Samorozwój (rozwój osobisty, psychologia)

Wiedziałem że zaraz będzie spina o coś. Lubisz pracować jak pracujesz to sobie pracuj. Temat jest o rozwoju osobistym. Interesuje Cię zagadnienie to podaj jakieś fajne sposoby na rozwój poza pracą. Jak nie to omiń temat bo tylko się zdenerwujesz.
@GupiRyj
nie zrozumieliscie mnie chyba do konca. Chodzi mi o zwrocenie waszej uwagi na inne formy rozwoju, niz rozwoj zawodowy. Przyklady? Wspomniany przeze mnie sport, ale takze dosc nietypowe hobby, jakie odkrylem, czyli ogrodnictwo. Daje duuuzo satysfakcji, gdy patrzysz jak cos sie rozwija dzieki tobie. Dzieki roslina mam wiekszy wewnetrzny spokoj, a to jest moj cel(do tego tez sluza wszelkie medytacje prawda!) nie hejtuje tych co skupiaja sie na karierze, nawet im troszke zazdroszcze, ale uwazam, ze nie wszystkim jest to dane. Pozdro!:)
 
Nie wiem gdzie te książki można teraz nabyć. Szurawski miał kiedyś stronę internetową, ale czy upadła, czy się rozwinęła, tego też nie wiem.

Jeśli chodzi o przemowy, to autor pisał, że nie potrzebuje wogóle szkicu. Zastosowanie ma tu bardzo prosta metoda, że tak to powiem łączenia wizualizacji, choć w jego wypadku oczywiście rozwinięta i zoptymalizowana.
Do każdego punktu przemówienia wybiera się jakiś przedmiot, obraz, który będzie ewidentnie kojarzył się z daną myślą. Póżniej łączy się obrazy pamiętając o trzech zasadach: wartkiej akcji, emocjonalności i własnego zaangażowania. Wytrenowany umysł wie, jakie "obrazy" klucze wybierać i może je łączyć w zawrotnym tempie teoretycznie w nieskończoność. Stąd mamy gości co znają rozwinięcie liczby pi do 100 tysięcy miejsc po przecinku.
Wykorzystywane emocje to np. zdziwienie, rozbawienie czy nawet strach. W praktyce wygląda to tak, że tworzy się i potem odtwarza tak absurdalne sceny, że może się zesrać ze śmiechu.
Jeżeli wyobrażę sobie, że idąc ulicą wpadłem do dziury, wylądowałem jednak na głowie brontozaura, ześliznąłem się po jego grzbiecie, wybiłem z ogona w kosmos, uderzyłem mocno łbem o satelitę, wpadłem do oczyszczalni ścieków a tam w środku o dziwo czekolada...
to w takim filmie i w konsekwencji w przemowie bardzo trudno będzie pomylić kolejność. Tak to działa. Niepoważne metody, poważne skutki :)

W zapamiętywaniu liczb czy obcojęzycznych słów łączy się kilka technik, jednak wizualizacja jest zawsze rdzeniem.

Pierwszy tom to "Pamięć. Trening interaktywny", później chyba "Trening mistrzowski" i "Trening arcymistrzowski".
 
@Karateka@
Jeżeli Mike jest wątpliwej klasy autorytetem to jakim jest gość z filmiku na pierwszej stronie, który może poszczycić się jedynie dobrą rzeźbą i gadką o energii. Podobnie inni trenerzy życia piszący książki. Tyson to żywy przykład tego jak wstawać po ciągłych życiowych upadkach. Jego biografia jest dla mnie bardziej inspirująca niż wszystkie książki life coachów jakie kiedykolwiek wyszły.
 
@Cassius Clay Nie imponuje mi facet, który przegrał wszystko co zdobył, zaliczył kryminał, odgryzł ucho Holiemu itd itp. Nie imponuje mi Mike ze względu na pozasportowe zachowania. Myślę, że Mike pelni funkcję drogowskazu czego nie robić. Był na szczycie i się stoczył nie ze względu na jakieś niezależne od niego okoliczności, tylko na własne życzenie, przez własną głupotę. Gość z filmiku na początku nie jest przesiąknięty patologią. Niestety mimo przemiany Mike'a nadal oceniam go negatywnie patrząc na całokształt. Jego obecnie w miarę mądra postawa jest neutralizacją jego mega przeogromnej głupoty z przeszłości. Cenię go oczywiście za styl, za to że potrafił być taaak dobrym bokserem, ale niestety uważam że na to jak dobrym bokserem miały wpływ:
1. patologiczna przeszłość dzięki, której zgromadził gigantyczne pokłady agresji
2. dobre, silne geny
3. determinacja, ciężka praca pod okiem trenera, który potrafił go trzymać za mordę

Zabrakło trenera - wszystko się posypało.

Gdyby WarMachine miał lepsze geny mógłby osiągnąć w MMA to co Tyson w boksie, ale nawet jakby mu się to udało to wciąż nie byłby dla mnie wzorem.
 
Dla mnie tysiąc razy bardziej wiarygodny jest empiryk, tutaj przypadek Tysona, niż jakiś wyrzeźbiony fitness coach, który serwuje wątpliwej jakości teksty. @Karateka@ Tyson nie musi Ci imponować, chodzi o to, żebyś wyciągnął wnioski na podstawie jego przykładu. Błędy są idealną nauką, a nie dywagacje.
 
Tysona zniszczyły osoby, które wokół niego się znajdowały.
Wszystko zaczęło się od tej suki Robin , potem Don King i karuzela się zakręciła.
 
Zacząłem się tym tematem interesować z 10 lat temu, chyba na wszystkich frontach, od rozwoju psychiki do rozwoju ciała i jeszcze jakieś odchyły duchowościowe, i szczerze powiedziawszy bardziej mi to zaszkodziło niż pomogło, więc całą tą działkę nazwałbym raczej rozBój osobisty :) Jedyne co wg mnie ma sens to korzystanie z wiedzy ekspertów akademickich i klinicystów.

Joseph Burgo "Why Do I Do That?: Psychological Defense Mechanisms and the Hidden Ways They Shape Our Lives" - do eksploracji samego siebie, wg mnie absolutny fundament jakiegokolwiek rozwoju, gdybym rządził światem to dzieciaki już w podstawówce by się tego uczyły

David McRaney "You Are Not So Smart" - o błędach poznawczych, czyli jak robimy się w bambuko i na co uważać

Richard Wiseman "59 sekund. Pomyśl chwilę, zmień wiele" - zero pieprzenia, zbiór konkretów (z takich tematów jak szczęście, motywacja, perswazja, kreatywność, związki, podejmowanie decyzji), których efekty potwierdzają nie anegdoty a prawdziwe badania (różnych psychologów, nie tylko autora)

Art Markman "Smart Thinking: Three Essential Keys to Solve Problems, Innovate, and Get Things Done" - jak się skutecznie uczyć

Robert Maurer "Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić Twoje życie" - metoda małych kroków jest nie do przecenienia, i prywatnie, i zawodowo

Marty Klein "Sexual Intelligence: What We Really Want from Sex and How to Get It" - jak seksić się z żywym człowiekiem a nie fantazjami na jego temat, itd, rewelacja

Michał Mącznik, Artur Król "Praktyczna improwizacja" - bo zdarzyć może się wszystko i warto mieć wtedy luz w łopatkach

David Rock "Twój mózg w działaniu" - czas, praca, efektywność

Warto medytować, http://lifehacker.com/what-happens-to-the-brain-when-you-meditate-and-how-it-1202533314 , vipassana ( http://goo.gl/SieKsa ) jest do tego idealna, 15 minut codziennie wystarczy, żeby po kilku tygodniach odczuć różnicę (a na początku nawet i minuta, potem dwie, trzy itd metodą małych kroków)

Praktyczna filozofia - Donald Robertson "Stoicism and the Art of Happiness: Teach Yourself"


I bardzo byłbym ostrożny odnośnie jakichkolwiek filmików motywacyjnych. Jasne, wszystko może zainspirować, ale fakty są, jakie są - budowanie motywacji na emocjach jest niemal zawsze strzałem w stopę, chyba że chodzi o jakieś podbicie energii, np przed wyjściem na siłownię.
 
@Comber Dlaczego wyżej oceniasz umiejętność znokautowania przeciwnika od umiejętności wyrzeźbienia swojego ciała oraz umiejętności pięknego przemawiania (to się też trenuje) ? Oczywiście, że na błędach innych należy się uczyć, Tyson tych błędów się nie ustrzegł i można pewne wnioski wyciągnąć - jak np. umiejętnie dysponować swoimi zasobami, żeby nie mieć gigantycznych długów będąc jeszcze niedawno bogaczem.
 
Nie miałem na myśli umiejętności nokautowania, ale rzeczy, których doświadczył. Mają dla mnie większą wartość edukacyjną niż wywody o energii.
 
Bo Tyson był jeden i pokonując innych mu podobnych osiągnął szczyt, a mówiących pięknie i wyglądających dobrze są "tysiące" :) Jednemu może imponować solidny budowlaniec, a innemu architekt całej budowli :) Ciekawy temat, czytam.
Oczywiście nie szedłbym za Tysonem jako wzorem człowieka, częściowo nie z jego winy, częściowo z jego miał jak miał, ale pod kątem sportu dla wielu jest autorytetem.
 
Czy jakieś z tych pozycji są dostępne w sieci do przejrzenia? Interesują mnie pierwsze dwie pozycje...
 
@DaimonFrey Dziękuję za bardzo wartościowy wpis. Ja w temacie jestem kompletnym nowicjuszem. Zainteresowałem się tematem dzięki znajomym, którzy czytają Briana Tracyego. Co uważasz na temat robienia list, planowania itd itp? Powiedz też co się okazało szkodliwe i dlaczego. Znam też niektórych ludzi, którzy się jarają Grzesiakiem i odbijam od nich jak najdalej, bo widzę że nie robią nic oprócz interesowania się jakimiś teoriami i życiem we własnej głowie, to coś jak granie w WOWa, tylko bez komputera, tylko w swojej głowie.

Co do Tysona to oczywiście uważam go za wybitnego zawodnika i na jego stylu walki można się wzorować, świetny technik, najlepszy w swoim rodzaju. Jednak nie chciałbym być nim i mieć jego życia ani podejmować jego wyborów. Gdy mam problem wolałbym nie zadawać sobie pytania "Co na moim miejscu zrobiłby Mike Tyson?"

Sama wypowiedź Mike'a Tysona u Wojewódzkiego bardzo mądra. Oczywiście Ameryki nie odkrył, ale ciężko się z nim nie zgodzić.
 
Last edited:
Żelazny Mike może być przykładem, nie wzorem. Ciekawa biografia, mega wyniki sportowe, i na stare lata fajny gość.
 
Mike Tyson jest jak zła postać z komiksu, która stała się dobra. Ale supermoce zdobył będąc zły, a i samą chwałę również zdobył nie jako dobry gość, a jako ten zły bohater.
 
@DaimonFrey Dziękuję za bardzo wartościowy wpis. Ja w temacie jestem kompletnym nowicjuszem. Zainteresowałem się tematem dzięki znajomym, którzy czytają Briana Tracyego. Co uważasz na temat robienia list, planowania itd itp? Powiedz też co się okazało szkodliwe i dlaczego. Znam też niektórych ludzi, którzy się jarają Grzesiakiem i odbijam od nich jak najdalej, bo widzę że nie robią nic oprócz interesowania się jakimiś teoriami i życiem we własnej głowie, to coś jak granie w WOWa, tylko bez komputera, tylko w swojej głowie.

Proszę.
Brian Tracy - przerabiałem "Sposób na sukces", "100 praw sukcesu w biznesie" i "Zjedz tę żabę". On jest całkiem ok, jako jeden z nielicznych z tych amerykańskich self-help/business guru, chociaż pamiętam, że potwornie się powtarza, napisał tych książek chyba z milion a wszystko dałoby się zawrzeć w jednej. Na luzie możesz łyknąć "Sposób na sukces", nie zaszkodzi, może otworzy oczy na jakieś sprawy, tej drugiej nie ma wtedy już sensu dotykać. W "Zjedz tę żabę" chodzi o to, żeby robić najtrudniejsze zadania w ciągu dnia jako pierwsze, bo dzięki temu nie będziemy zwlekać z ich wykonaniem - potwierdzam, wziąłem to chyba właśnie od niego, super strategia! ale pisanie na ten temat całej książki... być może było tam coś jeszcze, ale nie pamiętam, więc jak było to pewnie to samo, co pisał już w innych.
Te które wypisałem wcześniej będą moim zdaniem przydatniejsze na pierwszy ogień, Tracy'ego zostaw sobie jako bonus.


Robienie list - tak, planowanie na kartce - tak. Myśli są chaotyczne, spisanie czegokolwiek, jeśli wcześniej się tego nie robiło, to DUŻY krok do przodu. Przy pisaniu jesteśmy naturalnie bardziej konkretni, kategoryzujemy treści, zauważamy ew. konflikty między pomysłami i potem zapamiętamy to łatwiej bez stosowania żadnych dodatkowych sztuczek.
Mogę wkleić moje notatki z działu o motywacji z 59 sekund, tam jest przepis na efektywne planowanie, ale to jest tak dobra i treściwa książka, że okrajanie jej raczej nie ma sensu, kup albo ściągnij, bo pewnie gdzieś w wersji ang znajdziesz na necie i w 15 minut zapoznasz się z całym rozdziałem. Warto, warto, warto!


Omijaj wizualizacje, cokolwiek powiedzą ich fani - nie tylko nie działają dla większości osób, ale szkodzą, zniechęcają, rozleniwiają. Jedyne co stosuj to metodę doublethink (dwójmyślenie chyba po polsku), która opisana jest w 59 sekund. Inna opcja to trening mentalny, ale wyłącznie jako dodatek do prawdziwego treningu (tak np wspomagają się dodatkowo koszykarze) i wtedy koniecznie należy wizualizować wykonywanie zadania "w czasie rzeczywistym", krok po kroku, bez przyspieszania fantazji, inaczej to strata czasu.

Omijaj afirmacje/autosugestie, mogą pomóc tylko jak już masz jakieś przekonanie i chcesz je wzmocnić, ale jeśli wahasz się lub czujesz, że jest inaczej to zaszkodzą, wprowadzą jeszcze większą niepewność.

Omijaj "psychologię pozytywną", jest tam kilka smaczków, ale ogólna dyscyplina to straszliwe dno, fantazje, w najlepszym razie stracisz tylko czas.
Ogólnie "pozytywne myślenie" to potwór, który wciąga, żywi się naszą naiwnością i potem wypluwa w gorszym stanie niż byliśmy wcześniej (dobry art na temat http://www.janjedrzejczyk.pl/artykuly/pozostale/7-najwiekszych-pulapek-pozytywnego-myslenia ze źródłami pod artykułem, ale możesz mi zaufać, że facet ma naprawdę dobre, sceptyczne podejście i opiera się na faktach).
Potęga podświadomości, prawo przyciągania - patologia, na szczęście przy książkach a la "Sekret" byłem już bardziej sceptyczny, ale "Potęga podświadomości" dopadła mnie wcześniej i namieszała mocno z poczuciem własnej wartości. Badania pokazują, że nie tylko mnie. McGregor i Mańkowski lubują się w takich klimatach, ale oni są ekspertami w swoich dziedzinach, zapieprzają na treningach i to praca (nad którą nawet nie muszą szczególnie myśleć, bo od tego mają trenerów) przynosi im faktyczne rezultaty.

Medytacje - tylko vipassana/mindfulness, niczego więcej nie potrzeba. Medytacje transcendentalne i wszelkie inne metody 'holistyczne' nie dają żadnych realnych korzyści poza wkrętą emocjonalną, z której potem ciężko wyjść. OSHO, Byron Katie, Eckhart Tolle i wszelkiej maści duchowościowi guru - na śmietnik. Klasyczna, mocna filozofia + najprostsza medytacja i nie trzeba dawać zarabiać darmozjadom opowiadającym truizmy.

Omijaj Tonego Robbinsa - cholernie popularny guru i cholernie duża strata czasu (w najlepszym wypadku tylko czasu).

Omijaj Kiyosakiego - masturbują się nim wszyscy tzw. "przyszli milionerzy" czyt. internetowi fantaści i guru naciągacze. Dno, facet kompletnie zmyślił swoją historię, cały swój majątek zbił na książkach a to co próbował inwestować nie wypalało. Jak chcesz coś o "inteligencji finansowej" to przeczytaj "Sekrety amerykańskich milionerów" Stanleya i Danko, książka z durnym tytułem, ale oparta na faktach, zapomniałem a zdecydowanie powinienem dopisać ją do poprzedniego posta.

Omijaj NLP. Ja osobiście uważam, że są tam wartościowe elementy, badania to częściowo potwierdzają, ale ogólnie jest to działka tak bardzo przesycona marketingowym syfem, że zdecydowanie nie warto nawet o tym pisać. No i tutaj mamy Grzesiaka, którego zresztą poznałem osobiście na szkoleniach i potem nawet bardziej prywatnie, fajnie, że sam zauważyłeś, że nie warto. Tak samo trzeba omijać jego 'wychowanka' - Adama Dębowskiego i całą resztę "opowiadaczy", którzy w swoim CV mają wpisane "Praktyk NLP". Truizmy, fantazje, co jakiś czas trafi się wartościowy fragment, ale absolutnie nie jest to warte ceny i czasu, moja największa wtopa czasowo-pieniężna to właśnie Mateusz.


Mnemotechniki... hmmm! No niby w jakimś zakresie to działa, ale osobiście wydaje mi się mało przydatne a wymagające ogromnego nakładu wcześniej. Chociaż może to ja po prostu nie umiałem się tego odpowiednio mocno wyuczyć. Wspominam miło Tony'ego Buzana, możesz sobie poczytać jego "Pamięć na zawołanie", oprócz samych mnemotechnik było tam kilka fajnych rzeczy o pamięci. Bardzo dobre recenzje (ja tylko przeglądałem) zebrała "Moonwalking with Einstein" Joshua Foera, facet na swoim przykładzie pokazał, że można się tego nauczyć. Mimo wszystko wydaje mi się, że lepsza w temacie nauki będzie "Smart Thinking" Markmana. Później "How to Teach So Students Remember" Marilee Sprenger i dopiero poszedłbym w mnemotechniki jako bonus. W sumie może nawet sam sobie doczytam tego Foera w wolnej chwili.

Była już mowa o treningu autogennym na auto-relaksację - w badaniach na redukcję stresu ma skuteczność zbliżoną do medytacji, także też jak najbardziej polecam. Uwaga na jakieś oddychania holotropowe i inne cuda, bo to już jest ściema.

OOBE to wymysł umysłu.
Świadome śnienie / Lucid dreaming to fakt i można się tego nauczyć (mnie się nie chciało), ale poza frajdą nie odnaleziono korzyści, które niektórzy fani próbują temu przypisywać.


Od zajebania tego wszystkiego jest, spędziłem z tym masę czasu i mogę się chyba nawet nazwać ekspertem od bzdur : )))) Niby nie żałuję, bo dzięki temu już więcej nie natnę się na fantastów, ale mimo wszystko lepiej uczyć się na błędach innych... Jak coś mi się jeszcze przypomni to dopiszę.
 
Grube rozkminy tutaj widzę, a ja tylko skromne zapytanie mam i uciekam;) Czy miał ktoś styczność z tzw. kursami szybkiego czytania? W sieci pełno ochów i achów, a dla mnie to po prostu wygląda jak... tandetne polowanie na frajerów. Samo szybkie czytanie ponoć działa - zresztą gdzieś słyszałem, że w średniowieczu tak właśnie czytano, i uczono czytać tekst fragmentami a nie wyrazami - chodzi bardziej o same kursy. Ktoś korzystał?
 
Kuba, w skrócie: nie warto płacić. Będziesz szybciej czytać jak będziesz skoncentrowany. Są też tricki, żeby nie cofać się do poprzednich zdań i wyrazów - można np ćwiczyć przez podążanie wzrokiem za ołówkiem/linijką przesuwanymi (w jednostajnym tempie) pod linią tekstu. Jeśli już płacić to koniecznie unikać tych, którzy twierdzą, że da się usunąć subwokalizację (czytanie "na głos" w myślach), bo co najwyżej da się zagłuszyć i nie przynosi to pożytku. Kilka razy szybciej z dobrym zrozumieniem też czytać nie będziesz, wiadomo wtedy od razu, że wciskają kit.
http://skepdic.com/speedreading.html
A już czytanie fotograficzne to całkowita bajka:
http://ntrs.nasa.gov/archive/nasa/casi.ntrs.nasa.gov/20000011599.pdf
 
  • Like
Reactions: JB_
Kiedyś mocno interesowałem się NLP i całym Grzesiakiem, więc pewno mogę się podpiąć pod temat. Generalnie sporo mi to ułatwiło, nauczyłem się przede wszystkim całkowicie oddzielić emocje i myśli (które w wielu przypadkach bywały naprawdę fałszywe) od rzeczywistości. 'Bądz racjonalny, nigdy emocjonalny' to hasło wdrożone w życie spowodowało, że naprawdę żyję mi się sporo lepiej.

Nawet kiedyś założyłem temat o NLP tutaj: http://cohones.mmarocks.pl/threads/nlp-czyli-neurolingwistyczne-programowanie.11974/

@DaimonFrey również dziękuję za tego posta, wszystko w pigułce.
 
Akurat Greg Plitt był dla mnie prawdziwą inspiracją i motywacją. Jego życie było (niestety) pełne ciekawych przeżyć, nie ograniczał się do chodzenia na siłkę i nagrywania filmików. Chciał,żeby jego życie było inspiracją i to mu się udawało, całe życie aktywnie spędzone.
 
@DickNiaz spoko.
A Grzesiak z których lat? Bo zaczął robić szkolenia w 2005/2006 i w międzyczasie zmieniało mu się już chyba 5 czy 6 razy kim tak naprawdę jest :) Szczerze powiedziawszy to jego obecna wersja jest chyba najgorsza, rzuca procentami, naukowymi nazwami i odniesieniami do badań na lewo i prawo, ale niestety tylko po to, żeby wesprzeć swoje fantazje autorytetem nauki.


+ komentarze
 
@DaimonFrey
chyba z lat 2011-2012, nie potrafię stwierdzić jego 'wersji'. Zresztą, może nie tyle opierałem się na nim co na jego forum gdzie była masa ciekawych technik. Do dziś pamiętam jaką ulgę przynosiło mi rozwiązywanie konfliktów wewnętrznych za pomocą The Work. Przeglądając tamten temat aż mi głupio gdy siebie czytam, dziś mam spory dystans do tego.
 
Skoro The Work to już było po "nawróceniu" i albo w trakcie, albo po przemianie w "mnicha" :) The Work to okrojone do granic CBT z dodatkiem, który w poważniejszych problemach może tak zorać psychikę, że jedynym ratunkiem będzie psychiatra. Zbyt bezpośrednio ingeruje w poczucie tożsamości. (Nie żebym był alfą i omegą, też stosowałem wtedy te metody Bajronówny, dopiero potem poczytałem recenzje poważniejszych psychologów). Jakbyś jeszcze czegoś takiego kiedyś potrzebował to CBT jest dobrze przebadane i ma wysoką skuteczność, tutaj coś po polsku http://www.samosedno.com.pl/pokonaj...ia-poznawczo-behawioralna-w-praktyce,523.html
 
W sprawie coachów, to powstały tutaj problem jest bardzo prosty do rozwiązania. Uważa się, że im człowiek mądrzejszy (lepszy w danym aspekcie), tym ma mniej autorytetów, którymi można go przekonać. (Mój autorski podział).
A) Geniusz za autorytet uzna tylko geniusza w najgorszym razie równego jego wiedzy (profesor na uczelni jest wszechwiedzący)
B) Człowiek wykształcony za autorytet uzna tylko eksperta.
C) Człowiek średnio zorientowany za autorytet weźmie wykształconego.
D) A ktoś, kto nie ma bladego pojęcia w dziedzinie będzie słuchał się każdego, kto do niego mówi.

Rozwiązanie problemu, jeśli ktoś traktuje coacha jako autorytet, który swoim życiem ma dawać mu przykład, to z całym szacunkiem, należy do grupy D.
Jeśli ktoś nie widzi sensu w coachingu, grupa D. Jeśli ktoś nie widzi sensu w samorozwoju, grupa D. Jeśli ktoś nie widzi sensu w życiu, grupa D.
Nie każdy musi znać się na wszystkim, raczej to niemożliwe, dlatego grupa D nie jest czymś złym, ważne jednak, żeby zdawać sobie z tego sprawę.
Jeśli zaś ktoś nie widzi sensu w danych rzeczach na podstawach podanych przez @DaimonFreya to mogę z pozycji osoby z ostatniej grupy uznać go za co najmniej średnio zorientowanego w temacie i obiorę go za autorytet, nawet jeśli nie świadomie, to podświadomie na pewno coś się od niego nauczę.
Teraz pozwolę sobie zadać pytanie, od czego jest trener personalny? Czy od tego by być moim autorytetem, czy ma on pełnić inną funkcję w moim życiu?

Chodzi mi o zwrocenie waszej uwagi na inne formy rozwoju, niz rozwoj zawodowy
Zdecydowanie podpisuję się oburącz. Rozwój zawodowy nie powinien być rozwojem osobistym, tak samo praca nie powinna być życiem. Wypada widzieć granice, w których zaciera się decydowanie o sobie i pogoń za majątkiem.
Umysł myśli tak: to się opłaca, to zrób, to się nie opłaca tego nie rób. A serce myśli, to się nie opłaca, ale zawsze tego chciałeś, zrób to. Dzięki temu drugiemu myśleniu ludzie zdobywają szczyty, zwyciężają w zawodach czy dokonują odkryć, czy chociażby rodzą swoje pociechy. Życie podległe umysłowi prowadzi do zero-jedynkowego przetrwania w stanie względnego bezpieczeństwa i bez ryzyka, niczego nie osiągając. Życie podług serca prowadzi do samorealizacji, czasami okupionej poważnymi stratami.
Zapytaj umierającego na raka człowieka, czego w życiu żałuje, w znacznej mierze ludzie odpowiadają, że nie zaryzykowali więcej, nie wybierali z serca, tylko kalkulowali, że to im się nie opłaci. A zapytaj starszego człowieka, dlaczego jest zadowolony, to odpowie że ma zdrowe wnuki, wybudował dom, zasadził drzewo czy wszedł na Kilimandżaro.

Samorozwój to nie jest zdobywanie umiejętności zawodowych. Nie można sensu życia opierać o wykonywaną pracę. Takie jest moje zdanie.
 
@Karateka@ Rozumiem twoje argumenty, które są dobre. Każdy popełnia błędy związane ze swoją niewiedzą czy też głupotą (no przynajmniej ja). Dlatego też wg mnie Mike może być wzorem ponieważ pokazywał jak w takich sytuacjach się podnieść. To tak już kończąc temat Tysona.
 
@Wewiur

Dla mnie samorozwój to spełnianie marzeń, również tych zawodowych. Nie chcę być tym dziadkiem i na łożu śmierci żałować, że nie mam wnuków, a jak mam to nie mam jak im pomóc, tak jak nie miałem jak pomóc swoim dzieciom ( nie mam dzieci, żeby było jasne ;-) ). Chcę wybudować dom, zasadzić drzewo i mieć pieniądze by zwiedzić miejsca, które chciałbym zwiedzić, mieć hajs na swoje hobby i hobby swoich przyszłych dzieci. Do tego potrzeba pieniędzy. Kariera, rozwój zawodowy może tylko pomóc. To absolutny fundament. Rozwój zawodowy powinien być istotną częścią rozwoju osobistego, nawet fundamentem bo bez tego nie da się zrobić tych bardziej wartościowych rzeczy, a przynajmniej będzie ciężko. Praca to część życia, nie da się tego ominąć, chyba że wygrać w totka. Także nie mamy wyboru - musimy pracować, więc lepiej już to robić dobrze niż na odpierdol.

Nie uważam ponadto, że ryzyko i używanie mózgu się wyklucza. To ma współgrać. Trzeba ryzykować. Bez ryzyka odrzucenia nie da się poderwać dziewczyny. Znam nawet ludzi, którzy się wstydzą pójść na rozmowę o pracę, baaa wysłać CV, bo boją się że zostaną odrzuceni. Boją się zranienia ego i dlatego pozostają w pracy, której nie chcą. To są dokładnie te same osoby, które wstydzą się zagadać do laski, która im się podoba.

To o czym piszesz to ludzie, którzy poszli po najmniejszej linii oporu bojąc się porażki. Nie jest to postawa, którą chciałbym podążać.

Ludzie którzy tak piszą, że pieniądze i kariera nie jest najważniejsza przeważnie mają jedno i drugie, więc mogą sobie pozwolić na takie mówienie. Jak nie masz to chcesz tego ;-) Joe Rogan mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, ale on ma miliony na koncie i jednocześnie potrafi opowiadać o tym jak był nieszczęśliwy w przeszłości, właśnie w tej przeszłości gdy ledwo mu wystarczało na podstawowe potrzeby.
 
@DaimonFrey

Z Briana Tracyego czytałem 1 książkę o robieniu list i zarządzaniu czasem. Widoczne efekty nie jakieś kosmiczne, ale zdecydowanie są. Zgadzam się z Tobą, że warto robić listy, notować i odfajkowywać to co się udało zrobić. Mi się udaje jak na razie jakieś 70-80% założeń, część taka że przed zapisaniem ich chciałem je zrealizować wiele razy, ale dopiero gdy zacząłem zapisywać i robić deadliny zacząłem rzeczywiście spełniać plany. Teraz próbuję robić bardziej szczegółowe listy. Listy są świetne, bo wymuszają zdecydowanie czego się naprawdę chce.

Wizualizacje - robiłem ;-) Z moich obserwacji wynika, że działają identycznie jak pozytywne myślenie. Nic z tego nie wynika oprócz tego, że czujesz się fajnie gdy fantazjujesz. To tak jakby potrzebować solidnej dawki witamin, prawdziwego jedzenia i najeść się chipsami. Głód znika, ale wartości odżywcze niezdobyte.

Medytacja - kiedyś robiłem tak, że przez 15 minut koncentrowałem się na jednym punkcie starając się o niczym nie myśleć, a jak jakieś myśli przychodziły to je ignorować. Myślę, że poprawia koncentrację. Muszę do tego wrócić ;-)

Tonny Robbins - pod namową kumpla przeczytałem "Obudz w sobie olbrzyma". Fajnie się czujesz od samego czytania, ale praktycznej wiedzy tam jest tyle co kot naplakal. Mnostwo truizmow i nawet rzeczy szkodliwe jakby je przeniesc na grunt sportu. Metoda malych kroczkow to cos co dziala, a Robbins podaje cos przeciwnego metodzie malych kroczkow.

Kiyosaki - nigdy nie czytalem ;-) Po recenzji nie zamierzam ;-)

Sekrety amerykanskich milionerow - nie czytalem, moze warto.

Ciekawy material:




Od zajebania tego wszystkiego jest, spędziłem z tym masę czasu i mogę się chyba nawet nazwać ekspertem od bzdur : )))) Niby nie żałuję, bo dzięki temu już więcej nie natnę się na fantastów, ale mimo wszystko lepiej uczyć się na błędach innych... Jak coś mi się jeszcze przypomni to dopiszę.

Mam kolegę, który też się tym ostro pasjonował, ale ma całkiem inne wnioski. Prowadzi teraz firmę, zarabia dobry hajs i uważa, że samorozwój dużo mu dał. Typ się jara optymalizacją wszystkiego co robi. Jest strasznym leniem i dlatego stara się, żeby to co robi było jak najbardziej efektywne, w jego przypadku to działa :)
 
Przy medytacji nie staraj się nie myśleć, tylko zauważaj jak myśli przychodzą i odchodzą same. Obserwuj przerwy między słowami i zdaniami, po którejś medytacji w pewnym momencie będziesz miał wrażenie pewnej przestrzeni, głębi, jakbyś nagle obudził się podczas spektaklu w teatrze/kinie, widział ludzi siedzących obok i obserwował scenę nie będąc pochłoniętym przez akcję. To potrwa chwilę, potem po jakimś czasie znowu się pojawi i tak stopniowo będzie coraz częściej, łatwiej, potem na zawołanie nawet w trakcie bardzo stresującej sytuacji. Jak jeszcze nie doświadczyłeś czegoś takiego to brzmi to dziwacznie, wiem, ale jest duża różnica między tym a prostym wracaniem uwagą na zewnątrz. To drugie oczywiście jest spoko na ćwiczenie samej koncentracji, ale pierwsze ma więcej pozytywnych skutków, na dodatek udowodnionych fizycznymi zmianami w mózgu (!!!).


Mam kolegę, który też się tym ostro pasjonował, ale ma całkiem inne wnioski. Prowadzi teraz firmę, zarabia dobry hajs i uważa, że samorozwój dużo mu dał. Typ się jara optymalizacją wszystkiego co robi. Jest strasznym leniem i dlatego stara się, żeby to co robi było jak najbardziej efektywne, w jego przypadku to działa :)

Ja też nie narzekam! Rozwijam się we wszystkim co robię, łącznie z jakimiś bzdurami typu nauka pisania lewą ręką albo też niedawno kupiłem sobie BOSU do ćwiczenia równowagi... to nawyk, który sprawia mi przyjemność, dlatego tu wszedłem i podałem na wstępie to, co po latach uważam za najistotniejsze (i przebadane a nie tylko w formie anonimowych anegdot o rzekomym działaniu), żeby młodsi adepci nie musieli przebijać się przez całe bagno jakie natworzyła ludzkość w temacie : ) widzę, że jesteś mało podatny na wkręty jak sam z siebie Robbinsa i Grzesiaka odrzucasz, czyli będzie dobrze, powodzenia!
 
Back
Top