Powiem Wam, że patrzę na te bramki i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że najlepszym napastnikiem świata był Inzaghi. Nie ważny jest styl, liczy się ilość. Taki Krzynówek strzelił w życiu dwa gole, przy obu pomógł mu Casillas, ponoć ładne bramki, ale tylko dwie, a Pippo stał na piątym metrze i haratał z czuba niczym Diaz po joincie, jego zespół wygrywał mecz za meczem, był oparciem dla drużyny, co miał to strzelał.
Kiedyś podobały mi się te ładne bramki, a dzisiaj to patrzę i nachodzi mnie myśl, strzelił gola, zespół wygrał, zrobił swoją robotę, a to czy gol ładny czy brzydki to jeden piernik, ważne by był strzelony (u nas w ekstraklasie chyba jeszcze do tego nie doszli).