Mario ,,dociążator'' Pudzianowski - temat zbiorczy

Na jednym z turniejów strongman organizatorzy mieli mały problem – zabrakło wolnych pokoi. A że zawody były prestiżowe, a zamieszanie logistyczne spore, padła decyzja: Pudzian i Dymek – do jednego pokoju.
Kiedy dowiedzieli się o tym w recepcji, Pudzian tylko mruknął:
– Nie pierwszy raz, jakoś się zmieścimy.
Dymek pokiwał głową:
– No… łóżka tylko nie rozwal. Dopiero co je skręcili.
Wieczorem Pudzian zaczął się szykować do spania. Dymek leżał już na swoim łóżku i przewracał się z boku na bok, bo sprężyny protestowały przy każdym ruchu.
Nagle Dymek usłyszał dziwne stukanie.
Tok-tok… tok-tok-tok.
– Pudzian… co ty tam robisz? – zapytał podejrzliwie, przekręcając głowę.
– Nic, nic. Sprawdzam sprzęt przed jutrem!
No i po chwili łóżko Pudziana nie wytrzymało, więc musieli spać razem.
W nocy Dymek obudził się zaspany i mówi:
– Pudzian, bijesz konia?
– Tak.
– To bij swojego.
I to zdarzenie zakończyło historię przyjaźni między strongmenami.
 
1000000661.png
1000000660.png
:pudzianfap: :heart:
 
Na jednym z turniejów strongman organizatorzy mieli mały problem – zabrakło wolnych pokoi. A że zawody były prestiżowe, a zamieszanie logistyczne spore, padła decyzja: Pudzian i Dymek – do jednego pokoju.
Kiedy dowiedzieli się o tym w recepcji, Pudzian tylko mruknął:
– Nie pierwszy raz, jakoś się zmieścimy.
Dymek pokiwał głową:
– No… łóżka tylko nie rozwal. Dopiero co je skręcili.
Wieczorem Pudzian zaczął się szykować do spania. Dymek leżał już na swoim łóżku i przewracał się z boku na bok, bo sprężyny protestowały przy każdym ruchu.
Nagle Dymek usłyszał dziwne stukanie.
Tok-tok… tok-tok-tok.
– Pudzian… co ty tam robisz? – zapytał podejrzliwie, przekręcając głowę.
– Nic, nic. Sprawdzam sprzęt przed jutrem!
No i po chwili łóżko Pudziana nie wytrzymało, więc musieli spać razem.
W nocy Dymek obudził się zaspany i mówi:
– Pudzian, bijesz konia?
– Tak.
– To bij swojego.
I to zdarzenie zakończyło historię przyjaźni między strongmenami.
Potwierdzam, znam tę historię też z innego źródła:

Jestem Łóżko. Zwykłe hotelowe łóżko, model "Ekonomiczny Standard" – metalowy stelaż, płyta wiórowa, skromne sprężyny. Postawiono mnie w Pokoju 304 w hotelu przy Arenie Strongmanów. Miałem przed sobą spokojny weekend... myliłem się.

Kiedy drzwi otworzyły się, a do środka wkroczyły te... monumenty ludzkości, poczułem, że mój czas na tej ziemi będzie krótki.

Było ich dwóch: Jeden, Pudzian, większy, szerszy, o spojrzeniu, które mogłoby zgnieść cegłę. Drugi, Dymek, może minimalnie mniejszy, ale równie potężny. Dwa supertankowce w doku przeznaczonym dla kajaków.

Usłyszałem ich rozmowę. Dymek, ten z brodą, powiedział:

– No… łóżka tylko nie rozwal. Dopiero co je skręcili.
W tym momencie poczułem dreszcz trwogi w moich niedokręconych śrubach. On WIE. On wie, na co jestem skazane.

Dymek wybrał mojego sąsiada – drugie, identyczne łóżko po drugiej stronie pokoju. Usłyszałem zgrzyt jego metalowych sprężyn, które protestowały w wysokim C za każdym razem, gdy tylko się poruszył. Słabeusz! Ale przynajmniej przeżył pierwszy kontakt.

Następnie przyszła moja kolej. Pudzian.

Ciężar, który na mnie spoczął, był... nieopisany. Moja konstrukcja natychmiast wydała jęk kapitulacji. Ale to nie był najgorszy moment. Najgorszy nadszedł, gdy Pudzian zaczął się szykować do snu.

Usłyszałem Stukanie.

Tok-tok… tok-tok-tok.

Nie był to dźwięk przygotowań do spania. To było regularne, rytmiczne, agresywne uderzanie, jakby ktoś testował młotem wytrzymałość betonu. Dymek, zaniepokojony, zapytał:

– Pudzian… co ty tam robisz?– Nic, nic. Sprawdzam sprzęt przed jutrem!
To, co nazwał "sprzętem", to byłem ja! Czułem każde uderzenie w moją ramę, w moje sprężyny, w moją wiórową duszę. To nie był trening, to była celowa dewastacja! Każdy tok przybliżał mnie do niebytu.

I wtedy to nastąpiło. Ostatnie, decydujące uderzenie.

Usłyszałem chrzęst. Nie zgrzyt. CHRZĘST. To był dźwięk zginanej blachy i łamanej płyty. Mój stelaż, w miejscu, gdzie łączył się z zagłówkiem, po prostu się poddał. Noga, która trzymała mój ciężar, wykonała spektakularny taniec, zanim z hukiem upadła na dywan.

Byłem martwy.

Nie musiałem słyszeć ich rozmowy. Wiedziałem, co się wydarzy. Dwa potężne ciała musiały zmieścić się na jednym, niedzielnym łóżku. Współczułem mojemu sąsiadowi.


Później, w środku nocy, gdy leżałem zdekompletowany i cichy, usłyszałem jeszcze fragment dramatu, który przeszedł do legendy hotelowych anegdot.

Dymek nagle się obudził i wymamrotał w ciemności:

– Pudzian, bijesz konia?– Tak.– To bij swojego.
A potem… cisza. Cisza, która pachniała urażoną męską dumą i hotelowym mydłem.

Ja, hotelowe łóżko, przeżyłem ten wieczór jako kupa złomu, ale jako Świadek Historii. Moje złamanie stało się symbolem upadku wielkiej przyjaźni strongmanów.
 
Back
Top