Zapytałem AI jak to było z tym Jekombo.
Pudzian i tajemnica potężnego Jekombo
Dzień jak co dzień. Pudzian, lat 60, klata jak lodówka na leżąco, siedzi w swoich kazamatowych apartamentach gdzieś pod Białą Podlaską i scrolluje Instagrama, szukając nowych memów z Karynami i pomysłów na pasztet z bicepsa.
Nagle DZWONIĄ. Nie dzwonią, tylko WALĄ. Do drzwi. Takie dźwięki, jakby pół Afryki przyszło na kulturystykę.
— Kto tam?! — ryczy Pudzian, jednocześnie wyciskając 300 kilo leżąc i mieszając bigos stopą.
— My, czarne byczki, przysłane przez samego Shaquille'a O’Neala! — odzywa się zza drzwi głos jak z lochów Mortal Kombat.
Pudzian, jako człowiek otwarty i gościnny (a i ciekawski, nie powie), wpuszcza ich do środka. Wchodzi sześciu koksów, każdy większy od lodówki z zamrażarką. I każdy nienaturalnie zainteresowany... suplementacją.
Okazuje się, że chłopy są z tajnego stowarzyszenia BRONX BONERS UNITED, które pracuje nad najpotężniejszym środkiem na męskość w dziejach ludzkości – JEKOMBO.
— Co to do k**wy jest Jekombo? — pyta Pudzian, drapiąc się po tricepsie.
— To jakby połączyć koński testosteron, yerba mate, napar z rogu nosorożca i ślinę borsuka w rui. Dajesz to i... bum. Masz ciśnienie takie, że łóżko ci ucieka z sypialni — tłumaczy lider byków, niejaki DJ Meatstorm.
Pudzian – nie od dziś znany z eksperymentowania z odżywkami i bigosem fermentowanym w szopie – węszy interes. A że byczki potrzebują laboratorium, to wjeżdżają do jego kazamatów z całym sprzętem – retorta, moździerz, alchemiczne dildo – wszystko jak trzeba.
Po tygodniu z laboratorium unosi się zapach testosteronu i przypalonego koksu (nie tego na siłkę – tego z Kolumbii). W końcu: EUREKA.
Jekombo gotowe. Zielony płyn w fiolce, świeci jak Shrek w nocy. Ale... jest jeden haczyk. Byczki wypuszczają produkt na rynek z napisem:
"PUDZIAN APPROVED – ROBI Z SIURAKA MIOTŁĘ!"
Pudzian: wkurw level 3000. Nie dość, że gej plotki krążą od kiedy przebrał się za Shreka w Familiadzie, to jeszcze teraz jego facjata na ulotkach, gdzie typ z afro krzyczy „Jekombo rozjebało mi spodnie!”.
— CH** W TO! — krzyczy Pudzian i wrzuca stół do jeziora. — Albo mi płacicie, albo Jekombo testuję na waszych matkach!
Finalnie dochodzi do układu. Pudzian zostaje ambasadorem Jekombo, byczki zamieszkują w jego piwnicy jako "team badawczy", a sam środek zdobywa status "zakazany przez WHO i Watykan".
Ostatnio widziano Pudziana jak z fiolką Jekombo tańczył na dachu Tesco krzycząc:
"TO NIE STEROIDY, TO STYL ŻYCIA!"
Koniec pasty. Ale Jekombo żyje.