > Jessica Jones > Daredevil season 2 > Luke Cage.
Daredevil > Luke > Jessica - ja to tak widzę.
Generalnie połowa tego co opisujesz jako wady to ja zaliczam do zalet :) W takim Arrow co sezon jest nowy zły koleś, którego można pokonać dopiero w ostatnim odcinku. po kilku sezonach to trochę nudne się robi.
W porównaniu do "DC's Legends of Tomorrow" czy "Flash" "Luke Cage" jest bardzo fajny, przynajmniej ma klimat :)
 
W porównaniu do "DC's Legends of Tomorrow" czy "Flash" "Luke Cage" jest bardzo fajny, przynajmniej ma klimat :)

Wiesz, w porównaniu do kupy, to i kawałek drewna może wydawać się diamentem :D

Nie wiem czemu Wam się tak Jessica Jones nie podobała, ale dla mnie był to jakiś powiew świeżości i naprawdę świetny villain w postaci Purple Mana. Szkoda, że się go pozbyli..... choć w takich serialach nigdy nie można być tego pewnym ;)
 
Nie wiem czemu Wam się tak Jessica Jones nie podobała, ale dla mnie był to jakiś powiew świeżości i naprawdę świetny villain w postaci Purple Mana. Szkoda, że się go pozbyli..... choć w takich serialach nigdy nie można być tego pewnym ;)
Tylko Purple Man dawał radę. Główna bohaterka nie dawała w żaden sposób rady. Przede wszystkim nie można było do niej poczuć, żadnej sympatii. Matt Murdock to też smutny chujek, ale z dużą ilością ludzkich odruchów. W dodatku w drugim sezonie były sceny w których jest szczęśliwy. Natomiast JJ przez większość scen ma smutną chujową minę, bez wyrazu. W domyśle przez serial leczy traumę wywołaną dzieciństwem i "gwałtem" zarówno psychicznym jak i fizycznym przez Killgrave'a. Tylko, że reżyserzy i scenarzyści pokazują tą traumę w nieumiejętny sposób. Postacie poboczne, nigga please. Patsy Walker jest beznadziejna (aczkolwiek fuckable). Koleś który gra Nuke'a jest równie szary jak mój papier toaletowy (kupuje tylko taki, żeby przy podcieraniu pamiętać, że reprezentuję biedę). W dodatku sam pomysł na serial - połączenie serialu detektywistycznego z superbohaterskim, z czego elementy obydwu są wykonane chujowo. Intryga jest słaba, same śledztwo nudne, walk słabe, serial mało efektowny.
 
Tylko Purple Man dawał radę. Główna bohaterka nie dawała w żaden sposób rady. Przede wszystkim nie można było do niej poczuć, żadnej sympatii. Matt Murdock to też smutny chujek, ale z dużą ilością ludzkich odruchów. W dodatku w drugim sezonie były sceny w których jest szczęśliwy. Natomiast JJ przez większość scen ma smutną chujową minę, bez wyrazu. W domyśle przez serial leczy traumę wywołaną dzieciństwem i "gwałtem" zarówno psychicznym jak i fizycznym przez Killgrave'a. Tylko, że reżyserzy i scenarzyści pokazują tą traumę w nieumiejętny sposób. Postacie poboczne, nigga please. Patsy Walker jest beznadziejna (aczkolwiek fuckable). Koleś który gra Nuke'a jest równie szary jak mój papier toaletowy (kupuje tylko taki, żeby przy podcieraniu pamiętać, że reprezentuję biedę). W dodatku sam pomysł na serial - połączenie serialu detektywistycznego z superbohaterskim, z czego elementy obydwu są wykonane chujowo. Intryga jest słaba, same śledztwo nudne, walk słabe, serial mało efektowny.

Nie zgadzam się z niczym, co napisałeś, chuja się znasz :boystop::wink:

Nie no, można mieć zarzuty do JJ, ale jako postać jest dużo ciekawsza od Luke'a Cage'a i lepiej zagrana :D Mi się ten serial bardziej podobał od LC, ale mniejsza z tym, nie ma co dyskutować, bo widać, że są to subiektywne opinie. Co do Luke'a Cage'a to zarzuty mam takie, jak w moim mega długim poście, są to - że tak to nazwę - błędy proceduralne, które eliminują część klimatu z serialu o superbohaterze. Niektóre rzeczy powinny być sztampowe, a jak się chce rozbić konwencję, to trzeba to zrobić naprawdę dobrze, jak w Deadpool (chodzi o postać z komiksu, bo filmu nie widziałem) czy np. Watchmen.
 
Nie zgadzam się z niczym, co napisałeś, chuja się znasz :boystop::wink:

Nie no, można mieć zarzuty do JJ, ale jako postać jest dużo ciekawsza od Luke'a Cage'a i lepiej zagrana :D Mi się ten serial bardziej podobał od LC, ale mniejsza z tym, nie ma co dyskutować, bo widać, że są to subiektywne opinie. Co do Luke'a Cage'a to zarzuty mam takie, jak w moim mega długim poście, są to - że tak to nazwę - błędy proceduralne, które eliminują część klimatu z serialu o superbohaterze. Niektóre rzeczy powinny być sztampowe, a jak się chce rozbić konwencję, to trzeba to zrobić naprawdę dobrze, jak w Deadpool (chodzi o postać z komiksu, bo filmu nie widziałem) czy np. Watchmen.
Ritter zagrała BEZNADZIEJNIE. Cała różnica pomiędzy zniszczoną psychicznie Jessicą Jones, a Luke Cage'm została w 50 procentach zniszczona przez jej aktorstwo. Jeśli chodzi o sztampę to Luke Cage bardzo przestrzega sztampy komiksowej - zwykły ziomal który dostaje moce w wyniku wypadku/eksperymentu, który pod wpływem tragedii (śmierć Popa) uczy się odpowiedzialności płynącej ze swojej mocy, pokonujący czarnego (hahahaha) bohatera powiązanego ze swoją przeszłością, a będącego jego lustrzanym odbiciem, po tym jak ten skopał mu dupę i wygnał z miasta. Deadpool pomimo humoru i częstego burzenia 4 ściany jest sztampowym superbohaterem. Powstał zresztą jako nędzna kopia Deathstroke'a zrobiona przez Nicezę i Liefelda (nadal nie potrafi rysować stóp). Dopiero podczas swoich dwóch miniserii nadali mu jakiś charakter. A Watchmen w to nie mieszajmy.
A tam Netflixowe Marvele, poczekajcie na Legion od FX - to dopiero będzie bomba.
Na początku się nie jarałem, ale trailer jest naprawdę dobry. Tylko David Haller jest bardzo mocno obsadzony w uniwersum Marvela i boję się jak samemu sobie poradzi.
 
Back
Top