Bardzo chętnie odpowiem.
Wyobraź sobie, że znalazłeś w Internecie miejsce, w którym możesz podyskutować o jakimś swoim hobby. Wchodzisz tam, zaczynasz postować, nawiązujesz internetowe znajomości, przyjaźnie, jakieś kontakty mniejsze, większe, nawet znajomości poza Internetem. Słowem: miejsce, które lubisz, w którym lubią Ciebie i jest dla Ciebie jakąś tam częścią życia. Ważną,
Nazwijmy to miejsce w tym przykładzie Cohones.
Nagle w tym miejscu zjawia się ktoś, kto to miejsce - kroczek po kroczku - zaczyna ci obrzydzać.
Najpierw nie zwracasz na to uwagi, bo pisze sobie o rzeczach, które cię nie interesują, ale powoli zaczyna pisać o wszystkim. Wszędzie.
Gdy próbujesz sobie poczytać coś o nowościach z rapu, zjawia się on i usilnie kształtuje własną rzeczywistość (potem robi to w każdym temacie), z której dowiadujesz się, że co to jest Pezet, bo prawdziwe liczby to robi Okekel i to on jest już w "meju", czymkolwiek jest.
Chcesz dowiedzieć się o nowościach filmowych? Nie ma szans, ale masz nowy post, z którego dowiesz się, że ten ktoś widział w życiu pięć filmów i on nie rozumie kina.
Widzisz nowy post w temacie Premier League? To on, wyrocznia, który przyszedł napisać, że mamy wielki kryzys dziewiątek i Salah dwadzieścia lat temu byłby osiemnastym piłkarzem w lidze.
A, no i że ten były bramkarz United, "van", miał zawał.
Kurwa, przecież ten gamoń wchodząc u nas w temat o MMA nie potrafił napisać poprawnie nazwiska du Plessisa, tylko uparcie pisał o nim per "Du".
Nawet gdy dla relaksu człowiek wchodził w tematy o Szkolnej 17 to ten ktoś już tam był i napisał dziś 10 postów o tym, że te menele to są chujowe, a jakiś zaszczany random z bloku spod Olsztyna - no, to jest dopiero patologia!
Tego, co pisał o FAME MMA nie będę pisał, bo to pierdolenie doskonale znacie.
Podsumowaniem jego geniuszu jest kałużowa "wiedza" o amerykańskiej polityce, bo tam oczywiście też forsował swoje z dupy wyjęte teorie, tyle że problem polega na tym, że jak się go ktoś pytał o cokolwiek minimalnie wymagającego myślenia typu "dlaczego Biden, a nie Trump", to nie był w stanie odpowiedzieć.
Ten człowiek nie potrafi dyskutować, co jest przecież esencją forum. On przychodzi, rzuca coś co mu się ujebało w głowie i wychodzi. I tyle. Jakbym chciał pogadać z botem to bym se GPT odpalił, ale GPT chociaż mi odpowie.
Nazwijmy tego kogoś w tym przykładzie... o, wiem - ŻELAZNARĘKA.
I tak krok po kroczku macie już powoli dosyć miejsca, które kiedyś uwielbialiście. Przez jedną osobę. Ignorowanie nie pomaga, bo zawsze znajdzie się użytkownik, który uzna, że może to i debil, ale nieszkodliwy i zacytuje go, albo inny, który nie zna lore postaci i złapie się na kompletne kretynizmy generowane przez tego kogoś. Koło się nakręca.
Aż wreszcie ktoś idzie po rozum do głowy i banuje gościa. Cisza, spokój, sielanka. No, przez moment.
Bo ten ktoś wraca, ale pod innym nickiem. Dajmy na to - Zawodnik567. Albo dzejson. Albo co tam jeszcze wymyśli. I tak w kółko. Miesiąc w miesiąc. Przez dwa lata próbował wrócić ponad 30 razy. Dostał ponad 30 banów.
I zawsze, kurwa, wraca. Zawsze z najzabawniejszą rzeczą na świecie. Bo wiecie, jak przyłapiecie takiego Zawodnika567 na tym, że to przecież ŻELAZNARĘKA, to on zawsze odpowiada to samo. Panie, jaka ŻELAZNARĘKA, nie znam człowieka! A przecież ten ćwierćmózg pisze zawsze w identycznym stylu. Jego próby udawania, że on to nie on przypominają próbę schowania się przez słonia za myszą.
Nie wiem, co mówi o mnie fascynacja tą postacią, ale zastanawia mnie, co siedzi w głowie typa, który był skądś wypierdalany na kopach ponad 30 razy i zawsze wraca, by zawsze powiedzieć, że to nie on. Myślę, że niektórym wystarczyłby jeden ban, aby zorientować się, że jest gdzieś niechciany.
Przede wszystkim chciałbym jednak znaleźć w Internecie miejsce, w którym ten szkodnik aktywnie postował, po czym usunięto go na amen i już nie wrócił. Bo jestem ciekaw, jak udała im się ta niesamowita sztuka.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.