Wysłanie Wojska Polskiego na Ukrainę.
To co piszę, może być już nieaktualne na etapie pisania, bo szalona, nowa administracja w Waszyngtonie przyjęła wyjątkowo chaotyczną formę tworzenia szumu spekulacji w negocjacjach. Zostawmy więc międzynarodowe otoczenie i skupmy się bardziej na naszym udziale.
Konsekwencja. W 2014 roku ukraińscy żołnierze odbyli w Polsce pierwsze szkolenia z obsługi systemów bezzałogowych. W Toruniu w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia uczyli się naprowadzać artylerię za pomocą polskich dronów FlyEye. Pod koniec 2015 roku w Lublinie ukończono formowanie Litewsko-Polsko-Ukraińskiej Brygady im. Wielkiego Hetmana Konstantego Ostrogskiego. Zaczynamy zauważać kierunek współpracy?
Do tego dodajmy skokowy wzrost transportów amunicji postępujący od początku 2022 roku, po przekazanie i sprzedanie wielu systemów uzbrojenia jak np. armatohaubice Krab. Tu należy wspomnieć, żeby było to setne przekroczenie nieprzekraczalnej, wyznaczonej przez Kreml granicy. Samoloty MiG-29 też poleciały na wschód. To już było przekroczenie przekroczonej granicy, której Polska nie mogła przekroczyć, ale przekroczyła, bo jesteśmy konsekwentni.
Prowadzenie do podziału z Rumunią hubów logistycznych dla Sił Zbrojnych Ukrainy. Zaangażowanie na Ukrainie oraz w kraju polskich medyków w ratowanie życia ukraińskich żołnierzy, czy zobrazowanie satelitarne prowadzone przez polsko-fińskie satelity SAR. To wszystko wpisuje się w kolejne etapy na osi czasu. A ta oś czasu zmierza w jednym kierunku.
Mówienie, że „Żadnych polskich wojsk na Ukrainie!” to oprócz tego, że jest to złamanie konsekwencji i jedności koalicji antyrosyjskiej. To jest to wyraźny sygnał dla Moskwy, że ma przewagę negocjacyjną. A skoro taka dumna, wstająca z kolan Polska odrzuca możliwość wysłania wojska na Ukrainę to Rosja zyskuje przewagę w zaproponowaniu składu sił pokojowych. Swojego składu sił pokojowych.
Bo najdziwniejsze w tym jest to, że padają hasła, a nie bierze się okoliczności. Bo przecież kontyngent ma być wysłany po zawarciu pokoju, może lepszy zwrot to chwilowego rozejmu. A więc w strefę walk ale nie do walki. Chociaż incydenty wymiany ognia na pewno się zdarzą.
Polscy żołnierze od 2022 przemierzyli Ukrainę wzdłuż i wszerz w przeróżnych misjach. Od ochrony VIP'ów, przez transport przeróżnych urządzeń radioelektronicznych, po ich obsługę w pobliżu strefy walk. Do tego grona można doliczyć grupy serwisowe chociażby z Huty Stalowa Wola, oraz stuosobowy oddział policyjnych pirotechników. Śmiało dorzucić tu można jeszcze wypady służb i wojsk specjalnych.
A teraz mniej wzniosłych słów, a więcej o naszym potencjale. Polski kontyngent przechodzi szkolenie z takiej misji. Realizuje je na ścianie wschodniej. Mimo mijających miesięcy, wiele problemów dalej jest nierozwiązanych. Jeśli masz w rodzinie żołnierza, który był na ścianie wschodniej „pilnować” muru. To on opowie Ci jak te problemy mogą ewoluować 1300 km dalej na wschód. Ale to co trzeba uwzględnić w pierwszej kolejności to, że Wojsko Polskie ma do wykonania właśnie ogromną misję w kraju. Musi obstawić Tarczę Wschód, co jest potężnym wyzwaniem kadrowym i logistycznym. Nie możemy wysłać ludzi na wschód i rotować ich zostawiając Przesmyk Suwalski zielonym ludzikom.
O tym jak liczny mógłby to być kontyngent powiedzą dostępne do wysłania liczby takich pojazdów ja wozy ewakuacji medycznej, szpitale polowe, gąsienicowe wozy bojowe, cysterny, systemy obrony przed bezzałogowymi statkami powietrznymi. Zarówno mogące funkcjonować w marszu, jak i ochraniać bazy. Bo, mimo że będzie to misja po zawarciu rozejmu to jestem przekonany, że będzie pełna rosyjskich prowokacji, oraz niestety naszych błędów. Wysłanie nawet tylko kilku tysięcy żołnierzy i kilkuset jednostek sprzętu skończy się co najmniej wypadkami drogowymi, kilkoma samobójstwami i aferkami o lokalnym podłożu obyczajowym. Do tego warto też wziąć pod uwagę jak liczne i mobilne są zasoby Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Bo przy ilości zadań w Polsce, kołderka tej służby może być o wiele za krótka żeby jeszcze ogarnąć nasze okopy pod Charkowem.
Nawet zastanawiając się czym nasi żołnierze będą przemieszczać się w pobliżu frontu, to są tylko dwa rozwiązania. Kołowe Rosomaki oraz MRAP'y Couguar. Nie mamy podstawowego środka transportu jakim jest nowoczesny, bojowy wóz piechoty osadzony na gąsienicach. Brak takiego pojazdu mocno ogranicza zaangażowanie naszych wojsk, a nie sądzę że ktoś pokusi się opierać misję o BWP-1.
Na koniec muszę wspomnieć o przemyśle i biznesie. Nie będzie naszego poważnego udziału w ekosystemie finansowo-gospodarczym nowej Ukrainy jeśli nie będzie naszych żołnierzy na wschodzie. Misje w Iraku i Afganistanie pokazały jak nie powinno się realizować ekspedycji. Prawda jest taka, że najpierw jadą politycy ustalając zasady, później żołnierze ryzykują życie, a na końcu do akcji wkracza biznes. Tak ten świat działa, może się to komuś podobać, może nie. Budowanie relacji gospodarczych z Ukrainą jest też elementem budowania buforu między nami, a Rosją.